logo
Piątek, 26 lutego 2021 r.
imieniny:
Bogumiła, Eweliny, Mirosława, Porfiriusza
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Matusiak
Zatrzymać codzienność
Magazyn Salwator
 


Zatrzymać codzienność

"Pamiętaj, abyś dzień święty święcił!" - nakazuje Bóg w trzecim przykazaniu Bożym.
"W niedziele i święta we Mszy świętej pobożnie uczestniczyć!" - nakazuje Kościół święty w drugim przykazaniu kościelnym.
"Świętowanie chrześcijańskiej niedzieli pozostaje kluczowym elementem chrześcijańskiej tożsamości" - stwierdza Ojciec Święty Jan Paweł II w Liście apostolskim Dies Domini (nr 30).

Wydaje się jednak, że współczesny człowiek ma tyle rzeczy do zrobienia, tyle spraw do załatwienia, że nie może pozwolić sobie na świętowanie, na odpoczywanie. Dla współczesnego człowieka niedziela często jest jedynym dniem, w którym może on na przykład zrobić coś w domu czy dokonać zakupów. Przecież samo nic się nie zrobi!
A może to ziemia szybciej się kręci?
Nie, to ludzie ciągle za czymś gonią albo przed czymś uciekają; ciągle się gdzieś spieszą i na coś się spóźniają; ciągle o czymś marzą i czegoś szukają. Ale CZEGO?
To nie wydaje się istotne. Chodzi o to, żeby biec, żeby szukać, bo to oznacza, że jest jakiś cel, jakiś sens. Człowiek przecież musi mieć w życiu jakiś cel...
Jakiś? Jakikolwiek? Owszem każdy bieg gdzieś i jakoś się zakończy, ale czy człowiekowi może być obojętne, gdzie i jak?

"Stworzyłeś nas ku sobie i niespokojne jest nasze serce, dopóki w Tobie nie spocznie" - powiedział św. Augustyn. Człowiek, który ciągle biegnie, ucieka przed tą właśnie podstawową prawdą: że jest stworzony. Zapomina, że we wszystkim zależy od swego Stwórcy, i - mnie-mając, że wszystko zależy od niego - ściga się z czasem, walczy z całym światem, zatraca siebie.

Człowiek występuje przeciwko prawu Bożemu, bo ciągle ulega starej jak świat pokusie: by być jak Bóg. I "stwarza" niestworzone rzeczy, buntuje się przeciwko prawu naturalnemu, a więc i przeciwko sobie. I jest zmęczony, bardzo zmęczony. A jest jeszcze tyle spraw, które należałoby przypilnować, tyle rzeczy, które trzeba by zobaczyć... Nawet siedem dni w tygodniu nie wystarczy, bo doba ma za mało godzin, godzina ma za mało minut, minuta ma za mało sekund...

Człowiek przepracowany nie bierze pod uwagę faktu, że w świecie istnieje określony porządek, że wszystko musi mieć swój czas, w tym również praca i odpoczynek. Nie zauważa on, że praca bez odpoczynku jest swoistym bałwochwalstwem i że jest po prostu nieefektywna, a nawet przynosi straty (na przykład na zdrowiu). Bo nie ma błogosławieństwa. "W niedzielę nikt się jeszcze nie dorobił" - mówi przysłowie ludowe.
Troszczymy się i niepokoimy o wiele, a potrzeba tylko jednego (por. Łk 10,41-42). Stworzenie zatraca się poza swym Stwórcą, a w Nim wszystko odnajduje i posiada. Człowiek może odejść od swego Stwórcy i zatracić się poza Nim, ale może też w Nim (i tylko w Nim) się odnaleźć, odnaleźć samego siebie.

Bóg nakazał nam święcić dzień siódmy, bo i On "odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie" (Rdz 2,2). Ponadto Bóg "pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając" (Rdz 2,3).
Można by dalej argumentować zasadność świętowania niedzieli i konieczność odpoczywania, ale po co, skoro uczynił to - w sposób niedościgły - Ojciec Święty Jan Paweł II we wspomnianym wyżej Liście apostolskim Dies Domini. Ilu z nas przeczytało ten wspaniały dokument...?

Człowiekowi, który rozumie i uznaje konieczność świętowania Dnia Pańskiego, pozostaje tylko świętowanie tego dnia. Jakże czekają na niedzielę ci, którzy umieją się nią cieszyć! Nareszcie można zatrzymać codzienność, odpocząć, pobyć w domu, cieszyć się obecnością najbliższych! Można (nie tylko trzeba) wspólnie z nimi pójść na braterskie spotkanie, jakim jest Msza święta w kościele parafialnym, i tam spotkać się - "namacalnie" - z Chrystusem, który jest naszym Stwórcą i Zbawicielem.

Dzisiaj wielu ludzi po prostu nie wie, że niedziela może być pięknym dniem, ofiarowanym Bogu i najbliższym. I sobie. Ale z pewnością będzie o tym wiedziała dziewczynka, którą mamusia i tatuś co tydzień prowadzą za rączkę do kościoła. Tam może ona - wraz z innymi dziećmi - słuchać o Panu Jezusie, który przyszedł na ziemię po to, aby wszyscy ludzie mogli pójść do nieba, gdzie będą wiecznie świętować, czyli bawić się i cieszyć.

Anna Matusiak
Ukończyła studia ekonomiczne w Budapeszcie oraz teologiczne na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie. Redaktor książek i autor artykułów do czasopism katolickich.

tekst pochodzi z Magazynu SALWATOR, nr 2/2002  - www.salwator.com

 
Zobacz także
ks. Dariusz Larus
Matka czy ojciec, którzy nie wiążą syna lub córki ze sobą, którzy nie wypełniają sobą całej psychicznej przestrzeni dziecka – to ogromny skarb. Ale nie wszyscy rodzice to potrafią. Wielu dorosłych doświadcza długotrwałego kryzysu wskutek nierozwiązanej separacji. Przeżywają zarówno miłość, jak i nienawiść do rodziców. Miłość, bo jawią się oni jako jedyni i niezastąpieni – w świecie, który wskutek przekazu rodziców ciągle jest zbyt zagrażający i nieprzyjazny... 
 
Jacek Prusak SJ
Wyobraźmy sobie, że przyjaźń nigdy nie boli. Jakby wtedy wyglądała? Sztucznie i sterylnie. Byłaby to przyjaźń między ludźmi, którzy bojąc się być blisko siebie, oglądają siebie przez szybę, aby się nie zranić. Ale wtedy, nie chcąc się wystawić na ryzyko bólu i cierpienia, skazaliby się na samotność we dwoje. Przyjaźnie muszą boleć, bo tworzą je ludzie. 
 
Ks. Henryk Kroll
Jako jeden z nielicznych księży proboszczów uczę religii w szkole, mimo że mam już 60 lat. Moje odczucia są takie: czuję się w szkole dobrze, a nawet nie wyobrażam sobie, bym mógł nudzić się na plebanii, czy ciągle być w rozjazdach, zamiast katechizować dzieci. W pokoju nauczycielskim, jak dotąd, czuję się świetnie, niemal jak w rodzinie, i to mimo różnic światopoglądowych...
 
 
___________________
 
 reklama