logo
Czwartek, 17 czerwca 2021 r.
imieniny:
Laury, Leszka, Marcjana, Alberta, Adolfa – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Gabriel Bartoszewski, Paweł Teperski OFMCap
Wszyscy byli za...
Głos Ojca Pio
 


 

Mocny impuls

Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki jest bardzo oczekiwana od dłuższego czasu. Ufamy, że w dzisiejszej rzeczywistości, tak bardzo skomplikowanej, będzie ona dobrym, mocnym impulsem do odrodzenia społeczeństwa, pojednania i uporządkowaniu zagmatwanych, bolesnych spraw społeczno-politycznych.

O beatyfikacji ks. Popiełuszki z ojcem Gabrielem Bartoszewskim, doktorem prawa kanonicznego, promotorem sprawiedliwości w procesie diecezjalnym i współpracownikiem postulatora w czasie prac nad procesem w Kongregacji do spraw Kanonizacyjnych, rozmawia Paweł Teperski OFMCap...


6 czerwca 2010 roku zostanie wyniesiony na ołtarze człowiek, który tak wiele zrobił dla wolności, dla Polaków - ks. Jerzy Popiełuszko. Jak doszło do tej beatyfikacji?

Cofnijmy się do śmierci księdza Jerzego 19 października 1984 roku, która spowodowała ogromne poruszenie wśród ludzi w całej Polsce. Pogrzeb 3 listopada był manifestacją na niesamowitą skalę, bo liczył około pół miliona uczestników. Sława męczeństwa księdza Jerzego Popiełuszki była oczywista dla wszystkich. Proszę sobie wyobrazić, że pięć czy sześć dni po pogrzebie kilkudziesięciu pracowników szpitala na Inflanckiej, gdzie ksiądz Jerzy był kapelanem, przysłało pismo do księdza prymasa, ordynariusza diecezji, z prośbą o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. To jest fenomen. Potem te listy, tzw. postulacyjne, raz po raz się powtarzały. Zebrano ich dwie grube teczki.

Oczywiście Kościół jest ostrożny i ksiądz prymas czekał z rozpoczęciem procesu aż do 1989 roku, co niektórych gorliwych katolików denerwowało. Ale przecież pamiętamy, że od chwili pogrzebu ustawiały się niekończące się kolejki do grobu ks. Jerzego, bo ludzie uważali, że on jako męczennik już jest w niebie. A więc ks. Jerzy odbierał kult religijny, ale był w tym też element innej natury. Trzeba pamiętać, że przy kościele św. Stanisława Kostki gromadzili się ludzie ówczesnej opozycji, którzy mieli swoje cele. I stąd też oczekiwanie ks. Prymasa miało głęboki sens. Nawet po 1989 roku, kiedy Polska odzyskała wolność. Prymas czekał, żeby zweryfikować religijność kultu dla rozpoczęcia procesu. Na przełomie lat 1993-94 powołał komisje biegłych historyków, w pracach których ja też uczestniczyłem, prosząc o wyrażenie opinii, czy już czas rozpocząć proces, czy nie będzie nieprzewidzianych trudności itd. Zasięgnął też opinii Konferencji Episkopatu Polski o stosowności rozpoczęcia procesu.

Wyniki prac tych komisji były pozytywne i dopiero w 1996 roku prymas zdecydował się na rozpoczęcie procesu, który formalnie rozpoczął się 8 lutego 1997 roku. Pierwsza publiczna sesja zaprzysiężenia trybunału odbyła się w kościele św. Stanisława Kostki. Był to bardzo podniosły moment, bardzo dużo ludzi. Dopiero po tej uroczystości nastąpiły przesłuchania świadków…

Dlaczego proces zwykle ma tak powolne tempo?

Proces beatyfikacyjny jest bardzo skomplikowany, wymaga dużego nakładu pracy i czasu, bo oprócz przesłuchania świadków należy powołać cenzorów – teologów do oceny autografów pozostawionych po zmarłym.

Po księdzu Jerzym pozostało ich niewiele, ale przecież trzeba je przeczytać i napisać ocenę teologiczną, czy nie ma w nich wypowiedzi przeciw wierze i moralności. Następnie powołuje się komisję historyczną, która zbiera pisma niedrukowane i wszystkie dokumenty sługi Bożego i o słudze Bożym. W wypadku księdza Jerzego było tego bardzo dużo. Trzeba było sięgnąć nie tylko do archiwów kościelnych, ale i archiwów Urzędu Ochrony Państwa itd.
Potem te materiały należy opracować, a więc zeznania świadków trzeba przepisać na komputerze, następnie przetłumaczyć je na język włoski, którym posługują się urzędnicy w Watykanie. Dokumenty należy też uporządkować. To wymaga czasu.

Ale przecież my w archidiecezji warszawskiej proces księdza Jerzego prowadziliśmy tylko cztery lata. To jest właściwie forma ekspresowa. W 2001 roku akta znalazły się w Kongregacji do spraw Kanonizacyjnych i tam nadano sprawie też stosunkowo szybki tok, bo już pod koniec roku sprawdzono tzw. legalność procesu, czyli zgodność jego przebiegu z przepisami prawa, oraz to, czy materiał przysłany do kongregacji może stanowić podstawę do przygotowania tzw. positio de martirio, dokumentacji o męczeństwie.

Dopiero ta praca nieco się przeciągnęła. Zaczęła się w 2002-2003 roku i trwała do 2008, ale dokumentacja o męczeństwie ks. Jerzego obejmuje ponad tysiąc dwieście pięćdziesiąt stron formatu A4. Więc nie trzeba się wcale dziwić, że jej przygotowanie tyle trwało. Poza tym trzeba pamiętać, że diecezja może przeprowadzić proces szybko, a w kongregacji są setki czy nawet tysiące spraw i pewna ich kolejność. Każda sprawa jest ważna. Mając to na uwadze, mogę powiedzieć, że w przypadku procesu ks. Popiełuszki mieliśmy szczęście.

 

 
1 2  następna
Zobacz także
Bogdan Nowak
Ksiądz Stanisław Skorodecki (1919–2002) ze Szczecina był jedynym żyjącym świadkiem internowania Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego (1953–1956), z którym wielokrotnie się spotykałem. Było mu dane towarzyszyć i służyć Słudze Bożemu przez dwa lata uwięzienia w Stoczku i Prudniku. Ksiądz Stanisław Skorodecki był duszpasterzem młodzieżowym w Ropczycach, gdzie w czasie styczniowej kolędy 1951 r. został aresztowany przez trzydziestu ubowców...
 
Bogdan Nowak
Czy jakiekolwiek uczucie jest zależne od czynników zewnętrznych? To fałszywa wizja człowieka. Oczywiście, zgadzam się z tym, że ludzie taką wizję posiadają - i bardzo często ich ona usprawiedliwia. Na przykład ktoś siedzi w pracy naburmuszony, więc zadajesz mu pytanie: - Co jesteś taki zły? - a on na to: - Bo szef mnie zdenerwował! Tymczasem prawda jest inna...
 
Marek Chmielewski
W tradycji biblijnej nadawanie imienia miało nie tylko znaczenie funkcjonalne, ale przede wszystkim wskazywało na przeznaczenie człowieka lub na jakąś wyróżniającą go cechę. Stanowiło zatem swoisty program życia i jego dewizę. Takie traktowanie imienia stało się powszechną praktyką w środowiskach życia zakonnego niemal do naszych czasów. Toteż wybór imienia nigdy nie był sprawą mody czy osobistych upodobań, ale stanowiło zobowiązujące zadanie – niemal charyzmat dla osoby zakonnej.
 
___________________
 
 reklama