logo
Piątek, 19 października 2018 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Piotra, Jana, Pawła, Izaaka – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Antoni Skowroński
Wakacyjny fundusz inwestycyjny
Głos Ojca Pio
 


Kiedy dzieci osiągają wiek tak zwanej pełnoletniości, przypominają ptaki na coraz to dłużej wylatujące z gniazda. W ten sposób oswajają stopniowo rodziców z nieuchronnym ostatecznym odlotem. Dla matki i ojca to znak, że nadszedł czas na podsumowania dotyczące efektów wieloletnich wysiłków wychowawczych.
 
Prowadząc z żoną takie rozmyślania, zapytaliśmy nasze „dzieci” wprost (syn 21 lat, córka 20 i drugi syn 17), co one myślą o latach spędzonych w rodzinnym domu. Po wysłuchaniu głównie krytyki pod adresem stosowanych przez nas metod wychowawczych zapytaliśmy, co wspominają najlepiej. Po krótkim namyśle odparli jednomyślnie: wyjazdy i wakacje – to było fajne.
 
Takie wyznanie uruchomiło lawinę wspomnień. Dzieci mówiły, gdzie i dlaczego było najfajniej… i tu już każde miało inne zdanie. Natomiast żona i ja przypominaliśmy sobie zarówno to, ile trudu pochłaniały przygotowania do wyjazdów, a także to, że np. prawa do „pełnowymiarowych” urlopów czasami trzeba było bronić jak niepodległości, bowiem dla niektórych pracodawców kilkutygodniowy wyjazd urlopowy był czymś nie do przyjęcia. My jednak planowaliśmy zarówno urlopy, jak i długie weekendy (początek maja, Boże Ciało itp.) i staraliśmy się konsekwentnie realizować tego typu wypady. Planowanie miejsc i rezerwowanie noclegów odbywało się często przez wiele tygodni albo i miesięcy przed wyjazdem. Wyboru miejsc dokonywaliśmy systemem wędrowania palcem po mapie.
 
Czas ofiarowany dzieciom
 
Z żoną zastanawialiśmy się, czy takie wyjazdy – oprócz miłych wspomnień, które też są wartością samą w sobie – pozostawiły jakiś pozytywny, trwały ślad. Jeśli wziąć pod uwagę alarmy pedagogów dotyczące braku czasu ofiarowanego przez rodziców swoim dzieciom i niedoboru poświęcanej pociechom uwagi, to właśnie te problemy podczas wspólnych wyjazdów mogą zostać rozwiązane. W ciągu roku zazwyczaj nie udaje się spędzać z dziećmi zbyt wiele czasu, a tym bardziej nie można znaleźć okazji, by coś wspólnie robić. A dla nas właśnie to było priorytetem – stąd jeździliśmy sami, bez znajomych, by nie pochłonęły nas kontakty z dorosłymi, lecz by mieć możliwość pielęgnowania relacji pomiędzy nami a dziećmi.
 
Drugim widocznym owocem naszych wyjazdów okazał się być szacunek dla przyrody, jakiego wyraźnie nabrały nasze dzieci (zazwyczaj miejscem wyjazdów były parki narodowe lub rezerwaty przyrody). Ponadto „zakiełkowało” w nich coś na kształt „duchowości franciszkańskiej”, bo twierdzą, że nigdzie tak nie czują obecności Boga, jak np. w lesie, w zupełnej samotności i ciszy…
 
Kolejnym owocem było poszerzenie horyzontów kulturalnych dzieci dzięki udziałowi w różnych okazjonalnych imprezach wakacyjnych. Najbardziej w pamięć zapadły nam Zloty Ciemnogrodu organizowane przez Wojciecha Cejrowskiego, dziś znanego z telewizyjnej serii „Boso przez świat”. Nie można nie wspomnieć też o tym, że staraliśmy się odwiedzać znane sanktuaria, jak Gietrzwałd czy Święta Lipka oraz miejsca historyczne, jak Grunwald czy Westerplatte, których poznanie zapewne też należy uznać za wartość samą w sobie.
 
Jako dorosły wspomnę, że do dziś pamiętam nasz najdłuższy, miesięczny urlop, podczas którego „zaliczyliśmy”: Roztocze, Warmię i Wybrzeże Bałtyku. Wracając z tej wyprawy, czuliśmy się chyba jedyny raz w życiu tak wypoczęci i odprężeni, że niemal z niecierpliwością czekaliśmy na pracę. 
 
 
1 2  następna
Zobacz także
o. Stanisław Morgalla SJ
Kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, rujnuje... Zabawne wyliczanki, niczym magiczne zaklęcia i przepowiednie, pobrzmiewają to tu, to tam, by choć na chwilę odsłonić stan uczuć wymarzonego obiektu adoracji. Na pomoc wzywane są nawet moce nieba, bo czemu innemu miałby służyć 14 dzień lutego i jego patron święty Walenty? Szkoda tylko, że tak niewiele ma to wspólnego z miłością...
 
o. Stanisław Morgalla SJ
Podejmując temat współżycia seksualnego, warto uświadomić sobie na początku, że relacja między mężczyzną a kobietą w mniejszym lub większym stopniu kształtuje się w orbicie popędu seksualnego. Dzięki niemu istnieje w nas naturalna skłonność do „bycia we dwoje”, co z kolei zapewnia przetrwanie naszego gatunku. Jednak popęd nie determinuje działań człowieka w dziedzinie seksualnej...
 
ks. Marek Dziewiecki
Żyjemy w czasach gwałtownych przemian społecznych, politycznych, ekonomicznych. Młode pokolenie pragnie zbudować nowy, lepszy świat. Wielu nastolatków nie uznaje dotychczasowych autorytetów ani sposobów życia. Młodzi bardzo wysoko cenią sobie wolność, niezależność, własne przekonania. Buntują się przeciwko tradycyjnym normom moralnym, obyczajom i sposobom życia. Inaczej niż poprzednie pokolenie, przeżywają więzi rówieśnicze, zakochanie i przyjaźń między chłopcami a dziewczętami. Mają czasem dziwne spojrzenie na małżeństwo i rodzinę. Zwykle dlatego, że wielu młodym trudno podejmować decyzje na całe życie. Znaczna część młodych żyje w zaburzonych rodzinach, w których brakuje miłości, poczucia bezpieczeństwa i czułości. Tacy młodzi wątpliwości, czy miłość w ogóle istnieje, czy jest możliwe harmonijne życie małżeńskie i czy może ono przynieść szczęście.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama