logo
Wtorek, 02 marca 2021 r.
imieniny:
Halszki, Heleny, Karola, Pawła, Radosława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Eliza Litak i Michał Wsiołkowski
Wracamy do raju
Liturgia.pl
 


Kolejna możliwość pojawia się z mediami. Coraz częściej i to nie tylko katolickie uczestniczą w naszych uroczystościach. Relacje z tych uroczystości docierają zatem do wielu ludzi. Nie zawsze te relacje są poprawne z punktu widzenia treści kościelnych, nieraz wymagają skorygowania. Ale mamy coraz większą liczbę dziennikarzy, którzy uczciwie przychodzą i pytają o znaczenie danej liturgii W każdej gazecie, w każdym radiu czy telewizji próbuje się coś o danym święcie powiedzieć i często dziennikarze robią to dobrze. Rzadko zdarza się, że próbują „kombinować” na własną rękę – wtedy pojawiają się czasem komentarze po prostu śmieszne. Ale wiele jest dobrych. Nawet powiedziałbym, że czasem zazdroszczę… Kiedyś słuchałem w radiu Katowice komentarza do obchodów Wielkiego Piątku i dziennikarz zrobił to znacznie lepiej niż komentator w kościele. Naprawdę, pod tym względem widać wiele dobrego i możemy się cieszyć.

Czyli: katecheza, gazetki parafialne, media. Należy te możliwości wykorzystywać. Wszystkiego na pewno nie da się zrobić tylko i wyłącznie w czasie samej celebracji.

Z jednej strony jest pytanie o to, na ile ludzie mogą odkryć treści zawarte w liturgii Wigilii Paschalnej, ale z drugiej: jak tę liturgię przygotować? Gdzie znaleźć granicę między praktyką i wymaganiami rzeczywistości a duchem liturgii, który w tej akurat celebracji wymaga tego, aby sprawować ją z pietyzmem, z zaangażowaniem, z gotowością do poświęcenia dużej ilości czasu,. Są wspólnoty, które mają czas, mają taką ochotę, ale są też wspólnoty czy parafie, gdzie jest, na przykład, dużo starszych osób, dla których jest problemem, żeby w tej liturgii tak późno i tak długo uczestniczyć. Gdzie znaleźć tę granicę; w którym miejscu „postawić na ducha liturgii”, a w którym skorzystać z tego, że dokumenty pozwalają na skromniejsze jej sprawowanie, czy – bardziej ogólnie – na dostosowanie jej do wspólnoty?

Liturgia to nie tylko to, co jest w zapisane księgach, ale należy brać pod uwagę także zmysł wiary uczestniczących w celebracjach. To, co jest w księgach, staje się liturgią wówczas, gdy konkretny człowiek to przeżywa. Stąd istnieje konieczność dostosowania przekazu zawartego w księgach i przepisach liturgicznych do potrzeb danej wspólnoty. Jeżeli to jest wspólnota ludzi starszych, którym ciężko jest wytrwać przez dłuższy czas – chociaż nie jestem przekonany, że to akurat ludziom starszym się tak śpieszy – to należy to uwzględnić. Tylko boję się, że często bywa tak, iż to opinia jednego człowieka albo niewielkiej grupy staje się dominująca.

Podstawową cechą chrześcijanina jest być pokornym. Pokornym jest ten, kto umie troszczyć się o prawdę. Taka jest zresztą definicja pokory. I człowiek pokorny będzie umiał dobrze słuchać. Będzie umiał słuchać Bożego głosu i będzie umiał słuchać swojej wspólnoty. To najłatwiej dostrzec właśnie w czasie takich celebracji. Proszę na przykład zauważyć, jak bardzo stają się męczące dla uczestników wszelkie formy teatralności, przesadne i zbyt ekstrawaganckie formy gestów w celebrowanej liturgii. Może mogą się podobać jeden raz, jako taki „fajerwerk”, ale nie mogą funkcjonować dłuższy czas. Natomiast Kościół, dzięki swemu doświadczeniu, wypracował takie „metody”, które pozwalają wiernym w czasie liturgii zachować „wolność ducha”. I z tym doświadczeniem Kościoła musimy się liczyć. Prostota gestów, ich czytelność pomagają.

A jednak Ksiądz powiedział o „fajerwerkach”, że raz na jakiś czas mogą być dobre. Po pierwsze, co by Ksiądz określi już jako taki „fajerwerk”, a po drugie, czy Wigilia Paschalna nie jest tak wyjątkową nocą, że jej celebracja może być bardziej, nie powiem efekciarska, ale efektowna? Czy tutaj też musimy się pilnować?

Pewno wszędzie trzeba się pilnować, w tym przypadku tym bardziej, bo ta liturgia rzeczywiście jest raz do roku… Mówiąc o „fajerwerkach” miałem na myśli głównie różnego rodzaju popisywanie się, i to zarówno celebransa, jak i organisty czy scholi. Czasami chodzi tylko o to, by coś „zabłysło”, by fajnie „wypadło” – tylko czy to tak w liturgii ma być? Każdy piękny element musi być zharmonizowany z całością. Występ scholi, chóru, jeżeli jest dobrze zharmonizowany z rytmem całej liturgii, na pewno „fajerwerkiem” nie będzie. Jeżeli dana wspólnota może sobie pozwolić na wprowadzenie chóru, czy na zaproszenie dobrego śpiewaka do psalmów w czasie liturgii słowa, to jest to kapitalne. Ale jeżeli posługa liturgiczna przeradza się w koncert, to na pewno jest „fajerwerkiem”. Nieraz trzeba nawet form nadzwyczajnych, by podkreślić święto. We Włoszech na przykład na zakończenie mszy świętej w Wielkanoc używa się prawdziwych fajerwerków. I dobrze! Niech tak będzie, widać, że wszyscy się cieszą ze święta, byle nie kosztowało to zbyt wiele wspólnoty. Ale jeżeli wszystko zmierza tylko ku temu, żeby się „pokazać”, to zdecydowanie coś takiego nie licuje z liturgią. Więc ciągle trzeba pilnować owego „ducha liturgii”. Jeżeli naprawdę w przygotowaniu liturgii szuka się przy tego, co Boże, jeżeli czyni się z tego swoją modlitwę, to na pewno będzie to dobre.

Wracając do pytania o ową granicę, a raczej rozsądne proporcje między przepisami a praktyką. Myślę, że tutaj kluczowa jest właśnie pokora tego, który jest odpowiedzialny za liturgię. Wcale nie myślę tu o liturgistach, ale przede wszystkim o pasterzach parafii. Oni muszą umieć słuchać i Kościoła, i swoich owieczek, a przez to znaleźć odpowiednią formę liturgii.

Pamiętam, jak udało mi się kiedyś, na jednej wsi, namówić proboszcza, żeby odprawił Wigilię Paschalną po zachodzie słońca, zgodnie z przepisami. On obawiał się, że przyjdzie mało ludzi, jeśli zrobimy ją zbyt późno. A swoją drogą i tak chodziło na nią bardzo mało ludzi. I jakie było zdziwienie tego proboszcza, gdy po raz pierwszy miał pełny kościół na Wigilii Paschalnej. Dlaczego? Przyczyna była prosta. Ludzie skończyli pracę na roli, poszli do domu, obmyli się i przyszli spokojnie na święto. Nie chcę powiedzieć, że ten proboszcz nie znał swoich parafian, bo był to dobry duszpasterz. Warto jednak czasami poradzić się rady duszpasterskiej, zapytać bezpośrednio wiernych. Oczywiście, nie może także zapominać o wymaganiach Kościoła, które nie zawsze muszą się wszystkim podobać, a jednak są obowiązujące.
 
Zobacz także
Mariusz Majewski
Papieże są synami swoich czasów. Muszą odpowiedzieć na pytania, które wspólnota ludzka, wspólnota wierzących przedkładają im w danym momencie. Na to nakłada się osobowość każdego z papieży.

O misji papieża Franciszka, reformie Kurii Rzymskiej, Biblii na czas kryzysu i chorobie obojętności religijnej z kard. Gianfranco Ravasim rozmawia Mariusz Majewski
 
Grażyna Starzak
Śpiewanie nie jest trudne, nie wymaga wyjątkowych umiejętności – tylko znajomości tekstu i melodii. Im więcej śpiewamy, tym lepiej nam to wychodzi. Warto się starać, choćby ze względu na swoje dzieci – zachęca Mieczysław Tuleja. Podobno nawet malutkie dzieci mają dobry słuch i chętnie słuchają kolęd. Oczywiście, nie każda melodia musi się im podobać. Kolędy są jednak na tyle różnorodne, że każdy, nawet malec, znajdzie wśród nich coś dla siebie.  
 
Kamil Wielecki
Droga Neokatechumenalna nie jest żadną organizacją, stowarzyszeniem czy ruchem, lecz – jak głosi jej Statut – jednym „ze sposobów diecezjalnej realizacji wtajemniczenia chrześcijańskiego i stałego wychowania wiary”. Metoda tego wtajemniczenia jest jedną z form realizacji zaproponowanego przez Jana Pawła II „najbardziej pierwotnego modelu apostolskiego”. Chodzi o inicjację chrześcijańską odbywającą się w żywej wspólnocie, która daje światu znaki miłości i jedności.
 
 
 
___________________
 
 reklama