logo
Piątek, 27 maja 2022 r.
imieniny:
Amandy, Jana, Juliana, Augustyna – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Mariusz Pohl
Żeby służyć
Mateusz.pl
 


Tak samo i dziś
 
Doskonale rozumiemy Jakuba i Jana, którzy przyszli prosić o przywileje, i chyba jeszcze lepiej rozumiemy pozostałych Apostołów, którzy przeciwko temu zaprotestowali; nie z jakichś szlachetnych pobudek, ile raczej przez zwykłą zazdrość. Rozumiemy to, bo sami jesteśmy do nich podobni: też byśmy zabiegali o wpływy i też oburzalibyśmy się na tych, którzy by nas ubiegli. Przez te dwa tysiące lat człowiek nie wiele się zmienił, a jeśli już, to chyba na gorsze.
 
Ale te nienajlepsze skłonności ludzkiej natury mogą zostać odmienione przez Chrystusa, jeśli Mu zaufamy i pójdziemy za Nim. Właśnie to dokonało się u Apostołów: z porywczych i często samolubnych rybaków, przemienili się w dojrzałych, zdolnych do poświęcenia, ofiary i służby świadków Chrystusa. Jednakże zanim dobrze zrozumieli słowa Chrystusa i odpowiedzieli na Jego wezwanie, najpierw chcieli Go wykorzystać dla swoich celów, albo raczej chcieli upiec przy Jego ogniu swoją własną pieczeń.

Jezus chce przemieniać
 
Żądza zaszczytów i przywilejów, żądza sławy i władzy, jest jednym z najsilniej zakorzenionych w ludzkiej naturze dążeń. Chrystus rozumie te ambicje i akceptuje je, ale chce je przemienić w taki sposób, by z siły egoistycznej i niszczącej, stały się energią twórczą, popychającą człowieka do heroizmu i służby dla wspólnego dobra.
 
Żeby to jednak mogło się dokonać, człowiek musi przejść najpierw próbę, taki duchowy chrzest, w którym wyrzeknie się siebie, swoich pożądań, egoistycznych dążeń, ambicji. Wyrzeknie się, to wcale nie znaczy, że stłumi lub będzie udawał, że już ich nie ma. To znaczy raczej, że podda je Chrystusowi i zdecyduje się na prawdziwą wielkość, a nie tylko na jej pozory, oparte na przemocy, propagandzie lub przekupstwie, że dostosuje do wzoru, który On nam pozostawił. Jest to wzór skrajnie przeciwny do tego, który podsuwa nam świat i ci, którzy rządzą narodami.

Dwa kierunki
 
Świat preferuje kierunek do siebie: wszystko dla mnie, wszyscy do mnie, wszystko moje. Chrystus przeciwnie: wszystko dla innych, On dla wszystkich. Nie przyszedł, żeby Mu służono, lecz żeby służyć; nie przyszedł, żeby coś zabierać, lecz żeby dawać, i to do końca, łącznie z życiem. To jest Jego styl, który nam pozostawił do naśladowania, to są wskazania, które nam zapisał w Ewangelii i dał osobiście przykład, jak należy je realizować.
 
Czy Kościół zawsze się z tego zadania dobrze wywiązywał? Cóż, pewnie nie, bo Kościół składa się z ludzi, którzy nie zawsze dobrze rozumieją Boga. Ale obok nich zawsze byli w Kościele i tacy, którzy to wezwanie zrealizowali w stopniu heroicznym. Gdyby nie oni, nie ich wpływ na kulturę, moralność, politykę, świat dawno już pogrążyłby się w chaosie wojen i nienawiści. Albowiem władza oparta na egoizmie i żądzy sławy, prowadzić może tylko do ucisku i niesprawiedliwości. Bez przemocy bowiem nie utrzyma się ani jednego dnia.

Nie czekajmy
 
Czyż długo trzeba szukać ilustracji? Współczesny świat, telewizja, prasa, rozmaite kampanie wyborcze, dostarczają nam przykładów bez liku. Na mniejszą skalę możemy to zaobserwować w swoim mieście, zakładach pracy, szkołach, nawet pewnie we własnej rodzinie. Jeśli te sytuacje przeanalizujemy, zobaczymy, że u źródeł brakuje tego, o czym mówił Chrystus: pokory, służby, poświęcenia. Dopóki nie damy się ochrzcić chrztem, który przeszedł Chrystus, nie weźmiemy do rąk Jego kielicha, nie potraktujemy poważnie Jego słów, nic się na lepsze nie zmieni. Nie czekajmy, aż będzie za późno.
 
ks. Mariusz Pohl
 
 
fot. Unsplash Sparkler
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Sławomir Kamiński SCJ
Kiedy myślimy o cierpieniu Chrystusa, nasza wyobraźnia niemal automatycznie podsuwa nam obraz krzyża. I nie ma w tym niczego dziwnego. Przecież znak ten pozostaje uprzywilejowanym świadectwem męki i śmierci naszego Pana i Zbawcy. Jednak odczytanie tajemnicy, którą skrywa krzyż, zależy od temperatury relacji, w jakiej człowiek pozostaje z Bogiem.
 
Krzysztof Wons SDS

Kiedy zaczynamy czytać słowo Boże, wtedy ono „czyta” nasze życie. My „czytamy” Boga, a On „czyta” nas. Na tym polega Boże czytanie — lectio divina. Duch Boży, który tchnie kędy chce, wyznacza czytającemu drogę do spotkania z życiem zawartym w Jego słowie. To słowo Boże wyznacza rytm życia, a więc także rytm modlitwy serca — „rytm” naszych słów. Boże czytanie nie jest sposobem modlitwy, ustalonym przez człowieka.

 
ks. Zbigniew Kapłański
Każdy z nas dobrze wie, że kiedy nam na kimś zależy, to jesteśmy gotowi do wielu poświęceń, a do tego pewnie byśmy się obruszyli, a może nawet czuli urażeni, gdyby ktoś wyraził podziw dla naszego oddania, bo „przecież go (ją) kochamy!”. Nikt się nie dziwi, gdy któreś z rodziców czuwa kilka nocy z rzędu przy łóżku chorego dziecka, podobnie nikt się nie dziwi, gdy pielęgnujemy pradziadka czy starszą sąsiadkę. 
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm