logo
Wtorek, 13 kwietnia 2021 r.
imieniny:
Justyna, Przemysława, Marcina – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marcin Jakimowicz
Zapukał do mnie po śmierci
Gość Niedzielny
 


Możemy jutro przyjechać?

Tak. Jestem poza Tyńcem, ale wieczorem wracam. Jutro powinienem być w klasztorze. No chyba że coś nas po drodze zabije i nie dojedziemy. Ale wtedy przeczytają o nas w internecie…

Na szczęście nie przeczytałem wczoraj o Ojcu w internecie. A czy ojciec Leon boi się w ogóle śmierci?

Nie chciałbym w tej chwili umierać. Mam taki bałagan w swych rzeczach, że nie wyszedłbym z czyśćca, zanimby moi współbracia tego nie uporządkowali. A poważnie: jestem nastawiony na to, że Pan Jezus jest dobry i miłosierny. I dzięki temu nie lękam się kary, którą z całą pewnością powinienem otrzymać za moje przewinienia. Taka kara jest zresztą bardzo dobrą rzeczą…

Dobrą???

Tak. Bo najgorsze jest to, jeśli człowiek coś zbroi, a inni zbyt łatwo go rozgrzeszą i machną nad nim ręką. Wtedy winowajca nie czuje się oczyszczony do końca i dręczą go wyrzuty sumienia. I to powiedzenie: „Oby Cię Bóg skarał!”, które jest traktowane jako wyraz zemsty czy złości, jest tak naprawdę najlepszym życzeniem! Ludzie są niesprawiedliwi i albo przesadzają w karaniu, albo wcale nie karzą, dozwalając na bezkarność. A Pan Bóg będzie oczyszczał nas sprawiedliwie.

Czyściec jest karą?

Tak. Boimy się tego słowa – „kara”, prawda? Chcemy je zagłaskać. Wołamy „Boziu dobra, Boziu kochana”, a przecież Pismo Święte aż się trzęsie od słowa „kara”. Jest kara. To naturalna konsekwencja grzechu, przekroczenia prawa.

Dominikanki ze świętej Anny opowiadały, że w chwili śmierci mniszki – nawet święte, mistyczki – stawały się bezradne jak dzieci. Bały się. Trzeba było je wziąć za ręce i przeprowadzić na drugą stronę…

Jako proboszcz widziałem ludzi (nie mistyków, ale zwykłych, często pogubionych, uwikłanych w alkohol), którzy w obliczu śmierci zmieniali się, nabierali ufności, odchodzili spokojnie, bez histerii. Ale pamiętam też inną sytuację: umierał ksiądz, znany, ceniony, poważany i pobożny. W obliczu śmierci zaczął nagle przypominać sobie jakieś dawne grzeszki. I przesłoniły mu one wszystko. Tak przeraził się swej grzeszności, że zaczął panicznie wołać: „Nie ma dla mnie miłosierdzia!”. Pocieszaliśmy go: „To było dawno, przecież twoje życie było bardzo dobre”, ale on trwał w ciemności. Nie wiem, czyja to była sprawka… Może szatana?

Taka skondensowana ciemna noc?

Tak! On jęczał: „Jestem śmieciem, gnojem. Nie zasługuję na miłosierdzie”. Chwila oddzielenia duszy od ciała jest na pewno bolesna. Przecież sam Jezus bał się śmierci i wołał na krzyżu: „Czemuś Mnie opuścił”. Wierzę jednak, że Pan Jezus może dać nam taką łaskę, że przejdziemy spokojnie. Jak Franciszek na spotkanie z „siostrą śmiercią”.

Czy mnich tyniecki umiera inaczej niż Jan Kowalski w szpitalu w Sieradzu? Towarzyszą mu inni bracia, modląc się nad łóżkiem?

Bracia są. To prawda. Przez cały czas. To niesłychanie ważne, bo mówią, że nawet jak człowiek na zewnątrz nie daje oznak, że ma kontakt ze światem, to jednak sama świadomość, że ktoś stoi obok, trzyma za rękę, bardzo pomaga. Opowiem wam, jak odchodził ojciec Augustyn Jankowski. Kiedyś poczuł się bardzo słabo. Trafił do szpitala. Tam „wyrównali” mu serce i spokojnie spędził noc. Obudził się i jak przystało na warszawskiego księdza stwierdził: „Nie pójdę przecież do ołtarza nieogolony”. Nie zdążył odprawić tej Mszy. Trzask-prask i za pięć minut zmarł. Nie miał nawet czasu na zamartwianie się. Pogadał chwilę, zasłabł i zmarł. Śmierć nie jest demokratyczna – każdy z nas odchodzi inaczej.

Przyjaciel Ojca, dominikanin Joachim Badeni, szelmowsko uśmiechał się: „Śmierć? Każdemu polecam”. Dzień przed śmiercią podobno powiedział braciom: „To będzie jutro”. I było jutro.

Z ojcem Joachimem związana jest niezwykle ważna historia. Muszę wyjaśnić jedno: ja nie wierzę w duchy. Wierzę w Ducha. Nie miewałem w życiu żadnych prywatnych objawień czy widzeń. Nic z tych rzeczy. Ale pamiętam świetnie noc sprzed pół roku. Obudziło mnie wyraźne pukanie do drzwi. Wygramoliłem się z łóżka, patrzę: trzecia w nocy. Pukanie było bardzo wyraźne. To nie był sen. Wstałem, otwieram drzwi, na korytarzu nikogo. Cisza, pustka. Pomodliłem się: może komu to potrzebne? O świcie dostałem SMS-a: „Przed paroma godzinami zmarł o. Joachim Badeni”.

 
1 2 3  następna
Zobacz także
ks. Radosław Warenda SCJ
Przedsiębiorca nie musi być krwiopijcą uciskającym swoich pracowników. Wręcz przeciwnie – może mieć wartości i w dodatku być wierzącym! Co zadziwiające, przedsiębiorcą może być także pracownik, np. wyjeżdżający za pracą poza granice kraju. Dla jednego i drugiego są otwarte drzwi Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców „Talent”, do którego należą Krystyna i Maciej Kaniewscy, rozmówcy ks. Radosława Warendy SCJ. 
 
ks. Michał Lubowicki

Niewiele innych ksiąg Pisma Świętego budzi tak wielkie zainteresowanie i emocje jak Apokalipsa. Było tak chyba od samego początku. A to dlatego, że wizja końca świata zawsze jednocześnie ludzi fascynowała i przerażała, zaś Apokalipsa wydaje się o tym właśnie mówić. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Czy ostatnia księga Biblii to po prostu scenariusz końca świata? Niekoniecznie. 

 
ks. Marek Dziewiecki
Już małe dzieci marzą o tym, by żyć w kochającej się rodzinie, a gdy stają się nastolatkami, zaczynają marzyć o tym, by spotkać jakąś niezwykłą osobę, którą pokochają na dobre i złe, na zawsze, i która ich pokocha podobną miłością. Nie jest jednak łatwo zrealizować marzenia o wielkiej miłości. Pierwszą przeszkodą w dorastaniu do wielkiej miłości są rozczarowania innymi ludźmi – zwłaszcza bliskimi w rodzinie – a także rozczarowanie samym sobą i własną słabością.
 
 
___________________
 
 reklama