logo
Czwartek, 27 listopada 2014
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: smutna (193.242.212.---)
Data:   2013-10-12 16:57

Witam. Mam nastepujacy problem. Przed slubem wdalam sie z innym, zonatym mezczyzna w relacje intymna, w ktorej nie doszlo do pelnego wspolzycia, ale do bardzo namietnych pieszczot. Moj owczesny Narzeczony zaniedbywal wowczas moje potrzeby i pogubilam sie. Wyspowiadalam sie jednak z popelnionych czynow i postanowilam ze po slubie do takich intymnych sytuacji nie dopuszcze. W tej chwili jestem ponad rok po slubie. Maz w sypialni sie poprawil ale seks uprawiamy rzadko i jest on egoistyczny bo Maz zaspokaja tylko swoje potrzeby. Rzadko mnie tez przytula raczej nie odwzajemnia moich czulosci i poza tym duzo pracuje a ja przez wiekscosc czasu jestem sama. Z tamtym mezczyzna nie zerwalam calkowicie kontaktu. Wiem tez ze on chce ze mna wspolzyc ale nie ma zamiaru zostawic rodziny. Spotykam sie z nim bo bardzo go lubie i wiele razy pomogl mi w zyciu. Zdarza mi sie do niego przytulic i z nim calowac. On chce wiecej ale ja do tego nie dopuszczam bo w glebi serca zywie uczucia do meza. Wiem jednak ze zle robie spotykajac i calujac sie z tym drugim. Juz raz sie z tego spowiadalam ale sytuacja sie powtarza. Maz o niczym nie wie. Rozmawialam z nim wielokrotnie o jego ozieblosci i obiecywal poprawe ale nic sie nie zmienia. Potrzebuje tylko odrobiny czulosci bo maz np. caly miesiac potrafi mnie nawet nie dotknac. A moje proby zmiany sytuacji ignoruje. Ale nie chce go zdradzac seksualnie z kims innym. Jednoczesnie czuje ze dobroc kolegi moze byc falszywa i miec drugie dno chociaz on sie zarzeka ze jest inaczej. Jak bardzo grzesze i jak sobie oraz malzenstwu pomoc?

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: Gosia (---.adsl.inetia.pl)
Data:   2013-10-22 15:58

Jak sama zauważyłaś: bardzo grzeszysz. Czemu wychodziłaś za męża, skoro jeszcze przed ślubem go zdradzałaś? Dla mnie takie postępowanie wyklucza miłość. Czego oczekujesz? Że napiszemy Ci, że pocałunki i pieszczoty z innym mężczyzną niż mąż, to jeszcze nie grzech? Bo nie doszło do pełnego współżycia? Albo, że oziębłość męża usprawiedliwia Twoje postępowanie? Sama wiesz, że nie. Normalnie go zdradzasz. Ślubowałaś mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską... To nie była obietnica, przyrzeczenie, tylko ŚLUB UCZYNIONY PRZED BOGIEM I LUDŹMI. A Ty już rok po nim zaczynasz znowu. Sama myśl o innym/innej jest już zdradą, a co dopiero fizyczny kontakt. Piszesz, że mąż ignoruje Twoje próby zmiany sytuacji między Wami. Przyczyn tego stanu może być wiele. Być może ma małe potrzeby seksualne (sama piszesz, że przed ślubem Cię zaniedbywał, choć w tym wypadku to akurat dobrze postępował, bo zachowywał czystość przed ślubem...). A może jest przemęczony, albo ma problemy, albo ... inną kobietę. Nakłoń męża do szczerej rozmowy z Tobą i nie daj się zbywać, ale drąż do skutku. To przecież bardzo ważne. Jeśli rzeczywiście chcesz pomóc Waszemu małżeństwu, to po pierwsze i najważniejsze sama zmień swoje postępowanie. Tamtego mężczyznę musisz całkowicie wykluczyć ze swojego życia. Uwierz mi, to jedyne wyjście. Inaczej ilekroć mąż Cię rozczaruje, będziesz do tamtego wracać w chwilach słabości. W ten sposób krzywdzisz nie tylko swojego męża i żonę tego pana, ale i siebie... Podstawą Twojej przemiany musi być spowiedź, szczera, gruntowna. Zawierz Jezusowi i Jego Najświętszej Matce. W Twoim życiu brakuje Boga. Inaczej by do tego nie doszło. Bóg Cię bardzo kocha i bardzo czeka na Twój powrót. Kiedy postawisz w swoim życiu Boga na pierwszym miejscu, wszystko inne też się poukłada na swoje miejsce. Sama tego doświadczyłam. Więc módl się, a i ja pomodlę się za Ciebie. Z Panem Bogiem.

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: Maggy (---.play-internet.pl)
Data:   2013-10-22 17:07

Jeśli chcesz ratować swoje małżeństwo to na pewno nie metodą zastępczego mężczyzny i to w dodatku żonatego. Nie tędy droga, smutna. Pierwszy krok to zerwanie całkowitego kontaktu z tym mężczyzną. Bez tego nie daje wam szansy na uratowanie waszego małżeństwa. Zdradą nie naprawisz małżeństwa, które na coś choruje. Trzeba stanąć przed Bogiem w konfesjonale, przeprosić Go i prosić o wybaczenie i MOCNO postanowić się poprawić. A reszta to rozmowa z mężem (pewnie nie jedna) i może zgłoś się do jakiejś poradni małżeńskiej? Szukaj pomocy a bo to co robisz to droga donikąd, a już na pewno nie droga prowadząca do ratowania małżeństwa i waszego szczęścia.

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: smutna (---.centertel.pl)
Data:   2013-10-22 19:03

Wiem, ze zle robie. I nie chce pojsc w to dalej oraz nie chce przekroczyc pewnej granicy. Probowalam o tym porozmawiac na razie z tym znajomym. Zauwazylam jednak, ze on nie rozmawia ze mna otwarcie i ze ewentualna zdrada malzenska nie stanowi dla niego problemu :-( Zauwazylam tez, ze temat jego zony i rodziny w kontaktach ze mna nie istnieje. Jednoczesnie podkresla on ze liczy sie dla niego tylko moje dobro. Czuje ze jestem chyba bardzo naiwna i pod plaszczykiem przyjazni i jego cieplych uczuc do mnie powoli sie uginalam. Bo brakuje mi ciepla Meza wiec jego serdecznosc mnie urzekla. Czy naprawde zonaty mezczyzna moze kilka lat probowac zdobyc inna kobiete roznymi pozytywnymi gestami? Nakarmieniem gdy jest glodna i przyodzianiem gdy jest jej zimno? Tylko i wylacznie, aby mu sie oddala lub oddawala? A co z jego zona i rodzina? To straszne :-(

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: smutna (---.centertel.pl)
Data:   2013-10-22 19:23

Pragne tez dodac ze po moim slubie nie doszlo miedzy mna a tym mezczyzna do zadnej z form wspolzycia, w tym do pelnego stosunku. Nie miala tez miejsca realizacja zadnej przyjemnosci cielesnej. On chcial i nalegal probowal tez lecz zawsze cofam jego dlonie i zamiary i sie nie godze. Calujemy sie. On dotyka mnie. Ja go nie. I na tym koniec. Wiem, ze nic nie usprawiedliwia mnie i mojej proby zaspokojenia potrzeby ciepla i przytulenia :-(

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: Maggy (---.play-internet.pl)
Data:   2013-10-22 20:01

Wiesz, że źle robisz a jednak robisz, smutna. A po co rozważasz zamiary tego mężczyzny? Po co to? Potrzebne Ci to do szczęścia? Potrzebne do ratowania małżeństwa? Wiadomo, że ten mężczyzna Cię wykorzystuje i za nic ma Twoje dobro. Zabiera to co do niego nie należy i Ty też. Wykorzystujecie siebie wymieniając sobie wzajemnie czułości i tyle. Wykorzystuje Twoje osamotnienie w małżeństwie, wykorzystuje braki Twojego serca na swoją korzyść. Jego małżeństwo też choruje więc ucieka tam gdzie mu miło i przyjemnie. Ty zresztą też. Łagodzicie swoje osamotnienie tabletką przeciwbólową ale ona działa na chwilę i nie leczy choroby. Zamiast skupić wszystkie siły do szukania choroby i jej leczenia waszych małżeństw Wy jej nie leczycie a faszerujecie się czymś co tę chorobę bynajmniej wyleczyć nie może. Rozważasz, zastanawiasz się nad intencjami tego mężczyzny z którym zdradzasz męża zamiast myśleć nad tym i kombinować jakby tu uleczyć swoje małżeństwo. Widzisz to ? Smutna, musisz wiedzieć czego tak naprawdę chcesz, na czym Ci tak naprawdę zależy i wtedy dopiero bedziesz mogła ruszyć z miejsca. Nie wiedząc czego tak naprawdę chcesz jak chcesz ratować swoje małżeństwo?

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: Gosia (---.adsl.inetia.pl)
Data:   2013-10-23 11:48

"Nie miala tez miejsca realizacja zadnej przyjemnosci cielesnej. On chcial i nalegal probowal tez lecz zawsze cofam jego dlonie i zamiary i sie nie godze. Calujemy sie. On dotyka mnie. Ja go nie."

- Smutna, Ty go nie dotykasz, ale pozwalasz mu na dotykanie Ciebie, całujecie się. Nie pozwalasz na więcej, ale to na co pozwalasz, to jest zdrada. Nie chciałabym żebyś myślała, że jakoś Cię potępiam, bo nic z tych rzeczy. Odpowiadając na Twojego posta czerpię z własnych doświadczeń, bo 11 lat temu też uwikłałam się w podobny układ, tyle, że była to zemsta na mężu za jego zdradę. Było to chore. Wykończyło mnie psychicznie, zniszczyło moralnie. Miotałam się parę lat w tym związku. W domu mąż, który nie mógł na mnie patrzeć, zimny, gardzący, nie mógł zrezygnować z cudownej kochanki, ale nie chciał stracić domu i dzieci. I z drugiej strony, na każde skinienie palca mężczyzna czuły, rozumiejący, ciepły... Żonaty oczywiście. Lgnęłam do jego ciepła, zachwytu mną, którego nie dawał mi mąż... Dla swojej żony nie miał ciepła, czułości, nie rozmawiał z nią, unikał kontaktów fizycznych i jakiegokolwiek porozumienia. Chcę Ci tu powiedzieć, że ten próbujący tyle lat Cię zdobyć mężczyzna, jest w domu dla swojej żony prawdopodobnie taki, jak nasi mężowie dla nas, a w najlepszym wypadku jest ona "tylko" okłamywana... Dobroć i ciepło tego pana dla Ciebie, wynika z chęci zdobycia "twierdzy", czyli Ciebie. Im dłużej się opierasz, tym bardziej podniecająca staje się dla niego gra... Czyli wcale nie jest jakiś wyjątkowy... Sama to zresztą widzisz. Skrzywdzonej bądź zaniedbywanej kobiecie, niezwykle trudno z tego wszystkiego zrezygnować. Wiem, co Cię w tym wypadku czeka. Wiem, ile samozaparcia będziesz potrzebowała żeby z tym człowiekiem zerwać, uodpornić się na to, co Cię do niego ciągnie, przełamać oziębłość męża, przełamać swój żal do niego... Obdarzyć własnym ciepłem męża, który Cię unika i wydobyć z niego ciepło dla siebie... I od razu mówię : bez Boga nie dasz rady... U mnie sam ten chory związek trwał 5 lat, a potem zebrałam wszystkie siły i zerwałam. A po 3 latach jakaś reaktywacja, coś zaczęło znowu kiełkować. Zresztą każdy widok tego pana budził wszystkie wspomnienia. Potem znowu opamiętanie, koniec. I po roku, na chwilę znowu. Potworna szarpanina z sobą, poczucie winy, strach. I to jego ciepło, w którym się mogłam choć na chwilę ogrzać. Nie mogłam sobie z tym poradzić... Ale walczyłam z sobą. Zerwaliśmy ponownie. Dopiero kiedy przylgnęłam do Boga, naprawdę uwolniłam się od wszelkich uczuć do tego człowieka, uwolniłam się od wspomnień. Nie czuję już żadnego drżenia w sercu na myśl o nim, ani nie wracam do niego myślami. Nie potrzebne mi to. Kiedy uporządkowałam swój stosunek do Boga, oddałam Mu swoje sprawy i życie, On to wszystko uzdrowił. Teraz w moim małżeństwie czuję się coraz lepiej. Mąż jest coraz spokojniejszy, milszy. Nie wrócił do Boga jak ja, ale skoro Pan wszedł w moje życie, to myślę, że to tylko kwestia czasu... Bardzo się o to modlę i już wiem, że Bóg wysłuchuje. I Tobie Smutna polecam Pana Boga na wszystko, co choruje w Twoim życiu, w Twoim związku. Żaden człowiek nie da Ci takiej miłości i takiego ciepła jak Bóg. Takiego pokoju w sercu... To jest jedyna właściwa i godna polecenia droga. Sprawdziłam to. Piszę to wszystko, abyś wykorzystała moje doświadczenia i ratowała swoje życie. Życzę Ci powodzenia i będę pamiętała o Tobie w modlitwie... I podpisuję się też pod każdym słowem Maggy.

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: Maggy (---.play-internet.pl)
Data:   2013-10-23 13:20

I jeszcze jedno słowo. Smutna, to co napisałam do Ciebie to też wynik mojego bolesnego nie da się ukryć doświadczenia relacji toksycznej z tym że akurat ja nie jestem mężatką wiec o tyle mi może było łatwiej. Jestem już krok dalej niż Ty bo jakieś czas temu zerwałam całkowity kontakt z kimś kto nie był dla mnie ani ja dla niego, zerwałam toksyczną relację po której się cały czas do dziś zbieram i mam świadomość, że jeszcze długa droga przede mną do uleczenia ale jakoś muszę dać radę, nie ma innej drogi. Bez boleści się nie obejdzie bo przecież serce na trzy cztery nie potrafi przestać tęsknić ale jest pokój w sercu wynikający ze świadomości, że już nikt nikogo nie krzywdzi. I Ty, smutna, nie przestaniesz być smutna póki nie zaczniesz słuchać własnego sumienia. Całkowicie rozumiem Twoje osamotnienie, tęsknotę za ciepłem i czułością, zachwytem w oczach mężczyzny ale przecież tak naprawdę w głębi serca, tam najgłębiej chodzi Ci o to żeby być kochaną, a nie tylko pożądaną, obdarowywaną czułościami ze strony tego mężczyzny, które tak naprawdę nie mają stałego źródła i pewnego bo one nie pochodzą z Boga. Te jego czułości nie wynikają z miłości, smutna, a więc są ulotne, są niepewne, są tak naprawdę ułudą. Życzę Ci silnej, dobrej woli do zerwania relacji z tym mężczyzną i ratowania czegoś dobrego tj. twojego małżeństwa, waszego wpólnego szczęścia z mężem.

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: Katalina (---.ip.netia.com.pl)
Data:   2013-10-24 15:41

Im prędzej zrezygnujesz z tej chorej relacji, tym szybciej poczujesz się lepiej. Wracaj do zdrowia duchowego, zerwij z grzechem, wyspowiadaj się. Naprawdę tak jest, że im głębiej się zabrnie, tym mocniej się cierpi potem. Nie rób sobie już krzywdy. Dla własnego dobra idź prostą drogą.

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: smutna (---.centertel.pl)
Data:   2013-10-30 20:06

Rozmawialam z nim. Nic wiecej. On twierdzi, ze chce tylko bezinteresownie okazywac mi czulosc i przyjemnosc oraz ma wobec mnie sama dobroc. Czy kocha w takim razie swoja zone? Moje relacje z Mezem poprawiaja sie. Sporo rozmawialismy o naszym malzenstwie, o tym czego oboje pragniemy i czy dobrze nam ze soba. Wreszcie Maz sie troszke otworzyl. Widze tez iz bardziej sie stara. Ja takze staram sie bardziej go sluchac i okazywac mu swoje uczucia. Odnosze wrazenie, ze stajemy sie dla siebie serdeczniejsi, milsi, bardziej czuli. I pojawia sie za tym seks. Zaczynam tez wyczuwac jakas oblude ze strony znajomego. Czy o maly wlos nie popelnilam najwiekszego glupstwa w zyciu? I czy wreszcie przejrzalam na oczy? Modlilam sie do Boga aby wskazal mi wlasciwa droge. I pomogl uzdrowic malzenstwo. Dziekuje, ze odpisujecie. Wasze slowa daja do myslenia.

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: Maggy (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2013-10-30 22:06

A gdyby Twój mąż miał "przyjaciółkę", która... yyy... bezinteresownie okazywałaby mu czułość i przyjemność oraz miałaby wobec niego... yyy... samą dobroć tak jak ten mężczyzna wobec Ciebie to co? Zapewne byłabyś bardzo "szczęśliwa." O jaka "szczęśliwa." No, właśnie. Zerwałaś całkowitą relację z tym mężczyzną? Dlaczego nie? Dlaczego? (3x) To w jakim jesteś stanie to tzw. zaślepienie. Nadal w tym zaślepieniu tkwisz. Może trochę mniej ale nadal.

 Re: Jak pomóc sobie i naszemu małżeństwu?
Autor: Magda (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2013-10-31 00:43

Ten pan traktuje Cię jako przyjemność na boku. Super, że odżywa znajomość z mężczyzną, który wybrał Cię na żonę (a nie tylko kochankę). :)

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat: