DRUKUJ
 
o. Dariusz Kowalczyk SJ
Absurdy ideologów świeckości
Idziemy
 


Wśród różnych głosów w sprawie religii w szkole i wliczania oceny z tego przedmiotu do średniej zwrócił moją uwagę tekst Jana Hartmana (Dziennik, 21.08.2007). Autor stwierdza, że „zasadniczą kwestią w sprawie stopnia z religii na świadectwie i wliczania go do średniej jest niezgodność tych praktyk z zasadami liberalnej demokracji i z konstytucją, a więc z tymi wartościami, których poszanowania potrzebujemy”. Moim zdaniem, u podstaw tego stwierdzenia znajduje się ideologia, która wolność wyznania rozumie w taki sposób, aby sukcesywnie wypłukiwać wymiar religijny z przestrzeni publicznej.
 
Jaskrawe przykłady tej ideologii mamy na Zachodzie. Oto we Włoszech dyrektorka szkoły zabrania organizowania bożonarodzeniowych jasełek, aby rzekomo nie urazić uczuć religijnych dwóch uczniów muzułmanów i kilku uczniów wychowywanych przez rodziców ateistycznie. Tymczasem tolerancja, pluralizm i demokracja nie polegają na tym, aby niszczyć zewnętrzne wyrazy kultury i wiary większości w imię poglądów mniejszości. Nie tworzy się przestrzeni wolności wmawiając ludziom, że na ulicy nie można wywiesić napisu: „Szczęśliwego Bożego Narodzenia”, a jedynie laickie hasło „Radosnej zimy” (tak się dzieje np. w Anglii). Tak naprawdę nie chodzi tu o szacunek wobec innych, ale o bałamutne wykorzystywanie szczytnych haseł do walki z chrześcijaństwem i Kościołem.
 
W Polsce – dzięki Bogu – nie doszliśmy do tego rodzaju zamordyzmu i politycznej antyreligijnej poprawności. Ale dyskusja o religii w szkole pokazuje, że „kapłani świeckości” nie próżnują. Oto są ludzie, którzy chcą uczyć się religii katolickiej, będącej  konkretną wiedzą na temat wydarzeń i osób, bez których nie sposób zrozumieć historii i kultury w tej części świata. Ten, kto podejmuje trud zdobywania wiedzy, ma prawo być za to oceniany w taki sposób, aby liczyło się to do ogólnej oceny jego wykształcenia. Ci zaś, których religia nie interesuje, nie muszą na nią uczęszczać. Szkoła z możliwością wyboru religii jest bardziej pluralistyczna niż szkoła bez takiej możliwości.
 
Niestety, zacietrzewieni ideolodzy wymyślają różne argumenty, aby przekonać, że każda obecność religii jest zagrożeniem dla demokracji. Argumenty znane, bo przecież komuniści też twierdzili, że religia nie pasuje do demokracji ludowej. Hartman uważa, że ocena na świadectwie z religii jest wskazaniem na czyjeś przekonania, a „władze nie mają prawa nawet się domyślać, czy ktoś jest ateistą czy muzułmaninem”. No właśnie! Tylko co z prawem katolika do tego, aby mówić o swojej wierze głośno, również poprzez ocenę na świadectwie. A poza tym ocena z religii wcale nie musi świadczyć o światopoglądzie. Opowiadał mi pewien jezuita portugalski, że w ciągu kilku lat uczenia religii w szkole jego najlepszym uczniem był pewien młody muzułmanin, który po prostu chciał poznać chrześcijaństwo i katolicyzm, gdyż – jak mówił – bez tego nie sposób być w pełni Europejczykiem.
 
Hartman zadziwił mnie też stwierdzeniem, że w przypadku wprowadzenia etyki absolutnie nie może jej uczyć ksiądz, gdyż jest on „prawnie i moralnie zobowiązany do głoszenia idei katolickich [...]. Te więzy ideologiczne wykluczają, by mógł rzetelnie prowadzić lekcje etyki”. Etyka powinna być oczywiście wprowadzona i wcale nie jestem za tym, by uczyli jej księża. Niech się koncentrują na religii i duszpasterstwie, ale chcę Panu Hartmanowi powiedzieć, że studiowałem filozofię u wielu znakomitych księży profesorów, którzy bardzo rzetelnie wykładali np. Kanta lub Hegla, w tym ich koncepcje etyczne. Sugerowanie, że ksiądz jest jakoś „spętany” i w związku z tym nie jest w stanie obiektywnie opowiedzieć o filozoficzno-etycznych koncepcjach, to antyklerykalna bzdura. Równie dobrze można twierdzić, że wyznawany przez filozofa ateizm ogranicza go w taki sposób, że ten nie może rzetelnie nauczać o filozofii św. Augustyna.
 
o. Dariusz Kowalczyk SJ
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー