logo
Poniedziałek, 17 stycznia 2022 r.
imieniny:
Antoniego, Henryki, Mariana, Rościsława  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Paweł Teperski OFMCap
Zbawienie za darmo
Głos Ojca Pio
 


W świecie – tak, ale... w zakonie?

"Zajmiesz się public relations naszej prowincji" – usłyszałem ponad dwa lata temu z ust prowincjała kapucynów, który tą decyzją zmienił moje obowiązki zakonne. Pracowałem wówczas w Wydawnictwie Serafin i termin public relations nie był mi obcy, również ze względu na świeżo przeczytane opracowania z tej dziedziny. Doskonale więc zdawałem sobie sprawę, jakie obowiązki wiążą się z moją nową funkcją: kontakty z mediami i innymi instytucjami, informowanie o naszej działalności, budowanie wizerunku zakonu na zewnątrz. Pomyślałem tylko: PR we współczesnym świecie robi zawrotną karierę, ale… w zakonie? Czyżby nasza prowincja popadła w kryzys, zniszczyła swój wizerunek wśród wiernych, że trzeba powoływać specjalną instytucję, która zajmie się odbudowywaniem utraconego prestiżu? Choć jestem człowiekiem dość przebojowym i otwartym na nowe wyzwania, to nawet dla mnie powołanie takiej funkcji w zakonie było decyzją dość śmiałą.

Sukces "kapitałowy"

Ponieważ funkcja, którą mi powierzono, była zupełnie nowa, nie miałem wprawdzie problemów z przejmowaniem dokumentów po moim poprzedniku, ale też nie wiedziałem, jak zabrać się do działania. Pierwsze kroki skierowałem więc do księgarni, by zakupić fachową literaturę i dowiedzieć się, jak zostać dobrym piarowcem. Książkę wręcz pochłonąłem. Nie przyniosła ona jednak żadnych pocieszających odpowiedzi. Jej treść nie odbiegała od tego, co przeczytałem w wielu pozycjach dużo wcześniej. Ukazywana w nich teza była prosta: dobry wizerunek firmy przekłada się na zaufanie do niej, to procentuje zwiększoną ilością zakupów produktów przez nią oferowanych, co w sposób naturalny przekłada się na lepszy wynik finansowy.

Działania PR mają w przypadku firmy przynieść realne korzyści finansowe. Zasada jest prosta i klarowna, tylko że nijak nie przystaje do rzeczywistości kościelnej, w której nie chodzi o wynik finansowy i zwiększone zainteresowanie kupnem produktów, gdyż Kościół nic nie sprzedaje!

Co firma ma do zaoferowania?

Zadałem sobie zatem podstawowe pytanie: co oferuje Kościół jako "firma"? Słowo "firma", oczywiście, nie przywołuje w tym przypadku pozytywnych skojarzeń, ale próbując przebić się przez potoczne znaczenie słów, zadawałem sobie z uporem maniaka pytania, które powinien rozważyć każdy piarowiec obejmujący swój urząd w nowej pracy: Co my, zakonnicy oferujemy innym? Co możemy "sprzedać"? Do czego chcemy przekonać "klientów"? Odpowiedź była prosta i dość szybko przyszła mi do głowy: Kościół oferuje od dwóch tysięcy lat ten sam towar - zbawienie w Jezusie Chrystusie. Marka firmy jest wiekowa i niewiele instytucji może się taką poszczycić (co złośliwsi od razu zauważą, że nie liczy się jedynie długość trwania marki na rynku, ale jej jakość, i przywołają nieudane "inwestycje przedsiębiorstwa" w postaci inkwizycji, wypraw krzyżowych i wielu, wielu innych). Pierwszy etap poszukiwań zamknąłem krótkim podsumowaniem: marka - Kościół, logo - krzyż, towar - zbawienie w Jezusie Chrystusie, cena towaru - za darmo. I tak doszedłem do sedna sprawy.

Towar obecny na rynku!

Zadaniem piarowca jest zainteresowanie klientów oferowanym towarem, a czasami może nawet bardziej niż o zainteresowanie chodzi o poinformowanie, że towar jest na rynku. Nikt przecież nie kupi rewelacyjnego szamponu do samochodu z emulsją woskującą, jeżeli nie dowie się, że taki produkt w ogóle istnieje.
Towar "Zbawienie za darmo" – obecny na rynku! Tylko my mamy tak długo trwającą promocję – za darmo od dwóch tysięcy lat!". Podpisano: Kościół katolicki. Oczywiście takie stwierdzenie może wywołać zdziwienie, a nawet ironiczny uśmiech na twarzach wielu osób, jednak dobra nowina o Jezusie Chrystusie okazuje się paradoksalnie dla każdego pokolenia nowością, kopernikańskim przewrotem czy odkryciem Ameryki przez Kolumba. Tym była również dla mnie, gdy w wieku dziewiętnastu lat po raz pierwszy odkryłem, że jestem zbawiony za darmo! Za moje zbawienie zapłacił Jezus Chrystus swoją krwią przelaną na krzyżu, swoją śmiercią i zmartwychwstaniem, dlatego nie muszę zaskarbiać sobie tego zbawienia! Co więcej, nawet gdybym chciał je sobie wysłużyć (a dotychczasowe moje życie było właśnie wielką pogonią za zasługami), to nie jestem w stanie tego dokonać, ponieważ zbawienie jest za drogie – nieosiągalne dla człowieka.

Misja Kościoła jest jedna i podstawowa – to głoszenie Jezusa Chrystusa jako jedynego zbawiciela człowieka. Takie zadanie pozostawił uczniom Chrystus przed swoim odejściem do Ojca: Idźcie i nauczajcie wszystkie narody!. Dzisiaj na skutek podejmowanych przez Kościół rozlicznych inicjatyw i dzieł charytatywnych (prowadzenie szpitali, szkół, przytułków, domów opieki, jadłodajni dla biednych) często dokonuje się jej rozmydlenie. Warto zatem mieć na uwadze, że jeśli Kościół decyduje się na podejmowanie innych zadań i posług na rzecz bliźniego, wynika to jedynie z miłości, z faktu, że w drugim człowieku dostrzega Jezusa – swojego Mistrza i Pana.


 
1 2  następna
Zobacz także
Fr. Justin
Są ludzie, którzy mówią "tak" wobec Jezusa, ale "nie" wobec Kościoła. Główny zarzut, który stawia się Kościołowi, brzmi, że w swej historii sprzeniewierzył się pierwotnemu przepowiadaniu Jezusa. Bowiem Jezus - tak mówią krytycy Kościoła - sam był ubogi i był rzecznikiem ubogich. Kościół natomiast jest bogaty, paktuje z możnymi i zawiódł w kwestii socjalnej. Kościół odwartościował kobietę, zdemonizował sferę seksualną, niechętnie patrzy na szczęście człowieka, pocieszając go wiecznością. Według jeszcze innych krytyków Kościół jest pod każdym względem zacofany, po prostu przestarzały. Co ma odpowiedzieć katolik na ten "rejestr grzechów" Kościoła?
 
Fr. Justin
Język Kościoła musi dotrzeć z orędziem zbawienia do wszystkich ludzi. Osobiście – oczywiście, gdy to jest możliwe – usiłuję poznać człowieka, do którego mówię, i jego świat. Ma to decydujący wpływ na treść mojego kazania, na język, którym tę treść przekazuję, jak i na odbiór słuchającego.

Z bp. Edwardem Dajczakiem rozmawia Konrad Sawicki
 
ks. Marek Dziewiecki
Liczba dzieci nie decyduje o tym, w jaki sposób będą one wychowane. Ma jednak istotny wpływ na sytuację rodziny i na cały kontekst wychowania. Można solidne wychowywać dzieci w rodzinie wielodzietnej, w rodzinie z dwójką czy trójką dzieci, a także w rodzinie, która wychowuje jedynaka.
 
 
___________________
 
 reklama