logo
Piątek, 17 września 2021 r.
imieniny:
Franciszka, Lamberty, Narcyza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Źródło i szczyt
Idziemy
 
fot. Lennon Caranzo | Unsplash (cc)


Jeśli Eucharystia daje życie, to warto o Eucharystię z ludem, nawet w wymiarze symbolicznym, w sposób odpowiedzialny walczyć.

 

Chodzi oczywiście o źródło i szczyt, jakim jest liturgia, w tym szczególnie Eucharystia, w życiu Kościoła. Sobór Watykański II stwierdził: „Liturgia jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc” (KL, 10). W innym miejscu dokumentów soborowych czytamy o uczestnictwie wiernych w ofierze eucharystycznej, która jest źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego (zob. KDK, 11).

 

Kościół w Polsce, zainspirowany tą nauką, rozpoczął w Adwencie 2019 r. trzyletni program duszpasterski „Wielka tajemnica wiary”, którego pierwszy rok jest zatytułowany „Eucharystia daje życie”. Czy przy obecnie mocno ograniczonym uczestnictwie wiernych w niedzielnej Mszy Świętej należałoby ów program zmodyfikować? A jeśli nie, to jak go realizować? Co mówić, by nie rozminąć się kompletnie z rzeczywistością, a tym samym nie popaść w śmieszność?

 

Eucharystia buduje Kościół

 

„Eucharystia buduje Kościół, a Kościół sprawuje Eucharystię” – to zdanie wzięte z encykliki Jana Pawła II Ecclesia de Eucharistia (nr 26). Rzeczywiście, jednym z fundamentalnych aktów założycielskich Kościoła, jakich dokonał Chrystus, było – obok głoszenia Słowa i powołania grona apostołów – ustanowienie Eucharystii: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22,19). Z drugiej strony, trzy najważniejsze zadania Kościoła to głoszenie Słowa, sprawowanie sakramentów i dzieła caritas. A wśród sakramentów najważniejsze to chrzest i właśnie Eucharystia. To wokół niej organizuje się życie wspólnot katolickich. Benedykt XVI zauważa w swej adhortacji o Eucharystii Sacramentumcaritatis (nr 14), że ten swoisty ruch kołowy między Kościołem a Eucharystią jest zakorzeniony w Chrystusowej ofierze Krzyża. Ratzinger stwierdza dobitnie, że „Eucharystia konstytuuje byt i działanie Kościoła” (nr 15).

 

Od dwóch tysięcy lat Kościół nieprzerwanie sprawuje Eucharystię. Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia różne jej nazwy, które wskazują na różne jej aspekty. I tak obok słowa „Eucharystia”, mamy takie nazwy, jak: Wieczerza Pańska, Łamanie Chleba, Zgromadzenie Eucharystyczne, Pamiątka Męki i Zmartwychwstania Pana, Najświętsza Ofiara, Święta i Boska Liturgia, Komunia czy wreszcie Msza Święta (zob. KKK, 1328-1332). Ta wielowymiarowość Eucharystii pozwoliła św. Ireneuszowi (II w.) napisać, że „nasz sposób myślenia zgadza się z Eucharystią, a Eucharystia ze swej strony potwierdza nasz sposób myślenia” (Adversus haereses, IV, 18,5).

 

Dlatego to, co dzieje się z Mszą Świętą z powodu koronawirusa, jest po prostu dramatyczne dla Kościoła. I może mieć poważne skutki. Fałszywie mi brzmią niektóre teologiczno-pastoralne popisy, jak to jest pięknie, bo odkrywamy Kościół domowy, gromadząc się przed ekranami telewizorów i komputerów, by śledzić transmisje Mszy Świętej. Oczywiście, trzeba to robić, trzeba wykorzystywać media, by za ich pośrednictwem mieć kontakt z liturgią. Cieszy też to, że nie brakuje rodzin, w których organizuje się wspólną modlitwę. Tym niemniej, zanim się tego rodzaju rzeczami ucieszymy, warto zapłakać nad ograniczeniami, w niektórych krajach bardzo radykalnymi i wciąż przedłużanymi, dotyczącymi uczestnictwa wiernych we Mszy. „Wszystko ma swój czas” – powiada mądry Kohelet. Ten czas jest czasem braku Eucharystii w skali niewidzianej nigdy dotąd i trzeba się tym po Bożemu, czyli pobożnie, zafrasować. Jeśli hasło tego roku duszpasterskiego brzmi „Eucharystia daje życie”, to warto ze smutkiem odnotować, że tego eucharystycznego życia nam brakuje. Warto dotknąć tego braku bez pospiesznego wypełniania go naszymi racjonalizacjami oraz skądinąd dobrymi duszpasterskimi akcjami w internecie.

 

Kościół bez Eucharystii

 

„Eucharystia daje życie” i nie ma Kościoła powszechnego bez Eucharystii, ale to nie znaczy, że Kościoły lokalne nie mogą wzrastać w sytuacjach skrajnych, kiedy z jakichś powodów nie jest sprawowana Msza. W historii mamy niejeden przykład, że wspólnoty katolickie potrafiły przetrwać, a nawet się rozwijać, w sytuacjach prześladowań, będąc pozbawionymi kapłanów i Eucharystii.

 

Tak było np. w Japonii, do której wiarę katolicką przyniósł w XVI w. św. Franciszek Ksawery, jezuita. Potem jednak nastały okrutne prześladowania, w wyniku których od 1644 r. nie było w Kraju Kwitnącej Wiśni ani jednego kapłana. Kiedy po dwóch wiekach znowu pojawili się w Japonii misjonarze, zastali żywy Kościół prowadzony przez wiernych świeckich, którzy z pokolenia na pokolenie chrzcili i przekazywali najważniejsze prawdy katolicyzmu. Przez cały ten długi czas nie zapomnieli o kapłanach i Eucharystii, której byli pozbawieni. Pamiętali nawet, że katoliccy księża żyją w celibacie. Szczególnym przypadkiem jest też Kościół w Korei. Narodził się on z ewangelizacji prowadzonej przez świeckich w latach 1748-1835. W tym czasie kapłani pojawiali się tam bardzo rzadko. Ponadto katolicy byli poddani w tym okresie prześladowaniom, a mimo to Kościół w Korei rozprzestrzenił się i umocnił.

 

Pamiętamy też rozsiane po Związku Sowieckim wspólnoty katolików, w których nie było kapłanów, a którym przewodziły starsze, pobożne kobiety, babuszki. To one chrzciły i organizowały wspólnotowe modlitwy. Ale nie przyszło im nawet przez myśl, że skoro nieźle sobie radzą, to znaczy, że kapłani nie są tak naprawdę potrzebni. Wręcz przeciwnie, czekały na kapłanów i na Eucharystię. Wspominam często prawdziwą historię, jak to na początku lat 90. XX w. pewien młody ksiądz dotarł do jakiejś miejscowości na Syberii, gdzie katolicy oczekiwali od kilkudziesięciu lat na kapłana. Tamtejsza babuszka chciała go pocałować w rękę, a on się wzbraniał, że nie trzeba. Na co starsza kobieta, spojrzawszy bystrymi oczami na duchownego, rzekła: „Syneczku! Toż to ja nie ciebie chcę całować, ale kapłaństwo naszego Pana, Jezusa Chrystusa”. Co za lekcja wiary i teologii!

 

A zatem widzimy, że Kościół lokalny może trwać długi czas bez Eucharystii. Ale jeśli jest to zdrowy Kościół, to wszystko, co robi, nakierowane jest na dzień, w którym będzie można Eucharystię celebrować. Poza tym taki Kościół lokalny wie, że modlą się za niego, sprawując Msze Święte, inne Kościoły lokalne na świecie. I że bez tego nie mogłyby przetrwać. Każda Msza, sprawowana nawet w najbardziej zapomnianym zakątku, ma wymiar globalny, więcej, ma wymiar kosmiczny.

 

Walka o mszę z ludem

 

Pomijając tych, którzy uważają, że koronawirus to jakiś wymysł masonów, wszyscy rozumieją, że dziś potrzebne jest ograniczenie masowych spotkań, w tym liturgii. Nasuwają się jednak pytania, o stopień tych ograniczeń, tak aby ograniczenia w jednej dziedzinie były proporcjonalne do ograniczeń w innych dziedzinach. We Włoszech jeszcze były otwarte bary i wszystkie sklepy, a już ogłoszono, że nie ma Mszy z ludem. Teraz z kolei, kiedy znoszone są różne restrykcje, w kościołach nadal nie można sprawować Eucharystii z udziałem ludu, nawet gdyby miałoby to być tylko pięć osób. W Polsce, na szczęście, władze świeckie i większość biskupów podeszły inaczej do tej kwestii, choć też nie brakowało napięć pomiędzy różnymi opiniami.

 

Wierni i księża słusznie wskazywali, i wskazują, uwagę na oczywisty fakt, że skoro działają supermarkety, poczta, banki, ludzie jeżdżą do pracy, korzystając z pociągów podmiejskich i komunikacji miejskiej, to tym bardziej da się w dużym kościele zorganizować bezpiecznie Mszę Świętą z ograniczoną w sposób racjonalny liczbą ludzi. Gorliwość, z jaką niektórzy obywatele donosili, że gdzieś odprawia się „nielegalna” Msza, oraz sposób, w jaki policja interweniowała w tego rodzaju sytuacjach, wywoływały niekiedy szok. W jednym z włoskim kościołów – a nie był to jedyny tego rodzaju przypadek – proboszcz w wielkim kościele odprawiał Eucharystię, w której uczestniczyło 14 osób. Wszystkie były w maseczkach, oddalone od siebie o dwa metry, a ksiądz do rozdawania Komunii używał pincety. Karabinierzy w arogancki sposób zakłócali Mszę, domagając się, by ksiądz odebrał telefon od burmistrza. Kiedy potem kapłan zwracał uwagę, że takie działania są absolutnie niedopuszczalne, szczególnie podczas konsekracji, jakiś komisarz stwierdził, żeby ksiądz nie używał dziwnych terminów, bo „co to niby jest ta konsekracja”. To działo się w „katolickich Włoszech”.

 

Jeśli „Eucharystia daje życie”, to warto o Eucharystię z ludem, nawet w wymiarze symbolicznym, w sposób odpowiedzialny walczyć. Nie warto natomiast rzucać pseudopostępowych haseł, jak to się dzieje we Włoszech, że Kościół to nie tylko Eucharystia, że zdrowie ważniejsze od Mszy. Mogę zrozumieć, że tę sytuację wykorzystują różni antyklerykałowie albo że zsekularyzowani przedstawicie władz uważają, iż zakupy są konieczne, a Msza nie, a więc nie ma problemu. Przykro jednak, że pojawiają się duchowni, którzy perorują, iż czas skończyć z przesadnym „sakramentalizmem” i „rytualizmem”, albo nie mają nic lepszego do roboty niż zastanawianie się, czy by nie znieść w ogóle obowiązku niedzielnej Eucharystii.

 

Na zakończenie o starożytności

 

Sine dominico non possumus! Czyli: „Nie możemy żyć bez niedzielnej Eucharystii!” – to słowa chrześcijan z Abiteny, schwytanych w 304 r. podczas Mszy, która była wówczas zakazana. Nie namawiam do nieodpowiedzialnego buntu wobec zarządzeń władz. Róbmy jednak wszystko, by się nie okazało, że my bez niedzielnej Eucharystii żyć możemy… Właśnie w obecnej sytuacji wezwani jesteśmy, by świadczyć, że „Eucharystia daje życie”.

 

Dariusz Kowalczyk SJ
Idziemy nr 23/2020

 
Zobacz także
Cezary Sękalski
Musimy wiele z siebie dawać i się wysilać, ale ostatecznie to darowana moc z wysoka pozwala w pełni odpowiedzieć na wezwanie Pana Jezusa. O tej mocy zdarza się nam zapominać. Wtedy chrześcijaństwo wydaje się bardzo trudne, a może nawet obciążające. Tymczasem samo przypomnienie obietnicy Jezusa pozwala doświadczyć Jego pomocy i dodać siły, przemieniając chrześcijaństwo z obciążającego trudu w uskrzydlające zaproszenie. 

Z księdzem biskupem Andrzejem Siemieniewskim, profesorem teologii duchowości, rozmawia Cezary Sękalski
 
Magdalena Guziak-Nowak
Biblia jest jak długi list Boga do każdego z nas. I choć nigdy nie będzie oficjalnym podręcznikiem do nauki historii czy przyrody... jest prawdziwa! Biblia nie spadła z nieba, nie została odnaleziona w jakiejś sakralnej grocie, ani też Pan Bóg nie podyktował jej ludziom do spisania.
 
Ewa K. Czaczkowska
Jezus, gdy uzdrawiał, mówił: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła” albo: „Niech ci się stanie według twojej wiary”. Jezus uzależniał cudowne uzdrowienia od wiary: takie będzie twoje uzdrowienie, jaka jest twoja wiara. Cuda przemieniają nas, gdy dostrzega je nasza wiara. 

O znaczeniu cudów dla wiary z ks. dr. Krzysztofem Wonsem, teologiem duchowości, dyrektorem Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie rozmawia Ewa K. Czaczkowska
 
___________________
 
 reklama