Katolik.pl - Wracamy do raju
logo
Sobota, 24 października 2020 r.
imieniny:
Arety, Marty, Marcina, Antoniego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Eliza Litak i Michał Wsiołkowski
Wracamy do raju
Liturgia.pl
 


A czy są w liturgii paschalnej takie ustępstwa, na jakie nie wolno iść, żeby liturgia paschalna pozostała liturgią Wigilii Paschalnej?

Tutaj wiele rzeczy Kościół zdefiniował bardzo jasno. Po pierwsze, rozpoczynanie Wigilii Paschalnej przed zachodem słońca jest zakazane. A w praktyce... Niektórzy biskupi lokalni wprost powtórzyli ostatnio ten zakaz. Druga rzecz, to czytania. Ponieważ jest to wigilia i liturgia ma być czuwaniem, więc siłą faktu ten charakter czuwania musi być oddany przez większą ilość czytań. Ich minimum zostało określone na trzy czytania. Ale to ma być minimum, nie zasada! Nie wolno też Wigilii Paschalnej odprawiać w jakiś małych zgromadzeniach, w niewielkich grupkach. Na Wigilii ma być zebrana cała wspólnota. Wprost istnieje zakaz odprawiania jej w oratoriach czy prywatnych kaplicach. W Wigilii Paschalnej liczy się przede wszystkim doświadczenie całego Kościoła - trudno je przeżyć w takiej małej grupce. Jakimś wyjątkiem mogą być rekolekcje, na przykład w ramach formacji animatorów liturgicznych Ruchu Światło-Życie. Przeżywają oni jeden raz w życiu Triduum Paschalne w formie rekolekcji po to, żeby potem w przyszłości służyć ludowi Bożemu we własnych wspólnotach. To przykładowe przeżycie będzie im służyło potem jako wzorzec. Tak więc taki wyjątek jest uzasadniony. Inne przypadki są niedopuszczalne z punktu widzenia prawa kościelnego.

Takie są chyba najważniejsze wymogi. Nie wspomnę już o takich rzeczach, jak używanie plastikowych urządzeń, które mają przypominać paschał. Jest to też wprost zakazane, między innymi w liście Stolicy Apostolskiej o przygotowaniu i przeżywaniu świąt paschalnych z roku 1987. Ale tutaj często praktycyzm zabija ducha. W ten sposób zabija się sens symbolu, prawdziwy znak. Ale to są bolączki, które powoli trzeba korygować. Może trudno, żeby było inaczej.

A nie ma Ksiądz wrażenia, że to się zaczyna powoli zmieniać?

Tak! Jestem o tym przekonany! Przede wszystkim, musimy mieć świadomość, że Wigilia Paschalna jest w pewnym sensie novum: praktycznie została przywrócona jako nocna celebracja 50 lat temu, w 1955 r. Od tego czasu mentalność powoli się zmieniła. Jeszcze jakieś 20 lat temu, pamiętam, że kościoły we Wigilię Paschalną były puste. W Wielki Piątek wszystkie były przepełnione, potem ludzie przychodzili do nich dopiero na rezurekcję. Takie było po prostu przyzwyczajenie przez ostatnie wieki. Dlatego dzisiaj, kiedy mówimy o Wigilii Paschalnej i o zwyczajach z nią związanych, to pamiętajmy że ma ona– w takim kształcie jak dzisiaj - tak naprawdę dopiero 50 lat. Pewno, że to są dwa pokolenia, ale może to jeszcze nie jest wystarczająco dużo czasu, aby wytworzyć klimat odpowiedni do świętowania. Dużą też rolę będą odgrywać w przyszłości młodzi duszpasterze, dopiero wychodzący z seminariów, już ukształtowani w tym duchu. Nie wiem, na jak długo starczy im energii, ale jeżeli będą mieć taką gorliwość, jaką mieli starzy duszpasterze, to myślę, że to wszystko dobrze się zapowiada. Także nowe katechizmy, które wciąż wyjaśniają symbolikę paschalną, przyzwyczajają nas do tej zmiany. Więc proces odzyskiwania tej tak starej, że aż prawie zapomnianej tradycji chrześcijańskiej, na pewno jest długi. Jest coraz lepiej. Widzę to na przestrzeni moich lat posługiwania kapłańskiego. Dlatego jestem optymistą. Widzę że Wigilia Paschalna coraz bardziej jest traktowana jako prawdziwe świętowanie i chwała Bogu za to.

Jeśli się otworzymy na wezwanie Kościoła i „pójdziemy za Nim”, to Kościół rzeczywiście, jak dobra matka, poprowadzi nas przez liturgię. To, do czego wzywa nas liturgia Kościoła w czasie Wigilii Paschalnej, jest niezwykłe. Mimo, że co roku tę liturgię przeżywam; mimo, że ją przestudiowałem, to jest ona dla mnie zawsze pewnym novum, wspaniałym novum, które co roku przeżywa się troszkę inaczej. Myślę, że tak jest dla każdego. Chyba, że ktoś rzeczywiście bez żadnego zaangażowania uczestniczy w liturgii, to wtedy rozumiem, że staje się ona nudna. Ale Wigilia Paschalna jest tak naprawdę zawsze pewnym novum i jest tak silnym przeżyciem, że... dobrze iż jest tylko raz do roku.

Może to pytanie nie jest ściśle liturgicznie, ale bardzo prosimy o odpowiedź z liturgicznego punktu widzenia. W dwóch słowach, nawet jeśli to niemożliwe: co zrobić, żeby dobrze przeżyć Triduum Paschalne?

Przepięknym przygotowaniem jest oczywiście Wielki Post. Bardzo proszę zauważyć, ile razy powtarzało się w okresie Wielkiego Postu, szczególnie w jego trzecim tygodniu, wezwanie do tego, byśmy przygotowali się na przeżycie świąt paschalnych. Tym, co najmocniej łączy się z Wielkim Postem, to modlitwa, post i miłość bliźniego. To są trzy podstawowe elementy. Aby dobrze uczestniczyć w liturgii Triduum Paschalnego, nie wystarczy wiedza o tym, czym ona jest i jak ona wygląda. Muszę więc poprzez modlitwę odnowić moją wiarę w Boga i mój kontakt z Nim; poprzez post nauczyć się kierować samym sobą, a poprzez miłość bliźniego nauczyć się drugiego człowieka dostrzegać. Dopiero wtedy mogę przeżywać to, co przeżywał Chrystus, który zjednoczony z Ojcem - ofiarował siebie - dla nas. Triduum jest naśladowaniem Chrystusa, więc musimy jak On: umieć dostrzec Ojca, umieć ofiarować siebie, a także dostrzec drugiego człowieka, za którego On się ofiarował. W przeżywaniu liturgii zawsze, ale w liturgii paschalnej szczególnie, ważne jest to dostrzeganie drugiego. Ważna jest również wiara, która mówi mi, po co i dlaczego uczestniczę w tej liturgii. Z kolei ważne też, gdy przychodzi zmęczenie, by mieć „metody” zapanowania nad sobą. Widzicie, jak się to wszystko układa w spójny system?

A jakieś rady „ostatniej szansy” dla tych, którzy „przegapili” Wielki Post i zorientowali się za późno, że nie są jeszcze gotowi na Triduum? To chyba Jan Chryzostom napisał: niech się cieszą ci, co pościli i ci co nie pościli...

Mimo wszystko, nie ma możliwości przeżycia Triduum Paschalnego, jeśli się zapomni o tych trzech wezwaniach: do modlitwy, postu i miłości bliźniego. Nie wyobrażam sobie dobrego przeżycia Wielkiego Piątku, jeżeli nie będę pościł. Nie wyobrażam sobie przeżywania Wielkiego Piątku i następnych dni, jeżeli się ograniczę tylko do zewnętrznych form nabożeństwa, nie próbując się naprawdę modlić ani wzbudzać w sobie wiary. Ja muszę wiedzieć i odkrywać to, czemu Jezus za nas umarł i zmartwychwstał. Gdy uczestniczę w adoracji krzyża, to nie wystarczy, że ucałuję krzyż, bo tak wypada. Ja muszę ten krzyż z wiarą chwycić. Co do miłości bliźniego, to pamiętam na przykład z dzieciństwa, że zawsze wychodząc w Wielki Piątek z domu do kościoła trzeba było najpierw mamę i tatę przeprosić, podobnie zresztą jak przed każdą spowiedzią. Oczywiście, ta miłość bliźniego może się przejawić w innej formie, ale to dostrzeżenie drugiego człowieka, który koło mnie żyje, musi znaleźć tutaj swoje miejsce. Okres Wielkiego Postu służył do pogłębienia tych cnót. Niemniej jednak i ci „z ostatniej chwili” mogą się włączyć w tę logikę Kościoła.

Czyli widzicie: ciągle mamy te same zasady. Nie wiem, czy innych rad potrafiłbym udzielić. To znaczy, rad można dawać wiele, wszystkie one mogą być ważne, ale ich duch zawsze polega na tym samym, na tych trzech wymiarach relacji: do Pana Boga, do drugiego człowieka i do samego siebie. Nawet, jeżeli się nie udało ich realizować w Wielkim Poście, to przynajmniej odrobina dobrej woli pójścia w tym kierunku przyniesie z pewnością pozytywne owoce. A myślę na koniec, że konieczna jest każdemu pokora w słuchaniu i w przyjmowaniu Pana objawiającego się nam pod postacią znaków liturgicznych.

Rozmawiali: Eliza Litak i Michał Wsiołkowski
 
poprzednia  1 2 3 4 5 6 7
Zobacz także
abp Kazimierz Nycz, ks. Jan Hadalski SChr
Warto ukazywać kapłańskie szeregi od różnych stron, zwłaszcza dzisiaj, kiedy powszechnie mówi się kapłaństwie w kontekście pewnych niedoskonałości, przypadków negatywnych i uogólnia się te opinie na wszystkich księży. A Kościół ma prawo i wręcz obowiązek pokazywać to, czego tak często brakuje w mediach...
 
Monika Białkowska
Czy było ich trzech? Nie wiadomo. Królowie? Nie wiadomo. Kacper, Melchior i Baltazar? Nie wiadomo. Mimo tak wielu niewiadomych, uroczystość Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli, osadzona jest głęboko w chrześcijańskiej tradycji.
 
 
Adam Suwart
W samej Biblii słowo „serce” użyte jest niemal tysiąc razy, w tym około 130 razy w samych psalmach! Nie dziwi to, jeśli wziąć pod uwagę osobisty, wyznaniowy charakter wielu psalmów. Poza częstym odwołaniem do serca w Piśmie Świętym, dla katolików najważniejsze jest Serce Jezusa. Przyjął On serce z ciała i krwi...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー