DRUKUJ
 
Zdzisław J. Kijas OFMConv
Zwycięstwo przez miłość
Wychowawca
 


W słowach tych kryje sił logika życia Maksymiliana. Odbija się w nich droga krzyżowa jego życia, która osiągnęła swój szczyt po wkroczeniu wojsk hitlerowskich do Polski we wrześniu 1939 roku. Klasztor niepokalanowski wpisany został na listę ośrodków szczególnie niebezpiecznych dla okupanta. Po dziewiętnastu dniach działał wojennych Maksymilian wraz z grupą trzydziestu czterech braci został aresztowany i wywieziony najpierw do obozu w Lamsdorf (łambinowice), następnie do obozu w Amtitz (Głębice) i w końcu do obozu w Ostrzeszowie. Wszędzie pocieszał załamanych, udzielał fizycznej i moralnej pomocy, wlewał nadzieję na lepsze jutro, wiarę w Bożą Opatrzność.
 
Br. Rufin Majdan zanotował słowa Maksymiliana z obozu Amtitz, skierowane do braci w dniu swoich imienin: “Ona i te okoliczności, pozornie przeciwne, potrafi na większe dobro obrócić. Oddaliśmy się Jej, chcemy dla Niej zdobyć wszystkie dusze, więc używa nas jako swej własności; my zaś powinniśmy być Jej za to wdzięczni, iż nas raczy używać. Pewnie, jesteśmy teraz potrzebni tu, a nie w Niepokalanowie. Jaka jest Jej dobroć. Przywieźli nas tu darmo i barak jakiś jest, i coś zjeść. A dla wielu ludzi może to jedyna okazja, by uporządkować swe sprawy z Panem Bogiem albo by wzbudzić większe zainteresowanie się religią, która daje siłę, by spokojnie, a nawet ze śpiewem znosić tak przykre dla natury warunki życia. Inni się gniewają, przeklinają, a patrząc na braci zmieniają się na lepszych ludzi. Gdybyśmy tu chcieli przyjechać, ile by poczynić trzeba starań o dokumenty i nie pozwolono by nam na taką misję. Teraz mamy dobrą okazję. Wykorzystajmy ją, bo się to skończy... Gdy Niepokalana zechce, wrócimy, będziemy pracować jak przed wojną i wyjeżdżać będziemy również do innych krajów. Nie chciejmy Jej woli uprzedzać, owszem, pragnijmy nawet tu umrzeć, choćby innych zwolniono, jeśliby taka była wola Niepokalanej”(3).
 
Miał rację ojciec Maksymilian, mówiąc, że „gdy Niepokalana zechce, wrócimy”. Istotnie, do klasztoru wrócili w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (!) – 8 grudnia 1939 roku. Ojciec Maksymilian nie pozostał w nim jednak długo, bowiem 17 lutego 1941 roku został ponownie aresztowany i osadzony na Pawiaku. Spędził tam trzy miesiące, skąd został przewieziony do obozu w Auschwitz. Otrzymał numer 16670 i wcielony został do bloku 14. Był dzień 28 maja - miesiąca poświęconego Maryi.
 
Pewnego dnia z jego bloku uciekł jeden z więźniów. W myśl przepisów obozowych, jeśli uciekł więzień, przynajmniej dziesięciu innych z tego samego bloku skazywano na karę śmierci głodowej. Pisarz tak przedstawia ostatnie dni życia Maksymiliana:
 
„Po stwierdzeniu ucieczki wszystkie bloki przez trzy godziny stały na placu apelowym i czekały na wyrok okrutnych władz obozowych. Wieczorem około godziny 9. rozkazano wszystkim się rozejść, nie było wybierania na śmierć, za karę na razie nie dano tylko więźniom z bloku 14. kolacji. Jedzenie wylano. Ciężka i niespokojna była to noc na bloku 14.
 
Następnego dnia wszystkie bloki udały się do swych prac, a tylko blok 14. pozostał na placu apelowym, stojąc tamże na baczno przez cały dzień. Dzień był lipcowy, gorący i skwarny. Więźniowie słabli i mdleli. Tych, którzy padli, wynoszono z szeregów i rzucano na jedną kupę. Do wieczora leżących było wielu. Ci zaś, co stali, mieli opuchnięte twarze i oczy zachodziły im mgłą z gorąca i zmęczenia, jakim była fizycznie wyczerpująca postawa na baczno. Gdy wieczorem inne bloki wracały do obozu z pracy, blok 14. stał jeszcze na placu apelowym. O. Kolbe był między stojącymi. Nie zemdlał.
 
Po apelu wieczornym ze wszystkimi honorami dowódcy wojskowego zbliżył się do bloku 14. potwór-kierownik obozu Fritzsch.
- Ponieważ zbiegły w dniu wczorajszym więzień dotychczas nie został znaleziony, dziesięciu spośród was pójdzie na śmierć – powiedział Fritzsch. Zapanowała głucha cisza, a tylko komendant obozu przechodził wzdłuż szeregów i wybierał tych, których przeznaczył na śmierć. O. Maksymiliana opuścił i wskazał ręką na stojącego blisko w tym samym szeregu więźnia.
- Ach, jak mi żal żony i dzieci, które osierocam – powiedział sąsiad o. Kolbego i udał się na koniec bloku, gdzie stali już inni wybrani na śmierć.
Wybieranie się skończyło i jedni mieli odetchnąć z ulgą, a skazani pójść na śmierć, gdy spośród szeregów bloku wyszedł o. Kolbe i ze spokojnym spojrzeniem począł się zbliżać do komendanta obozu i jego otoczenia. Nastąpiło powszechne zdziwienie.
- Czego sobie życzysz? – spytał Fritzsch przez tłumacza zbliżającego się o. Maksymiliana.
Pragnę pójść na śmierć za owego ojca rodziny – odpowiedział zapytany, wskazując ręką na swego niedawnego sąsiada z szeregu.
- Jaki zawód?
- Ksiądz katolicki...
 
 
strona: 1 2 3