logo
Piątek, 23 kwietnia 2021 r.
imieniny:
Ilony, Jerzego, Wojciecha – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Benedict Groeschel CFR
Życie i śmierć życia konsekrowanego
Fronda
 


Druga rzecz, to – zgodnie z określeniem papieża Benedykta XVI – „upadek” liturgii. Potężny – intelektualnie i duchowo – ruch liturgiczny narastający w Stanach Zjednoczonych po II wojnie światowej, oparty na wewnętrznej medytacji kultywowanej w klasztorach benedyktyńskich, ustąpił miejsca nieporozumieniu, jakoby liturgia w pierwszej kolejności była widowiskiem. Celem miało być włączenie wszystkich. Tylko w co? – oto wciąż zasadne pytanie. Nagle we wspólnotach zakonnych i parafiach, jak Ameryka długa i szeroka, pojawiły się komisje liturgiczne złożone z ludzi, którzy nigdy nie przeczytali żadnej znaczącej pracy z zakresu liturgii Kościoła. Znamienici liturgiści, jak Romano Guardini czy Louis Bouyer, ostro potępiali owe praktyki jako – nierzadko powodowaną dobrymi intencjami, ale jednak – profanację liturgii.
 
Ponadto, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku wspólnoty zakonne i seminaria głęboko przeniknęło gwałtowne i niepowstrzymane zamieszanie w sferze teologii. Dobrze to znam, gdyż czterokrotnie wyrzucano mnie wówczas z seminarium za sam fakt bycia katolikiem, chociaż uczyłem tylko doradztwa duszpasterskiego. Szczęśliwie ów okres chaosu już się zakończył i wszelkie jego przejawy spotykają się z odrzuceniem ze strony obecnych kandydatów do kapłaństwa czy życia konsekrowanego.
 
I wreszcie, jakkolwiek dziwnie i niezrozumiale może to wyglądać, we wspólnotach religijnych zaczęły się pojawiać przejawy filozofii, która wyrządziła niewypowiedziane krzywdy setkom milionów ludzi – a mianowicie: marksizmu. Kilka lat temu rozmawiałem z osobą uczęszczającą na mocno awangardowe spotkania organizowane przez siostry zakonne. Zapytawszy o ich główny temat usłyszałem odpowiedź, która wprawiła mnie w stan absolutnego osłupienia: omawiano tam nauczanie Fryderyka Engelsa. (Biednemu Engelsowi nigdy zapewne nie przyszło do głowy, że ostatnimi ludźmi, którzy poważnie go potraktują okażą się wykolejone katolickie zakonnice).
 
Tak więc, życie konsekrowane albo się podda reformie, albo zaniknie. Oczywiście, wciąż istnieją niezłomne wspólnoty, twardo – mimo otaczających je ciemności – trzymające się własnej tożsamości i nieugięcie wierne wytyczonemu celowi. Łatwo je rozpoznać po nieustannym napływie postulantów i nowicjuszy, który sprawia, iż nieustannie rozkwitają.
 
Ciekawszym jednak zjawiskiem wydaje się tworzenie nowych wspólnot, głównie na ruinach starych, co by wskazywało, iż całkowicie nowe podejście do życia konsekrowanego nie jest wcale niezbędne, ani nawet pożądane. Przeciwnie, nowe zgromadzenia mogą wzrastać na starych fundamentach – wystarczy tylko podjąć i na nowo ożywić odrzucone tradycje. Oznacza to również powrót do ideałów głoszonych przez założyciela i ponowne przyjęcie danego przezeń utworzonemu zgromadzeniu charyzmatu (a nie – wątpliwych jego interpretacji z końca dwudziestego wieku). Przykładu rozkwitającej wspólnoty nowego typu ufundowanej na tradycyjnym wzorcu dostarczają Misjonarki Miłosierdzia Matki Teresy z Kalkuty. Większość jednak wspólnot – jak moja – wyrasta z przeszłości.
 
Czy istnieje nadzieja dla starszych wspólnot pozostających obecnie w stanie upadku? Jest ich tak wiele, że samo statystyczne prawdopodobieństwo nakazuje przyjąć, iż niektóre z pewnością na nowo odnajdą cel i doświadczą nowego życia. Jak dotąd jednak brakuje przykładu zgromadzenia, które poważnie podupadłszy, podjęłoby trud reformy pozwalającej odzyskać utraconą witalność. Nieliczne stare wspólnoty, które wciąż się nią cieszą, nigdy wszak nie zatraciły własnej tożsamości. Wspaniałą rzeczą jest nadzieja, iż pośród chaosu i rozkładu rozlegną się głosy wzywające do ratowania starych zgromadzeń, my jednak w naszych usiłowaniach dokonania reformy macierzystej wspólnoty doświadczyliśmy znacznego oporu w łonie zakonu kapucynów. Na szczęście, obecnie w tej materii wydaje się panować większa otwartość.
 
Nowe zgromadzenia zakonne muszą uważać szczególnie, by nie powtórzyć błędu swoich poprzedników. Muszą uczyć swych członków samodzielnego myślenia – wręcz zachęcać ich do tego – bez popadania w nieposłuszeństwo. Muszą umieć dyskutować w celu osiągnięcia wewnętrznego konsensusu we wszystkich podejmowanych kwestiach. W przeciwnym razie powróci uraza i rozgoryczenie, które charakteryzowały osoby zakonne zarówno u progu Soboru Watykańskiego II, jak i nieco później, gdy narzucano im zmiany. Musi zaistnieć autentyczny, pełen modlitewnego żaru i niekłamanego szacunku powrót do Ewangelii. Należy wreszcie zachowywać antropologiczne znaki życia konsekrowanego, o których pisali Turner i Arbuckle. Wspólne życie, skromność, identyfikowalny, jednakowy ubiór (habit) i wspólna praca apostolska dzielona przez wszystkich członków zgromadzenia – to sprawy, o które trzeba się koniecznie zatroszczyć. W przeciwnym razie można porzucić wszelką nadzieję na odrodzenie wspólnoty.
 
Zaskakującą, acz mile widzianą zmianę obecnej sytuacji przyniosło pojawienie się fali młodych mężczyzn i kobiet zainteresowanych autentycznym życiem religijnym. Dostarczają oni dowodu na nieustającą obecność łaski Bożej i potwierdzają słuszność antropologicznej teorii liminalności. Zdumiewa żywione przez nich pragnienie przystąpienia choćby do wspólnot nękanych jawnym zamętem teologicznym i nieprzestrzeganiem tradycyjnej reguły. Jeżeli tylko zdołają oni wytrwać dwadzieścia lat, oblicze pogrążonych w upadku wspólnot może ulec radykalnej odmianie. Obecnie bowiem w niektórych wspólnotach dostrzegamy absurdalne zjawisko „teologicznej kanapki”: najmłodsi i najstarsi ich członkowie, między którymi panuje pełna zgoda, są jak kromki chleba, średnia zaś grupa wiekowa przypomina majonez.
 
Od tysięcy lat jakiś czynnik ludzkiej natury wzywa niektórych z nas do życia religijnego – nauczanie Ewangelii i tradycja Kościoła uformowały ów ludzki głód w mocny a wyrazisty kształt chrześcijańskiego poświęcenia. Katastrofalne doświadczenie dwudziestego stulecia powinno nas nauczyć, iż nie możemy sobie pozwolić na luksus niepoważnej postawy, naiwnej duchowości i egoizmu. Nie wolno nam wciąż dawać się zwodzić niesprawdzonym i nienaukowym teoriom socjologicznym i psychologicznym.
 
Trudno znaleźć błąd, którego nie popełniłyby współczesne zakony. Corruptio optimi pessimum – jak głosi stare łacińskie przysłowie – zepsucie najlepszych przybiera kształty najgorsze. Obserwujemy to od czterdziestu lat. Pokolenie Jana Pawła II głośno domaga się zmiany na lepsze.
 
Ojciec Benedict Groeschel CFR
- jest jednym z założycieli zgromadzenia franciszkanów odnowy (Franciscan Friars of Renewal). Ostatnio opublikował Praying to Our Lord Jesus Christ oraz The Virtue Driven Life.
 
Przełożył Jerzy Wolak
   
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Paweł Szpyrka SJ
Dwunastoletnia Jadwiga przybyła do Wrocławia na dwór księcia śląskiego Bolesława Wysokiego, by poślubić jego syna Henryka. W Polsce spędziła ponad 50 lat, czynnie angażując się w życie kulturalne i polityczne. Ujmowała wszystkich roztropną cierpliwością i matczyną troską o los poddanych. W czasach, gdy panująca dynastia Piastów popadła w moralne rozprężenie, była prawdziwą gwiazdą morza, wskazującą właściwy kierunek...
 
Jan Draus
Każdy z nas bowiem przez sakrament chrztu świętego stał się członkiem wspólnoty Kościoła. Zatem rozpoczął nowe życie w myśl przykazań Bożych, nie zapominając, że największym przymiotem Boga jest Jego bezgraniczna miłość i dobroć wobec ludzi, a w szczególności wobec potrzebujących, cierpiących, odrzuconych, a nawet grzeszników. W tej bowiem bezgranicznej miłości i dobroci wobec człowieka i jego życia objawia się miłosierdzie Boże. 
 
Krzysztof Gołębiowski

Jednym z najbardziej drażliwych tematów w stosunkach międzychrześcijańskich, wywierających wielki wpływ na wszelkie myśli o jedności i na działania w tym kierunku, jest pozycja biskupa Rzymu, a dokładniej mówiąc, jego prymatu w Kościele katolickim czy, szerzej, w Kościele powszechnym. Jeśli jest coś, co łączy – przy wszystkich różnicach – poszczególne wyznania między sobą, to jest tym właśnie nieuznawanie władzy papieża. Nawet w stosunkach Kościoła łacińskiego z najbliższymi mu prawosławnymi i starokatolikami następca św. Piotra stanowi jedną z głównych przeszkód we wzajemnym zbliżeniu.

 
___________________
 
 reklama