KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących
DRUKUJ
 
Salwator
Walczymy o wolnego człowieka
List
 


Walczymy o wolnego człowieka

Z Bogną Gałecką koordynatorem programu profilaktyczno-edukacyjnego "Bądź wolny" i wolontariuszem Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Polsce działającego przy klasztorze oo. Dominikanów w Krakowie rozmawia Grzegorz Sztok.

Dominikańskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Polsce powstało jako dzieło dominikanów w 1995 roku jako pierwsze dominikańskie i w ogóle jako jeden z pierwszych tego typu ośrodków w Polsce. Na czym polega działalność Centrum?

Dominikańskie Centrum Informacji powstało w wyniku inicjatywy grupy ludzi na skutek zetknięcia się z osobami zupełnie nieświadomymi tego, co się z nimi dzieje, a które naprawdę poważnie uwikłały się w uzależnienie. Staramy się informować ludzi o zagrożeniach związanych z nowymi ruchami religijnymi i sektami. Od ponad trzech lat prowadzimy także, jako jeden z niewielu ośrodków, "terapię wyjścia", czyli działalność terapeutyczną polegającą na odchodzeniu od uzależnienia do tzw. normalności. Jest to rzecz szalenie trudna. Prowadzi ją psycholog klinicysta, który do tej pory miał do czynienia z uzależnieniami chemicznymi, ale jako członek Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich podjął tę zupełnie nieznaną u nas działalność, jaką jest terapia wyjścia z grup parareligijnych czy innych grup destruktywnych.
Równolegle prowadzimy program dla szkół "Bądź wolny", którego jestem autorką. Poruszamy w nim tematykę wolności, czyli jak młody człowiek rozumie wolność, czy tak jak proponują to różne grupy, czyli "rób wszystko na co masz ochotę", czy "bądź wolny do". Na początku program skierowany był do młodzieży szkół średnich, natomiast teraz największy nacisk kładziemy na kontakt z rodzicami. Przyczyny, dla których młodzi ludzie są łatwym kąskiem przy werbowaniu do sekt, leżą w domu, ale nie są przez rodziców zauważane. Chcemy ich na pewne symptomy uczulić. Po tych spotkaniach rodzice przyznają, że mają w domu sygnały, ale ich nie rozpoznają. Zgodnie z zasadą "lepiej zapobiegać niż leczyć" chcemy zaobserwować czy młody człowiek nie jest pod wpływem niebezpiecznych ideologii.

Z telewizji i gazet wiemy, jak trudne jest wyciągnięcie człowieka z sekty, ośrodek podjął "terapię wyjścia". Na czym ona polega?

Śmiem twierdzić, że jest to jedna z trudniejszych terapii. W grupach destruktywnych uzależnienie dotyczy nie tylko ciała i psychiki, ale też sfery duchowości. Bez udziału takich osób, jakimi są dominikanie czy inni duszpasterze, terapia ta byłaby wręcz niemożliwa. Człowiek, który opuszcza wspólnotę, która go całkowicie zniewoliła, nie może pozostać w próżni. Tacy ludzie mają szeroko rozbudzoną potrzebę życia na wzmożonym poziomie duchowości. I trzeba tę potrzebę w jakiś sposób zaspokoić.
Tutaj pani psycholog pracuje z już świadomym i chcącym uniezależnienia się człowiekiem. Partnerują tej terapii rodzina i przyjaciele, którzy tworzą środowisko, do którego może wrócić. Najważniejsze jest przywrócenie porządku sfery duchowej, przywrócenie systemu wartości. W ośrodku borykamy się z problemem, jak stworzyć warunki, szczególnie dla osób spoza Krakowa, do przeprowadzania takich spotkań terapeutycznych.

Każdy człowiek ma wolną wolę i rozum, dlaczego więc tak łatwo daje się wciągnąć do sekty?

Bo jest bardzo samotny. Mieszkamy w wielkim mieście, żyjemy w wielkich blokowiskach, chodzimy do szkół, gdzie jest wielu uczniów, ale czujemy się samotni. Nie chodzi o samotność fizyczną, lecz psychiczną. Brak jest podstawowych form współżycia między ludźmi, czyli rozmowy, zwykłej ludzkiej życzliwości, zainteresowania drugim człowiekiem. Ludzie otaczają się parkanem, który pozwala uniknąć zderzenia z rzeczywistością, ale powoduje też, że nie widzi się drugiego człowieka wołającego o pomoc. Takie momenty doskonale wykorzystują werbownicy.

Jakie są przyczyny, dla których sektom tak bardzo zależy na werbowaniu nowych członków?

Zawsze chodzi o pieniądze. Aczkolwiek otwarcie nie mówi się o tym nigdy. Pieniądze nigdy, poza nielicznymi wyjątkami, nie są celem nadrzędnym. Są sposobem do uzyskania celu nadrzędnego, którym jest władza, a kto ma pieniądze, ten ma władzę. Lider sekty to rodzaj człowieka chorego na władzę. W zależności od jego apetytu realizuje ją na kilkunastu osobach albo na milionach. W normalnej wspólnocie czy grupie wszystko nakierowane jest na dobro osoby, do której działalność jest adresowana. Natomiast we wspólnocie, którą możemy nazwać sektą, działalność skierowana jest na dobro osoby adresującej, czyli lidera i najczęściej z ogromną szkodą dla osoby, do której jest adresowana. Nowy członek bywa zmanipulowany w ten sposób, że wpłaca regularnie ze swoich dochodów spore kwoty pieniędzy, lub pracuje za darmo na rzecz grupy. Ale zdarzają się sytuacje znacznie smutniejsze. Ostatnio mamy do czynienia z przypadkami, kiedy członkowie przepisują na rzecz grupy, która jawi się jako stowarzyszenie, fundacja, federacja, komitet cały swój majątek. Na przykład w Krakowie działa "uzdrowiciel", podający się za bioenergoterapeutę i jasnowidza, który "pomaga na wszystko". Znamy konkretne przypadki sprowokowania fikcyjnej sprzedaży tejże osobie mieszkania w Krakowie, rodzinnego domu poza Krakowem, a ostatnio nawet otrzymaliśmy informację, że stał się on współwłaścicielem dużego i dochodowego zakładu pracy. Należy spodziewać się, że takich sytuacji jest więcej.

W jaki sposób jest on w stanie tak zawładnąć człowiekiem, że ten oddaje mu wszystko co ma, nie bacząc na swoich bliskich?

Doszliśmy tutaj do fenomenu sekty, który opiera się na psychomanipulacji. Wszelkie techniki kontroli umysłu stosowane w werbowaniu mogą dotyczyć podejmowania przez nas decyzji na całe życie, w kwestii studiów, życia rodzinnego czy intymnego. Wynikiem jest absolutne zniewolenie. I wtedy będziemy mogli powiedzieć, że mamy do czynienia z grupą destrukcyjną, szkodliwą. Właśnie wtedy, kiedy będzie poddawać destrukcji człowieka, a z czasem spowoduje destrukcję całej jego rodziny, a przez to i społeczeństwa.

Jak by Pani oceniła, czy w ciągu siedmiu ostatnich lat liczba grup destrukcyjnych zmniejszyła się, powiększyła czy tylko zmienił się ich rodzaj?

Na pewno nie ubyło, znacznie też nie przybyło, jedynie fantastycznie się organizują. Mają coraz lepszy kamuflaż. Nie rejestrują się jako związki wyznaniowe z powodu obostrzenia przepisów. Podszywają się pod łatwiejszymi formami prawnymi jak: stowarzyszenie, fundacja czy federacja, pod bardzo szczytnymi nazwami. Powoduje to, że przy pierwszym spotkaniu wielu ludzi jest zafascynowanych nową grupą, która proponuje udział w czymś, co gdzieś w środku każdego z nas drzemie od dawna, np. uczestnictwo w walce o pokój na ziemi, dobro rodziny czy przeciwko przemocy. Także problem bezrobocia niewątpliwie korzystnie wpływa na werbowanie przez tzw. grupy paraekonomiczne czy paraterapeutyczne, dlatego że ludzie stojący przed ogromnymi problemami, przeżywają stres, z którym nie zawsze mogą sobie poradzić.

Czy działalność Centrum nie jest postrzegana jako nietolerancyjna czy nieekumeniczna?

Grupę oceniamy nie po tym, kto stoi na jej czele, ani jakim dokumentem się podpiera, ale po owocach. Czyli osobach, które do nas bezpośrednio, lub całkiem często pośrednio, poprzez swoich opiekunów, zgłaszając się dają dowody, tego, co dzieje się w danej grupie. Doszło do takich czasów, że musimy być ostrożni i kiedy widzimy w nazwie grupy określenie "chrześcijańska" to nie znaczy, że mamy jej bezkrytycznie ufać. Czasami pytają nas, o co my walczymy. Otóż walczymy o wolnego, zdrowego człowieka. Jeśli ktoś tutaj przychodzi, to nie pytamy go o wyznanie, ale dostrzegamy w nim człowieka, który potrzebuje pomocy.

tekst pochodzi z Magazynu SALWATOR  - www.salwator.com

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー