logo
Piątek, 07 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Doroty, Olechny, Kajetana, Sykstusa – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Paszkowska
Wydobył mnie z dołu zagłady
 


Po paru miesiącach mój entuzjazm stopniowo zaczął gasnąć. Nadal nie umiałam sobie poradzić z własnym grzechem, z żalem, a czasem nawet nienawiścią do bliskich mi osób. Widziałam, że zawiodłam Boga - że pomimo tego, co od Niego otrzymałam, nie potrafię Go kochać, dawać o Nim świadectwa swoim życiem. Z tego powodu w rok po rekolekcjach wpadłam w głęboki smutek i całkowicie zwątpiłam w miłość Boga do mnie. Ten stan trwał kilka lat. Czasami zdarzały się jakieś przejaśnienia w mroku, jaki mnie ogarniał - rekolekcje, jakaś książka - które rozbudzały we mnie nadzieję przemiany. Jednak potem znów ją traciłam i wpadałam w coraz większe zwątpienie i poczucie winy.

W pewnym momencie całkiem się zniechęciłam. Postanowiłam wziąć sobie "urlop" od Pana Boga - skończyć z pobożnością. Przecież On i tak nic ze mnie nie ma, więc pewnie nie zrobi Mu to różnicy... Mimo wszystko uznałam, że uczciwie byłoby Mu powiedzieć o mojej decyzji. Gdy to zrobiłam, miałam wrażenie, że Pan Jezus w odpowiedzi patrzy na mnie życzliwie, uśmiecha się i mówi: "I tak sobie z tobą poradzę". Ja jednak nie zmieniłam swojego postanowienia.
Po paru miesiącach życia zgodnie z tym, co zdecydowałam, trafiłam na rekolekcje, na które wcale nie chciałam jechać. Wszystko tak się ułożyło, że po prostu musiałam wziąć w nich udział, przynajmniej w pierwszych paru dniach. I to wystarczyło. Bóg ponownie mnie "rozbroił" - po prostu nie mogłam się oprzeć Jego miłości. Trochę nieśmiało, ponownie w nią uwierzyłam.

Niestety, po jakimś czasie znów zaczęły mnie ogarniać smutek i pustka. Nie chciałam żyć. Na trzecim roku studiów sięgnęłam dna - nie byłam w stanie uwierzyć w miłość Boga do mnie. Wiedziałam, że niewiara jest grzechem, i tym bardziej czułam, że jestem zła aż do korzeni, niegodna miłości Boga. Jakiś głos sączył mi do serca, że przed Bogiem nie mam żadnych szans, że nigdy nie dorosnę do Jego wymagań. Stojąc na modlitwie, kuliłam się z lęku. Byłam pewna, że Bóg gardzi mną tak samo, jak ja sobą gardzę.

W sumie przez około dziesięć lat miotałam się między wiarą a zwątpieniem, podejmując próby wyrwania się z wewnętrznej pustki i zdobycia miłości Boga. On sam przyszedł mi z pomocą, kiedy nie mogłam już nic więcej zrobić. Uznałam swoją bezradność i małość moich wyobrażeń o Nim - to, że moje uczucia nie dosięgają Go takiego, jakim naprawdę jest. Zaczęłam Mu wówczas powierzać w sakramencie pojednania swoją niewiarę, pychę, podejrzliwość i całe morze żalu do tych, którzy nie dali mi miłości, jakiej oczekiwałam. Wszystko, z czym tak długo nie mogłam sobie poradzić, On leczył przez sakramenty, zwłaszcza spowiedź, a także przez kierownictwo duchowe, modlitwę wstawienniczą braci i sióstr ze wspólnoty oraz udział w czuwaniach z modlitwą o uzdrowienie.

Żeby napisać to świadectwo, musiałam odświeżyć wspomnienia. Uzdrowienie, które się dokonało, jest tak głębokie, że dziś już niewiele pamiętam z opisanych doświadczeń, choć przecież miały one miejsce nie tak dawno. W dalszym ciągu Bóg krok po kroku wyprowadza mnie do życia i do coraz większej wolności. Drogę, którą przebyłam, dobrze wyraża werset z Psalmu: "Wydobył mnie z dołu zagłady".
I za to Mu chwała!

Anna Paszkowska

 
Zobacz także
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー