logo
Poniedziałek, 22 października 2018 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Tomasz Jaklewicz
Wiara to rumieniec
Gość Niedzielny
 


Jeden jest Pan, jedna wiara. Ale też: ilu ludzi, tyle różnych dróg. W domu, w małżeństwie, w rodzinie krzyżują się te drogi. Jego wiara i jej wiara staje się stopniowo ich wiarą. A potem na tej małżeńskiej drodze pojawiają się dzieci. Powstają kolejne drogi…
 
Wiara ma swoje przypływy i odpływy – zanurzenia w Bogu i mielizny zwątpień. Ważne, by nie ustać w drodze.
 
Wiara w rodzinie. Właściwie to trochę mi niezręcznie. Co ja, ksiądz, wiem o małżeńskim życiu? No pewnie, że spotykam się z ludźmi, z ich problemami, troskami, czasem nieszczęściem. To daje obraz może nawet szerszy niż jednostkowe doświadczenie. Ale czy docieram do sedna? Nie wiem. Nie chcę się mądrzyć, raczej podrzucić parę myśli na początek i zaprosić do adwentowej rozmowy o wierze z domowej perspektywy. Jak wierzyć Bogu w codzienności, w małżeństwie, w rodzinie?
 
Wiara. Czym w ogóle jest?

Jest drogą. Wędrowaniem ku Temu, który nadaje naszemu życiu sens. „Jest rumieńcem wywołanym obecnością Boga” (A.J. Heschel) – to moja ulubiona „definicja”. Jest wydarzeniem. Wiara dzieje się, wydarza się nieustannie między człowiekiem a Bogiem. Wiara pozwala „widzieć” Boga we wnętrzu ludzkiej miłości męża i żony, rodziców i dzieci.
 
Wiara każdego z nas ma swoją historię. Kiedyś na rekolekcjach prowadzący poprosił, by napisać na kartce historię swojej wiary. Chodziło o to, by rozpoznać i nazwać te decydujące chwile: wydarzenia, decyzje, momenty odkrywania i gubienia Boga, wzloty i upadki. By odkryć, że Bóg działa w ludzkiej historii. Nie tylko dawno temu w Betlejem, w Nazarecie, w Jerozolimie, ale tu, teraz, w mojej historii.
 
Wiara Andrzeja i Agnieszki, bohaterów naszej adwentowej opowieści. Czytałem z wypiekami na twarzy. No właśnie, to jest to. Każdy z nas ma swoją opowieść, tę najważniejszą, bo jego własną. Każdy ma swoje Betlejem, swój Nazaret, swoją Jerozolimę. Odpowiadając na pytanie, kim jest Bóg, człowiek wierzący nie powtarza jakiejś filozoficzno-teologicznej definicji, ale zaczyna opowiadać o sobie, o swoim życiu.
 
Wiara w domu, w małżeństwie, w rodzinie nie przestaje być osobistą wiarą każdego z domowników. Ale nie może też pozostać czymś zamkniętym, trzymanym pod poduszką tylko dla siebie. Małżeństwo i rodzina to nieustanne krążenie dóbr, wzajemne obdarowywanie, także tym, co najbardziej intymne. A więc i wiarą. Może warto poopowiadać sobie wzajemnie w domu historie swojej wiary. Wiara męża bywa mocniejsza niż wiara żony. A czasem silniejsza jest wiara żony. Jedna połówka musi czasem pociągnąć tę drugą w stronę Boga. Za jakiś czas może być odwrotnie.
 
Wiara przekłada się na decyzje, wyznacza priorytety, pokazuje, co jest w życiu najważniejsze, a co mniej ważne lub w ogóle nieistotne. We dwoje nie zawsze łatwo jest ustalać wspólne stanowisko, wybierać wspólną drogę… Ale jeśli on i ona pytają Boga, to czy On może udzielić im różnych odpowiedzi? Im bliżej Boga, tym bliżej siebie. Czy nie tak?
 
Wiara to okulary, które pomagają widzieć rzeczy w prawdzie. Przez okulary patrzy się na wszystko. Tak samo przez wiarę trzeba patrzeć na wszystko. Wiara nadaje sens prozie życia, nawet cierpieniu. My sami nie wymyślamy tego sensu. Sens przychodzi do nas, można go tylko przyjąć lub odrzucić. Nie da się przebierać w prawdach wiary czy moralności, tak jak się przebiera między towarami czy ciuchami na zakupach. To mi pasuje, a to nie; z tym się zgadzam, a to niech Kościół zmieni. Wiara jest zbudowana na autorytecie Boga: albo On jest dla mnie Bogiem, albo nie. Albo przyznaję Mu rację, albo uważam się za mądrzejszego. Czy Bóg może chcieć od nas czegoś, co byłoby dla nas złe?
 
Wiara ma swoją cenę

Musi nas kosztować. Towarzyszy jej nieraz pokusa zwątpienia, rezygnacji, pójścia na skróty, bo coś mi się przecież od życia należy. Wiara w małżeństwie, w rodzinie też ma swoje próby. Może najtrudniejsze są te, gdy jedna „połówka” zaczyna kwestionować wiarę drugiej „połówki”. Próba jest ważna. Dowiadujemy się wtedy, czy Bóg coś dla nas naprawdę znaczy.
 
Wiara to ciągłe wracanie na właściwą drogę. Czasem to tylko lekkie korekty kursu, czasem konieczność radykalnego zawrócenia z błędnej drogi. Wiara to wierność Bogu, nawet wtedy, gdy dopada nas ciemność. Wiara jest zawsze zagrożona rutyną, znudzeniem. Bóg nie jest nudny, ale nasze modlitwy, kazania, nabożeństwa nieraz tak, i to bardzo. Jak napisał Roman Brandstaetter: „chcąc naprawdę wierzyć w Ciebie, Boże, musimy zostać artystami wiary. I nieustannie tę wiarę zdobywać”.
 
Wiara jest łaską

Trzeba o nią prosić Boga: dla siebie, dla żony, dla męża, dla dziecka. W ciszy, w chwilach samotności lub wspólnie. Jedno „Ojcze nasz”, wypowiedziane razem głośno, czyni obecność Boga w domu czymś bardziej widzialnym i słyszalnym. Wiara rodziców jest fundamentem wiary dzieci. Nikt nie zastąpi ojca i matki w roli domowych apostołów. Katecheza bez wierzących rodziców nie ma prawie żadnych szans.
 
Wiara ma kształt adwentowy. To znaczy nigdy nie jest gotowa, skończona, doskonała. Wiara jest wciąż w drodze. „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno… teraz poznaję po części” – pisze św. Paweł. Tak, Bóg nam wszystkiego nie wyjaśnia. Wiara nie jest postawą pewniaka, ale zgodą na tajemnicę, na zaskoczenie. Nie da się wszystkiego zaplanować i przewidzieć.
 
Wiara jest ufnością, pokornym zawierzeniem. A nieraz jest bezradnością i bezsilnością…, ale oddaną Bogu. „Panie, Ty masz słowa życia wiecznego”. Ty wiesz… prowadź.
 
Wiara to…
 
 
ks. Tomasz Jaklewicz 
 
Zobacz także
Fr. Justyn
Mówimy, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Na czym polega owo podobieństwo do Boga?
 
Ryszard Stocki, Cezary Sękalski
Model odpoczynku „na leżąco” jest modelem z dawnych czasów. Kiedy człowiek ciężko harował fizycznie, polując, biegał po lesie albo pracował na roli, to dla niego najlepszym odpoczynkiem był brak ruchu. Musiał regenerować siły. Ciekawe jednak jest to, że model odpoczynku „na leżąco” kulturowo funkcjonuje dalej, choć nie jest już adekwatny dla naszego życia...
 
Stanisław Morgalla SJ
Coś jest na rzeczy, bo przemoc nigdy nie zapada się pod ziemię ze wstydu, lecz przeciwnie – ma się nieźle. Wciąż świetnie się sprzedaje w prasie, radiu i TV, podbija Internet oraz inne wirtualne światy i zasadniczo nigdy nie narzeka na "złą prasę". Czas zerwać z tą hipokryzją i przyznać szczerze, że przemoc nas fascynuje...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama