logo
Niedziela, 16 grudnia 2018 r.
imieniny:
Albiny, Sebastiana, Zdzisławy, Adelajdy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jan Halbersztat
W co wierzyć... nie warto
Wieczernik
 


Trudniej dowiedzieć się „w co NIE wierzyć”

Ludzie uważający się za wierzących nie widzą sprzeczności pomiędzy podstawami wiary a wieloma teoriami, które Kościół jednoznacznie uznaje za niezgodne z nauką Chrystusa.

O tym, co składa się na prawdy naszej wiary, dowiadujemy się wcześnie. Najpierw – najczęściej od rodziców – na poziomie elementarnym:

że istnieje Bóg, wszechmocny Ojciec, który stworzył cały świat; że Ojciec posłał Syna, który stał się człowiekiem, aby nas zbawić przez swoją śmierć i zmartwychwstanie.

Potem, jako dzieci, zaczynamy chodzić na religię i poznajemy nieco głębiej naszą wiarę, przekaz biblijny, nauczanie Kościoła. Ci z nas, którzy mają szczęście, trafiają do grup formacyjnych czy dobrych duszpasterstw, gdzie mają szansę swoją wiarę pogłębiać, wzmacniając relację z Bogiem, ale także (bo jedno bez drugiego trudno osiągnąć) pogłębiając swoją wiedzę religijną. Mówiąc krótko – jeśli tylko choć trochę nam na tym zależy, stosunkowo łatwo możemy się dowiedzieć „w co wierzyć”. Znacznie trudniej dowiedzieć się „w co NIE wierzyć”. Jakich wierzeń, poglądów, przekonań, sposobów myślenia nie da się pogodzić z byciem uczniem Chrystusa.

Dawniej sprawa była nieco prostsza. Byli ludzie, którzy głosili tezy sprzeczne z tym, co Kościół podawał do wierzenia. Tezy te nazywano herezjami. Niektórzy nie uznawali istnienia Trójcy Świętej, inni twierdzili, że Jezus był tylko człowiekiem albo przeciwnie – że jego ludzka natura była tylko złudzeniem. Byli tacy, co nie uznawali istnienia Ducha Świętego albo twierdzili, że ciało ludzkie jest samym złem i należy się z niego jak najszybciej wyzwolić. Wiele było z tego powodu w historii sporów, wiele toczono wojen, ale sytuacja była stosunkowo jasna – w przypadku konkretnej rozbieżności „poglądów” człowiek wiedział, że musi coś wybrać. Opowiedzieć się „za” lub „przeciw”.

Dziś jest inaczej. Wiele badań potwierdza, że ludzie uważający się za wierzących, przyznający się do Kościoła katolickiego (czy w ogóle do chrześcijaństwa), traktują swoją wiarę niezwykle selektywnie. Że nie widzą sprzeczności pomiędzy podstawami wiary i tym co słyszą w kościele czy na katechezie, a wieloma teoriami czy ideami, które Kościół jednoznacznie uznaje za niezgodne z nauką Chrystusa. Bodaj 90 proc. ludzi w naszym kraju uważa się za katolików – ale też 28 proc. Polaków wierzy w reinkarnację. Dlaczego?

Sprzeczności pomiędzy chodzeniem co niedzielę do kościoła a zajmowaniem się magią

Kiedy jeszcze pracowałem w szkole jako katecheta, bardzo często zdarzało mi się dyskutować z uczniami na temat reinkarnacji i tym podobnych problemów. I naprawdę bardzo trudno było mi przekonać ich, że nie da się pogodzić tej teorii z byciem chrześcijaninem. „Oj, bo ten Kościół to by najchętniej wszystkiego zabronił!” słyszałem w odpowiedzi. „Nie przesadzajmy, co w tym złego?”. „A skąd wiadomo, że...” – i tak dalej.

Oczywiście reinkarnacja to tylko jeden z licznych przykładów. Znam osoby – i nie mówię tylko o moich byłych uczniach – które nie wyjdą rano z domu do pracy czy szkoły nie przeczytawszy wpierw horoskopu na dany dzień. Bo przecież „...warto sprawdzić, co może mi się dziś przydarzyć!”. Znam ludzi – „wierzących-praktykujących” – którzy postawieni przed trudnym wyborem czy szczególnie ważną decyzją, jak w dym biegną po poradę do wróżki czy specjalisty od kart tarota. Znam katolików, którzy ustawiając meble w nowym biurze zasięgają rady „fachowców” od Feng-Shui. Znam też takich, którzy chcąc dowiedzieć się co się wydarzy w przyszłości sięgają po „przepowiednie Nostradamusa” czy uczestniczą w seansach spirytystycznych. Którzy nie widzą sprzeczności pomiędzy chodzeniem co niedzielę do kościoła a zajmowaniem się magią („Ale to przecież tylko dobra, biała magia!”).

Uleganie najróżniejszym przesądom

Co tu zresztą mówić o przepowiedniach, wróżkach czy horoskopach – ilu z nas, uczniów Chrystusa, nawet podświadomie ulega najróżniejszym przesądom! Czarny kot przebiegł przez drogę? Oj, trzeba zawrócić i uważać przez cały dzień (...a może splunąć trzy razy przez lewe ramię?). Zapomniałem czegoś z domu, musiałem zawrócić z klatki schodowej – więc przed ponownym wyjściem powinienem na chwilę przysiąść, prawda? A jak wracając do domu z rorat (!) nie doniosę zapalonego lampionu, to być może ktoś mi bliski umrze w tym roku. O takich szczegółach jak „odpukiwanie” w niemalowane drewno już nawet nie wspominam.

Przesądy i „magiczne myślenie” nie omijają także najnowocześniejszych dziedzin życia. Wszyscy zapewne pamiętają seanse znanego „bioenergoterapeuty”, który „leczył” ludzi wyciągając do nich ręce... z ekranów telewizorów. A któż z nas, posługujących się komputerem i Internetem, nie dostał kiedyś „magicznego łańcuszka”? „Jeśli roześlesz ten list do dziesięciu osób, przydarzy ci się wielkie szczęście... Ale jeśli przerwiesz ten łańcuszek – strzeż się, spotka cię coś bardzo złego!”.

 
1 2 3  następna
Zobacz także
ks. Andrzej Zwoliński
Zapis czatu z dnia 9 stycznia 2008 r. z ks. prof. Andrzejem Zwolińskim na temat zagrożeń ze strony destrukcyjnych grup...
 
o. Wojciech Jędrzejewski OP
Dlaczego pokora jest tak ważna? Ponieważ stanowi powietrze dla dwóch płuc, którymi oddycha spełniające się życie. Pierwszym płucem jest własny rozwój, drugim zaś – zaangażowanie w dobre rzeczy czynione z myślą o innych. Oba są połączone i współdziałają ze sobą. 
 
Aleksandra Wojtyna
Czego możemy się uczyć od prostej świętej? Przede wszystkim pokory. A cóż to jest? Pokora jest to prawda o sobie samym, to postawa wobec Boga i ludzi wolna od fałszu i zakłamania, pełna ufności, że wszystko, co mnie dotyka, otrzymuję z woli Bożej, i na nią się zgadzam. Tak żyła Bernadeta do końca swoich dni...
 
 
___________________
 
 reklama