logo
Wtorek, 17 maja 2022 r.
imieniny:
Brunony, Sławomira, Wery, Paschalisa, Weroniki – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Adolfo Olivera Sánchez
Życie trudniejsze niż śmierć
eSPe
 


Wydawnictwo eSPe
Cena 13.80 zł.
Rok wydania 2002
Oprawa miękka
Format 125x195
ISBN 83-88683-43-8
stron 180, (30 rozdziałów)


 

W życiu może się wydarzyć wiele rzeczy. Niemal wszystkie nieprzewidziane. To była właśnie jedna z nich - fakt, że znalazłem się w szpitalu, zanim sam zachorowałem, jako świadek lęków i trwogi innych ludzi.
Jeśli wszystkim rządzą wyroki Opatrzności, myślę, że musiało się tak stać, abym wyzbył się częściowo lęku przed śmiercią.
A zatem jest to świadectwo człowieka, który zawsze odczuwał strach przed śmiercią, który postrzegał chorobę jako nieunikniony początek końca i który teraz podejmuje się opowiedzieć o lęku i śmierci innych kobiet i mężczyzn, bojaźliwych jak on sam, a także o tym, czego się od nich nauczył.

Zamiast prologu

Po tym, jak przeczytałem książkę Adolfa (wspaniałego księdza, starego i serdecznego przyjaciela od czasu, kiedy studiowaliśmy razem na Uniwersytecie Papieskim w Salamance, ale - przede wszystkim - człowieka wyjątkowej wiary...), po tym, jak spędziłem długie chwile w ciszy, oderwany od świata, modląc się i rozmyślając bardziej nad wstrząsem, jaki wywołała we mnie ta lektura, niż nad przesłaniem, jakie mi podsuwała .... doszedłem do wniosku, że najlepszym wstępem do tego dzieła będzie brak jakiegokolwiek wstępu.

Strony, które następują, nie są powieścią. Nie są czystym wytworem błyskotliwego umysłu. Nie są również bardziej czy mniej humanistyczną refleksją. Nic z tych rzeczy. Są bolesnym świadectwem wiary, nadziei i wielkiej miłości. Są świadectwem przeżywanym z Panem w myślach i w sercu. Być może sprawiają nawet ból: każą nam zmierzyć się z owym głębokim lękiem, prawie nigdy nie wyznanym, zawsze przyczajonym gdzieś w nas ... lękiem, jaki wszyscy odczuwamy przed chorobą i przed śmiercią. Jednak, jeśli sprawiają ból, nie mniej pewne jest, że otwierają serce na nadzieję. Na nadzieję chrześcijańską. Nie na jakąkolwiek nadzieję. I otwierają serce na miłość: na miłość wcale nie teoretyczną; miłość rzeczywistą i konkretną, tę miłość, która - jeśli jest prawdziwa - odzwierciedla zawsze miłość, jaką obdarzył nas Jezus, jaką do nas żywi i będzie żywił po wiek wieków; miłość, która zawsze zwracała się szczególnie ku biednym, cierpiącym, ku tym, którzy mają złamane serce.
 
Są chwile, kiedy człowiek chciałby, żeby to, co czyta, było powieścią, dobrą powieścią. Bo ta książka budzi w nas trwogę przed bólem, chorobą, śmiercią; własną lub tych, których kochamy, przede wszystkim tych, których kochamy, bo ona - jak mówił Hegel - jest gorsza od naszej własnej śmierci. Dlatego chciałoby się myśleć, że to tylko powieść: żeby uciec od tego, co - chcemy, czy nie - jest nieuniknioną rzeczywistością każdego z nas i wszystkich, którzy nas otaczają, których nosimy w sercu. I w tej książce Adolfo - duchowny, chrześcijanin, człowiek, umie pomieścić w swym sercu wszystkich, których napotkał na swej drodze, kiedy jako ksiądz wypełniał swe posłannictwo w jednym ze szpitali.
 
I być może właśnie dlatego lektura tej książki jest tak wstrząsająca; kiedy człowiek zrozumie, że to, co czyta, jest świadectwem chrześcijanina i księdza; kiedy pojmie głęboki sens tego, co oznacza być kapłanem Jezusa i odkryje, że - dzięki Bogu! - są kapłani, którzy łączą się w bólu z cierpiącymi tak, jak łączył się i łączy z nimi Pan, wychodząc daleko poza wszelkie pojęcia profesjonalne, mechaniczne, poza kapłaństwo urzędowe; kiedy zrozumie sens listu do Hebrajczyków, który mówi nam, że "nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu."
 
Być może właśnie wtedy zapala się w naszym sercu światło nadziei. Cały ból człowieczy, wszelkie choroby, wszelka śmierć zyskują już na zawsze odniesienie do nadziei, którego nikt ani nic nie zdoła wymazać: śmierć Jezusa, który był bez grzechu, była bez wątpienia najstraszliwszym doświadczeniem ludzkiego cierpienia; ale - właśnie dlatego - była też najcudowniejszym doświadczeniem miłości ludzkiej i miłości Bożej. Otwarła się brama do Zmartwychwstania, które musiało nadejść jako zadośćuczynienie za tę najbardziej "absurdalną" ze wszystkich śmierci. Otwarła się brama do naszego zmartwychwstania, nie dlatego, że na nie zasługujemy, że możemy je "zdobyć", ale dlatego, że ofiarował je nam Pan ze swej miłości współczującej, cudownej i nieskończonej.
Cierpienie, choroba, śmierć ... stanowią i zawsze będą stanowiły niepojętą tajemnicę; rzeczywistość niemożliwą do wyjaśnienia, do objęcia rozumem...

Książka, którą czytasz, drogi czytelniku, nie jest dziełem filozoficznym. Nie jest również konwencjonalną książką teologiczną. Nie odwołuje się do rozumu ani do inteligencji. Jest świadectwem. Ale - powtarzam - bolesnym świadectwem wiary, nadziei i wielkiej miłości. Świadectwem kapłana, który umie i umiał być kapłanem w blasku Pana. Świadectwem, które służy do tego, by medytować, rozmyślać, by się modlić przede wszystkim, aby prawdziwie kochać bliźniego i rozumieć tę miłość jako wyraz miłości do Boga. Jest to chrześcijańskie świadectwo, które z rzadką doskonałością wyraża się w ostatnich słowach:

"Już odchodzę.
Życzcie mi szczęścia, przyjaciele.
Jutrzenka barwi niebo czerwienią
I moja droga wydaje się piękna.
Pytacie mnie, co zabieram ze sobą.
Moje puste ręce
I moje pełne nadziei serce."

 
Zobacz także
Bernadeta Gozdowska
Prawdą bardzo smutną i niepokojącą. Nie da się ukryć, że Uroczystość Wszystkich Świętych - podobnie zresztą jak inne święta - uległa pewnej komercjalizacji. Robimy zakupy i idziemy na cmentarz tak, jakbyśmy szli na spacer. Przykładamy większą wagę do formy, a nie do treści.

Rozmowa z ks. kan. dr. Janem Szrejterem.
 
Aleksandra Wojtyna
Czego możemy się uczyć od prostej świętej? Przede wszystkim pokory. A cóż to jest? Pokora jest to prawda o sobie samym, to postawa wobec Boga i ludzi wolna od fałszu i zakłamania, pełna ufności, że wszystko, co mnie dotyka, otrzymuję z woli Bożej, i na nią się zgadzam. Tak żyła Bernadeta do końca swoich dni...
 
Aneta Pisarczyk
O jakimi bogaczami jesteśmy! I to bez wyjątku, każdy z nas może nazwać siebie bogatym, niezależnie od zasobności portfela. Bogactwo materialne jest bowiem niczym w porównaniu z tym, co zostało nam dane. I słowo „dane” ma tu kluczowe znaczenie. Na to, co najważniejsze, nie możemy sobie w żaden sposób zapracować. To, co fundamentalne, jest nam nieustannie darmo dawane. I to właśnie czyni nas bogatymi. 
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm