logo
Piątek, 19 grudnia 2014
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: asia (---.bos.east.verizon.net)
Data:   2009-01-18 19:29

Jakis czas temu postanowilam ze codziennie bede odmawiac rozaniec. Udalo mi sie wytrwac kilka miesiecy. Odmawialam jak potrafilam. Z calej sily probowalam skupiac sie na slowach ale niestety w myslach bylam gdzies indziej. W czasie modlitwy przylapywalam sie na rozmyslaniu o moich problemach, ludziach, zyciu. W koncu doszlam do wniosku ze odklepywanie formulek do niczego nie prowadzi. Nie potrafie skupic sie na modlitwie. Zawsze mialam problemy w szkole. Nie moglam skoncentrowac sie nad tym co mowil nauczyciel. W glowie mam chaos. W czasie Mszy Swietej jestem myslami daleko. Czy taka modlitwa ma sens?
Bywa ze czasem odmawiam modlitwe Sw. Faustyny. Wydaje mi sie ze ofiarowanie Ciala, Krwi i Bostwa Jezusa jest tak wielka ofiara, ze nie jestem godna aby ja ofiarowac. Zawsze skladamy z czegos ofiare. Tylko ze ta jest najwieksa jaka mozemy zlozyc. Czy moge ta modlitwe odmawiac codziennie. Czy jestem godna aby zwracac sie do Boga z taka ofiara?

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: 38 na karku (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2009-01-18 20:21

Oczywiście.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Krystyna (---.ssp.dialog.net.pl)
Data:   2009-01-18 20:26

Kiedyś również zniechęcały mnie do modlitwy różańcowej rozproszenia, jakie się na niej pojawiały, ale wpadłam na pewien pomysł. Postanowiłam, że właśnie modlitwą swoją będę obejmować również te osoby, sytuacje, które pojawią się w moich myślach jako "nieproszeni goście". I tak już pozostało. Nie zniechęcaj się. :)

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Jakub (---.nat.rsk.pl)
Data:   2009-01-18 20:26

Ma sens - jesli ciągle próbujesz abyś była bardziej skupiona na modlitwie.
Każdy doswiadcza jakichs rozproszeń na modlitwie - jest to związane z naszą ludzką kondycją. Moim zdaniem ważne jest - aby gdy tylko zorientujemy sie podczas modlitwy, że mysli nam gdzieś uciekaja - stale powracac myslami do słów modlitwy. Taka modlitwa moze byc pewna walką i zmaganiem - przez co może byc bardziej zasługująca i wartościowa przed Bogiem.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: mbb (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2009-01-18 20:48

Anzelm Grün kiedyś napisał, że modlitwa nie musi być pobożna ale szczera. Dla mnie to oznacza, że jeśli szczerze staję przed Bogiem to nawet modlitwa pełna rozproszeń ma sens.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Lila (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2009-01-18 20:51

Kazda modlitwa ma sens. Zle jest, gdy nie modlimy sie wcale. Kazdy z nas czuje czasem rozproszenie na modlitwie chociaz sie stara. Jezeli modlisz sie jak najlepiej potrafisz w danej chwili i starasz sie, to nie musisz miec wyrzutow sumienia.
Kazdy z nas jest godny, by modlic sie Koronka do Milosierdzia Bozego, bo jestesmy ukochanymi dziecmi Boga. Sam Pan Jezus kazal nam poprzez sw. Faustyne modlic sie tymi slowami do Boga, by wypraszac laski przez Jego meke.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Ela (---.kolornet.pl)
Data:   2009-01-18 21:38

Asiu dziekuję Ci za to pytanie, bo miałam podobny problem, a te wypowiedzi już mi to rozjaśniły; spodobał mi się tez pomysł Krystyny.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Ulka (---.toya.net.pl)
Data:   2009-01-18 23:20

Ktoś powiedział: rozproszyłeś się na modlitwie 50 razy? Świetnie - co najmniej 49 razy wybrałeś Boga, wróciłeś do Niego :)
Kilka refleksji na ten temat:
Jeśli coś przychodzi łatwo - czy ma taką wartość, jak coś, co sprawia nam trudności? Istnieje ryzyko, ze zaczniemy to lekceważyć. Jesteśmy słabi - dlatego nasza modlitwa jest, jaka jest. Najważniejsze - że jest. O tę modlitwę, o Twoją obecność przed Bogiem toczy się walka - czy wytrwam, czy będę w relacji z Bogiem.
Jest to też element Bożego wychowywania nas - w trudzie uczymy się, ćwiczymy. Wyobraź sobie sportowca, któremu wszystko przychodzi bez problemu. Zapewne wcześniej czy później zaprzestanie treningu. Jeśli jednak trenuje - nie jest to wcale łatwe, prawda?
A Panu Bogu nie chodzi o to, zeby nasza modlitwa była piękna, ładna, wycackana - chodzi Mu o to, byśmy z Nim byli. A im większa nam to trudność sprawia, im więcej się nawalczymy by wytrwać - tym chyba więcej to warte. Bo to znaczy, ze nam więcej zależy na Nim.
A na różańcu - nie skupiaj się tyle na słowach, co na tajemnicach. Różaniec nie jest modlitwą słowną, lecz kontemplacyjną.
Modlitwa musi też dotyczyć naszego życia - inaczej będzie abstrakcją. Cóż po pobożnym rozmyślaniu o przymiotach Boga, jeśli nie przemienia to życia? Cóż po uniesieniach i wzruszeniach, jeśli nie ma wcielenia w życie?
Rozproszenia mówią nam tez o tym, czym tak naprawdę żyjemy. Co w nas jest silnie zakorzenione - a to wszystko możemy Bogu przynosić.
I jeszcze jedno zasłyszane - jeśli na modlitwie masz rozproszenia - uczyć je przedmiotem modlitwy. :)

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Róża (---.gprs.plus.pl)
Data:   2009-01-19 23:00

Codziennie odmawiam różaniec. B. często udaje mi się zmówić nawet 5 dziesiątek. Kiedyś chciałam się modlić na różańcu, ale zazwyczaj jego odmawianie zaczynałam dopiero wieczorem, kiedy byłam zmęczona i perspektywa odmówienia 5 dziesiątek nużyła mnie. Poza tym, odmówienie 5 tajemnic zajmuje mi prawie godzinę. Ponieważ chciałam być w kontakcie z Bogiem, a różaniec wydaje mi się najprostszą modlitwą i niezwykłą zarazem, wpadłam na bardzo dobry pomysł odmawiania go w każdej wolnej chwili. W rezultacie wypełniam tą modlitwą cały dzień. A to odmawiam 10 na porannym spacerze z psem, a to w drodze na uczelnię, a dzisiaj nawet przy zmywaniu garów. W takich sytuacjach oczywiście nie sposób się nie rozproszyć. Ale nawet gdy odmawiam Pozdrowienie Anielskie, a myśl ucieknie w inną stronę, to i tak trzymam się Maryi, mimo, że akurat na chwilę odwróciłam wzrok. I właściwie jestem przekonana, że taka modlitwa ma sens, bo Bóg nas przenika i zna i przenika nas nawet w rozproszeniach i każdą taką chwilę można Mu ofiarować. Na pewno lepsza modlitwa z rozproszeniami niż jej brak.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: MarcinW (---.abc.com.pl)
Data:   2009-01-20 08:04

Pokój Tobie
Rozproszenia nie są powodem, by zaprzestać modlitwy.
Bóg stworzył nas osobami psychofizycznymi, więc odczuwamy zmęczenie, wpływa na nas pogoda, w końcu towarzyszą nam rózne emocje na które nie mamy wpływu. Nie jesteśmy aniołami i nie mamy tu na ziemi możliwości nieustannej modlitwy. Ty masz stanąć przed Bogiem w modlitwie taka jaka teraz jesteś czyli np. z rozproszeniami, trudnościami, problemami, a nie wymyślać jak Twoja modlitwa ma wyglądąć by Bóg był zadowolony. Piszesz o "klepaniu formułek", ja zazwyczaj słowo "klepanie" zastępuję słowem "kołatanie", a kołatać do drzwi można też będąc rozproszonym, a przecież Jezus powiedział "kołaczcie, a bedzie wam otworzone". Poza tym jak widzisz w styuacjach naprawdę trudnych, np. stresie właśnie "klepanie formułek" jest jedyną możliwością zwrócenia się w modlitwie do Boga. Więc sens ma.
Dziś rozważałem słowa modlitwy Koronki i doszedłem do takiego wniosku: skoro Jezus mówi, że ta modlitwa może być (i jest) ratunkiem dla grzesznika to zobacz jak wielką moc "przekonania" Boga ma powołanie się na Mekę Jego Syna. Dalej, skoro same słowa powołania się na Mekę Jezusa mają taki wpływ na Boga, to o ile bardziej ma udział w Eucharystii, gdzie nie tylko mówimy, ale też i uczestniczymy w Męce i Zmartwychwstaniu Pana. Największa Ofiara już została złożona i jest składana po koniec czasów tak jak w modlitwie Eucharystycznej podczas Mszy "ofiarujemy Tobie Chleb Życia i Kielich Zbawienia"
A jak wiesz Eucharystia jest sprawowana codziennie.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Niki (---.dip.t-dialin.net)
Data:   2009-01-20 22:42

Odmawiam Nowenne Pompejanska, juz trzecia z kolei. Czesto sie rozpraszam, pomaga mi spacerowanie z rozancem i modlitwa po mieszkaniu, a jak mysli uciekaja, to prosze Maryje o wsparcie i pomoc i Ona mi pomaga w pozbieraniu spowrotem niesfornych mysli i skierowaniu ich do Niej, do Jezusa.
A czasem wsrod tych mysli i obrazow, ktore w czasie odmawiania modlitwy przychodza mi do glowy, odnajduje pewne wskazowki i rady, jak gdyby przeznaczone specjalnie dla mnie, przeciez modlitwa - to ROZMOWA, a nie moj monolog, Bog odpowiada, trzeba sie tylko nauczyc odrozniac JEGO slowa w natloku wlasnych mysli.
Polecam dwa artykuly na ten temat:
http://adonai.pl/modlitwy/?id=208
http://adonai.pl/modlitwy/?id=200
Szczesc Boze.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: ag (---.centertel.pl)
Data:   2009-01-22 20:59

rozproszona calkowicie, 'nabuzowana' calym dniem i sprawami pracy, trzymam rozaniec jak kotwice, i to ze trzymam juz daje pewnosc, ze sie modle prawdziwie bo samym pragnieniem juz (a Duch sie wstawia za nami gdy nie umiemy sie modlic) klepiac formulki, mimo tysiecy mysli, bo mowie je zgodnie z intencja serca, bo rozaniec jak kabelek z pradem (moze byc taki pielgrzymkowy do tub) daje pewnosc lacznosci, przewodzi dzieki Maryi nawet jesli nie mysle o Niej w ogole mowiac Zdrowas - to wlasnie cala Maryja - rowniez w modlitwie rozancowej stoi z boku, bo Syn jest Najwazniejszy, no wiec tak sobie paplam jak dzieciak co uczy sie pacierzy na pamiec, gadam jak robot jak maszyna, myslac o wszystkim, nie zawsze o wszystkim wokol danej tajemnicy, w zasadzie te tajemnice maja mi pomagac, rozwazanie zycia w strukturze rozancowej modlitwy ma mnie pobudzac by nie uciekac na modlitwie, wiec lapie sie czasem ze juz sama nie wiem ktora tajemnice rozwazam, albo ze w kolo macieju te sama, bo jakos wplata sie w te mysli o ludziach i wydarzeniach, wystarczy ze trzymam, tak jak dziecko lapie mame za reke gdy jest niepewne lub gdy szuka jej bliskosci, a gada o tym gdzie jest tata i kiedy wroci z pracy i co bedziemy razem robic, co mamy wcale nie boli jako odrzucenie jej matczynej milosci przecie, bo Ona jest obok obecna i tym sie cieszy - obecnoscia sama, ze dziecko blisko jest bezpieczne, bo Ona sie zatroszczy i o butelke i pampersa i brudne portki.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Kasia (---.prokom.pl)
Data:   2009-01-23 18:06

Prawie dobrze ;). Podczas odmawiania różańca należy rozmyślać (a nie skupiać sie na słowach) o tajemnicach, które wchodzą w skład częsci Różańca którą odmawiasz.

 Re: Czy modlitwa w rozproszeniu ma sens?
Autor: Bogumiła (---.internetdsl.tpnet.pl)
Data:   2009-01-26 14:00

Załóżmy, że masz swoje problemy, o których trudno ci przestać myśleć: problemy zawodowe, problemy osobiste (zdrowotne, duchowe, finansowe), chodzą po głowie cudze zwierzenia, cudze tragedie. Więc kiedy przychodzisz do domu, w którym jest mąż:

1. zamykasz się w pokoju do czasu aż ci przejdzie? na dzień, tydzień, miesiąc?
2. rozmawiasz z mężem tylko o tych problemach? A może nawet nie tyle rozmawiasz, co się zwierzasz, nawet gdy nie słuchając odpowiedzi?
3. rozmawiasz z mężem tylko o jego czy innych sprawach, żeby mu nie zawracać głowy swoimi, chociaż ci trudno i czasem się zamyślasz, nie słuchasz?
4. rozmawiasz z mężem i o swoich problemach i o innych sprawach?

Jeśli w teście ;))) zaznaczyłaś punkt pierwszy, to zapewniam cię, że za jakiś czas będziesz mieć dodatkowe problemy pod tytułem: jak się dogadać z mężem, co robić, żeby chciał ze mną rozmawiać, jak wspólnie rozwiązywać problemy.
Podobnie jest z modlitwą: jeśli ze względu na roztargnienia czy co innego, przestaniesz się modlić, to powoli odejdziesz od Boga, choć jeszcze długo będziesz myślała, że nic się nie zmieniło. Pewnego dnia zorientujesz się, że Bóg ci jest obcy, że już nie umiesz i nie masz ochoty się modlić, i że już dawno nie modlisz się naprawdę. Jeśli nie podejmujesz rozmowy, ktoś mieszkający w drugim pokoju, czy nawet w tym samym, stanie się zupełnie obcym człowiekiem.

Jeśli wybierasz drugi punkt: to dużo lepiej. Pozwalasz się poznać. Ktoś żyjący obok ciebie powinien wiedzieć, dlaczego stałaś się trochę inna, z czego się bierze twój smutek, zamyślenie, nerwowe reakcje. Po to są przyjaciele/małżonkowie, żeby było komu się poskarżyć, przy kim wypłakać. Człowiek się uspokaja, gdy ma komu się zwierzyć. Problem będzie wtedy, kiedy o niczym innym nie umiesz mówić, tylko o sobie. Twoje sprawy olbrzymieją, bo nie masz porównania. A w związku nie możesz istnieć tylko ty i twoje sprawy. Ktoś obok też ma swoje problemy, jego problemy też są ważne. Jeśli nie zainteresujesz się jego sprawami, będziesz się od niego oddalać. Mąż będzie traktowany jako przedmiot: magnetofon, telefon zaufania, skrzynka pytań, może przytulacz na smutne chwile. Ale to nie jest spotkanie z drugą osobą. To egoistyczne wykorzystywanie drugiego (oczywiście nie chodzi o pojedynczą rozmowę, o jeden trudny dzień, ale o zasadę).
Podobnie jest z modlitwą. Trzeba Bogu opowiedzieć o sobie, tak jak się mówi kochanej osobie, bo On cię kocha i chce słyszeć, co się dzieje u ciebie, dlaczego ciężko ci słuchać, dlaczego trudno się modlić. Rozmowa z Bogiem nie może jednak być tylko zwierzaniem się ze swoich problemów, do tego służy pamiętnik czy blog. Spotkanie wymaga zainteresowania się rozmówcą. Jego pragnieniami, jego życiem, czy problemami jego przyjaciół. On też chce o tym opowiedzieć. Bóg kocha cały świat, nie tylko ciebie. Są obok bliźni, którzy też cierpią. Potrzebują pomocy i modlitwy.

Trzeci punkt: jeśli nie chcesz zawracać komuś głowy swoimi problemami, za to jego problemami się interesujesz - to z wierzchu wygląda w porządku. Miłość bez nuty egoizmu. I w stosunku do obcych tak może być. Po co masz sąsiadce tłumaczyć stosunki w pracy, a w pracy zwierzać się z duchowych problemów, które zresztą pewnie wyśmieją, jak nie wprost, to po kątach. Ale w domu, rodzinie, małżeństwie - to nie przejdzie. Jeśli się w ogóle nie otworzysz - będziesz obca. Tylko szczerość może zrodzić szczerość. Jeśli ktoś nam się nigdy nie zwierza, coraz trudniej zwierzać się jemu. Znów nie ma prawdziwego kontaktu. Są dwa życia obok siebie, a nie "jednym ciałem". Już to jest złe. A zapewne kiedyś i ty poczujesz się nagle samotna, obca, niezrozumiana. Potrzebująca pomocy, a nikt nie będzie wiedział jakiej. I usłyszysz: a skąd miałem wiedzieć? Kiedy tobie zabraknie sił, może się posypać wszystko, bo nikt tak naprawdę nie wiedział, jaka jesteś naprawdę.
Podobnie z modlitwą, choć tutaj oczywiście z jednym zastrzeżeniem: Bóg wszystko wie. To nie On potrzebuje naszych zwierzeń, ale my. Można się modlić jedynie o problemy na świecie, za głodujących, o pokój, w intencjach papieskich. Można rozważać życie Jezusa, nie mówiąc o sobie nic. Ale wtedy rozdziela się życie realne od duchowego, przez co kontakt z Bogiem nie jest naturalnym spotkaniem, takie rozgraniczenie jest fikcją. Życie jest jedno i trzeba je całe oddać Bogu, inaczej przy większych problemach odejdziemy od Niego, nie czując pomocy. Właśnie najlepiej to widać, gdy przychodzą roztargnienia. Zmuszanie się jedynie do odmawiania litanii, koronek, gdy w sercu jest jakiś wielki ból czy inne uczucie, jest gwałceniem siebie, a siebie należy kochać, żeby umieć kochać innych. Moje problemy są dla Boga ważne. Roztargnienia - to nie jest nic złego, bo to jest moje życie, moje problemy. O tym życiu mam z Bogiem rozmawiać. Jeśli tego nie rozumiem, to znaczy, że dla mnie Bóg nie jest kimś, kto mnie kocha. Od takiego Boga się odchodzi, i to z wielkimi pretensjami. Poczuję się kochana dopiero wtedy, gdy się przed Bogiem otworzę.

Dlatego najlepiej wybrać punkt czwarty. Równowaga między moimi sprawami i sprawami męża. Tworzymy jedno, dlatego sprawy jego i moje są tak samo ważne. I w modlitwie: równowaga między troszczeniem się o sprawy Boże czy bliźnich, i o moje sprawy. Czasem będzie jednego więcej, czasem drugiego. Więcej rozproszeń - to więcej mówię o sobie. Lepsze skupienie - to więcej medytacji, modlitw za innych. Bóg nie kocha mnie - jakiejś idealnej, przemadlającej sprawy świata. Kocha mnie prawdziwą, z problemami, grzechami, aktualnymi uczuciami. Pokazując Mu prawdziwą siebie - pozwalam Mu siebie ukochać. Dopiero wtedy pójdziemy w ten świat RAZEM.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat: