logo
Niedziela, 28 lutego 2021 r.
imieniny:
Ludomira, Makarego, Wiliany, Romana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Artur Andrzejewski
Wprowadzajcie Słowo w czyn
Wieczernik
 


Bóg przychodzi...

Słowo Boże jest żywe wówczas, gdy wkładając wysiłek w jego zrozumienie czynimy je aktualnym i powiązanym z naszym życiem
 
Gdyby ktoś cię wołał, odpowiedz: „Mów, Panie, bo sługa twój słucha” (1 Sm 3, 9). To napomnienie, jakie Heli daje młodemu Samuelowi, wykracza poza granice tamtego czasu i tamtej przestrzeni. Stanowi ono wzorzec relacji, jakie powinny towarzyszyć każdej lekturze Pisma Świętego.
 
U jej podstaw leży prawda, że Bóg przychodzi i to przychodzi w swoim słowie, a nawet więcej – przychodzi jako Słowo. Znamy dobrze ten piękny fragment z Prologu Ewangelii wg św. Jan: Słowo … zamieszkało wśród nas (J 1, 14). Greckie evskh,nwsen [czytaj eskenosen] dokładnie powinno być przetłumaczone jako „rozbiło namiot”. Bóg mnie zaprasza, abym wszedł do tego namiotu. Zaprasza jak Mojżesza. Zaprasza na spotkanie ze sobą. Ten namiot zawsze ma być namiotem spotkania.
 
Nie można jednak zapomnieć o tym, jakiego rodzaju jest to spotkanie. Zapraszający jest „Panem” a zaproszony „sługą”. Zaproszenie to ma więc charakter wezwania, którego cechą jest udzielenie konkretnych rozporządzeń. Najlepiej sens tego spotkania tłumaczy fragment psalmu: Nie chciałeś ofiary krwawej ani obiaty, lecz otwarłeś mi uszy; całopalenia i żertwy za grzech nie żądałeś. Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę; w zwoju księgi o mnie napisano: Jest moją radością, mój Boże, czynić Twoją wolę, a Prawo Twoje mieszka w moim wnętrzu” (Ps 40, 7-9).

Wdzięczność za okazaną dobroć
 
Do służby motywuje nie strach ani chęć zysku, ale wdzięczność za okazaną dobroć. Taka wdzięczność najlepiej mobilizuje do tego, aby pilnie wczytywać się w wolę swego Pana. Wczytywać się tak pilnie i starannie, jakby się chciało Jego wolę odkrywać z mimiki twarzy, ruchu palca czy skinięcia głową. Właśnie do tego nawiązuje plastyczne porównanie z Psalmu 123: Oto jak oczy sług są zwrócone na ręce ich panów i jak oczy służącej na ręce jej pani, tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu… (w. 2). Uznanie siebie za sługę Tego, kto przez te święte teksty do mnie mówi, ma bardzo poważne konsekwencje. Co prawda w dzisiejszych czasach, gdy tożsamość człowieka często buduje się na buncie i niezależności, trudno jest wzbudzić w sobie postawę sługi. Bez jej przyjęcia jednak człowiek stoi jakby „na zewnątrz” – odrzuca zaproszenie. Automatycznie odrzuca też siłę jaką to spotkanie daje. Może to jednak uczynić i dlatego ciągle żywe jest przesłanie, że Słowo przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi (J 1, 11-12).
 
Uznanie siebie za sługę nie jest końcem, lecz naprawdę początkiem drogi. Nie wystarczy bowiem słuchać słowa. Jezus wyraźnie to akcentował: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je (Łk 8, 21), każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale (…) Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku (Mt 7, 24.26) i wreszcie Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie (Mt 7, 21). Słuchanie słowa jest tylko drogą, wprowadzanie go w życie – celem.
 
Zrozumieć Słowo
 
Często spotykamy się z zachętami, aby Pismo Święte czytać całymi rozdziałami. Znane są różnego rodzaju tabele, dzięki którym możemy całą Biblię przeczytać w przeciągu roku. Czy w perspektywie powyżej cytowanych słów Jezusa ma to sens? Ma! Pod warunkiem, że czytamy nie po to, aby zaspakajać swoją ciekawość, czyli aby „wiedzieć”, lecz czynimy to, aby „rozumieć” i przez to zrozumienie całości odkrywać wymowę poszczególnych fragmentów. Jezus mówi przecież do saduceuszów: Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? (Mk 12,24).
 
Gdy ktoś czytając Biblię ogranicza się do tego, aby „wiedzieć”, tak naprawdę redukuje ją do zamkniętego, więcej nawet, martwego dzieła. Można zachwycać się z filologicznego punktu widzenia poszczególnymi metaforami, przypowieściami, alegoriami, opowiadaniami znajdującymi się w Biblii nawet wówczas, gdy jest się niewierzącym. Podziw ten przypomina jednak zachwyt kogoś, komu na zajęciach w prosektorium udało się wypreparować kawałek tkanki i odkryć jej fenomenalną budowę.
 
Słowo Boże jest żywe wówczas, gdy wkładając wysiłek w jego zrozumienie czynimy je aktualnym i powiązanym z naszym życiem. Czytając więc nawet większe biblijne passusy nie możemy zapominać, że słowa te stanowią list, jaki Ten, który JEST wysyła aktualnie do tych, których kocha. Pamiętając o tym, może zdziwimy się, że samo czytanie będzie nas zmieniało – bo przecież, kto z kim przestaje… 

Przyjąć lekarstwo
 
Celem listu, jaki Ojciec wysyła do nas jest to, abyśmy stali się do Niego podobni w doczesności – Bądźcie wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5, 48), Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6, 36), jak również w wieczności – Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3, 2). Do tego celu nie dojdziemy jednak, gdy kontakt ze Słowem Bożym będzie bardzo „powierzchowny”. Poznając naszą ludzką kondycję duchową, odkrywamy fakt, że jesteśmy słabi i chorzy, więcej nawet, panuje w nas bardzo wiele letalnych dolegliwości. Bóg wysyła lekarstwo do tych, których kocha, i Jego Słowo jest właśnie czymś takim. Nie słyszałem jednak, aby ktoś doznał uzdrowienia od samego patrzenia na lekarstwa, a tym bardzie od faktu ich posiadania w apteczce. Mogą one stać się przyczyną wyzdrowienia, dopiero wtedy, gdy chory je zażyje. Dlatego św. Jakub poucza:
 
Przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo(Jk 1, 21-25).
 
Przesłanie tego fragmentu jest fenomenalne. Słowo Boga ma moc zbawić dusze, ale wówczas, gdy będzie przyjęte, rozważane i wprowadzone w czyn, tzn. zastosowane. Na płaszczyźnie medycznej istnieje ryzyko, że źle zaaplikowane lekarstwo może nie tylko nie pomóc, lecz wręcz przeciwnie – zaszkodzić. Podobnie rzecz ma się ze zdrowiem duchowym. Trzeba zastosować w swoim życiu to, do czego Słowo wzywa. Nie zastosuje się go właściwie, jeżeli się go dobrze nie zrozumie. Nie zrozumie się go jednak, gdy się go dobrze nie zobaczy. Wszystkie elementy tego wielkiego biblijnego trójskoku „ZOBACZYĆ – ZROZUMIEĆ – ZASTOSOWAĆ” muszą być ze sobą mocno powiązane, choć każdy ma swoją specyfikę. Celem pierwszego „z” –„zobaczenia” jest to, aby studiowany fragment poznać dogłębnie, aby niczego z niego nie uronić, ani też niczego do niego nie dołożyć z własnych wyobrażeń. Cel drugiego „z” – „zrozumienia” sprowadza się do tego, aby odkryć przesłanie studiowanego fragmentu (o konieczności tego odkrycia zob. 2 P 3, 15-16). Celem trzeciego „z” – „zastosowania” jest natomiast to, aby dołożyć wszelkich starań, by słowo Boże wcielić w życie!
 
Pytanie nie brzmi więc: „czy wprowadzać?”, ale: „jak to zrobić?”.
 
1 2  następna
Zobacz także
ks. Piotr Stawarz SDS
W dzisiejszych czasach jesteśmy świadkami nowej wiosny w Kościele: w tak wielu miejscach zapala się entuzjazm do czytania Biblii i pragnienie poznawania jej. W wielu sercach rodzi się pragnienie, by poznać Pana. Ludzie wszystkich stanów, powołań i zawodów pytają o sposoby rozważania Pisma Świętego. Chcą nauczyć się modlić Słowem Bożym.  
 
Adam Piekarzewski SDB
Pomyśl, że rozmawiasz z kimś bardzo dla ciebie ważnym, przy tym niesamowicie mądrym i dowcipnym. Pomyśl jeszcze, że ta osoba jest bardzo zainteresowana tym, co mówisz. W miarę rozwoju dialogu czujesz, jakbyś mógł przegadać z nią całe życie… A teraz odpowiedz sobie na pytanie: Jak się ma taka rozmowa do twojej modlitwy?
 
Kuba
Być może moja historia pozwoli komuś zrozumieć, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. On jest niesamowity! Potrafi zasiać ziarno miłości nawet w najbardziej zatwardziałym sercu. Odkąd sięgam pamięcią, Bóg w mojej rodzinie był zawsze tematem tabu. Z początku nie zdawałem sobie sprawy dlaczego tak się dzieje...
 
 
___________________
 
 reklama