logo
Piątek, 25 września 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Uroczystości i Święta - Wszystkich Świętych (1 listopada)

Wszyscy Święci i my
O. Andrzej Prugar OFMConv 2008-11-01
Ap 7,2-4.9-14; 1 J 3,1-3; Mt 5,1-12
Jakże różnią się święci między sobą: św. Piotr Apostoł – rybak o gwałtownym charakterze i pierwszy papież, od św. Jana Apostoła – charyzmatyka i kontemplatyka, bł. Aniela Salawa – ukryta w świecie służąca, od sprawnej, skutecznej w działaniach politycznych i społecznych królowej  - św. Jadwigi z Krakowa. Inna jest św. Teresa, Benedykta od Krzyża (Edyta Stein), która trafiła do Boga i świętości głównie drogą intelektu, od św. Jana Vianeya, który w prostocie swojej kochał i ufał Bogu, słuchał słów tej samej Ewangelii, co św. Teresa Benedykta, spełniał w prostocie swoje obowiązki.
 
Wszyscy Święci, którzy cieszą się życiem wiecznym, szli drogą błogosławieństw. To ich łączy, mimo różnicy w wykształceniu, zajmowanych stanowisk, możliwościach działania.
Wszyscy:
 
Byli ubodzy w duchu - to znaczy byli otwarci na Boga, Jego Obecność i Słowa, świadomi całkowitej zależności od Boga; w Nim szukali codziennie światła i siły. Najważniejszego i najwięcej spodziewali się od Boga, dlatego nagrodą jest Boże królestwo, nie ludzkie i nie ziemskie.
 
Byli smutni, gdyż pomimo tak wielkiej łaski Boga, która spłynęła na świat przez Jezusa Chrystusa, oni sami i ludzkość uczyniła Boga „wielkim nieobecnym” i niepotrzebnym w świecie. Wchodzili więc świadomie w wynagrodzenie (pokutę) za grzechy swoje i świata. Owocem takiego smutku i skruchy była pociecha i radość - niewymowna - od samego Boga. Ta pociecha jest również dla nich darem na wieki.
 
Byli cisi, łagodni. Nie oburzali się z powodu pomyślności innych, nawet ludzi nieprawych, ale ufali Bogu pośród pomyślności i podczas wszelkich trudności, które na nich spadały. Potrafili w łączności z Bogiem zachować cierpliwość. Jezus – ich Nauczyciel był Królem łagodnym i pokornym, który zrezygnował z przemocy i potępiania. Właśnie taka postawa jest lekarstwem na złość, wrogość, brutalność. To wymaga – wbrew powierzchownemu myśleniu – aktywności i wysiłku, a nie rezygnacji i słabości.
 
Byli spragnieni i złaknieni sprawiedliwości, dlatego przylgnęli i postępowali według wskazań Jedynego Sprawiedliwego - Jezusa, interpretującego Dekalog, słowo Boże. Żyli według woli Ojcu, którą rozpoznawali wpatrując się w Oblicze Ukrzyżowanego i Żyjącego Pana.
 
Byli miłosierni.  Miłosierdzie to konkretny czyn, który ma kształt potrzeby bliźniego. Każdy dzień był do tego okazją. Okazywali je słowem, czynem i modlitwą.
 
Byli czystego serca. Serce to miejsce decyzji, symbol człowieka wewnętrznego. Błogosławieni, którzy mają czyste źródło życia, niezbrukaną zasadę życia, którzy przekształcają w przyjaźni z Jezusem wszelkie nieczyste, spontaniczne reakcje swojego serca - serca grzesznika.
 
Wprowadzali pokój. Pokój (Szalom) to nie tylko brak wojny, ale taka postawa, która daje każdemu możliwość rozwoju zgodnie z planem Stwórcy. Wokół takich ludzi, każdy czuł się dobrze i mógł być sobą.
 
Cierpieli prześladowania. Kiedy się żyje „na serio” Ewangelią nie jest się neutralnym. Chodzi o prześladowania wyrażające się w słowach, ale i fizyczne, łącznie z oddaniem życia, śmiercią. Kto nie stawia „nic” i „nikogo” ponad Boga wcześniej czy później spotka się z większym lub mniejszym sprzeciwem tego świata i sił ciemności.
 
Urągano im z powodu Imienia Jezusa. Dzielą los Jezusa, dlatego mają udział w Jego chwale i radości. To Jezus nie był w nich przyjęty, dlatego On ich przyjmie na wieki.    
 
Czy można iść inną drogą niż błogosławieństwa Jezusa? Można, ale spróbujmy zaprzeczyć błogosławieństwom. Jaki obraz człowieka i jego działania pozostanie? Człowiek liczący tylko na siebie, na własne siły, pozostawiający Boga i całe dzieło dokonane przez Chrystusa „na boku” lub odrzucający je. Człowiek oburzony z byle jakiego powodu, który nie interesuje się rozpoznaniem woli Boga i życiem według niej. Człowiek niemiłosierny – przechodzący obojętnie obok pobitego na drodze jak kapłan i lewita z przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Człowiek, z którego serca wychodzi wszelka nieczystość, nie dbający – z pomocą Ducha Świętego – o przemianą grzesznych reakcji spontanicznych. Człowiek niepokoju i bojący się cokolwiek stracić z powodu przyznawania się do Ewangelii. Człowiek, dla którego Imię Jezus nie jest Najwyższe. Co to za człowiek? Raczej karykatura człowieka, anty-ludzki anty-chrystusowy! Prawie niemożliwe, aby chrześcijanin świadomie miał taki plan życiowy! Być chrześcijaninem to „uczestniczyć w Nowym Przymierzu z Bogiem, to jakby płynąć pod prąd; gdy tylko przestaje się płynąć, jest się unoszonym w dół przez prąd” (o. R. Cantalamessa). „Nie myśl, że wystarczy odnowienie życia dokonane raz na zawsze, na początku; ciągle, każdego dnia, trzeba odnawiać tę samą nowość” (Orygenes).
 
Nie można więc „trochę” żyć Ewangelią tak jak nie można „trochę” kochać. Nie można „trochę” myśleć o świętości lub świętych jako  ludziach niecodziennych, rzadkich i wyjątkowych. Świętymi mamy po prostu się stawać. To jest wpisane w nasze życie i wybór Jezusa jako naszego Pana. Wątpisz w swoje siły? To dobrze, nie stanie się świętym własnymi siłami, ale mocą Boga. Pod koniec swojego życia św. Teresa od Dzieciątka Jezus pisała: „Kiedy porównuję się z wielkimi świętymi to widzę, że jest między nimi a mną wielka różnica tak jak między górami potężnymi a ziarenkiem piasku deptanym przez tłum ludzi… dla Boga nie ma nic niemożliwego, skoro z kamieni może wzbudzić potomstwo Abrahamowe to z ziarenka piasku może uczynić górę potężną, której szczyty ukryte są w chmurach”. Jeśli z Niej i z wielu innych uczynił „potężne góry”, dlaczego wątpić, że może to samo uczynić z nami.
 
o. Andrzej Prugar OFMConv