Jak pisze Jean-Paul Roux w swoim monumentalnym dziele Jezus, w wyobrażeniach religijnych ludzkości góra zajmuje szczególne miejsce.
„Tam, gdzie wznosi się wyniosły szczyt, uwaga kieruje się ku niemu, a jego majestatyczność, jego niedostępność czy trudność zdobycia, kryjące go chmury i śniegi niczym siwy włos wieńczący głowę starca, spływające w doliny lodowce, fascynują i onieśmielają. (…) Bliższe nieba niż wszystkie otaczające je miejsca na ziemi, góry mają również swe miejsce w symbolice wzlotu duszy do Boga, transcendencji, wzniosłości, tego, co najwyższe.
Przykuwają nieodparcie wzrok człowieka, który oczekuje sygnału z Wysokości. Góry są w szczególny sposób miejscem hierofanci, przejawiania się potęgi żywiołów i tajemniczych, budzących grozę sił, takich jak burze z ich grzmotami i błyskawicami. Światło jest w górach intensywniejsze, gwiazdy bardziej błyszczące, powietrze rześkie, siła ciążenia zmniejsza się. Człowiek wydaje się sobie lżejszy. Ale wchodząc na górę, męczy się, jego oddech staje się krótki, serce bije gwałtownie, w głowie się kręci. Góra wymaga wielkiego wysiłku. Ten, kto odważa się zapuścić w góry, czuje się tam nieswojo, odbiera zupełnie inne wrażenia i skłonny jest wierzyć, że coś bardzo istotnego uległo w nim zmianie”.
Wchodzić na górę nie oznacza tylko wznosić się w sensie fizycznym, ale również w sensie moralnym i religijnym (duchowym). Wznoszenie się duchowe jest trudne i niebezpieczne. Dusza wznosząca się ku Bogu staje się celem ataków złych duchów, które bronią dostępu do duchowych szczytów. Tych szczytów nie możemy osiągnąć za pomocą własnych, ograniczonych ludzkich sił, ponieważ szczyt duchowy jest miejscem straszliwym. Niepowołane wtargnięcie grozi śmiercią. To dlatego Bóg nakazał Mojżeszowi: „Oznacz ludowi granice dokoła góry i powiedz mu: Strzeżcie się wstępować na górę i dotykać jej podnóża, gdyż kto by się dotknął góry, będzie ukarany śmiercią” (Wj 19,12). Boży zakaz podkreśla jedną z cech właściwych wszystkiemu, co święte: jest ono oddzielone od tego, co należy do świata.
W Biblii szczególnym miejscem obecności Boga jest majestatyczna góra Synaj, na której Bóg spotkał się z Mojżeszem. Wielce tajemnicza to góra. Tak naprawdę to nie wiadomo, gdzie się znajduje. Dlatego może być wszędzie, a równocześnie w żadnym określonym miejscu. Jedno jest pewne, że jest to „góra Boga”, cel naszej duchowej pielgrzymki, w milczeniu i samotności. Będziemy wchodzić na nasz duchowy Synaj, by kontemplować Tego, którego słońce jest zaledwie bladym odblaskiem, aby przeżyć, o ile jest to możliwe, swoją własną teofanię, czyli objawienie Boga.
Prorok Eliasz szedł „czterdzieści dni i czterdzieści nocy” do Bożej góry Horeb (tożsamej z górą Synaj). Mojżesz, zanim wyprowadził Izraelitów z niewoli egipskiej, pewnego dnia zaprowadził owce w głąb pustyni i przyszedł do Bożej góry Horeb. To tam miał wizję Boga w krzewie ognistym, który objawił mu swoje imię: „Jestem, Który Jestem”.
Góra Synaj fascynuje i pociąga. Wzbudza pokusę zdobycia jej. Kto jednak „wstąpi na górę Pana?”. Kto się odważy wyruszyć w tę trudną i mozolną drogę przez „czterdzieści dni i nocy”, aby ujrzeć oblicze Boga? Tylko ten, kogo Bóg zawoła, tak jak Mojżesza. „Mojżesz wstąpił do Boga, a Pan zawołał na niego z góry”. To do Boga należy inicjatywa, która poprzedza naszą decyzję. On nas zaprasza, my odpowiadamy, wyruszając w drogę. Bóg na górze Synaj woła nas i oczekuje. My Go szukamy tylko dlatego, że On nas pierwszy odnalazł.
Ścieżki prowadzące na Synaj, którymi wędrowali nasi ojcowie, są zarośnięte i nie do przebycia dla nas. Bo obce są dla naszej umysłowości stopnie rozumowej spekulacji, które w przeszłości prowadziły ludzkie umysły do Boga. Zanurzeni w doczesności pragniemy spotkać Boga, który mówi do nas „tu i teraz”, uzasadniając naszą egzystencję. Dlatego powtarzamy za psalmistą: „Szukam, o Panie, Twojego oblicza. Swego oblicza nie zakrywaj przede mną”.
W przeszłości wielu było zdobywców góry Synaj. Pierwsi z nich to prorocy. Ich głównym zadaniem było pomagać narodowi wybranemu żyć w obecności Boga. Aby mogli sprostać temu zadaniu, sami musieli „stać w obecności Boga”. Stawanie się świadkiem Boga jest trudnym procesem. Tak było w przypadku Eliasza. Działał on w trudnym okresie dziejów Izraela, za panowania Achaba, który był królem północnej części podzielonego królestwa w latach 871-852 przed Chr. Jego żoną była Fenicjanka Izebel, wyznawczyni pogańskich kultów. Wiara w jedynego Boga została zagrożona. Eliasz znalazł się w centrum śmiertelnej konfrontacji o zachowanie czystości wiary. Moc Boża ujawniła się i prorok uratował swój naród przed wielkim odstępstwem od Boga. Pomimo odniesionego zwycięstwa Eliasz nie był człowiekiem szczęśliwym. „Pozostałem sam” – stwierdzał z goryczą. Dramat proroka po wypełnieniu swojej misji – cierpienie w samotności, doświadczenie pokusy ucieczki i porzucenia wszystkiego, co do tej pory było takie bliskie. Szuka bezpiecznego schronienia na pustyni. W chwili największego zwątpienia i rozpaczy, usiadłszy pod janowcem, zawołał: „Wystarczy, Panie! Odbierz mi życie”. Chciał umrzeć. Jednak w tak dramatycznym położeniu Eliasz doznał pociechy płynącej z obecności Bożej. Bóg wyprowadził go z głębokiego, egzystencjalnego kryzysu i wewnętrznie przemienił: „Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga!”. Eliasz szedł czterdzieści dni i nocy, aż dotarł na Bożą górę Horeb, czyli na Synaj. Kryzys nie został jednak zażegnany. Eliasz schronił się w grocie i zapadł w stan bierne go oczekiwania. Zniechęcony, pogrążony w apatii czekał na kolejną ingerencję Boga w swoje życie. Raniero Cantalamessa, opisując ten stan ducha u sług Bożych, przytacza następujące słowa: „Gdy nasza dusza przestaje pragnąć piękności ziemskich, wtedy bardzo często wkrada się ukradkiem do jej wnętrza duch otępienia, który nie pozwala jej oddawać się chętnie posłudze słowa, ani nie pozwala zdecydowanie pragnąć dóbr przyszłych, równocześnie jednak przesadnie pomniejsza wartość życia ziemskiego… Unikniemy tej postawy oziębłej, która rodzi otępienie, jeśli ujmiemy nasz umysł w karby, zwracając spojrzenie jedynie ku wspomnieniu Boga. Tylko rzeczywiście w ten sposób, podejmując bieg z właściwą dla siebie żarliwością, umysł będzie mógł uwolnić się od tego rodzaju irracjonalnego rozproszenia”.
Bóg nie pozwoli na to, aby Eliasz długo pozostawał w takim stanie: „Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana”. Nawet, gdy ogarnie człowieka ciemna noc ducha, Bóg nie pozwala na bierność. Trzeba czuwać i być gotowym, jak późniejszy ewangeliczny sługa oczekujący swego pana, aby mu natychmiast otworzyć, gdy zapuka.
Aby stanąć „w obecności Bożej”, trzeba się wyciszyć, pozostawić poza sobą zgiełk świata. W samotnym oczekiwaniu na Pana Eliaszowi towarzyszyły wiatr, ogień, trzęsienie ziemi. „Ale Pan nie był w wietrze, w ogniu, w trzęsieniu ziemi…”. Obecność Boga została zwiastowana przez szmer łagodnego powiewu. Przeminęły gwałtowne żywioły, nastał pokój serca, w którym objawił się Bóg. Bóg powrócił, na nowo się objawił, a z Nim radość i odwaga zaczynania wszystkiego od nowa. Proces wewnętrznego oczyszczenia jest nierozerwalnie związany z wyniszczeniem własnego „ja”. „Umrzeć” w sobie jest warunkiem spotkania się z Bogiem. W Księdze Syracha czytamy, w jaki sposób Bóg kształtuje swoich proroków i świadków:
W początkach powiedzie go trudnymi drogami,
Bojaźnią i strachem go przejmie,
Dręczyć go będzie swoją nauką,
Aż nabierze zaufania do jego duszy
I wypróbuje go przez swe nakazy.
Następnie powróci do niego po drodze gładkiej
I rozraduje go, I odkryje mu swe tajemnice (Syr 4,17-18).
Bóg żąda nie tylko od proroków, ale również i od nas, byśmy się nawracali i przemieniali swoje serca: „To mówi Pan: Jeśli się nawrócisz, dozwolę, byś znów stanął przede mną. Jeśli zaś będziesz wykonywać to, co szlachetne, bez jakiejkolwiek podłości, będziesz jakby moimi ustami” (Jr 15,19).
Jeśli w życiu będziemy umieli oddzielać „ziarno od plew”, czyli odróżniać to, co naprawdę ważne i istotne, od tego, co nie stanowi większej wartości i tak naprawdę jest bez znaczenia, to będziemy jakby „ustami” samego Boga. Nie możemy się więc użalać nad sobą, że jest nam ciężko, że życie nijakie… Mamy „umierać” dla tego wszystkiego, co przeszkadza nam, aby nasza wiara była bardziej czystsza, głębsza oraz oderwana od tego wszystkiego, co ziemskie i doczesne, a tak bardzo nas absorbujące.
Tylko w takim wewnętrznym usposobieniu możemy stanąć „w obecności Bożej” na naszej duchowej górze Synaj.
Bogdan Cwynar SDS
SALWATOR 2/2022
___________________