logo
Niedziela, 28 lutego 2021 r.
imieniny:
Ludomira, Makarego, Wiliany, Romana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Robert Chowaniec
Zrękowiny, swaty, kontrakty...
eSPe
 



 
Jak zaręczali się Grecy, Rzymianie, Polacy? Jak zaręczamy się dzisiaj?
 
 Zaręczyny są nie tylko wspaniałą chwilą, którą przeżywa dwoje ludzi, a potem wspomina po latach, ale także uroczystością rodzinną. Oficjalne rozpoczynanie okresu narzeczeństwa ma długą historię, ponieważ praktykowane było już w starożytności.
W Grecji zgodę na zawarcia małżeństwa musiał wyrazić ojciec dziewczyny lub jej opiekun, podczas gdy młodzi Rzymianie mieli większą swobodę w doborze przyszłego małżonka. W Rzymie dla potwierdzenia zawarcia kontraktu ślubnego narzeczony wręczał przyszłej żonie monetę bądź żelazny lub złoty pierścień. Z czasem bardziej zapobiegliwi rodzice, aby zapewnić trwałość podjętych zobowiązań pomiędzy swoimi dziećmi, podpisywali kontrakt, a panna mająca niebawem wyjść za mąż musiała zważać na swoje zachowanie i prowadzić się tak jak przystało mężatce od momentu podpisania owego kontraktu.
 
Wiele ciekawych zwyczajów przedślubnych można było spotkać (szkoda, że dziś one powoli wygasają) na polskiej wsi. Zanim zdecydowano się na zaręczyny, rodzina pana młodego sprawdzała czy będzie on mile widziany przez swoją wybrankę i jej rodzinę. W ten sposób kawalerowi w większości wypadków udawało się uniknąć odrzucenia. Swaty mogły mieć różną formę, a ich głównym celem było skojarzenie dwójki młodych ludzi i uzyskanie zgody na zawarcie małżeństwa przez obie strony na ustalonych warunkach. Często miały one charakter czysto formalny i odbywały się, kiedy obie strony już wstępnie ustaliły, że młodzi się pobiorą. Wówczas swat udawał się do domu panny młodej razem z kawalerem i innym mężczyzną z jego najbliżej rodziny, np. z ojcem lub ojcem chrzestnym. Mimo że wizyta była zwykle wcześniej ustalona, rodzina panny traktowała przybyłych gości jako niezapowiedzianych. Dlatego zanim ich wpuszczono, odbywały się zwykle długie targi, przebiegające zgodnie z tradycyjnym rytuałem, w trakcie którego przybyli goście musieli udowodnić, że nie są niebezpieczni, są dobrymi chrześcijanami, a kawaler jest odpowiednim kandydatem na męża.
 
Często, pomimo zawartego porozumienia stron i zaproszenia do środka, swaci nie mogli od razu podejść do stołu, który przecież traktuje się jako centrum domowego ogniska. Zezwalano im tylko i wyłącznie na przebywanie w sieni, w miejscu przeznaczonym głównie dla obcych (handlarzy, żebraków). Zaproszenie do stołu było gestem przyjaźni, zaufania, a nierzadko już samo w sobie oznaczało zgodę na ślub. Wyrażenie takiej zgody przez rodzinę panny mogło przybierać przeróżne formy: zdjęcie kokardy z wódki, z którą przychodzili swaci; chleb, przyniesiony w czarnej płachcie oddawano w białej; przyjmowano prezenty, które zostały przyniesione dla panny. Zwykle nie mówiono wprost o celu wizyty, gdyż nie było takiej potrzeby – był on doskonale znany obu stronom, a znaki w trakcie przebiegu spotkania w sposób jasny i czytelny informowały, jaka decyzja została podjęta. Wiadomo było, kiedy kawaler został zaakceptowany, a kiedy odrzucony.
 
Zaręczyny, zwane też zrękowinami, mogły mieć miejsce tego samego dnia lub być osobną uroczystością. Zwykle uczestniczyło w nich większe grono osób: rodzina, sąsiedzi, a czasem nawet ustaleni wcześniej drużbowie i druhny. Główną częścią zrękowin było związanie rąk narzeczonych nad bochenkiem chleba i pobłogosławienie młodych przez rodziców. Czasem następowała także wymiana pierścionków, ofiarowanie darów i wspólna biesiada. Zrękowiny odbywały się zawsze w domu panny młodej. Dlatego po nich mogły nastąpić jeszcze tak zwane przeziory lub oględy, czyli wizyta rodziny przyszłej panny młodej w domu przeznaczonego jej kawalera.
 
Obecnie zaręczyny, choć przez wielu uważane już za przeżytek, są dla zdecydowanej większości par tradycją, której nie można pominąć. Jest to również znakomita okazja, aby rodzice przyszłych narzeczonych mogli się poznać nawzajem, a jednocześnie, co ważniejsze, poznać wybrankę/wybranka swojego dziecka. Zaręczyny to uroczystość w domu narzeczonej, choć można ją również zaplanować w restauracji. Tam jednak można czuć pewne skrępowanie, więc domowe zacisze wydaje się bardziej odpowiednie. Spotkanie powinno zostać zaplanowane, aby nie postawić w niezręcznej sytuacji przyszłych teściów. Narzeczony prosi rodziców wybranki o błogosławieństwo dla nowego związku. Wcześniej jednak zakochani wyznają sobie miłość, a mężczyzna wręcza pierścionek zaręczynowy swojej wybrance – materialny znak potwierdzający ich uczucia. Na Zachodzie istnieje też zwyczaj, u nas niezbyt rozpowszechniony, że narzeczona rewanżuje się prezentem ofiarowywanym narzeczonemu. Mogą to być spinki do koszuli, zegarek lub cokolwiek innego, z wyjątkiem obrączki.
 
Zaręczyny są też swoistą umową. Jednak z umowy zaręczynowej nie może powstać prawo (w ścisłym tego słowa znaczeniu) domagania się zawarcia związku. Natomiast możliwe jest dochodzenie wynagrodzenia ewentualnych szkód względnie zwrotu wydatków, które powstały z racji zamierzonego małżeństwa.
 
Robert Chowaniec
 
Zobacz także
Fr. Justin
Czy papież Jan Paweł II może coś zrobić z rozwodami, gdyż takich ludzi rozwiedzionych jest dużo w Ameryce? Niektórzy z nich są dobrzy i pobożni. Nadal chodzą do Kościoła, chociaż nie mogą wziąć drugiego ślubu kościelnego.
 
Fr. Justin
Jest takie powiedzenie o królowej angielskiej, że ona panuje, ale nie rządzi. Ono świetnie oddaje problem wpływu kobiety w Kościele. Popatrzmy na Matkę Boską: czy wydaje papieżowi zarządzenia, jak prowadzić Kościół? Nie. Czy wtrąca się do rady parafialnej? Też nie. A ma olbrzymi, niesamowity wpływ - przez pośrednictwo...
 
Elżbieta Wiater

Żeby zrozumieć to, co Biblia mówi o chlebie i winie, trzeba mieć za sobą dwa doświadczenia egzystencjalne, a mianowicie doświadczenie głodu i doświadczenie smutku. Dla nas chleb to złoty lub brązowy bochen, z którego odcinamy po kromce, kiedy mamy ochotę na kanapkę. Chleb, który łamał Jezus, wyglądał inaczej. Był to placek upieczony z jęczmiennej mąki, niekwaszony, przypominający bardziej nasze podpłomyki. Zwykle chleb pieczono na zakwasie, jednak Ostatnia Wieczerza była ucztą paschalną, stąd brak kwasu w pieczywie.

 
 
___________________
 
 reklama