Katolik.pl - Znasz drogę, ale czy chodzisz nią?
logo
Poniedziałek, 19 października 2020 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Piotra, Jana, Pawła, Izaaka – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
abp Grzegorz Ryś
Znasz drogę, ale czy chodzisz nią?
Szum z Nieba
 
fot. Galen Crout | Unsplash (cc)


Patrząc na Jezusa ukazanego w Ewangeliach, zaczynamy rozumieć, kim sami jesteśmy. Jezus mówi o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”, i On nie tylko zna drogę, ale sam jest Drogą. Nie tylko zna prawdę, ale jest Prawdą. I nie tylko wie, co to jest życie, ale sam jest Życiem. Można by powiedzieć, że Jezus jest konsekwentny jako Człowiek i jest bardzo spójny wewnętrznie.
 
Ostatnie tygodnie spędziłem na synodzie w Rzymie z młodymi ludźmi. Kardynał Schönborn tak ładnie podsumował to wydarzenie: „Pokażcie mi gdzieś 270 przywódców świata, którzy przez miesiąc słuchają młodzieży”. A myśmy tam cztery tygodnie spędzili, słuchając młodych ludzi. Najczęściej mówili nam oni o swoim pragnieniu spójności, takiej zgodności między tym, o czym mówisz, a tym, jak żyjesz. To kwestia zasadnicza – znasz drogę, ale czy chodzisz nią? Utożsamiasz się z nią? Tak dalece, żebyś mógł stać się drogą dla innych? Nie wystarczy opowiadać: „Tam jest droga, możesz się nią przejść”, a samemu nigdy nią nie wyruszyć… Fulton Sheen mówił kiedyś o zawiadowcach stacji kolejowych: znają kompletny rozkład pociągów i w życiu nie wsiedli do żadnego. Ale gdy Jezus mówi: „Ja jestem drogą”, pokazuje nam w ten sposób, kim my mamy być. Chrześcijanie to ludzie, którzy utożsamiają się z drogą, o której się dowiedzieli, ponieważ sami nią wyruszyli. A idąc, stają się też drogą dla innych. Przeciwieństwem takiej postawy jest zastanie się w miejscu. Tu jestem i stąd się nie ruszę. Tu jest mi dobrze. Ten poziom szczęścia, jaki aktualnie przeżywam, jest wystarczający. Co w życiu osiągnąłem, to mi wystarcza. Słychać w tym pragnienie stabilizacji i „mogłoby być inaczej, ale jest fajnie”.
 
Najciekawsze dopiero przed tobą
 
Ale może być gorzej, gdy człowiek niczego w życiu już nie pragnie, tylko ciągle patrzy wstecz i mówi: kiedyś to było fajnie. Gdy Czesław Miłosz przyjmował doktorat honorowy na KUL-u, to powiedział między innymi, że im jest starszy, tym mniej mu odpowiada podział czasu na: normalną przeszłość, nienormalną teraźniejszość i fatalną przyszłość. I spuentował to tak: Teraźniejszość była nienormalna zawsze, a normalniała tylko we wspomnieniach. Człowiek może oglądać stare zdjęcia, zadowolony, jak fajnie kiedyś wyglądał, i myśleć: To już wszystko było, teraz będzie już tylko gorzej. A Jezus mówi: Nie. Jesteśmy w drodze. Ewangelia jest przed nami, życie jest przed nami, prawda jest przed nami. Mam sobie uświadomić: jestem pielgrzymem. Pielgrzym to ktoś, kto ma cel w życiu. Nie jest włóczęgą ani wagabundą, ponieważ wie, dokąd zmierza. A życie jest zawsze przed nim, nie za nim. Ta prawda dotyczy właściwie każdego obszaru naszego życia: to, co najciekawsze, jest zawsze przed nami. Każdy artysta wie, że jeszcze nie stworzył swojego najlepszego kawałka – może kiedyś go napisze, a może nie. Na KUL-u Miłosz zacytował kilku japońskich malarzy, z których każdy był już po dziewięćdziesiątce, a mówił: „Wreszcie zaczynam umieć malować”.
 
Jesteś w drodze
 
Jezus jest w drodze tak dalece, że sam się nią staje. Utożsamia się z drogą, którą poznał, a św. Paweł mówi nam, odkąd dokąd ona prowadzi. „Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie” (2Kor 5,1). To napięcie, które nas uruchamia do stawania się ludźmi drogi, opisane jest tu dwoma słowami: przybytek (po grecku scenę znaczy tyle co namiot) oraz mieszkanie (dosłownie: budynek, dom). Żyjemy pomiędzy namiotem a domem. Lubisz mieszkać w namiocie? To może być fajne na jakiś czas, ale jak długo tak wytrzymasz? Przeżyłbyś całe życie w namiocie, w poczuciu tymczasowości? Namiot jest na chwilę, a w człowieku istnieje tęsknota za domem – za tym, co stałe i solidne. A Paweł wyjaśnia: namiot to jest to, co sami budujecie; a dom to jest to, co buduje w waszym życiu Bóg. To, co buduje Bóg, jest stałe i wieczne. To, co budujecie waszymi rękami, jest przemijające.
 
Pozwól Bogu zbudować ci dom
 
Podam taki ciekawy przykład, o którym przeczytałem, gdy przeniosłem się do Łodzi. Ktoś dał mi przewodnik po starym łódzkim cmentarzu przy ul. Ogrodowej, są w nim odnotowane dwa nagrobki, które przylegają do muru między częścią katolicką a prawosławną. Leżą one po obu stronach muru, ponieważ żona była prawosławna, a mąż był katolikiem, zbudowano im więc dwa nagrobki przy murze. Ale piwniczka pod spodem jest jedna, bez muru. To nie Pan Bóg, ale ludzie zrobili podziały w wierze. Na szczęście to, co zrobili ludzie, jest jak namiot: jest nietrwałe i nie sięga w wieczność. A to, co Bóg robi, jest jednym wspólnym mieszkaniem. Nie chciejcie mieszkać na zawsze w tym, co sami wytwarzacie, ale pozwólcie Bogu budować wam dom. Zadomówcie się w tym, co Bóg sprawia wam w życiu. W niebie nie będzie kościołów, nie będzie sakramentów – pomimo że są one z Bożego ustanowienia, ale są czynione naszymi rękami. Eucharystia tyle pokazuje, co zasłania, choć pewnie nie ma lepszego, pełniejszego spotkania z Bogiem niż Komunia święta. Ale patrzysz i widzisz kawałek chleba, smakujesz trochę wina, a Bóg ukrywa się za tą zasłoną. Św. Paweł mówi do nas: Patrzcie nie na to, co widać, ale na to, czego nie widać. Potraficie zobaczyć to, co niewidzialne? Potraficie, tylko trzeba patrzeć nie oczami, a sercem. Sercem widzisz to, czego nie widać oczami. A to jest miłość, która jest przez Boga wkładana w nasze serce. Zamieszkajcie w tym, co Bóg czyni w was. Nie chciejcie mieszkać w tym, co czynicie sami, własnymi rękami, ponieważ to jest przejściowe. Nawet Eucharystia jest przejściowa, a wszyscy mamy nadzieję widzieć Boga twarzą w twarz. Wszyscy mamy nadzieję na taki czas, że nikt nie będzie już nam musiał opowiadać o Bogu, bo będziemy Go widzieli twarzą w twarz. Całe nasze życie jest napięciem, żeby przechodzić od tego, co czynimy własnymi rękami – co jest jak namiot i kiedyś będzie zwinięte – do tego, co czyni Bóg w naszym życiu. A to jest solidny dom, więc on nie przeminie.
 
abp Grzegorz Ryś
Szum z Nieba nr 153/2019

Tekst pochodzi z homilii arcybiskupa Grzegorza Rysia, wygłoszonej w Dzień Zaduszny w Kalonce w 2018 r., a udostępnionej przez Archidiecezję Łódzką
 
Zobacz także
Wojciech Giertych OP
Często powtarzana teza, że ludzi bardziej porusza przykład niż nauczanie, nie odzwierciedla dokładnie posługi i autorytetu duchownego. Oczywiście, jego dobry przykład jest cenny, ale nie jest absolutnie istotny. Ważniejsza niż wzór jego osobistego życia jest jego wiara, świadomie angażowana podczas modlitwy, sakramentalnej posługi, głoszenia oraz podejmowania decyzji. Zresztą, większość ludzi korzystających z sakramentalnej posługi księży nie zna ich na tyle, by móc obserwować ich życie. Ważność sprawowanych sakramentów nie zależy od dobrego przykładu duchownych lub ich moralnej prawości.
 
Michał Gryczyński
Wigilia jest w polskim roku obrzędowym dniem szczególnym. Chociaż poprzedza święta Bożego Narodzenia, to dla wielu z nas jest najważniejszym dniem w całym roku. Nasi słowiańscy przodkowie, którzy oddawali cześć bóstwom solarnym, nazywali ów dzień "świątkami" albo "godami" i powiadali, że to noc "co gody styka". Wigilię obchodzimy 24 grudnia, bo w IV wieku papież Kalikst II ogłosił... 
 
Sławomir Kamiński SCJ
Jednym z większych zagrożeń na drodze chrześcijańskiego życia jest uśpienie serca. Wygoda, pełny żołądek, pojawiające się wciąż na nowo możliwości zaspokojenia najprostszych żądz i naturalnych pragnień, a nade wszystko egzystencja według zasady, by bardziej mieć niż być, niewątpliwie sprzyjają takiemu stanowi ludzkiego wnętrza. 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー