logo
Piątek, 05 marca 2021 r.
imieniny:
Aurory, Euzebiusza, Hadriana, Fryderyka, Oliwii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Mądel SJ
Z powrotem do kontemplacji
Życie Duchowe
 


To prawda, ale dostęp do źródeł możliwy jest przez kontemplację, a więc przez jakieś zjednoczenie podmiotu z przedmiotem kontemplacji. Chodzi tu może najpierw o umiejętność rozpoznawania w universum wagi zjawisk, później – samej podstawy tych zjawisk, a wreszcie o dotarcie do istoty. W przeżyciu religijnym chodzi o rozpoznanie piękna stworzeń oraz ich Stwórcy. Czy to nie kontemplacja właśnie, jako metoda, mogłaby skierować silnie subiektywistyczne nurty ku klasyce myślenia? W duchowości ignacjańskiej kontemplacja, będąca prostym, niemal naiwnym „oglądaniem scen” Ewangelii, jest zarazem najdoskonalszą i, prawdę powiedziawszy, najtrudniejszą formą modlitwy...
 
Może należałoby się wpierw gruntownie zastanowić nad tym, co to jest kontemplacja. W klasycznym rozumieniu „kontemplacja” należy do najbardziej podstawowej działalności intelektualnej i nie tylko intelektualnej człowieka. Jest „pierwszym działaniem” (prima operatio) intelektu, a jednocześnie „prostym ujęciem” (simplex apprehensio). Ta kontemplacja ma dwa oblicza: jest ujęciem zarazem „przyrodzonym” i „nadprzyrodzonym”. Przejście od kontemplacji przyrodzonej – która jest zasadniczą funkcją mądrości, podstawą budowania mądrości w człowieku – do kontemplacji modlitewnej jest właściwie nieuchwytne. To przejście dokonuje się wtedy, kiedy kontemplacja zaczyna dotyczyć samego źródła rzeczywistości – czy je nazwiemy Bogiem, czy nie – wtedy kontemplacja staje się modlitwą. Myślę, że może istnieć modlitwa człowieka niewierzącego, jeśli tylko on naprawdę dąży do owego Centrum. Zrozumieć, co to jest kontemplacja...
 
W tym pokoju odbyłem kiedyś wielogodzinną rozmowę z młodymi filozofami na temat roli kontemplacji w filozofii. Zrodziła się z tego maleńka książeczka, która ukaże się wkrótce pod tytułem O kontemplacji, kaligrafii i innych sprawach. W tej rozmowie starałem się wykazać, że zupełnie nie chodzi o to, żeby w filozofii likwidować ważność logiki i racjonalizmu, nigdy w życiu, ale chodzi o przestawienie akcentów. Logika bez kontemplowanej treści to czyste narzędzie. Dlatego konieczny jest powrót do kontemplacji. Zresztą Maritain zwrócił na to uwagę, pod wpływem, jak myślę, Bergsona, mówiąc o intuition métaphysique. Konieczne jest zwrócenie uwagi na treść pojęć. Bergson chciał się uwolnić od pojęć, ale to nie jest możliwe. Wnikanie w treści intelektualne drogą wpatrywania się w nie, drogą coraz głębszego „wglądu”. To nie jest ani Wesensschau Husserla i fenomenologów, ani też Bergsonowskie odejście od pojęć. Ten bardzo ważny krok został zarysowany w Maritainowskiej interpretacji świętego Tomasza. Myślę, że ta kontemplacja jest czymś bardzo ważnym. Tylko że w samej kontemplacji akcent może być położony na podmiot kontemplujący albo na przedmiot kontemplowany, czyli na to, co jest kontemplowane.
 
Chrześcijańska tradycja stworzyła rozbudowany traktat o kontemplacji. Wielu mistyków zabrało głos na ten temat, w różny sposób podchodząc na przykład do roli tak zwanego wewnętrznego doświadczenia zmysłowego. O ile u Platona kontemplacja jest przede wszystkim zwróceniem się w stronę idei, o tyle kontemplacja chrześcijańska opiera się na przekonaniu, że idea może zapisać się w rzeczywistości historycznej, tak jak bóstwo Chrystusa zapisało się w Jego człowieczeństwie. Jedno wydarzenie zbawcze staje się oknem ku wieczności. Czy filozofia potrafi łatwo przejść od sytuacji egzystencjalnej do sedna? Czy kontemplacja filozoficzna nie jest tylko teorią?

Filozofia jest tylko jedna. Nie ma filozofii chrześcijańskiej, chyba że za taką uznamy filozofię uprawianą przez chrześcijan. Otóż myślę, że w dobrze rozumianej filozofii klasycznej, jeśli tylko mamy do czynienia z naprawdę uczciwym usiłowaniem zrozumienia struktury rzeczywistości, to właśnie ono staje się próbą dochodzenia do tego, co jest sednem owej rzeczywistości. Już sam Arystotelesowski podział filozofii na teoretyczną i praktyczną wiele nam mówi, dlatego że tu słowo „teoretyczny” oznacza tyle co „kontemplacyjny”. Theoria nie jest synonimem naszej „teorii”, myśmy zmienili sens tego słowa. Dla Greka theorein znaczyło „kontemplować”. Hermolaus Barbaro tłumaczył to rozróżnienie Arystotelesowskie nie jako philosophia theoretica, tylko jako philosophia contemplativa. Dlatego mnie się wydaje, że główną zasługą tak zwanego egzystencjalnego tomizmu, czyli interpretacji podanej przez Maritaina, Gilsona, Krąpca i innych, jest to, że właściwie nie ma tu podziału na metafizykę ogólną i metafizykę szczegółową, teodyceę itd., bo przy kontemplacji metafizycznej od razu się dochodzi do Boga, jeżeli tylko uwzględnimy problem istnienia. Dlatego tak ważne są tu dokonania Awicenny, Majmonidesa, ale potem Tomasza w rozwoju tej problematyki, która jest już zarysowana w starożytności. Oczywiście, kontemplacja nabiera pełnego sensu dzięki Objawieniu, ale jest to już drugi etap kontemplacji, kontemplacji wyraźnie już religijnej, modlitewnej, kiedy to „problem Boga” zostaje wypełniony przez chrystologię. W jednym z wywiadów przypominałem słowa Husserla: każda filozofia muss Religionszentriet sein. Każda filozofia jest „skoncentrowana na sednie rzeczywistości” – czy nazwiemy to sedno Bogiem, czy nie, ona pozostaje otwarta na to sedno.
 
Jak osiągnąć postawę takiej autentycznej, cierpliwej, doskonałej kontemplacji? Starożytni byli przekonani, że jest to bardzo trudne. Platon powiadał, że w całej Helladzie nie ma nikogo, kto mógłby być filozofem i królem. Ale i w chrześcijaństwie kontemplacja nie udaje się zbyt często. Jest chyba równie rzadka jak świętość. Właściwie wszystkie pomoce, jakie tu mamy, to chyba tylko deontologia: żeby się dobrze modlić, trzeba być uczciwym człowiekiem. A czego możemy nauczyć się od metafizyków? Czy dopracowali się oni jakiejś własnej metody?

Myślę, że jesteśmy w sytuacji trudnej. Właśnie te wieki, które zmieniły układ wspomniany na początku, są konsekwencją wieków średnich, w których nastąpiła pewna niedobra rzecz. Mimo wpływu średniowiecznych zakonów kontemplacyjnych, nastąpiło wtedy pewne przesunięcie ważności z pierwszego działania umysłu (czyli owej simplex apprehensio) na inne. Z biegiem czasu, na skutek rozwoju nauki i techniki, coraz ważniejsza wydawała się trzecia operacja, mianowicie rozumowanie. Wydawało się, że należy tak działać, żeby jak najsprawniej rozumować. To jest oczywiście niezbędne w naukach szczegółowych, zwłaszcza fizyko-matematycznych, ale to nie jest najważniejsze w filozofii. W filozofii najważniejsza jest wspomniana prima operatio. U schyłku Średniowiecza dał się we znaki esencjonalizm i hiperracjonalizm. To, z czym tak bardzo walczyli humaniści, a czemu oponował Luter, prawosławie, Wschód, to nie była już klasyczna metafizyka, tylko metafizyka, filozofia i etyka całkowicie poddane trzeciemu działaniu intelektu, czyli rozumowaniu, oraz skutkom esencjonalizmu, czyli skoncentrowaniu się na problemie istoty. Piszę o tym więcej w trzecim tomie Dziejów filozofii europejskiej w XV wieku [Warszawa 1974-1980]. Rozumowanie jest ważne, ale nie jest jedyne i najważniejsze. Zupełnie inaczej podchodzi się do wielu spraw, jeśli uzna się, że struktura logiczna jest czymś najważniejszym. Wtedy dochodzi się do tego, do czego doszedł ojciec Bocheński OP, który był świetnym znawcą logiki, ale w gruncie rzeczy odrzucał całą filozofię, bo właściwie przyjmował tylko logikę i wiarę – logikę, która, jak sam powiadał, „jest potrzebna do czyszczenia rur”. Mam wrażenie, że to jest śmierć prawdziwej filozofii kontemplatywnej.
 
 
Zobacz także
ks. Jacek Siepsiak SJ
Zmartwychwstanie jest – jakby to ująć – środkiem do celu, a nie celem. Istotą tego wydarzenia związanego z Chrystusem jest to, że On przeżył śmierć, że On żyje. Jezus po Zmartwychwstaniu się objawia, w związku z czym Ewangeliści nie musieli chyba używać argumentu pustego grobu.

Z teologiem Elżbietą Wiater, patrologiem Henrykiem Pietrasem SJ oraz poetą i publicystą Wacławem Oszajcą SJ rozmawia Jacek Siepsiak SJ


 
 
o. Piotr Ścibor OCD
Modlitwa jest ryzykiem. Może postawić oranta w sytuacji braku orientacji. Dzieje się tak jednak dla zyskania jej lepszej odmiany i odnowienia dążenia do celu przez zostawianie „bezpiecznych” kryjówek – ucieczek od życia. Najczęściej wtedy osoby zostawiają modlitwę jako trudną i  uciążliwą, pokonując swój nieznośny dysonans poznawczy, polegający na wiedzy o jej konieczności i pozornej niemocy jej spełnienia, mówieniem o uzyskanej umiejętności modlitwy nieustannej lub konieczności rezygnacji z niej na rzecz służby bliźnim. 
 
Wiesław Pietrzak SCJ

Patrząc na Jezusa zapytajmy, czy będąc czcicielami Serca Jezusowego umiemy, czy staramy się o to, by wysławiać naszego Ojca, który jest w niebie? Ileż razy prosimy, błagamy, zasypujemy Boga modlitwą a nie myślimy o tym, by uwielbiać, by wysławiać, by dziękować. Serce, które wypełnione jest miłością zawsze ma potrzebę wysławiania za otrzymane dobra.

 
 
___________________
 
 reklama