logo
Czwartek, 19 stycznia 2017 r.
imieniny:
Erwiny, Henryka, Mariusza, Wulstana  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
skrzynka intencji
__________________

 
___________________
 
 reklama
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 

 

II Niedziela Zwykła, rok A
15 stycznia 2017 r.
 
Iz 49,3.5-6; 1 Kor 1,1-3; J 1,29-34
______________________________________

Poszukiwacze dzisiaj są potrzebni

Dzisiejsza Ewangelia przybliża misję Jana Chrzciciela. Oto człowiek, którego Bóg powołuje do odnowy moralnej Narodu Wybranego i przygotowania go na przyjście Mesjasza. Jan pojawia się jako asceta o wysokich wymaganiach, które stawia najpierw sobie. Przebywa na pustyni; ma ubogie odzienie i bardzo skromny pokarm. Wielkość Jana brała się stąd, że nie był on jak trzcina chwiejąca się na wietrze. Zanim oddał swoje życie jako świadek prawdy, potrafił wskazać swoim uczniom i narodowi Mesjasza: „Oto Branek Boży, który gładzi grzech świata”. On jest Synem Bożym dlatego Jan, nie jest godzien rozwiązać rzemyka u Jego sandałów (J 1,27).
 
Pierwsza myśl z tej Ewangelii nakierowuje nas na Jana, który w całym swoim życiu i z całego serca czekał na Mesjasza. On był bardzo nastawiony i zainteresowany Mesjaszem. W tej postawie Jana ukazuje się sylwetka poszukiwacza. Jezusa mogą spotkać i rozpoznać tylko te osoby, w których pragnienie spotkania Jezusa jest wielkie i wiedzą, po co tyle wysiłku wkładają w spotkanie z Poszukiwanym. Człowiek wierzący nie może traktować swojej wiary i spotkań z Bogiem, jako jednej z mało istotnej czynności, jako coś mało znaczącego.
 
Dzisiaj widać, jak ludzie mieniący się wierzącymi, zajmują się tysiącami bardziej sobie bliskich spraw jak: własna kariera, pieniądz, szukanie przyjemnego życia dla siebie i swoich najbliższych, przyjaźnie które są interesowne itd., a Jezus pozostaje, jakby przy okazji. Takiej postawy w swoim życiu wobec Jezusa absolutnie nie miał Jan Chrzciciel.
 
Tylko postawa poszukiwacza Tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem może stać się wartością najważniejszą i wymierną w całym ludzkim życiu. Gorliwość w poszukiwaniu Jezusa powoduje, że jesteśmy w stanie iść samotnie i stromą ścieżką na przekór powszechnie panującej modzie i stylowi życia, w którym nie ma nastawienie na Jezusa.
 
Nieustannie powinniśmy bronić i chronić w sobie postawy poszukiwacza, która cechowała Jana Chrzciciela. A niesprzyjające warunki i trudne czasy powinny sprzyjać, że to poszukiwanie tylko i wyłącznie będzie w nas rosło.
 
Również z dzisiejszej Ewangelii, ze świadectwa Jana, dowiadujemy się, że poszukiwany Baranek gładzi grzech świata. Czyli ten Baranek Boży gładzi moje największe i najcięższe grzechy.
 
Zastanawiamy się czasami, dlaczego wracają do nas wstrętne grzechy, poniżające nas, mimo że wyznaliśmy je szczerze w Sakramencie Pojednania? Najprawdopodobniej dlatego, że nie znosimy czyichś grzechów. Jeśli my nie znosimy – czyli nie gładzimy czyichś grzechów, a to nie jest tym samy co przyzwolenie i obojętność na grzech - to jak możemy wymagać, żeby Jezus znosił nasze grzechy? Jeśli dobrze przeżyjemy, że Jezus znosi moje, to my potrafili znieść czyjeś – bo Jezus, znosząc nas jako grzeszników, gładzi nasze grzechy. Podobnie i my, gdy umiejętnie znosimy inne osoby jako grzeszników, przyczyniamy się do tego, że grzech nad nimi nie ma już takiej siły oddziaływania. Kiedy w swoim życiu szybkim głosem osądzamy swoich bliskich, to dzieją się w nas rzeczy niepokojące. Wówczas nasze stare grzechy mogą powrócić – twoje nałogi, twoje nieczyste sprawki, twoje uzależnienia. Im bardziej skupieni jesteśmy na swoich grzechach, tym mniej interesują nas i umiejętnie podchodzimy do grzechów innych ludzi, a tym więcej mamy mocy do ich znoszenia. Tylko, że łatwo zapominamy, iż jesteśmy pokoleniem wiarołomnym, dlatego osądzamy, przypisujemy winy, których jedynie się domyślamy, nie ma w nas współczucia i nie znosimy się nawzajem. Tymczasem lepiej być karconym i osądzanym, niż osądzającym i karcącym. Bo nawet gdy ktoś niesprawiedliwie nas osądzi i skarci – jeśli to potrafimy znosić i przebaczać – czeka nas nagroda nie tylko w postaci zdobytej cnoty cierpliwości i nabycia siły znoszenia czyichś osądów ale i umiejętność doświadczenia Bożego miłosierdzia i obdarzanie tym miłosierdziem, kogoś kto bardzo tego miłosierdzia również potrzebuje.
 
Dzięki tak własnemu przeżywanemu przebaczeniu i obdarzaniem owocami takiego przebaczenia innych rośnie w nas jeszcze bardziej postawa poszukiwaczy Jezusa. Czyli kto prawdziwie szuka Boga nigdy w tym poszukiwaniu nie ustaje. Poszukiwacz to ktoś, kto po znalezieniu zaczyna szukać na nowo.
 
Leszek Skaliński SDS
 
 
Inne homilie na tę niedziele
__________________________________________________________________________________________
Propozycje kazań można wysyłać na adres: redakcja@katolik.pl


Patron Dnia



św. Józef Sebastian Pelczar
 
biskup


Święty Józef Sebastian Pelczar urodził się 17.01.1842 r. w Korczynie k. Krosna. Wychowany w atmosferze religijnej, wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu i 17.07.1864 r. przyjął święcenia kapłańskie. Po studiach odbytych w Rzymie był wykładowcą teologii pastoralnej i prawa kościelnego w Seminarium, a w latach 1877-1899 profesorem i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. W trosce o najbardziej potrzebujących oraz o rozszerzenie Królestwa Serca Bożego w świecie założył w 1894 r. Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Był gorącym czcicielem Najświętszego Sakramentu, Serca Jezusowego i Matki Bożej, czemu dał wyraz w bogatej pracy pisarskiej i kaznodziejskiej.

W 1899 r. został biskupem pomocniczym, a w 1900 r. ordynariuszem diecezji przemyskiej. Jako gorliwy arcypasterz dbał o świętość diecezji. Był mężem modlitwy, z której czerpał natchnienie i moc do pracy apostolskiej. Ubodzy i chorzy byli zawsze przedmiotem jego szczególnej troski. Po pracowitym życiu zmarł w opinii świętości 28.03.1924 r. w Przemyślu.

Papież Jan Paweł II w dniu 2 czerwca 1991 r. w Rzeszowie wyniósł Go do chwały błogosławionych, a 18 maja 2003 r. w Rzymie zaliczył Go w poczet Świętych. .

jutro: św. Sebastiana

wczoraj
dziś
jutro