logo
Piątek, 26 lutego 2021 r.
imieniny:
Bogumiła, Eweliny, Mirosława, Porfiriusza
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Ignacy Kosmana OFMConv
Zgodność ciał i serc
Rycerz Niepokalanej
 
fot. Kelly Sikkema | Unsplash (cc)


Dialog w małżeństwie to słowa. Jeśli słowa, to cierpliwe, niezazdrosne i niebezwstydne – wypowiedziane bez gniewu i bez urazy, w tonacji miłości. Dialog w małżeństwie to także gesty, spojrzenia i milczenie; dotknięcia subtelne i delikatne.

Bo do tanga trzeba dwojga
Zgodnych ciał i chętnych serc
Bo do tanga trzeba dwojga
Tak ten świat złożony jest
(Budka Suflera, Takie tango)

 

Prosta, zwyczajna piosenka – z niełatwym przesłaniem. Jeśli do tanga „trzeba dwojga zgodnych ciał i chętnych serc”, to przecież tym bardziej potrzebne one są w małżeńskiej miłości.

 

Gesty i znaki

 

Dialog w małżeństwie to słowa. Jeśli słowa, to cierpliwe, niezazdrosne i niebezwstydne – wypowiedziane bez gniewu i bez urazy, w tonacji miłości. Dialog w małżeństwie to także gesty, spojrzenia i milczenie; dotknięcia subtelne i delikatne. Każdy gest, spojrzenie i milczenie – wymowne: takie, które wszystkiemu wierzą, we wszystkim pokładają nadzieję. Jest jednak jeszcze jeden przejaw małżeńskiego dialogu, o którym już nieco powiedzieliśmy we wcześniejszych artykułach.

 

Benedykt XVI stwierdził w swej pierwszej encyklice: „Dzisiaj nierzadko zarzuca się chrześcijaństwu, że w przeszłości było przeciwnikiem cielesności” – i dodaje: „faktycznie, tendencje w tym sensie zawsze były”. W świadomości ludzkiej przetrwał obraz sfery cielesnej jako obszaru grzesznego albo co najmniej podejrzanego. „Oto zrodzony jestem w przewinieniu i w grzechu poczęła mnie matka” – skarżył się Dawid. A przecież zwyczajnie bywa inaczej: synów człowieczych poczynają nasze matki z miłości.

 

Dialogu w małżeństwie nie można zawężać do wymiaru werbalnego, do mowy ciała, do gestów i znaków, czy wreszcie do milczenia. Miłość fizyczna to także dialog w wymiarze cielesnym – dialog „zgodnych ciał i chętnych serc”.

 

Miłość ofiarna

 

„Miłość pomiędzy mężczyzną i kobietą, która nie rodzi się z myśli i woli człowieka, ale w pewien sposób mu się narzuca – przypomina papież Benedykt XVI – starożytna Grecja nazwała erosem”. Nowy Testament w odniesieniu do miłości nie używa tego terminu i wyraża ją poprzez słowo agape. W istocie Ewangelia przynosi ludziom nową wizję miłości – miłości ofiarnej. Człowiek w małżeństwie dzieli się z drugą osobą nie tym, co mu zbywa, ale tym, co ma najwartościowszego: dzieli się sobą. Oddanie się wzajemne jest warunkiem miłości małżeńskiej. To oddanie jest dialogalne. Apostoł przestrzega: „Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie; potem znów wróćcie do siebie, aby – wskutek niewstrzemięźliwości waszej – nie kusił was szatan”.

 

Kobieta nie jest „fabryką dzieci” ani „narzędziem” rozkoszy. Alkowa małżeńska nie jest miejscem li tylko dla ekstatycznych uniesień. Jest miejscem dialogu ciał i serc obojga małżonków. Ten dialog z natury jest płodny, bo jak już powiedziano: „kocham cię” znaczy – „chcę mieć z tobą dziecko”. W chrześcijańskiej wizji małżeństwa „miłość staje się troską człowieka i posługą dla drugiego. Nie szuka już samej siebie, zanurzenia w upojeniu szczęściem; poszukuje dobra osoby ukochanej: staje się wyrzeczeniem, jest gotowa do poświęceń, co więcej, poszukuje ich”. Ale miłość małżeńska ma też drugi cel – dalekosiężny.

 

Małżonkowie realizują Boski plan Genesis. Czynią to tak naprawdę we własnym interesie, tj. w celu zapewnienia sobie przyszłości, co Pismo Święte wyraża ogólnie i górnolotnie: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”. Ta misja wymaga wzajemnych „uzgodnień”, rozmowy i konsensu.

 

Co zakłóca rozmowę ciał i serc?

 

W drastycznej formie zakłóca ją gwałt! Tak, w małżeństwach dochodzi do gwałtów. Pozostaje wówczas otwarty problem, czy taki „akt małżeński” jest odpowiedzialny? Czy stanowi wypełnienie Bożej misji?

 

Jeszcze do niedawna nie znano takiego pojęcia. Mąż nie mógł zgwałcić żony, bo... był jej mężem. Gwałt jako zmuszenie, często przy użyciu przemocy fizycznej, do uprawiania seksu, kojarzony był z napaścią przez nieznajomą osobę. Trudno uwierzyć, że podobny dramat rozgrywa się w milionach sypialni na całym świecie. Często do takich wynaturzeń dochodzi pod wpływem alkoholu. Osoba – zwykle mąż – czuje się pobudzony, jest agresywny i nie panuje nad swoim popędem. Są to oczywiście sytuacje ekstremalne. Częściej dochodzi do mniej drastycznych form, które wymuszają seks wbrew ich woli. Taka uległość nie ma nic wspólnego z dialogalnym charakterem aktu małżeńskiego.

 

Zgwałconej przez męża żonie ludzie mniej współczują. Zna ona przecież oprawcę, a do zdarzenia doszło najpewniej w sypialni. Towarzyszący wstyd i strach sprawiają, że kobiety pokrzywdzone umniejszają rangę czynu i cierpią samotnie w obawie, że koszmar się powtórzy. Żony ulegają mężom z wielu powodów: dla spokoju, z poczucia obowiązku, ze strachu, żeby ratować związek.

 

Warto zrobić sobie rachunek sumienia w tym względzie i nie używać słowa Bożego jako argumentu w tej godnej potępienia praktyce. Nadużywa się bowiem często stwierdzenia św. Pawła, że „żona nie rozporządza własnym ciałem”, jakby zapominając, że „też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona”. Wspólnota małżeńska nie oznacza przymusu pożycia.

 

Współżycie małżonków jest wolnym wyborem obydwojga. I to nie jest tak, że tylko żona zobowiązana jest do oddawania „powinności mężowi”, bo i aktywność męża sprowadza Apostoł właśnie do „powinności”, nie zaś do zaspokajania żądzy. Miłość „nie szuka swego”, miłość poszukuje dobra drugiej osoby: osoby ukochanej. Tym dobrem jest zarówno akt małżeński, jak i jego owoc.

 

Dialog ciał i serc winien być wolny, zgodny i chętny. Taka to ma być „rozmowa”. Taką rozmowę pobłogosławił Bóg na początku dziejów i o takim małżeńskim dialogu pisał Apostoł do Koryntian: „Nie unikajcie jedno drugiego”.

 

o. Ignacy Kosmana OFMConv

Rycerz Niepokalanej 7-8/2014

 
Zobacz także
oprac. ks. Rafał Masarczyk SDS
Kiedy usłyszałam temat rozważania wiedziałam że nie potrafię nic napisać bo i nie potrafię... wychować. Inni tak, ale nie ja. I dzisiaj, kiedy najmłodszy mój synek cały dzień cierpi na rozstrój żołądka niewiele starszy od niego brat klęka i mówi, że się za niego pomodli, a córka bez słowa podlewa kwiaty, a wszyscy pomagają rwać porzeczki i agrest... Pomyślałam: a może jednak potrafię? Ale spróbuję od początku...
 
Ks. Szymon Stułkowski
Choć nie wszyscy uczestniczymy w balach, to jednak jest w nas coś z tej karnawałowej atmosfery. Nieczęsto zwracamy na to uwagę i nie odkrywamy tego w sobie. Lubimy, podobnie jak bawiący się w Wenecji, zakładać maski i odgrywać różne role, kryjąc się za zasłoną, która w naszym mniemaniu upiększa nas...
 
Mirosław Rucki
Kluczową sprawą w podejściu do życia ludzkiego jest przynależność. Jeżeli jesteśmy uczniami Jezusa, musimy być wrażliwi na krzywdę czynioną bliźniemu. Musimy identyfikować się z każdym cierpiącym, tak samo jak identyfikuje się z nim Jezus. Musimy zabierać głos w obronie najsłabszych – tak, jak czynił to Jezus. A jeśli będziemy za to krytykowani...
 
 
___________________
 
 reklama