logo
Czwartek, 24 września 2020 r.
imieniny:
Dory, Gerarda, Maryny, Hermana, Pacyfika – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Robert Wilk
Zbawiony... Już – jeszcze nie?
Głos Ojca Pio
 


Z Jerzym Uramem OFMCap o tym, jak rozumieć zbawienie, rozmawia Robert Wilk


Sam fakt przyjęcia przez Boga ciała zbawia ludzką naturę. To znak obdarowania, który podkreśla znaczenie przyjęcia daru w życiu człowieka. Z każdym podarunkiem można bowiem postąpić na dwa sposoby: albo go przyjąć i zachować „na przyszłość”, albo „rozpakować”, by się nim cieszyć.

Od zarania wiary mówi się o zbawieniu, a jednak ciągle mamy z nim problem.

Idąc za najprostszym skojarzeniem, zbawienie możemy rozumieć jako uwolnienie od jakiegoś ograniczenia. W encyklopediach czy słownikach termin ten oznacza uratowanie kogoś od złego. W chrześcijaństwie określa się nim działanie Boga wybawiającego od śmierci oraz potępienia wiecznego i przeznaczającego człowieka do wiecznego z Nim obcowania w niebie. Widać tutaj zależność od łacińskiego słowa salus (zdrowie): chodzi o uwolnienie człowieka od stanu grzeszności (choroby) i podarowanie mu życia wiecznego (dobrostanu).

Patrząc z perspektywy człowieka, w zbawieniu idzie o pełnię ludzkiego życia, czyli szczęście. W teologii natomiast daje się zauważyć wiele znaczeń zbawienia ujawniających się w zależności od kąta spojrzenia na sytuację, okoliczności i uwarunkowania. Wszystkie jednak dywagacje teologów na ten temat podkreślają konieczność działania Bożego i skupiają się na osobie Jezusa Chrystusa. W myśli papieża Benedykta XVI jasno widać ukierunkowanie na osobowy charakter więzi zbawczej, a nie na ideę jako taką.

Często zbawienie przedstawia się jako działanie człowieka zmierzające do pozyskania nagrody za życie godne miana chrześcijanina.

Zbawienie człowieka zależy od decyzji Boga i stanowi Jego dar, wyrażony w osobie Jezusa Chrystusa. Można powiedzieć, że Bóg zwraca się do człowieka jak do przyjaciela, mówiąc do niego przez Jezusa. Tajemnica Wcielenia to początek osobowej relacji między Bogiem a człowiekiem. Sam fakt przyjęcia przez Boga ciała zbawia ludzką naturę. Jak więc widać, metafora zdobycia nagrody nie sprawdza się w tym przypadku. Lepiej widzieć w nim znak obdarowania, który podkreśla znaczenie przyjęcia daru w życiu człowieka. Z każdym podarunkiem można bowiem postąpić na dwa sposoby: albo go przyjąć i zachować „na przyszłość”, albo „rozpakować”, by się nim cieszyć.

Zmierzamy do starego dylematu: zbawienia z uczynków i mimo uczynków…

Autor Listu św. Jakuba wyraźnie mówi, że nie ma wiary bez uczynków, ale one wypływają ze zbawienia i nie mogą go spowodować. Zasługi człowieka są odpowiedzią na wiarę daną od Boga, stanowiąc wypełnienie Jego zamysłu.

Warto tutaj posłużyć się znanym przykładem, który teologowie zwykle wykorzystują do wyjaśnienia zawiłości relacji zbawczych. Przyjmują oni, że ludzie są różnymi naczyniami niosącymi zbawienie: choć szklanka różni się od stągwi czy beczki pod względem objętości, to jednak z perspektywy Bożej zawiera Jego pełny dar dla człowieka. Tajemnicą jest przeznaczenie „rozmiaru” danego naczynia takiemu a nie innemu człowiekowi. Mądrością życia będzie zatem rozpoznanie przez człowieka własnej sytuacji życiowej i wymagań, jakie stawia przed nim Bóg.

Sądziłem, że takie podejście jest typowe dla protestantów, a my, katolicy, różnimy się od nich pod tym względem.

Różnice nie wydają się aż tak wyraźne w perspektywie Ekumenicznej Deklaracji o Usprawiedliwieniu z 1999 roku, w której stwierdza się, że „tylko z łaski i w wierze w zbawcze działanie Chrystusa, a nie na podstawie naszych zasług zostajemy przyjęci przez Boga i otrzymujemy Ducha Świętego, który odnawia nasze serca, uzdalnia nas i wzywa do dobrych uczynków”. Tak więc wszyscy, którzy wierzą, dostępują usprawiedliwienia, czyli zbawienia, za darmo z Jego łaski.

Z tych słów jasno wynika, że wysiłki człowieka powinny być rozumiane jako skutek zbawczego działania Boga, nie zaś jako powód, dla którego Bóg miałby go odkupić. Nie można postawić takiej zależności: będę żył pobożnie i dlatego zostanę zbawiony. Prawdziwe jest natomiast stwierdzenie: mogę żyć pobożnie, ponieważ jestem zbawiony.

Zbawienie już się dokonało, a życie człowieka osadzone jest w czasie – dzieje się na co dzień. Jak to pogodzić?

Jak wiadomo, życie człowieka rozwija się w czasie. Natomiast zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa wydarza się niejako poza historią. Z perspektywy ewangelicznej – choćby św. Łukasza – wyznacza ono koniec czasu. Znamienna jest reakcja uczniów Chrystusa: nie mogą rozpoznać swojego mistrza, bo rzeczywistość, która Go dotyczy, nie ma analogii w ich świecie. Życie ludzi w perspektywie eschatologii jest bowiem „już – jeszcze nie”. „Już” – ponieważ zostaliśmy zbawieni w Jezusie Chrystusie i innego zbawienia nie będzie. „Jeszcze nie” – gdyż jednocześnie nasza egzystencja zmierza ku Jego powtórnemu przyjściu, czyli paruzji.

 
1 2  następna
Zobacz także
o. Wojciech Jędrzejewski OP
To jest przypowieść o modlitwie, którą powinniśmy zanosić do Jezusa w chwilach wewnętrznego dysonansu: jeszcze słyszymy dźwięk Bożej melodii, jej piękna a jednocześnie wdziera się w to brzmienie fałszywy ton naszego grzechu. Czujemy zapach, woń Chrystusa, który kocha, okazuje swoją moc, interweniuje w oczywisty sposób, a zarazem czujemy smród naszej niewierności, niestałości, rozchwiania. Zetknięcie świętości i grzeszności.
 
Ks. Przemysław Śliwiński
Gdyby 2000 lat temu istniała prasa, radio, telewizja, internet, o tym fakcie z pewnością byśmy się stamtąd dowiedzieli. Pojawienie się magów w Jerozolimie wywołało żywe poruszenie społeczne i niepokój w politycznych kręgach. Pałac Heroda był drugą co do wielkości budowlą w Jerozolimie. Położony w granicach najstarszej części stolicy Izraela, Miasta Dawidowego, był siedzibą władcy mianowanego przez rzymskie imperium...
 
o. Jerzy Zieliński OCD

Rozpoznawanie woli Bożej oznacza poszukiwanie. Taka jest konsekwencja naszej niedoskonałej natury. Jezus wie o tym, dlatego nie wymaga, by zawsze była w nas, na zawołanie, na pierwszy odruch naszych myśli, nieomylna wiedza i pewność, jak zadecydować. Jezus zadał nam trud poszukiwania. Ważne, byśmy to sobie dobrze uświadomili. Często bowiem zżymamy się na siebie, na innych, na zaistniałą sytuację, bo nie wiemy, co zrobić, jak zadecydować. Sądzimy, że do wypełnienia woli Bożej Jezus wymaga od nas pełnej i pewnej wiedzy.

 
 
___________________
 
 reklama