logo
Wtorek, 04 października 2022 r.
imieniny:
Franciszka, Edwina, Rosławy, Rozalii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Redakcja "Listu"
Kościół, który nie boi sie kobiet
List
 


Redakcja LISTU rozmawia z o. Mirosławem Pilśniakiem, dominikaninem, duszpasterzem rodzin i o. Jackiem Prusakiem, jezuitą, psychoterapeutą
 
Dużo mówi się ostatnio o roli kobiet w społeczeństwie, dyskusja ta przenika również do środowisk kościelnych. Coraz częściej pada pytanie: „Jakie jest miejsce kobiety w Kościele? Czy zawsze było tak, że to mężczyźni decydowali, jak wygląda Kościół?". Niektórzy teolodzy zauważają, że Jezus miał zupełnie inne podejście do kobiet, niż nakazywały to zwyczaje i kultura, w której przyszło Mu żyć. Może więc w dyskusji na temat miejsca kobiety w Kościele warto wrócić do samych początków chrześcijaństwa i zapytać, jak Jezus traktował kobiety?
 
o. Jacek Prusak SJ: Rzeczywiście traktował je inaczej niż przewidywały żydowskie przepisy. W tamtych czasach mężczyźnie nie wolno było rozmawiać z kobietą w miejscu publicznym, dokładnie określano, gdzie kobiety mająstać w synagodze, w jaki sposób uczestniczyć w liturgii - a właściwie nie uczestniczyć, i czego nie robić. Nie mogły składać zeznań w sądach rabinicznych, ponieważ w oczach mężczyzn nie były wiarygodnymi świadkami. Mimo to dla uczniów Jezusa pierwszym i to wiarygodnym świadkiem Jego zmartwychwstania była Maria Magdalena. Apostołowie uwierzyli, że mówi prawdę, bo dzięki Chrystusowi ich postrzeganie kobiet już się zmieniło.
Chrystus przekraczał żydowskie nakazy czystości - nie bał się rozmawiać z kobietami (np. z kobietą cierpiącą na krwotok czy Samarytanką), pozwalał im siadać u swoich stóp.
 
A czy umywał im nogi, jak Apostołom?
 
o. Jacek: Pozwolił, by to kobieta obmyła Jemu stopy, a to znaczyło dużo więcej...
 
A uczestniczyły one w Ostatniej Wieczerzy?
 
o. Jacek: Tego nie wiemy. Ostatnia Wieczerza odbyła się w domu przyjaciół Jezusa, można więc przypuszczać, że uczestniczyło w niej więcej osób. Wydaje nam się, że był tylko Jezus, Dwunastu Apostołów i nikt więcej, ale to chyba uproszczenie.
 
Możliwe nawet, że po śmierci Chrystusa kobiety były w gronie apostołów. Dziś duże zainteresowanie wśród egzegetów budzi fragment Listu do Rzymian, w którym św. Paweł pozdrawia Andronika i Juniasa, którzy wyróżniają się między apostołami (por. Rz 16,7). Jak pisze teolog, ks. Alfons Skowronek1, niektóre przekłady Nowego Testamentu wspominają nie o Androniku i Junasie, ale o An-droniku i Junii - małżeństwie. To by oznaczało, że kobieta (zamężna) była apostołką i że w Kościele starożytnym nikogo to nie gorszyło.
 
Kobiety towarzyszyły Jezusowi, a po Jego śmierci Apostołom, wspomagały ich materialnie i - jak czytamy w Piśmie Świętym (por. Rz 16, 1) - usługiwały im. Niestety ta służba rozumiana jest dziś często w bardzo ograniczony sposób - jako pomoc przy stole. Jezus trochę inaczej pojmował słowo „służba". Przecież kiedy mówił, że przyszedł na świat, aby służyć (por. Mk 10,45), to nie miał chyba na myśli mycia naczyń.
 
Kiedy zmieniło się podejście do kobiet?
 
o. Jacek: Zaczęło się zmieniać zaraz po śmierci Jezusa. Można to zaobserwować np. w listach św. Pawła. Możemy w nich dostrzec dwa obrazy kobiety. Pierwszy w Liście do Galatów, w którym powiedziane jest, że nie ma już Żyda ani poganina, (...) nie ma już mężczyzny ani kobiety (Ga 3, 28). Wszyscy są równi w Chrystusie, a tym, co włącza w Kościół, jest chrzest. Status społeczny, ekonomiczny, nawet płeć, nie mają większego znaczenia.
 
Ale u św. Pawła spotykamy także inny obraz kobiety. W Liście do Koryntian czytamy: Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć, nie dozwala im się bowiem mówić, lecz mają być poddane (1 Kor 14, 34). Fragment ten podaje się często jako przykład antykobiecego nastawienia św. Pawła. Polska teolożka Elżbieta Adamiak zaznacza, że ten nakaz i jemu podobne (por. 1 Tm 2,11-12) należy rozumieć jako polecenia, których wypowiadanie ma sens jedynie wtedy, gdy praktyka im przeczy. Zapewne w gminach, do których kierowano te wezwania, kobiety nie milczały, lecz przemawiały na zgromadzeniach2, a św. Paweł był temu przeciwny, bo wynikły z tego jakieś trudności w gminie.
 
o. Mirosław Pilśniak OP: Upomnienia św. Pawła w stosunku do kobiet miały głębszy sens. Trzeba pamiętać, że nauka Jezusa była rewolucyjna jak na tamte czasy i prowokowała do nie mniej rewolucyjnych zachowań we wspólnocie. Znakiem tych nowych czasów było na przykład zrzucanie przez kobiety welonów, którymi - według zwyczaju żydowskiego - miały mieć nakryte głowy. Rezygnacji z welonów towarzyszyło następujące myślenie: „Jezus wszystko zmienił, nie ma mężczyzny i kobiety, wszyscy są równi, więc zdejmijmy welony, nie są nam potrzebne". Św. Paweł przypomina wówczas, że Ewangelia dotyczy czegoś więcej. Nie chciał, by ludzie zatrzymali się na zewnętrznych znakach. W tym konkretnym przypadku równość kobiety i mężczyzny ma wyrażać się nie tyle w zewnętrznych gestach czy w noszonym stroju, ile w świadomości odkupienia przez Chrystusa. Chodzi o to, żeby sięgać głębiej.
 
o. Jacek: „Welony" zniknęły, ale wydaje się, że jednak nie sięgnęliśmy głębiej – zatrzymujemy się na zewnętrznych znakach, a w mentalności niewiele się zmieniło...
 
o. Mirosław: To musi trochę trwać. W świecie judaizmu kobiety miały niewiele do powiedzenia. Chrześcijaństwo zaczęło zmieniać patriarchalny sposób myślenia, ale zmiana nie nastąpiła od razu. Musiało minąć dużo czasu, zanim Kościół doszedł do takiego rozumienia człowieka, które pozwala na nowo odczytywać Ewangelię. Ciągle dochodzimy do jakiejś prawdy, którą Bóg chciał nam przekazać. A że jesteśmy uwikłani w przeróżne schematy kulturowe - przyjmujemy ją powoli.
 
o. Jacek: Podam pewien przykład. Gdy studiowałem w USA, do pewnego domu rekolekcyjnego przyjechało dwóch polskich księży. Homilię podczas Eucharystii miała wygłosić obecna tam siostra zakonna. Polscy księża zaprotestowali, bo według prawa kościelnego głoszenie kazania zarezerwowane jest tylko dla księdza - głównego celebransa.
 
o. Mirosław: I mieli rację. Warto wyjaśnić, że w tym prawie nie chodzi o jakiś dekret czysto dyscyplinarny, który ma kogoś dyskryminować, ale o coś głębszego. Zasada, że kazanie mówi główny celebrans odnosi się do tego, że tym, który nam głosi słowo Boże jest Chrystus - a celebrans ma Go uosabiać.
 
o. Jacek: Ale to, że ja, jako kapłan mogę podczas Eucharystii działać in persona Christi nie znaczy, że tylko męska część ludzkości reprezentuje Chrystusa. Kobiety przecież też mogą mówić w Jego imieniu - tyle że nie podczas Mszy św.
 
A więc jednak płeć ma decydujące znaczenie...
 
o. Jacek: Bóg musiał się wcielić w jakąś płeć. Dlaczego wybrał mężczyznę? Nie wiemy. Ten argument, że Chrystus był mężczyzną, bywa używany przeciwko kapłaństwu kobiet - i tylko tego może dotyczyć (jeśli jest rozstrzygający, co wcale nie jest takie oczywiste). Problem powstaje się wtedy, gdy płeć zaczyna mieć decydujące znaczenie również w innych kwestiach. Jeżeli zamyka się kobietom drogę nie tylko do kapłaństwa, ale również do innego zaangażowania w liturgię, to jest to już nieporozumienie.
 
Z badań wynika, że mężczyźni w sposób naturalny „boją" się kobiet. Nie ma kultury, która nie bałaby się kobiet. Mężczyźni nie zawsze wiedzą, w jaki sposób się zachować w ich towarzystwie. Nie jest jednak dobrze, gdy te naturalne lęki próbujemy racjonalizować i uzasadniać np. w teologiczny sposób. Wydaje mi się, że my, księża, mamy takie skłonności - trudno nam się przyznać do lęku, za to łatwo przyznajemy się do władzy, która daje poczucie bezpieczeństwa. Mówimy więc: „Reprezentujemy Chrystusa - mamy władzę...".
 
o. Mirosław: Tylko mówimy o tym bardziej pokornie: „Chrystus nam powierzył taką odpowiedzialność, żeby nieść ten ciężar...".
 
Rzeczywiście w dyskusji na temat kapłaństwa kobiet przytacza się dziś często twierdzenie, że ponieważ Chrystus był mężczyzną, dlatego kapłan też musi być mężczyzną, aby Go przypominał pod każdym względem. A przecież teologia kapłaństwa nie opiera się wyłącznie na przesłankach naturalnych, ale przede wszystkim na tym, że Jezus wybrał na swoich następców właśnie mężczyzn. Natomiast kobieta swoją osobą i misją, którą realizuje, bardziej przypomina Kościół jako Oblubienicę Chrystusa, bardziej niż mężczyzna uosabia posługę Kościoła wobec świata i otwarcie na Boga. Kobieta wyraźniej niż mężczyzna pełni zadanie chrześcijan określane przez Sobór jako kapłaństwo królewskie. Jej „królowanie z Chrystusem" to przetwarzanie świata w duchu Bożym, które dokonuje się niezależnie od posługi księży, czyli kapłaństwa służebnego. Mówi się niekiedy, że to kapłaństwo służebne sprawowane przez księży jest, siłą rzeczy, uwikłane w sprawowanie władzy, która nigdy na ziemi nie jest moralnie czysta. Kobieta nie powinna w tym uwikłaniu uczestniczyć. Przyznam, że podobna argumentacja, że kobieta stworzona jest do rzeczy większych, niż mężczyzna do niedawna wydawała mi się wystarczająca. Jednak jakiś czas temu odkryłem nieco podobny kazus, który dotyczył nieprzyznawania kobietom praw wyborczych w XIX w. w Anglii. Motywowano to w taki sposób, że ponieważ polityka jest tak brudną sprawą, to czystej i delikatnej kobiecie należy za wszelką cenę oszczędzić tego szamba. Niestety w niektórych debatach argumentacja na rzecz pozostawienia kapłaństwa hierarchicznego mężczyznom jest podobna do tej angielskiej. Należy więc szukać dalej, ale też zaufać Tradycji i otworzyć się na sugestie Kościoła, podkreślające, że kobieta ma jakąś inną rolę do spełnienia niż posługę kapłaństwa hierarchicznego. Jaką? O to powinniśmy wciąż pytać Chrystusa. Ale powinniśmy unikać argumentacji, które prowadzą do powstawania kolejnych stereotypów.
 
C.S. Lewis w swojej książce „Bóg na ławie oskarżonych" pisze, że jeżeli jest tak, iż za czasów Jezusa i Apostołów nic nie stało na przeszkodzie, by kobiety były kapłanami, a jednak tej posługi nie pełniły, to jest w tym jakaś wola Boża, którą należy respektować. Tym bardziej że Maryja była w gronie Apostołów i nie przyjęła lub nie otrzymała funkcji kapłańskiej, choć była do tego najlepiej przygotowana. To jest argument z Tradycji, odwołujący się do przekonania, że lepiej trzymać się tego, co otrzymaliśmy od Apostołów, aby się nie pogubić. o. Jacek: Przykład Maryi wydaje mi się niewłaściwy. W początkach chrześcijaństwa nie nadawano jej takiego znaczenia, jakie my nadajemy jej dziś np. przez dogmaty maryjne. Kult Maryi w pierwszych czterech wiekach nie był tak silny. Dopiero we wczesnym średniowieczu zaczęła odgrywać coraz większą rolę, podkreślano ideał dziewictwa, czystości, celibatu... I utrwaliło się, że Maryja jest wzorem kobiecości, a najlepszy stan życia to dziewictwo.
 
A czy mamy pewność, że w czasach Apostołów żadna kobieta nie sprawowała kapłańskich funkcji?
 
o. Jacek: Prawdą jest, że Jezus takich funkcji bezpośrednio im nie powierzył. Jednak w świetle Nowego Testamentu nie jest takie oczywiste, że nie chciał, by kobiety kiedyś były święcone. Tego po prostu nie wiemy. Wiemy natomiast, że w Kościele pierwotnym były diakonisy - historycy wciąż zastanawiają się, jakie pełniły funkcje. Przywrócenie diakonatu kobiet nie jest problemem w żadnym Kościele chrześcijańskim. Nie ma przeszkód doktrynalnych ani u protestantów, ani w prawosławiu, ani w Kościele katolickim. Kwestia prezbitera-tu jest już dużo poważniejsza. W Credo nie ma nic na ten temat, więc może Jezus zostawił tę kwestię do rozstrzygnięcia - w taki czy inny sposób - Kościołowi.
 
Co Ojciec przez to rozumie?
 
o. Jacek: Sytuacja może być analogiczna do sprawy niewolnictwa. Czy św. Paweł zniósł niewolnictwo? Nie! On tylko do tego zachęcał, pisząc, że w Chrystusie „nie ma niewolnika" (por. Ga 3, 28).
 
Dopiero w XVI w. Bartolomeo de las Casas, dominikanin, ostatecznie powiedział, że tak dalej być nie może, bo Bóg nie stawia ludzi w relacji pan-nie-wolnik. Niestety, zanim to dotarło do powszechnej świadomości ludzi upłynęło, jeszcze dużo czasu.
 
Skoro kobiety nie mogą być kapłanami i może nigdy nie będą, to w jaki sposób mogłyby się bardziej angażować w życie Kościoła?
 
o. Jacek: Ale my, paradoksalnie, mamy Kościół kobiet. Nawet jeśli będziemy wierni przekonaniu, że kobiety nie mogą być święcone, to i tak w wo-lontariacie czy w większości wspólnot kościelnych obecne będą przede wszystkim one. Z jednej strony mówi się, że nie mają nic do powiedzenia, z drugiej jednak widać, że angażują się w życie Kościoła bardziej niż mężczyźni. W związku z tym nasze duszpasterstwa są przeznaczone głównie dla kobiet - mają coś, co bym nazwał „duchowością kobiety".
 
o. Mirosław: Rzeczywiście. Badania pokazują, że to, co wiele kobiet - zwłaszcza samotnych - wnosi we wspólnotę, to ich pragnienie domu. Dzięki temu duszpasterstwa stają się zewnętrznymi ogniskami rodzinnymi. To odpowiada kobietom, które coraz liczniej przychodzą - i koło się zamyka. Dlatego mężczyźnie, który zazwyczaj oczekuje czegoś innego, trudniej się odnaleźć w takiej wspólnocie.
Wynika z tego, że należałoby raczej zapytać o miejsce mężczyzn, a nie kobiet w Kościele, bo one doskonale się w nim odnajdują.
 
o. Jacek: Tylko pozornie tak to wygląda. Nawet jeżeli kobiety dostaną klucze do salki i poprowadzą duszpasterstwo, to i tak ostatecznie ksiądz powie im, co wolno, a czego nie. Dopóki kobiety nie będą miały realnego wpływu na decyzje, problem pozostaje. I znowu nie chodzi tutaj o kapłaństwo kobiet. Przecież już teraz Prawo Kanoniczne zezwala im sprawować różne funkcje. Mogą brać udział w soborze powszechnym (kan. 339, § 2) i synodzie (kan. 463, § 2), mogą być członkami rad duszpasterskich diecezji (kan. 512) i parafii (kan. 536, § 1). Ponadto mogąsprawować funkcje administracyjne i ekonomiczne. Nie ma też przeszkód, by kobiety były na przykład na stanowiskach doradczych. Do tego nie trzeba święceń.
 
o. Mirosław: Ale czy naprawdę chodzi o to, żeby kobiety miały władzę, taką jaką mają teraz księża? Pan Jezus wyraźnie mówi, że kapłaństwo ma być przede wszystkim służbą(por. Mt 20, 24-28). Niestety my, mężczyźni, często o tym zapominamy. Ksiądz ma pomagać ludziom w dojściu do Chrystusa, w odnajdowaniu Boga. Trzeba więc raczej zapytać o to, w jaki sposób księża, którzy są mężczyznami (i wierzę, że to się nie zmieni), mogąsprawować władzę, aby była ona rozumiana inaczej - jako służba. To jest pytanie o miejsce księdza we wspólnocie, a nie kobiety w rządzeniu Kościołem.
 
o. Jacek: Wciąż jest w nas obecne myślenie o Kościele jako o towarzystwie mężczyzn. W Mszale - oficjalnej księdze liturgicznej Kościoła, można znaleźć piękną, piątą Modlitwę Eucharystyczną, która mówi o wzajemnej trosce i pomocy ludzi, o tym, że wspieramy się nawzajem w drodze do zbawienia. Gdy odprawiam Mszę, lubię korzystać z tej modlitwy. Staję przed Ludem Bożym i czytam: „Uczyń nas otwartymi i pełnymi gotowości wobec braci, których spotkamy na naszej drodze, abyśmy mogli dzielić ich bóle i strapienia, radości i nadzieje oraz postępować razem na drodze zbawienia".
 
Słowa piękne, przesłanie piękne, tylko gdzie w tej modlitwie są kobiety? Skoro Biblia głosi, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, to gdzie wezwanie za siostry? Kościół każe mi wykonywać gimnastykę intelektualną, kiedy mówię bracia, a patrzę na kobiety. A co stoi na przeszkodzie, żeby dodać to jedno słowo? Ja je zawsze dodaję. To przecież nie jest Pismo Święte. Jeżeli w tak prostej sprawie nie można uwzględnić obecności kobiet, to mówienie o jakimkolwiek ich wpływie na decyzje hierarchii jest utopią.
 
o. Mirosław: Dla mnie problem „miejsca kobiety w Kościele" w dużej mierze jest to pytaniem o miejsce kobiety w małżeństwie, w tej najmniejszej wspólnocie kościelnej, którą jest rodzina. Oczywiście pozostaje kwestia tego, czy parafia potrafi stworzyć taką przestrzeń, w której będą możliwe realne więzi wspólnotowe między rodzinami i osobami samotnymi, których przecież też w Kościele nie brakuje.
 
o. Jacek: Moim zdaniem pytanie o Kościół dotyczy nie tyle kobiet, ile w ogóle świeckich. To jest problem ich zaangażowania i możliwości uczestniczenia w życiu Kościoła również na poziomie administracyjnym i doradczym. Należałoby więc inaczej na nich spojrzeć a nie stanie się to jeśli będziemy mieli obraz kapłaństwa opartego na władzy. My, księża, musimy w końcu przestać chować się z naszymi wymówkami za Pana Boga i zobaczyć, czego On od nas tak naprawdę oczekuje. Kościół pozostanie także Kościołem świeckich, tylko wtedy księża mają jakąś misję do spełnienia.
 
Rozmawiała Redakcja LISTU
List 5/2007