logo
Czwartek, 28 stycznia 2021 r.
imieniny:
Agnieszki, Kariny, Lesława, Tomasza, Juliana  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Marek Dziewiecki
Wierni Bogu i niewiernemu małżonkowi
Idziemy
 


Małżonkowie opuszczeni przez męża czy żonę, którzy pozostają wierni przysiędze złożonej przed Bogiem i Kościołem, są znakiem nadziei dla tych małżonków, którzy się rozstali. Potwierdzają, że kryzys nie musi prowadzić do wchodzenia w związki cudzołożne i że każde sakramentalne małżeństwo można ocalić.
 
Dominująca obecnie kultura i obyczajowość promują to, co sprzeciwia się miłości, wierności, czystości, trwałemu małżeństwu i szczęśliwej rodzinie. W konsekwencji coraz więcej młodych ludzi ma trudności w dorastaniu do miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Coraz więcej jest też takich osób, które zawarły sakramentalne małżeństwo, a mimo to łamią złożoną przez siebie przysięgę i opuszczają małżonka oraz dzieci. Niektóre z tych osób wikłają w swój kryzys innych ludzi i decydują się na związki cudzołożne. W tej sytuacji spora grupa świeckich – a nawet niektórzy duchowni – postuluje „miłosierne” i „realistyczne” patrzenie na tych, którzy złamali złożoną przez siebie przysięgę i żyją w związkach niesakramentalnych. Przejawem „miłosierdzia” i „realizmu” miałoby być pozwalanie takim osobom na korzystanie z sakramentu Eucharystii.
 
Postulat sprzeczny z Ewangelią
 
Postulowanie możliwości przyjmowania Komunii Świętej przez osoby, które żyją w związkach niesakramentalnych, jest wyrazem naiwności lub świadomego odchodzenia od tego, czego naucza Jezus w Ewangelii. Dopuszczanie do Komunii Świętej – choćby na zasadzie wyjątków – osób, które odrzucają obecność Jezusa w sakramencie małżeństwa, byłoby rzeczą wewnętrznie sprzeczną. Nie można bowiem szukać obecności Jezusa w jednym sakramencie, jeśli odrzuca się Jego obecność w innym sakramencie, w tym przypadku w sakramencie małżeństwa. Błędne jest też, według mnie, przekonanie, że jeśli osoby, które opuściły małżonka i żyją w związku niesakramentalnym, zdecydują się na rezygnację ze współżycia seksualnego, to mogą już korzystać z sakramentów (patrz przypis redakcji). Nie mogą – z tego oczywistego powodu, że nadal łamią swoją przysięgę, gdyż ślubowały współmałżonkowi to, że będą wiernie kochać i że go nie opuszczą aż do śmierci, a nie ledwie to, że nie będą współżyć z kochanką czy kochankiem.
 
Powrót do życia sakramentalnego tych, którzy opuścili żonę czy męża, jest możliwy dopiero wtedy, gdy małżonek powraca do wierności przysiędze, którą złożył przed Bogiem i Kościołem. Trzeba pamiętać, że ten, kto po zawarciu sakramentalnego małżeństwa odchodzi od żony czy męża i zawiera związek cywilny z osobą trzecią, stawia siebie w gorszej sytuacji niż ten, kto żyje w konkubinacie. Zawieranie w takiej sytuacji związku cywilnego jest bowiem publicznym i złożonym na piśmie oświadczeniem, że ta osoba sprzeciwia się woli Boga odnośnie do nierozerwalności małżeństwa, że lekceważy złożoną przed Bogiem przysięgę i że lekceważy los opuszczonego małżonka oraz niewinnie cierpiących dzieci. Kościołowi nigdy nie wolno sprawiać choćby wrażenia, że pomaga komuś w łamaniu przysięgi małżeńskiej i trwaniu w grzechu.
 
Mówmy o ludziach wiernych
 
Gdy w obliczu kryzysu małżonków ktoś z ludzi Kościoła w centrum uwagi stawia sprawę ewentualnego dopuszczenia do sakramentów tych, którzy weszli w związki cudzołożne, to nie tylko podaje w wątpliwość nauczanie Jezusa o nierozerwalności związku zawartego przed Bogiem, lecz także sugeruje, że każdy kryzys małżeński nieuchronnie prowadzi do wikłania się w związki cudzołożne. Na szczęście rzeczywistość jest inna. W każdej parafii są takie żony czy tacy mężowie, którzy po odejściu małżonka – czasem również przy własnej współwinie – trwają w wierności Bogu, sobie i niewiernemu małżonkowi. Samotnie wychowują dzieci i nie wdają się w żadne romanse.
 
W kontekście kryzysów małżeńskich o tych osobach – nieraz heroicznie wiernych Bogu i małżonkowi – zwykle mówi się mało albo nie mówi się nic, jakby one nie istniały lub jakby nie potrzebowały pomocy duszpasterskiej ze strony kapłanów i wspólnot parafialnych. Jednym z powodów dziwnego milczenia w tej kwestii jest dotykająca także niektórych ludzi Kościoła polityczna „poprawność”. Polega ona na dążeniu do tego, by bardziej zajmować się dobrym samopoczuciem krzywdzicieli niż losem ludzi krzywdzonych. Głośne mówienie o małżonkach, którzy pozostają wierni niewiernym współmałżonkom, jest bowiem dla tych ostatnich źródłem niepokoju i wyrzutu sumienia. Tak jak ci, którzy nie kochają, nie chcą wiedzieć o istnieniu tych, którzy kochają, tak ci, którzy łamią sakramentalną przysięgę małżeńską, nie chcą wiedzieć o istnieniu tych, którzy swojej przysięgi nie łamią w żadnej sytuacji.

Znak nadziei: wspólnoty wierności
 
W obliczu malejącej liczby tych, którzy decydują się na zawarcie sakramentalnego małżeństwa, oraz rosnącej liczby tych, którzy łamią złożoną przez siebie przysięgę, cennym znakiem naszych czasów jest powstawanie grup i ruchów tych małżonków, którzy w obliczu kryzysu czy rozpadu ich małżeństwa trwają w wierności i czystości małżeńskiej. Przypominają światu o tym, że każde sakramentalne małżeństwo z pomocą Boga może być uratowane. Także wtedy, gdy doszło do rozwodu cywilnego czy gdy ta druga strona związała się z inną osobą. Przykładem tego typu grup są Ogniska Sychar, które działają w każdym regionie Polski. Do tych Ognisk należy już tysiące kobiet i mężczyzn. Swoją wiernością dają oni szansę na powrót współmałżonkowi, który odszedł.
 
Od niedawna działa nowa wspólnota – modlitewna grupa wsparcia dla kobiet i mężczyzn opuszczonych przez małżonków czy przeżywających kryzys małżeński. Wspólnota ta – działająca w Polsce i za granicą – obejmuje także młodzież, osoby samotne, owdowiałe oraz księży i siostry zakonne. Opiekunem wspólnoty jest ks. Henryk Czubat, misjonarz Krwi Chrystusa. (Bliższe informacje można uzyskać za pośrednictwem poczty elektronicznej: ewa.zawadzka1@vp.pl). Ta wspólnota modlitwy i wsparcia przypomina, że również małżonkowie przeżywający kryzys są powołani do świętości. I że wszyscy w Kościele jesteśmy wezwani do modlitwy w intencji małżonków i rodziców oraz do postawy wynagradzającej Bogu za grzechy przeciw małżeństwu i czystości.
 
Od redakcji:
Pogląd autora nie wyraża stanowiska redakcji „Idziemy”. Św. Jan Paweł II w punkcie 84 Familiaris Consortio zaznaczył bowiem: „Pojednanie w sakramencie pokuty – które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej – może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów – jak na przykład wychowanie dzieci – nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom”.
 
ks. Marek Dziewiecki
Idziemy nr 4 (487), 25 stycznia 2015 r.
 
 
fot. Esperanxa Rings
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Ignacy Kosmana OFMConv.

Św. Paweł zaskakuje swoich czytelników i zdaje się przeczyć nauce zawartej w księdze rodzaju: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam... Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”; Apostoł natomiast uważa, że „dobrze jest człowiekowi nie łączyć się z kobietą”.

 
Małgorzata Mierzwa-Hudzik
Wiele godzin spędzamy w pracy, a po przyjściu do domu zasiadamy przed telewizorem, komputerem. Brak wtedy czasu na bycie razem z rodziną, na rozmowy. Komunikacja przestaje być dialogiem, a staje się monologiem. Zauważam, że dużym problemem w rodzinach jest samotność ludzi, którzy przecież wybrali życie we wspólnocie. Prowadzi ona do utraty więzi ze sobą, drugim człowiekiem i z Bogiem. Jest to wielkie cierpienie dla rodziny. 
 
Tadeusz Basiura
Ci, co chodzą regularnie do kościoła, aby uczestniczyć w niedzielnej Mszy św., zauważą zapewne zmieniającą się na przestrzeni roku liczbę wiernych biorących w niej udział. Gdyby tę liczby przenieść na wykres, otrzymalibyśmy linię zbliżoną do sinusoidy o, niestety, dość dużej amplitudzie...
 
 
___________________
 
 reklama