logo
Sobota, 26 września 2020 r.
imieniny:
Kosmy, Damiana, Justyny, Łucji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Jan Orzeszyna
Wspólne zamieszkiwanie narzeczonych przed ślubem
Kwartalnik Homo Dei
 


Podczas kolędy coraz częściej, niestety, spotykam się z narzeczonymi mieszkającymi pod jednym dachem. Mam wtedy zawsze rozterki, jak na to zareagować. Pominąć milczeniem, udając, że nie widzę problemu? Czy też upominać ich, wiedząc z góry, że i tak to nic nie da, i psując atmosferę kolędy? Z takimi pytaniami spotykam się też czasem ze strony rodziców; chodzi oczywiście o tych, którzy tego nie akceptują, bo coraz więcej akceptuje. Niektórzy stawiają sprawę radykalnie, pytając, czy mogą młodym wprost zabronić, jako właściciele domu, mieszkania razem bez ślubu? Czy takie radykalne rozwiązanie byłoby dobre? I jak mówić o tych sprawach na ambonie czy podczas przygotowania przedmałżeńskiego?

Wprowadzenie
 
Istotnie, wiele par decyduje się na wspólne zamieszkanie bez ślubu. Są to zarówno takie pary, które podjęły decyzję o ślubie, a nawet mają już wyznaczoną jego datę, jak i takie, które w ogóle nie zamierzają się pobrać.Często współżycie przed ślubem traktuje się jako coś oczywistego, normalnego czy wręcz nowoczesnego. W prawie każdej gazecie młodzieżowej, w telewizji i książkach „o seksie” można wyczytać o konieczności „sprawdzenia się” przed podjęciem ostatecznej decyzji o małżeństwie. Zewsząd się słyszy: „Wszyscy to robią, dlaczego ty nie?”. A wszystko ma usprawiedliwiać miłość, która połączyła dwoje ludzi. Ona właśnie, w ich mniemaniu, daje im prawo do współżycia seksualnego i do wspólnego zamieszkania przed ślubem.
 
Tymczasem trzeba wyraźnie podkreślić, że to właśnie gotowość do zawarcia małżeństwa i oczekiwanie na ten moment jest sprawdzianem prawdziwej miłości. Wyobraźmy sobie sytuację narzeczonych, którzy w miarę poznawania siebie, oczarowani gorącym uczuciem, prześcigają się w deklaracjach, które bardziej kocha. W końcu chłopak wyznaje: „Gotów jestem wezwać Pana Boga na świadka i uroczyście w kościele oświadczyć, że moja miłość do ciebie, moje życie z tobą w małżeństwie będzie także na uwielbienie Pana Boga. Przed Bogiem i w obliczu wszystkich zgromadzonych w kościele oświadczę, że będę z tobą w doli i niedoli aż do końca życia”. Czy może być piękniejsze wyznanie miłości? Ale może być i takie wyznanie: „Kocham cię i będę z tobą, dopóki będzie nam razem dobrze. Gdy coś będzie nie tak, to się po prostu «kulturalnie» rozstaniemy”. Czy to można rzeczywiście uznać za wyznanie miłości?...
 
Bywa jednak i tak, że na wspólne mieszkanie i życie decydują się młodzi ludzie, którzy nie biorą w ogóle pod uwagę zawarcia związku małżeńskiego. Zakochani, uważają, że najważniejsza jest ich miłość. Liczy się tylko ona, a wszelkie ceremonie uważają za zbędne. Towarzyszy temu przekonanie, że jeśli mają być razem, to nie ma znaczenia, czy będzie to usankcjonowane przez ślub przed Bogiem i ludźmi. Jako argument popierający to stanowisko przytaczają liczne (niestety) fakty rozwodów ludzi, którzy zawarli ślub kościelny czy cywilny. Często do tych argumentów dodają brak pieniędzy i czasu na bezzasadne (ich zdaniem) nauki i przygotowania. Nieraz na perswazje odpowiadają, że może kiedyś zmienią zdanie, ale teraz nie widzą takiej potrzeby.
 
Niewątpliwie w takich sytuacjach możemy mówić o pewnego rodzaju niedojrzałości młodych ludzi, o ich lęku przed odpowiedzialnością, a także o akceptacji wygodnictwa i postawy hedonistycznej. O tym wszystkim trzeba mówić. A zwłaszcza duszpasterze mają tutaj ważną rolę do spełnienia. Ważne jest, żeby mówić, ale nie mniej ważne jest, w jaki sposób mówić. Trzeba uwzględnić różne sytuacje i mentalność, w jakiej żyjemy, a także język, jakim mówimy, i warunki, w jakich żyją i wzrastają młodzi ludzie. Dobre przygotowanie duszpasterza jest tu niezwykle ważne.
 
Zamieszkiwanie narzeczonych przed ślubem – problem prawny i moralny
 
Małżeństwo jest jedynym związkiem umożliwiającym całkowite osobowe oddanie się sobie mężczyzny i kobiety – męża i żony. Przymierze miłości małżeńskiej to świadomy i wolny wybór, poprzez który mężczyzna i kobieta wchodzą w wewnętrzną wspólnotę życia i miłości, zamierzoną przez samego Boga, która jedynie w tym świetle objawia swoje prawdziwe znaczenie. Według prawa kanonicznego narzeczeni nie są małżeństwem. Małżeństwo jest bowiem „przymierzem, przez które mężczyzna i kobieta tworzą z sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury ku dobru małżonków oraz zrodzeniu i wychowaniu potomstwa; zostało ono między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa do godności sakramentu” [1]. Z tej racji u chrześcijan nie może istnieć ważna umowa małżeńska, która tym samym nie byłaby sakramentem.
 
A skoro narzeczeni nie są małżeństwem, nie mają prawa do życia na sposób małżeński ani do współżycia cielesnego. Narzeczeni często twierdzą, że miłość daje im prawo do współżycia. Trzeba tu zapytać, czy to jest naprawdę miłość. Przecież ten, kto kocha, pragnie przede wszystkim dobra ukochanej osoby. W wypadku współżycia przed ślubem mężczyzna najczęściej wcale nie myśli o kobiecie, ale o sobie, o zaspokojeniu swojego popędu seksualnego. Kobietę zaś stawia w sytuacji niepewności życiowej oraz konfliktu z Panem Bogiem.
 
Każde współżycie pozamałżeńskie jest poważnym złem moralnym, jest grzechem ciężkim. Ale jest ono złe nie dlatego, że Bóg czy Kościół go zakazał, jak myślą niektórzy. Jest odwrotnie: to Bóg go zakazał dlatego, że jest złe. Z moralnego punktu widzenia zjednoczenie cielesne między wolnym mężczyzną i wolną kobietą poza małżeństwem jest, jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego, nierządem [2]. Nierząd zaś jest poważnym wykroczeniem, gdyż powoduje zgorszenie. Gdy zatem narzeczeni zamieszkują wspólnie, żyjąc jak małżeństwo, mamy do czynienie z podwójnym grzechem – nierządem i zgorszeniem. Wspólne bowiem zamieszkiwanie jest okolicznością zewnętrzną, która stwarza niebezpieczeństwo grzechu. Gdy zaś istnieje duże prawdopodobieństwo, że nastąpi rzeczywiste popełnienie grzechu,mówimy wówczas o bliskiej okazji do grzechu. W przypadku wspólnego zamieszkania narzeczonych mamy do czynienia nie z przypadkowym zbiegiemokoliczności, ale ze świadomym i dobrowolnym wyborem sytuacji stwarzającej bliską okazję do grzechu.
 
1 2 3  następna
Zobacz także
ks. Mirosław Tykfer
Rozłamu Kościoła nie rodzi jedno wydarzenie. To powolny proces jego fałszywej odnowy, który w końcowym etapie gwałtownie wybucha. Benedykt XVI wyjaśnia, czym jest prawdziwa odnowa, która nie prowadzi do rozbicia Kościoła. Odpowiadając najkrócej, Benedykt XVI powiedziałby, że u podstaw fałszywych reform Kościoła, które w przeszłości doprowadzały do rozłamów, był po prostu grzech. Warto jednak przyjrzeć się lepiej temu grzechowi, na czym on naprawdę polegał.
 
Danuta Piekarz
Od pierwszych wieków istnienia Kościoła otaczano wielkim szacunkiem życie dziewicze podjęte dla Królestwa Bożego. Była to pewna nowość w ówczesnym środowisku. Owszem, w religiach pogańskich zdarzało się, że kapłanki (np. rzymskie westalki) były zobowiązane do życia w dziewictwie, jednak nie miało to żadnego związku z sytuacją chrześcijanek...
 
Michał Gryczyński
Przykazanie miłości Boga i bliźniego, czyli dziesięć słów Boga w jednym. Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego to streszczenie wszystkich naszych zobowiązań wobec Boga, bliźnich oraz siebie. Pan Jezus zapewniał, że nie ma innego, większego przykazania (Mk 12, 29-31)...
 
 
___________________
 
 reklama