logo
Sobota, 06 marca 2021 r.
imieniny:
Kolety, Jordana, Marcina, Róży, Wiktora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Stanisław Groń SJ
Wynagradzanie Sercu Jezusa
Idziemy
 
fot. Michael O Sullivan | Unsplash (cc)


Wynagrodzenie znajduje się w centrum historii zbawienia, a najgłębszą wartością Chrystusowego wynagrodzenia jest dokonane przez Niego odkupienie.

 

Napisałem kiedyś we wstępie do jednej z książek, że ewangeliczna duchowość Serca Jezusa w naszych czasach przeżywa kryzys, a dzieje się tak nie dlatego, że wymowa Bożej miłości nie jest czytelnym znakiem dla współczesnych ludzi. Na taki kryzys wpłynęło raczej wiele czynników kulturowych i sam sposób głoszenia Ewangelii, za mało uwzględniający współczesną wrażliwość, wyobraźnię i język. Dzisiaj niewielu wiernych potrafi się wczuć w rytm Serca Jezusowego i owocnie korzystać z tej duchowości, aby w klimacie kochającego i zranionego Serca wielbić Trójjedynego Boga.

 

Czym jest wynagrodzenie?

 

Osiemnastowieczny wizerunek włoskiego malarza Pompejusza Hieronima Batoniego z kościoła del Gesu w Rzymie ukazuje Jezusa trzymającego w lewej ręce swe Serce, aby je ofiarować ludziom. Prawa dłoń wyciągnięta jest do człowieka, jakby chciała sięgnąć po jego serce. Ten symboliczny gest Jezusa niech pomoże nam w zrozumieniu, czym jest wynagrodzenie Jego Sercu. Sprawa nie jest łatwa, bo samo słowo „wynagrodzenie” wielu współczesnym ludziom kojarzy się z zapłatą za wykonane prace lub z rekompensatą, czyli z wyrównaniem i naprawieniem wyrządzonych szkód.

 

Używając tego potocznego terminu w odniesieniu do Serca Jezusa, należy go rozumieć w sensie analogicznym, gdyż nie oddaje w pełni złożonego zagadnienia teologicznego. Grzech bowiem, choć jest obrazą i pogardą dla nieskończonej miłości Boga, nie powoduje w Nim żadnej szkody, którą grzesznik powinien Mu zrekompensować, czyli jakoś wynagrodzić. Bóg jest doskonały w swej istocie, samowystarczalny i niczego nie potrzebuje od człowieka. Rozważając kwestię teologiczną wynagrodzenia Boskiemu Sercu Jezusa, musimy więc wyraźnie zaznaczyć, że nie jest ono potrzebne Jemu, lecz nam, grzesznym ludziom. Grzechy, choćby największe, nie ujmują świętości Boskiemu Majestatowi, również nasze zasługi wobec Niego i zdziałane przez nas dobre czyny niczego Mu nie dodają. Aby zrozumieć, czym jest wynagrodzenie Najświętszemu Sercu Jezusa, musimy pamiętać, że On pierwszy nas umiłował i nasza miłość do Niego jest zawsze odpowiedzią na Jego uprzedzającą łaskę.

 

Chrystus wynagradzający Bogu

 

Idąc tym tokiem myślowym: mówienie o jakiejkolwiek rekompensacie ofiarowanej Bogu za uczynione zło ludzkich grzechów jest bezprzedmiotowe. Tym, który wynagradza Bogu, jest sam Zbawiciel Jezus Chrystus. Mówiąc o przebitym włócznią rzymskiego żołnierza Jego Boku czy też Sercu, z którego wypłynęły Krew i Woda, odwołujemy się do symboliki obfitości Bożych łask. Woda i Krew są symbolami Eucharystii, a ona jest najdoskonalszym aktem wynagrodzenia uczynionym przez Jezusa, bo wyraża Jego śmierć i zmartwychwstanie. Bóg Ojciec nie miał i nie ma upodobania w cierpieniu swego Syna, ale chce, aby wszyscy pełnili Jego wolę. Dlatego męka Jezusa miała wartość wynagradzającą. A zatem jest drogą i sposobem wynagrodzenia, i to wskazanym przez Jezusa własnym Jego życiem, męką i śmiercią. Jest ofiarą płynącą z miłości w oddaniu Bogu własnej woli. Zaznaczmy to wyraźnie: nie w cierpieniach swego Syna i nie w Jego konaniu na Golgocie Bóg Ojciec miał upodobanie, lecz w Jego umiłowaniu woli Bożej i jej pełnieniu. Jezus przypłacił swą wierność woli Ojca prześladowaniami, wzgardą i okrutną śmiercią. W tej heroicznej wierności woli Bożej Kościół widzi wartość wynagradzającą życia i śmierci Jezusa. Wynagrodzenie znajduje się więc w centrum historii zbawienia, a najgłębszą wartością Chrystusowego wynagrodzenia jest dokonane przez Niego odkupienie. Jest to tajemnica naprawy porządku zburzonego przez grzech, dokonanej w pewnym momencie przez Jezusa Chrystusa, a uobecnianej w Najświętszej Eucharystii.

 

Dzieło Boże i ludzkie

 

Dzięki wynagrodzeniu jesteśmy włączeni do wspólnoty z Jezusem w dziele odkupienia. W ten sposób pojednani z Bogiem i z braćmi możemy razem z Jezusem przyczyniać się do naprawienia nieporządku w świecie i w naszym osobistym życiu. Wynagrodzenie jest więc zarówno dziełem Bożym, jak i dziełem ludzkim, polegającym na osobistej współpracy z Bogiem, czego wyraźnym znakiem jest nawrócenie człowieka i podjęta przez niego pokuta. Gorliwi wierni wynagradzają za siebie i za innych grzeszników i w ten sposób przepraszają Boga za wszelką niewdzięczność i oziębłość w Jego służbie. Wynagrodzenie jest dobrowolną ofiarą za siebie i za innych, a jej motywem powinna być miłość do Boga i do bliźnich.

 

Katechizm Kościoła Katolickiego (n. 2008) naucza: „Zasługa człowieka u Boga w życiu chrześcijańskim wynika z tego, że Bóg w sposób dobrowolny postanowił włączyć człowieka w dzieło swojej łaski. Ojcowskie działanie Boga jest pierwsze dzięki Jego poruszeniu; wolne działanie człowieka jest wtórne jako jego współpraca, tak że zasługi dobrych uczynków powinny być przypisane najpierw łasce Bożej, a dopiero potem wiernemu. Zasługa człowieka powraca zatem do Boga, odkąd jego dobre uczynki mają swoje źródło w Chrystusie z natchnień i pomocy Ducha Świętego”. Wierni zjednoczeni z Jezusem mogą pomagać innym ludziom, uzupełniając braki powstałe przez zaniedbania czy grzechy.

 

W świecie współczesnym zanika u wielu ludzi poczucie grzechu i świętości. Szerzy się zaś niemal wszędzie obojętność, oziębłość i zapomnienie o Bogu, Stwórcy i Prawodawcy. W niektórych rejonach globu niemalże całe społeczności żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Wszystkie formy wynagradzania – np. modlitewne czuwanie w nocy z czwartku na piątek, post, godzina adoracji, Komunia św. wynagradzająca, spowiedź, nabożeństwo pasyjne czy cześć oddawana wizerunkowi Jezusa i uroczyste obchodzenie święta ku czci Serca Bożego – powinny być dostosowane do stanu i stylu życia danego wiernego i jego osobistego powołania. Wymagają też zawsze ufnego poddania się woli Bożej. Należy więc przypominać o praktyce wynagrodzenia zarówno osobistego, jak i społecznego. Wciąż przecież sami popełniamy grzechy i zajmujemy błędną postawę wobec grzechów cudzych. Istnieją też grzechy związane z wadliwą strukturą funkcjonowania tego świata.

 

Wynagradzać można: modlitwą, dobrym słowem, czynem, ufną wiarą, akceptacją swego cierpienia fizycznego i duchowego, ale także w sposób, jaki Duch Święty nam podpowie (a zaakceptuje to nasz spowiednik). Odkupieńcze dzieło Jezusa wymaga zjednoczenia się z Męką Chrystusa, czyli naszego uczestniczenia w Jezusowej miłości wynagradzającej. Nie powinniśmy jednak zapominać, że tylko Jezus Chrystus wynagrodził Bogu za wszystkie ludzkie grzechy, bo złożył samego siebie w ofierze, wydając się aż na śmierć, i – jak czytamy w 1 Liście do Koryntian (1, 30) – stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem. Święty czyn odkupieńczy Chrystusa był i jest najczystszą, bezinteresowną miłością wynagradzającą. On za nas ofiarował siebie, to jest przyjął na siebie grzechy nas wszystkich. A uczynił to z miłości, jak mówi prorok Izajasz, aby usprawiedliwić wielu i dźwignąć ich nieprawości (53, 10-12). Zadośćuczynienie za grzechy polega w swej istocie na tym, że to sam Jezus przedłuża swoje cierpienie w naszym cierpieniu za wiarę. On sam cierpi w nas za cały Kościół, który w każdym ze swoich członków dopełnia udręk Chrystusa (Kol 1, 24). Taki jest sposób tworzenia Mistycznego Ciała Chrystusowego.

 

Wynagradzać znaczy kochać

 

Zadośćuczynienie Bogu za wszystkich grzeszników uczynione przez Jezusa jest przeobfite. Jego odkupieńcze cierpienie, posłuszeństwo Bogu Ojcu i miłość Mu okazana mają wartość nieskończoną z racji natury bosko-ludzkiej Jezusa. Zbawczym czynom Jezusa, podjętym za wszystkich ludzi, za Kościół i świat, obiektywnie nie brak niczego. Powinniśmy mieć udział w Chrystusowym wynagradzaniu w ten sposób, że naszym życiem możemy „dopełniać” – jak pisze św. Paweł w Liście do Kolosan (1, 24) – dzieła zbawienia, czyli włączać się aktywnie przez ofiarowanie swojego życia dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Należałoby powiedzieć dzisiaj, że wynagradzać to znaczy kochać lub powrócić do porządku miłości, a ta miłość powinna obudzić w każdym wrażliwym sercu pragnienie kochania Boga na nowo, z jeszcze większą żarliwością. W tym kryje się najgłębszy sens idei wynagradzania Boskiemu Sercu i na tym polega też prawdziwe nawrócenie grzesznika, że odpowiada miłością na miłość Boga, angażuje serce i myślenie w rytm Jego Serca. Rozkochajmy nasze serca w Nim. Miłość jest istotą wiary i podstawą chrześcijańskiego życia duchowego. Chyba trzeba pojmować dzisiaj duchowość wynagrodzenia jako dążenie do tego, aby Bóg był bardziej miłowany. To nie doda nic Bogu ani Jego Synowi Jezusowi Chrystusowi, ale da twórczą perspektywę rozwoju duchowego współczesnemu człowiekowi. Tak jak kiedyś w historii Kościoła istotnym wymiarem kultu Serca Pana Jezusa było wynagrodzenie, które stało się czynnikiem inspirującym życie duchowe wielu wiernych i świętych, także i obecnie ta miłość może inspirować czcicieli Boskiego Serca.

 

Stanisław Groń SJ
Idziemy nr 05/2021

 
Zobacz także
ks. Mirosław Tykfer

Kościół można postrzegać jedynie jako instytucję. Będzie wtedy jak szkielet, któremu zabraknie ciała. No i jak o takim bezcielesnym szkielecie mówić: piękny? Nie da się. Właśnie dlatego potrzebna jest pobożność maryjna. Można nieustannie zwracać uwagę na to, że Kościół jest jakąś strukturą władzy, urzędem i systemem przyjętych poglądów. I to jest o Kościele jakaś prawda. Można nawet sprowadzić Kościół do organizacji pozarządowej, która ma swój manifest i zajmuje się działalnością dobroczynną.

 
Paweł Sawiak SJ
Odświętnie ubrany tłum czeka na rozpoczęcie liturgii. Monumentalne brzmienie organów rozpoczyna procesję ze świecami, powłóczystymi szatami i dostojeństwem. Organy grzmią, aż trzęsą się kościelne ściany i ławki. Ta podniosła atmosfera powoduje spięcie nie tylko u ceremoniarza odpowiedzialnego za przebieg Eucharystii, ale u każdego, kto na nią przybył. Nagle okazuje się, że nie jest to Msza odprawiana na Wawelu w czasach Jagiellonów, ale kilka dni temu, podczas kościelnej uroczystości w jednej z polskich katedr. Tylko dlaczego nie ma tam młodzieży? 
 
Józef Augustyn SJ
Na świadectwo Dziesięciu Tomasz spontanicznie odpowiada: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. Im większe i mocniejsze świadectwo, tym twardsze warunki wiary w Zmartwychwstanie stawia Tomasz nie tyle swoim braciom Apostołom, ile raczej samemu Jezusowi Zmartwychwstałemu. 
 
 
___________________
 
 reklama