KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących
DRUKUJ
 
ks. Aleksander Posacki SJ
Niejasne energie
Don Bosco
 


Terminami takimi, jak holizm czy uniwersalna energia, posługują się przedstawiciele różnych technik proponowanych przez ruch New Age. Ale nie tylko – energiami posługują się bioenergoterapeuci (w tym instruktorzy reiki) akupunkturzyści, różdżkarze, propagatorzy feng shui i sztuk walki, a także, niestety, nauczyciele, pedagodzy i terapeuci, którzy przekraczając swoje zawodowe i naukowe kompetencje, odwołują się do pojęć religii, zakamuflowanych w języku swoistej nowomowy.
 
New Age pojęciem „energia” posługuje się od dawna. Jednak dziś stosuje się je nie tylko odnośnie do umysłu, ale i do ciała – w myśl holistycznych ideologii, które bezzasadnie zamazują różnicę pomiędzy duchem a materią, duszą a ciałem. Prowadzi to do błędu, który polega na tym, że zajmując się – na poziomie deklaracji – ciałem, chce się uzdrowić ducha. W ten sposób uzdrowienie staje się swoistym zbawieniem, w którego procesie nie mówi się jednak wcale o grzechu. To kolejny fatalny błąd, a nawet kłamstwo. Mamy tu do czynienia z ukrytą religią, która sprzeciwia się chrześcijańskiej koncepcji zbawienia, będącej zawsze wyzwoleniem z grzechu.
 
Energie, o których mowa, wyraźnie wykraczają poza ramy fizyki (nauka nie ma dowodów na ich istnienie), stąd niektórzy wolą mówić o energiach niefizycznych czy eterycznych lub dodają przymiotniki: kosmiczna, psychotroniczna czy tajemna. Owe niefizyczne energie opisywane były już w starożytności przez różne systemy religijno-kulturowe. W Chinach nazywane były ki (ch’i), w Egipcie ka lub gallama, w Indiach prana i kundalini, w Tybecie – tumo, w Polinezji – mana. Czasem do tej listy dodaje się także osobę Ducha Świętego stawianego na równi z tymi bezosobowymi formami energii. Jest to nie tylko teologicznym błędem synkretyzmu, ale profanacją. W XIX w. na określenie tych energii używano terminów: magnetyzm zwierzęcy (mesmeryzm), od, elan vital. Wiele z tych orientalnych pojęć zostało zaadoptowanych do własnych celów przez ruchy okultystyczne, które przedefiniowały ich pierwotne znaczenie. Obecnie używa się też określeń: siła życia, bioenergia, bioplazma, biopole, łącząc nowe pseudonaukowe pojęcia z terminami pochodzącymi z tradycji religijnych i okultystycznych. W ten sposób to, co jest w istocie religijną inicjacją, stara się przybrać pozory naukowości.W duchu scjentyzmu (przekonania, że nauka zna lub znajdzie rozwiązanie wszystkich ludzkich pytań i problemów) traktuje się owe energie jako bezosobowe i patrzy się na nie wyłącznie optymistycznie, sądząc, że przy odpowiedniej wprawie można nad nimi zapanować i pokierować.
 
Tymczasem świat duchów osobowych to też rodzaj energii. Czy ideologicznie podbudowany optymizm nie niesie niebezpieczeństwa spirytyzmu? Czy nie mamy ponadto do czynienia z formą przypisania energii cech boskich, czyli z grzechem bałwochwalstwa?
 
Pojęcie energii spróbowali zdefiniować uczestnicy I Sympozjum Stowarzyszenia Radiestetów w Warszawie w 1981 r. Określono wówczas, że bioenergię charakteryzują następujące cechy: ma własną inteligencję przewyższającą inteligencję człowieka oraz psychiczne i genetyczne cechy charakteru człowieka, od którego pochodzi. Potrafi przechodzić przez wszystkie przeszkody (mury, ekrany, specjalne kabiny), a odległość nie ma dla niej znaczenia. Integruje wszechobecny system wartości i siły metafizyczne wszechświata. W definicji tej najbardziej zaskakująca jest pierwsza cecha mówiąca o tym, że energia posiada własną inteligencję i to w dodatku przewyższającą inteligencję człowieka. Nasuwa się pytanie, dlaczego coś, co nie jest bytem osobowym, posiada inteligencję. Takie określenie daje podstawy, aby mówić już nie tylko o ideologii, ale wręcz o wierze w bezosobowego boga zwanego Energią.
 
W 1983 r. w Warszawie Biotroniczna Komisja Weryfikacyjna przy Stowarzyszeniu Radiestetów ustanowiła definicję bioenergoterapeuty. Według niej, bioenergoterapeuta to człowiek mający „dar przekazywania energii dobra w sposób skuteczny a zarazem bezpieczny dla siebie i pacjentów. Ów dar nie musi być uświadomiony sobie przez bioenergoterapeutę, jak również nie musi znać on rzeczywistych mechanizmów przyczyny chorób i ich likwidacji” (zob. więcej w: A. Posacki, Okultyzm, magia, demonologia, Kraków 1996, s. 99–100). Skąd więc wiadomo, że energia jest dobra, skoro bioenergoterapeuta nie zna ani jej pochodzenia, ani natury? Skąd wiadomo, że przekazywanie energii jest darem, skoro dar nie musi być uświadomiony, a sam terapeuta nie musi wiedzieć, skąd on pochodzi i czemu służy? Skąd bioenergoterapeuta wie, że znikają przyczyny choroby, jeśli ich nie zna? A jeśli to, co znika, to tylko zewnętrzne objawy choroby?
 
Wspomniałem, że jedną z istotnych form teorii dotyczących energii propagowanych przez bioenegoterapetów jest tzw. energia kundalini. Większość słowników mówi, że to tajemnicza i „sakralna” moc duchowa „o naturze ogniowej i wężowej”, która jest ideową i praktyczną podstawą indyjskiej tantry oraz hathajogi. Działanie kundalini wiąże się z idolatrycznym ubóstwieniem człowieka i zarazem inicjacyjnym kultem hinduskich bogów. Ideał kundalini łączy ze sobą jogę i tantryzm oraz wszelkie indyjskie kulty bogini – jak Śakti czy Dewi. Propagowana przez sekty, jak Sahaja Joga, jest metodą medytacji, według której obudzenie kundalini prowadzi do łatwo osiągalnej samorealizacji. Ma ona otwierać drzwi do nowego wymiaru ludzkiej świadomości. Energii kundalini przypisuje się boskie możliwości, co stanowi oparcie dla wielu radiestetów czy bioenegoterapeutów uprawiających częściowo skrycie kult bogów i otwierających ludzi na inicjacje okultystyczne. Proces budzenia kundalini i siedmiostopniowego wznoszenia opisywany jest jako ścieżka mistycznego rozwoju duchowego, wyzwolenia, oświecenia.
 
Jest wiele osób poszkodowanych przez praktyki kundalini, które organizując się na stronach internetowych, bezskutecznie poszukują pomocy. Wyselekcjonowano wiele cech, które powtarzają się u różnych ludzi, z rozmaitych krajów i kultur. Są to: utrata przytomności (stwierdzane medycznie przeciążenia systemu nerwowego); krótki lub długi termin dezorientacji życiowej; dysfunkcje seksualne; zaburzenia gastryczne; stany lękowe; powtarzające się w nocy wrażenie dotyku obcych istot; spadek zdolności intelektualnych i trudności w pamięci oraz koncentracji; utrata poczucia tożsamości; „zaludnianie” świadomości (możliwe nawiedzenia spirytystyczne); dziwne sensacje w ciele – płonące cieplne lub lodowato zimne prądy poruszające się w górę kręgosłupa, uczucie baniek powietrza lub ruchu węża przez ciało w kierunku głowy; bóle przy zmienianiu położenia ciała; napięcie lub sztywność w szyi i bóle głowy; wibracje, niepokój lub skurcze w nogach i innych częściach ciała; wrażliwość (medialna) na bliskość innych ludzi (zapach, ciepło); „całkowite kosmiczne orgazmy”; doświadczenia mistyczne, „kosmiczne przelotne spojrzenia”; zdolności paranormalne, zjawiska w ciele lub na zewnątrz niego; problemy ze znajdowaniem równowagi między silnymi seksualnymi pragnieniami a chęcią życia w czystości; uporczywy niepokój z powodu braku rozumienia tego, co się dzieje; bezsenność, maniakalne uniesienie lub głęboka depresja; całkowita izolacja z powodu niemożliwości wypowiedzenia się o naturze czy jakości owego wewnętrznego doświadczenia.
 
Wiele z tych manifestacji przypomina doświadczenia podobne do tych, które odczuwa się po seansach reiki czy bioenergoterapii, czyli trwały opór i brak skuteczności wobec każdego leczenia medycznego, psychiatrycznego czy innych tradycyjnych terapii. Liczne fakty wykazują, że energie tego typu mogą być szkodliwe, a nawet niebezpieczne. Praktyka egzorcystyczna przekonuje, że jest to związane z przywoływaniem bytów demonicznych. Wielu bioenergoterapeutów i ich klientów było egzorcyzmowanych. Osobiście spotykałem się z przypadkami śmiertelnych zachorowań już po jednym seansie tzw. bioenergoterapii. Tak naprawdę nie musi to być ani bio-, ani energo-, ani terapia. Nie wiemy, z czym tak naprawdę mamy do czynienia.
 
ks. Aleksander Posacki SJ
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー