Środą Popielcową wczoraj rozpoczął się w życiu Kościoła kolejny, nowy okres roku liturgicznego - Wielki Post. Obrzędem posypania głów popiołem, liturgia Kościoła przypomina nam skąd pochodzimy i dokąd wrócimy. I już na samym początku tego okresu Bóg stawia nas wobec podwójnego wyboru: Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście (Pwt 30,15). Masz tylko dwie drogi człowieku: albo życie w szczęściu i radości, albo wszystkie nieszczęścia wiecznej śmierci - potępienie. Do ciebie należy wybór: życie, czy śmierć; szczęście, czy nieszczęście? I ty sam poniesiesz wszelkie konsekwencje tego swojego wyboru. Od ciebie, więc zależy czy dojdzie cię „błogosławieństwo”, czy też „przekleństwo”. Pan Bóg, znając nas i nasze potrzeby, radzi: Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo (Pwt 30,19b). Z tym zaś wiąże się przede wszystkim umiłowanie Boga i bliźniego. Wybór Jego dróg. Ochotne wypełnianie przykazań Jego Przymierza, które przez Mojżesza zawarł z nami na Synaju. Ale jest to także gwarancja Bożego błogosławieństwa, czyli szczęście wiecznego przebywania z Nim w niebie. A wszelkie odstępstwa, zejścia z Bożych dróg, przez hołdowanie obcym bogom, sianie nienawiści między braćmi, uleganie nieprawym pożądliwościom ciała, prowadzą do wiecznego potępienia w piekle.
Warto, więc wsłuchać się uważnie w przesłanie pochodzącego z kół mądrościowych Psalmu pierwszego. Odwołuje się on do Prawa Bożego, jako głównego drogowskazu na nasze życie. Ci, którzy je lekceważą, niczym plewa na wietrze, pójdą na zatracenie:
Szczęśliwy mąż,
który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie siada w kole szyderców,
lecz ma upodobanie w Prawie Pana,
nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą.
Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie,
a liście jego nie więdną:
co uczyni, pomyślnie wypada.
Nie tak występni, nie tak:
są oni jak plewa, którą wiatr rozmiata.
(...)
bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych,
a droga występnych zaginie
(Ps 1, 1-4.6).
W Wielki Czwartek, tuż przed swoją męką i śmiercią, ustanawia Jezus sakrament Eucharystii i kapłaństwa. Wyraźnie też dziś (w pierwszy czwartek po Popielcu) kieruje naszą uwagę w stronę krzyża, a więc w stronę śmierci. Uczniem Chrystusa staje się ten, kto Go dokładnie naśladuje, kto idzie Jego drogą. Dla Jezusa gotów pójść nawet na krzyż. Gdyż paradoksalnie dopiero wybór śmierci (TEJ ŚMIERCI) zapewnia nam życie. Przecież On sam powiedział o sobie: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie (Łk 9,22). Nie rozumieli jeszcze wtedy tych słów Apostołowie. Nadal, wielu z nas nie chce przyjąć do wiadomości ani zgodzić się z całym sensem cierpienia i śmierci. A przecież dopiero ona de facto niesie z sobą życie. Zwłaszcza, trudno jest pogodzić się z zaskakującą propozycją, złożoną w uzupełnieniu, a zaadresowaną do wszystkich, którzy Go słuchają: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Łk 9, 23).
Wypada, więc bym przemyślała bardzo dokładnie uzasadnienie tej propozycji Jezusa: Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? (Łk 9, 24-25). Może wyzbędę się dzięki temu lęku o to, co i tak jest takie kruche, nietrwałe, co przemija bezpowrotnie? Daj mi Panie Boże zrozumieć Twe słowa, bym nie zatrzymywała się w pół drogi. Abym przyjęła do serca, że wybór szczęścia wiąże się z cierpieniem i odrzuceniem przez innych, tak, jak odrzucono Twego Syna. Dodaj mi Panie łaski, abym zaufała całkowicie Twemu miłosierdziu. I światła Twego Ducha, abym potrafiła mądrze wybrać postanowienia wielkopostne, tak by doprowadziły mnie one do całkowitej metanoi. Bym nie odrzucała swego krzyża, ale z wielką radością niosła go za Twoim Synem. Amen!
Bogumiła Lech-Pallach, Gdynia
bogumila.lech@wp.pl
www.wapm.pl; www.pielgrzymka.org
***
Biblia pyta:
Mądrość ukryta i skarb niewidoczny, jakiż pożytek z obojga?
Syr 21,30
***
KSIĘGA IV, GORĄCA ZACHĘTA DO KOMUNII ŚWIĘTEJ
Rozdział X, O TYM, ŻE NIE NALEŻY OPUSZCZAĆ KOMUNII ŚWIĘTEJ Z BŁAHEGO POWODU
1. Często wracaj do źródła łaski i Bożego miłosierdzia, do źródła dobroci i czystości, abyś mógł się uleczyć ze swoich wad i pożądań i stał się dzięki temu mocniejszy i czujniejszy w walce z pokusami i podstępami szatana.
Nieprzyjaciel nasz wie dobrze, jaki owoc i lek cudowny ukryty jest w Komunii świętej, używa więc wszelkich sposobów i okazji, aby przeszkadzać i odciągać od niej wedle sił wiernych i pobożnych.
2. Dlatego niektórych bardziej dręczą szatańskie podszepty i wyobrażenia Ps 78(77),49 właśnie wtedy, kiedy przygotowują się do Komunii.
Ten duch nieprawości, jak mówi Księga Hioba, schodzi pomiędzy synów Bożych Hi 1,6; 2,1, aby siać wśród nich zło i niepokój 1 Sm 16,14, czynić ich tchórzliwymi i ociężałymi, chcąc zmniejszyć ich zapał, a nawet wydrzeć im wiarę, bo a nuż przypadkiem wyrzekną się zupełnie Komunii świętej albo będą przyjmować ja obojętnie.
Nie należy więc zważać na te chytrości i pokusy, jakkolwiek byłyby ohydne i straszne, ale wszystkie te ułudy wyobraźni obrócić przeciwko niemu.
Nędznik to godny wzgardy i szyderstwa i nie należy opuszczać Komunii świętej z powodu jego napaści i niepokoju, jaki w nas wzbudza.
3. Często tez przeszkadza nam nadmiar skrupułów, a także rodzaj leku przed spowiedzią, którą trzeba uczynić. Postępuj według rad mądrych, odłóż lęk i skrupuły, bo one są tylko zawadą do łaski i zamącają pobożny stan ducha.
Nie opuszczaj Komunii świętej z powodu jakiejś drobnej rozterki czy trudności, ale idź tym bardziej wyspowiadać się i chętnie wybacz innym wszystkie urazy. Jeśli zaś ty sam kogo obraziłeś, proś z pokorą o przebaczenie, a wtedy i Bóg chętnie ci przebaczy.
4. Na cóż zda się odkładać na później i wyrzekać się Komunii świętej? Oczyść się jak najprędzej, wypluj natychmiast truciznę, przyjmij prędko lekarstwo, a poczujesz się lepiej, niż gdybyś zwlekał jeszcze dłużej.
Jeżeli dziś z błahego powodu opuszczasz Komunię, jutro może się znaleźć powód ważniejszy, i w ten sposób na długo pozbawisz się Komunii i coraz trudniej będzie ci wrócić.
Jak najprędzej otrząśnij się z tej ociężałości i bierności, bo nic ci nie przyjdzie z tego, że będziesz dłużej wlec z sobą lęk i niepokój i z błahych powodów odcinać się od spraw Bożych. O tak, to bardzo niebezpieczne odkładać ciągle Komunię świętą, bo zwykle pociąga to za sobą ciężkie zobojętnienie.
Niestety, są ludzie tak oziębli i lekkomyślni, ze chętnie widzą odwlekanie się spowiedzi, a także ciągle pragną odkładać Komunię świętą, aby nie być zmuszonymi do większej czujności wobec siebie.
Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'
***
CZAS
Czas jako powróz wiąże ducha do natury;
Póty męczyć się musim, aż zużyjem sznury.
Adam Mickiewicz
***
Żyj poniżej swych możliwości.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'
Patroni Dnia

Bł. ks. Wincenty Frelichowski
Patron Harcerzy Polskich
Dnia 7 czerwca 1999 roku, w czasie swojej pielgrzymki do Polski, papież Jan Paweł II beatyfikował w Toruniu ks. Wincentego Frelichowskiego (1913-1945). W 2000 roku biskupi polscy, zebrani na 303 Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski, ogłosili bł. ks. Wincentego Frelichowskiego Patronem Harcerzy Polskich.
Bł. ks. Wincenty Frelichowski urodził się 22.01.1913 roku w Chełmży. W rodzinnej miejscowości upłynęły jego lata szkolne i gimnazjalne. W wieku 9 lat został ministrantem i praktycznie codziennie służył do Mszy świętej. Należał również do Sodalicji Mariańskiej. Już w latach szkolnych związał się bardzo mocno z harcerstwem, któremu do końca życia pozostał wierny. Nigdy nie palił papierosów i nie pił alkoholu. W roku 1931 wstąpił w do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. W 1937 roku został wyświęcony na kapłana. Następnie był sekretarzem ks. bp. Stanisława Wojciecha Okoniewskiego, a od 1938 roku wikariuszem parafii w Toruniu. Ludzie wręcz lgnęli do bł. ks. Frelichowskiego, bo do każdego umiał odpowiednio się zwrócić. Doświadczenie harcerskie wykorzystywał w pracy z młodzieżą: organizował biwaki, podchody, zbiórki i wycieczki. Był księdzem bliskim, nie tylko stojącym przy ołtarzu. Świadczył o Bogu całym swoim życiem. W czasie II wojny światowej ks. Wincenty przebywał najpierw w Forcie VII w Toruniu, następnie w obozach: Gdańsku-Nowym Porcie, Sztutowie-Stutthof, Wsi Granicznej-Grenzdorf, Oranienburgu-Sachsenhausen i Dachau. W każdym z tych miejsc potrafił pomagać uwięzionym, upadającym na duchu: spowiadał, odprawiał Mszę święte. Był dla wszystkich ojcem duchownym, opiekował się młodzieżą obozową i organizował pomoc dla wycieńczonych z głodu. Zmarł na tyfus podczas epidemii w obozie. Po jego smierci więźniowie poprosili o możliwość oddania publicznej czci jego zwłokom. Władze obozowe wyraziły na to zgodę. Była to wielka manifestacja wiary i hołd złożony ks. Frelichowskiemu. Współwięźniowie byli przekonani od samego początku o świętości ks. Wincentego.
***
również 23 lutego:

Św. Polikarp
biskup i męczennik
Św. Polikarp, uczeń świętego Jana Apostoła i biskupa Smyrny, jest jedną z najczcigodniejszych postaci chrześcijańskiej starożytności. Był w Rzymie u papieża Aniceta dla rozstrzygnięcia spornej sprawy obchodzenia Wielkanocy. Długie życie zakończył chwalebnym męczeństwem, opisanym przez chrześcijan ze Smyrny. Prokonsulowi, domagającemu się od niego zaparcia się Chrystusa, św. Polikarp odpowiedział: "Osiemdziesiąt sześć lat służę Chrystusowi, nigdy nie wyrządził mi krzywdy, jakże bym mógł bluźnić memu Królowi i Zbawcy?" Został spalony na stadionie w Smyrnie 23 lutego 155roku.
jutro: św. Etelberta