logo
Piątek, 12 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Hilarii, Juliana, Lecha, Eupliusza – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Benedict Groeschel CFR
Życie i śmierć życia konsekrowanego
Fronda
 


Osoby liminalne w istotny sposób różnią się od najbardziej nawet prawych i cnotliwych członków społeczności. Nic w tym złego, jakkolwiek każdego naśladowcę Chrystusa musi cechować jakiś stopień liminalności. Zauważamy to na przykładzie świętych członków rodzin królewskich: św. Ludwika IX czy św. Elżbiety Węgierskiej, którzy pod wytwornym strojem monarszym nosili franciszkański habit i z radością gorliwie służyli ubogim. Każdy obznajomiony z zagadnieniem upadku życia konsekrowanego wie, iż liminalność została niemal zupełnie zatracona, z wyjątkiem nowych wspólnot i garści starych, wyjątkowo trzymających pion.
 
Zadawszy pytanie: „Cóż mogło spowodować taki upadek życia konsekrowanego?”, uświadamiamy sobie, iż w odpowiedzi usłyszymy ponurą historię obejmującą z górą cztery dekady. Nie zdziwi ona jednak nikogo, kto zna historię Kościoła i rozumie antropologię. Po prostu nie da się działać wbrew prawom ludzkiej natury odzwierciedlonym w antropologii psychologicznej – nawet tym, które jak liminalność dotyczą jedynie drobnej, wyselekcjonowanej grupy – nie powodując katastrofalnych skutków, czego przykładu dostarczają chociażby podejmowane obecnie próby bezmyślnej ingerencji w zagadnienia dotyczące rodziny i życia małżeńskiego. To nic innego jak usiłowanie wyhodowania gruszek na wierzbie.
 
Upadek wielkich i szacownych zakonów, zarówno męskich, jak i żeńskich, spowodowało jednoczesne sprzężenie wielu czynników. Katastrofę tę trafnie opisał znany antropolog, Gerald Arbuckle SM, na kartach dwóch ważkich prac: Strategies for Growth in Religious Life oraz Out of Chaos: Reforming Religious Congregations. Życie konsekrowane – dowodzi Arbuckle – padło ofiarą tej samej rewolucji kulturalnej, która zrujnowała rodzinę oraz szkolnictwo wyższe pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Niestety, konsekrowani katolicy – nauczeni nie myśleć samodzielnie – w owczym pędzie popłynęli z jej prądem. Wielu najbardziej natarczywie domagających się burzenia fundamentów życia zakonnego opuściło swe zgromadzenia, dokładnie uprzednio wypatroszywszy ich konstytucje. Członkowie zakonów szczerze pragnący wieść życie duchowe pozostali bez efektywnego przewodnictwa.
 
Podczas pewnego seminarium pewna świetnie wykształcona i pełna dobrych chęci zakonnica z szacownego zgromadzenia nauczającego zauważyła ze łzami w oczach: „Przecież robiliśmy wszystko tak, jak nas nauczono!” Nieuchronnie nasuwa się pytanie: „Kto was nauczył?”. Chrześcijańscy zakonnicy zostali bez wyjątku powołani do życia Ewangelią: podążania za nauką Pisma Świętego oraz tradycją Ojców Kościoła i świętych. Te odwieczne źródła zostały jednak niemal całkowicie zignorowane. Miejsce Ewangelii i świętego nauczania zajęły niepewne teorie psychologiczne, z których większość dziś już spoczywa na śmietniku historii. Do życia duchowego wprowadzono elementy obce i zupełnie doń nie pasujące – część z nich zapożyczywszy z błędnie pojętych tradycji azjatyckich. Wystarczy spojrzeć na ofertę domów rekolekcyjnych prowadzonych przez niektóre zgromadzenia zakonne, żeby się przekonać, jak niemądrzy potrafią się czasem stać ludzie pragnący uchodzić za poważnych.
 
Nie mniej ważny od opisanych powyżej zjawisk okazał się wpływ psychoterapii, zgodnie z założeniami Zygmunta Freuda skoncentrowanej niemal całkowicie na niszczeniu wszystkiego, co postrzegano jako mechanizmy represyjne dla osobowości. Współczesna psychologia pozytywna wykazała ogólne bankructwo intelektualne i emocjonalne takiej postawy i odrzuciła ją. Chociaż niektórzy ludzie rzeczywiście lepiej się poczuli, to jednak wcale niekoniecznie stali się lepsi czy bliżsi wiecznemu celowi. Jak zauważył jeden z twórców psychologii pozytywnej, Aaron Beck, od lat czterdziestych aż do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku w psychoterapii całkowicie zabrakło zdrowego rozsądku.
 
Zlekceważono ponadto niezbędność łaski dla życia duchowego. Na każdym kroku dawał się zaobserwować semipelagianizm, czy wręcz pelagianizm w całej swej pełni, absolutnie odrzucający konieczność łaski. I tak, na przykład, wielka popularność psychoterapii zorientowanej na klienta, stworzonej przez Carla Rogersa wedle założeń stricte pelagiańskich, w ciągu kilku miesięcy praktycznie zlikwidowała duże i szacowne zgromadzenie zakonne w Kalifornii.
 
Co więcej, poważnemu osłabieniu uległy dwa najważniejsze filary katolickiego życia konsekrowanego. Po pierwsze, wiarygodność Pisma Świętego. Reguły zakonne wyraźnie stwierdzają, iż życie zgromadzeń ma być oparte na Ewangelii. Pełne sceptycyzmu i racjonalizmu czytanie Nowego Testamentu podcięło ewangeliczne korzenie życia zakonnego. Reguła franciszkańska, na przykład, nakazuje przestrzegać nakazów Ewangelii. Jeżeli jednak poważni uczeni wciąż zapewniają nas, iż Jezus tego nie uczynił, tamtego nie powiedział, jeszcze innej rzeczy w ogóle nie miał na myśli – jak mamy to robić?
 
 
 
Zobacz także
ks. Paweł Kłys

Ważne jest, by nadstawić uszy swego serca i duszy na słuchanie tego, co Bóg chce nam powiedzieć. Musimy mieć świadomość, że mogą pojawić się wątpliwości co do takiego wyjazdu. Może przyjść pokusa, by nie jechać, bo to nie dla mnie, bo ja się nie nadaję itd. Jeśli jednak jest się odważnym (bo do odważnych świat należy), to podejmie się wyzwanie takiego wyjazdu. A czas ofiarowany Panu Bogu nie będzie czasem zmarnowanym.

 
Mariola Zygarska
Liturgia jest centrum i szczytem życia Kościoła. Muzyka zaś jest integralną i bardzo ważną jej częścią. Najkrócej można powiedzieć, że za muzykę liturgiczną uważamy taką muzykę kościelną, która odznaczając się charakterem sakralnym i doskonałością formy może być używana przy sprawowaniu kultu Bożego. Muzyka liturgiczna to bogactwo stylów i form. Poniżej zostaną przedstawione jej rodzaje, które usłyszeć możemy w kościele podczas liturgii...
 
ks. Krzysztof Mierzejewski
Gdybym dziś poprosił o wymienienie siedmiu sakramentów, wszyscy zgodnie, jednym chórem na miejscu szóstym wyrecytowaliby: "kapłaństwo", ma ono trzy stopnie: diakonat, prezbiterat i episkopat. I tylko dwa ostatnie można określić jako "kapłańskie". Skąd to zróżnicowanie? Dlaczego dawniej go nie artykułowano?
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm