logo
Sobota, 05 grudnia 2020 r.
imieniny:
Kryspiny, Norberta, Sabiny, Geralda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Tomasz P. Terlikowski
W domowym Kościele
Don Bosco
 


Rodzina jest najmniejszą cząstką Kościoła. O tej prawdzie, choć jest absolutnie fundamentalna, łatwo zapomnieć w domowym zgiełku.
 
W katolickim domu w centrum powinna być zawsze modlitwa. Bez niej trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie. Tyle że choć modlimy się codziennie, i co do teorii dzieci świetnie opanowały zasady modlenia, to w praktyce nasze modlitewne spotkanie dalekie jest od doskonałości. Szczególnie dobrze widać to wieczorem. Gdy już klękniemy (co, powiedzmy sobie szczerze, wcale nie jest proste, bo każdy – akurat wtedy chce się napić albo przytulić), zaczyna się rytuał podziękowań, próśb i przeprosin. 
 
Ojcze nasz…
 
- Zby onalazły się moje krdki, zby onalazly się moje famastry i zby Ula i mama byli kochani. – Młody zaczyna zawsze tą samą frazą. Po nim bardzo podobną powtarza Fiki, z tym, że on już dodaje inne intencje. Isia i Zio są już zupełnie poważne i modlą się o dar życia dla dzieci zagrożonych aborcją, za dziadków, babcie, o zdrowie dla przyjaciół, a także opowiadają o tym, co je zabolało, co im się nie spodobało, i co chcieliby, żeby Pan Bóg zmienił w ich rodzicach. To dla mnie ważna lekcja ojcostwa i wieczne przypomnienie, że kiedy moje córki i synowie odmawiają „Ojcze nasz”, to pierwszym obrazem, jaki będzie się im kojarzył z Bogiem Ojcem, jestem ja. Po nich swoje intencje, także zawodowe czy uniwersalne, dołączamy my, ucząc dzieci, że modlić się trzeba za wszystko. Intencje nie wyznaczają jeszcze końca modlitwy. Później przychodzi czas na „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Aniele Boży” i prośby o modlitwę do naszych, a niekiedy wielu innych patronów. Młody tak ściśle utożsamia się ze swoim patronem, że gdy przypadkiem nie przywołamy go na początku, to zawsze pokrzykuje.
 
- Jesce ja. Jesce ja!
A ja szczerze mu życzę, żeby w przyszłości został kanonizowany i żeby rzeczywiście można się było modlić za jego wstawiennictwem. 
 
Tak to wygląda oczywiście wtedy, gdy nie zdarzy się nic nieprzewidzianego. Ale w rodzinie, w której jest czworo małych i jedno nastoletnie dziecko, nieczęsto jest tak dobrze. O wiele częściej właśnie w trakcie modlitwy ktoś komuś nadepnie na odcisk albo przypomni sobie (akurat wtedy, gdy siostra czy brat przeprasza go za jakieś swoje błędy) własne bóle i zranienia. I wtedy natychmiast rozpoczyna się awantura. Drobna, bo ktoś inny ucisza, że modlitwa, ale dla ojca i matki będąca frustracją, która rozprasza modlitewny nastrój i sprawia, że niełatwo sobie uświadomić, że właśnie teraz razem stanowimy Kościół modlący się, pielgrzymujący do Boga.
 
Gdy stół staje się ołtarzem
 
Świadomość ta wraca dopiero wieczorem, gdy zapadnie już cisza i można usiąść nad Pismem Świętym, które spokojnie czytane uświadamia, że nawet pierwszej wspólnocie uczniów Pana daleko było do doskonałości (to zupełnie jak naszej domowej – myśli sobie człowiek) i że sam Jezus doskonale rozumiał frustracje dorosłych, ale przypominał im, że mają pozwolić dzieciom przychodzić do Niego. A gdzie indziej owo spotkanie dzieci z Jezusem może się odbyć, jeśli nie właśnie w domu. W domu to nie znaczy tylko w modlitwie czy w pobożnych rodzinnych praktykach (u nas to wspólny z najstarszą córką różaniec, wieczorna modlitwa wszystkich i modlitwa poranna – zazwyczaj w samochodzie, oraz niedzielna wspólna msza święta), ale także przy stole. Stół jest bowiem centrum każdego domu i w pewnym sensie najmniejszym ołtarzem. To przy nim przecież sprawujemy wieczerzę wigilijną, która jest wprowadzeniem do pasterki, jemy niedzielny obiad, który jest istotnym elementem niedzielnego bycia razem z Bogiem, czy wreszcie tu siadamy, by rozmawiać z dziećmi. Wszystko to sprawia, że stół przestaje być już tylko meblem, a staje się ołtarzem, czyli miejscem wokół którego gromadzi się rodzina, by być razem, wspierać się, a czasem także razem się martwić (to szczególnie, gdy obiad ugotuje ojciec). Bez tego ołtarza, ale przede wszystkim bez kuchni (która w naszym domu jest czymś na wzór kościelnej plebanii, bo tu załatwia się większość spraw, gdzie dzieje się jeszcze więcej) nie ma domu, nie ma domowego Kościoła.
 
Zastępy wszystkich świętych
 
Rodzina to także miejsce, w którym dokonuje się podstawowa katechizacja, a ojciec jest tym, który ma być pierwszym katechetą. U nas w domu dokonuje się to – poza przygotowaniem do Pierwszej Komunii, które polega na wspólnym z aktualnym przygotowywanym czytaniu św. Tomasza z Akwinu (zapewniam, że dzieci, jeśli ojciec odpowiednio się zaangażuje, wcale nie usypiają) – w codziennej rozmowie. Ot, choćby takiej, jak w drodze do szkoły, gdy po modlitwie porannej dzieci wzywają swoich patronów. 
 
Zaczynamy od intencji (oj, sporo można się z nich dowiedzieć o tym, co dzieciaki boli i czego oczekują), a potem standardowa poranna modlitwa: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Wierzę w Boga”, „Aniele Boży” i wezwania do naszych patronów.
 
1 2  następna
Zobacz także
Grażyna Starzak
Każdy człowiek potrzebuje potwierdzenia tego, co robi. Szuka jakiejś afirmacji swoich dążeń i uznania sensowności swoich poczynań. Teologia jest w stanie uczynić człowieka szczęśliwym, bo jest to nauka, w której nieustannie dotyka się kwestii sensu, wolności i mądrości. Są to sprawy o kluczowym znaczeniu dla człowieka, ponieważ odpowiadają na jego podstawowe pytania, a tym samym ukierunkowują ludzkie życie. I tutaj dochodzimy do osoby Maryi Bogurodzicy.

Z księdzem Januszem Królikowskim, profesorem Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, rozmawia Grażyna Starzak
 
Joanna Świątkiewicz
Małżeństwo to szczególny rodzaj więzi - intymnością dzielimy się z ukochaną osobą. Smak wspólnego życia nie polega na roztropnym dawkowaniu swoich tajemnic, tylko na powierzeniu siebie w sposób wyjątkowy - w rozmowie z Joanną Świątkiewicz mówi Ksawery Knotz OFMCap, duszpasterz małżeństw i rodzin.
 
Anselm Grün
Jezus żąda od nas w Ewangelii Łukaszowej, abyśmy byli miłosierni jak nasz Ojciec niebieski. Kto jest miłosierny, ten najlepiej - tak uważa Jezus - zrozumiał, kim jest Bóg. Być miłosiernym znaczy mieć w sobie serdeczne zrozumienie dla biedy i słabości. Nie znaczy to jednak, że należy założyć ręce i zostawić wszystko "po staremu". 

Z o. Anselmem Grünem OSB rozmawia Krzysztof Wons SDS
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー