DRUKUJ
 
Kamil Wielecki
Wyświęceni wzrastają we wspólnocie
Pastores
 


 Parafie z formacją pochrzcielną

Całą noc śnieżyło, a rano – jeżeli tak nazwać ten mrok – ulice przypominały nartostrady. Warszawa, nie Rzym, na siedmiu wzgórzach nie leży, a jednak z wiaduktu na Głębockiej stoczył się autobus i jazdę skończył na poboczu. Brnąc przez zaspy, docieram na Domaniewską. Tak jeszcze – myślę sobie – swoich urodzin nie zaczynałem. Patrzę na zegarek, jest 6.15, spóźniłem się. Ludu Bożego w kościele niemal jak na niedzielnej Mszy świętej. Trwa jutrznia. „Dziś jakoś mało ludzi przyszło, to chyba przez ten śnieg” – mówi znajoma, prowadząc mnie po nabożeństwie do proboszcza.

Podobnie u św. Augustyna. W Adwencie na jutrznię przychodzi około 200 osób. Czytania, śpiewanie psalmów, 15 minut modlitwy cichej. Po 7.00 zaczynają się roraty. Kto może, zostaje, inni idą do pracy. Proboszcz, ks. Walenty Królak, przyjął mnie u siebie w kancelarii. Przez 20 minut naszej rozmowy odebrał kilka telefonów, „opędził się” od paru następnych, wydał polecenia dotyczące stawiania szopki i rzeczowo wytłumaczył dobijającemu się do niego dyrektorowi szkoły, skąd ma wziąć opłatki.

„Ludzie mówią o nas «parafia neokatechumenalna». A ja nie wiem, co to jest, takiego pojęcia nie ma!” – mówi w przerwie między jednym telefonem a drugim. „Wraz z innymi księżmi jestem tutaj z polecenia biskupa. Niektórzy patrzą na nas jak na jakąś schizmę czy heretyków. Ale po pierwsze, Droga Neokatechumenalna niczego nowego do Kościoła nie wnosi, a po drugie, czy coś wciąż może być nowością od 45 lat?” – pyta poirytowany.

Parafia św. Augustyna jest więc zwykłą parafią, choć może niestandardową. Działa w niej 12 wspólnot neokatechumenalnych. Wiele inicjatyw wychodzi od świeckich. To oni przygotowują liturgie, głoszą katechezy, angażują się w ewangelizację dorosłych czy prowadzą kursy przed bierzmowaniem i dla narzeczonych. W ten sposób mogą wziąć odpowiedzialność za Kościół. „Model, w którym to ksiądz ma wszystko zorganizować, wyremontować i pobudować, najczęściej źle działa” – uważa ks. Królak.

Jego zdaniem, Droga Neokatechumenalna daje narzędzia, które z po­wodzeniem można stosować w życiu parafii. „Po chyba 8 latach kapłaństwa, czyli jakieś 28 lat temu, poczułem się bardzo zmęczony. Posługa stała się dla mnie rutyną i pasmem trudności, trudno przecież wciąż tylko eksploatować się dla innych. Szukałem dla siebie ratunku. A byłem przy tym wrogiem wspólnoty, wspólnotowość uważałem za pewne hobby i dziwactwo. Gdy jednak poznałem Neokatechumenat, właśnie wspólnota dała mi możliwość odżycia i nawrócenia. Zobaczyłem, że daje on fantastyczne narzędzia duszpasterskie do formowania ludzi” – wspomina proboszcz św. Augustyna. Zaznacza jednocześnie, że charyzmat Drogi stanowi jedną z możliwych propozycji – nie jest ani jedyną, ani najlepszą. Wypełnia jednak dotkliwą lukę, gdyż „do tej pory Kościół, przynajmniej w Polsce, metody duszpasterskiej na dorosłych nie znalazł. Robi się misje, rekolekcje, ale formacji, która byłaby permanentna i rzeczywista, nie ma. Człowiek dorasta, mnożą się problemy, a jego wiara zostaje na poziomie pierwszej Komunii” – stwierdza ks. Królak.

Jeden fakt podkreślają wszyscy księża zgodnie: razem pracuje się łatwiej i lepiej. Prezbiterów Neokatechumenatu głęboko łączy wspólne doświadczenie wiary, na Drodze nie można postępować samemu. Księża z tej parafii dobrze się znają i z reguły z seminarium wynieśli inny model wzajemnych relacji. „Na wielu plebaniach księża mogą razem jeść, kłócić się, ale na pewno nie modlić. Kiedy my się spotykamy, najpierw się modlimy. To najlepsze, co możemy zrobić” – mówi ks. Królak. „W tej parafii łatwiej rozwiązuje się problemy duszpasterskie, bo możemy na nie spojrzeć razem” – wtóruje mu ks. Odziemczyk.

Co istotne, inni księża i wspólnota dają możliwość spojrzenia na siebie z dystansu. I tu ważna jest szczerość. U brata ze wspólnoty zawsze można zasięgnąć porady i zapytać, jak on postrzega moje działania. Inaczej na problemy z dziećmi patrzy ojciec rodziny, a inaczej ksiądz i katecheta. Dlatego właśnie mogą pomagać sobie nawzajem. Warunkiem jest to, że każda uwaga powinna wypływać z miłości i być z miłością odbierana.

Wspólnotowość może też być modelem życia kapłańskiego. „Na parafii staramy się spędzać ze sobą dużo czasu i razem się modlić. To daje nam bardzo piękną przestrzeń wewnętrzną. Mogę traktować swojego współbrata właśnie jak współbrata, a nie jak kolegę z pracy” – mówi ks. Muszyński. Nie jest to – jak podkreśla – specyfika Neokatechumenatu. Nie wszyscy księża u św. Anny angażują się w Drogę Neokatechumenalną, ale każdy z nich stara się o realizację kapłańskiego modelu wspólnotowości.

Tak samo zresztą jest w przypadku parafii Najświętszej Marii Panny Matki Kościoła, którą postrzega się mimo to jako „parafię neokatechumenalną”. Na Domaniewskiej wszyscy księża codziennie odprawiają wspólnie jutrznię. Ponadto razem się modlą, jedzą i po prostu – jak relacjonuje proboszcz – dużo ze sobą rozmawiają. W swoim gronie przeżywają też ważne święta, na przykład Wigilię Bożego Narodzenia czy uroczystość Objawienia Pańskiego. Raz w tygodniu zbierają się dodatkowo, by przygotować się do niedzielnej Eucharystii.
 
strona: 1 2 3
グッチバッグコピー グッチ財布コピー