logo
Środa, 21 lutego 2018 r.
imieniny:
Eleonory, Lenki, Kiejstuta, Piotra Damiana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Lillian Kristensen
Gdzie leży prawda?
Czas Serca
 


z Lillian Kristensen, duńską konwertytką na katolicyzm, rozmawia Joanna Jonderko-Bęczkowska
 
 Od 1988 roku, kiedy zostałaś magistrem teologii, rozpoczęłaś pracę jako pastor w kościele ewangelicko-luterańskim. Po 11 latach bycia pastorem przeszłaś na katolicyzm. Dlaczego?
 
To długa historia. Myślę, że wzięło się stąd, że kiedy przygotowałam kazania i musiałam odnieść się do biblijnych tekstów, coraz bardziej czułam się ograniczana przez luterańską teologię i dogmaty. Bóg jest Bogiem niezależnie od tego, co o Nim myślimy lub sądzimy. Chciałam Go znać takim, jakim jest, a nie jak mi się wydawał. Za nic na świecie nie chciałam w moich kazaniach mówić czegoś nieprawdziwego o Bogu.
Za każdym razem, kiedy sądziłam, że być może rzeczy mają się inaczej, niż to przedstawia luterańska teologia, miałam problem z „prawdą”. Musiałam sobie zadać pytanie: „Gdzie leży prawda?”. Z czasem zupełnie zostałam wypalona i zrezygnowałam z tej pracy. Na szczęście wcześniej, zanim rozpoczęłam studia teologiczne, skończyłam pedagogikę i to stało się moim nowym źródłem utrzymania. Wtenczas wielokrotnie wyjeżdżałam do Taizé, gdzie spotkałam wielu katolików, którzy mnie sobą ujęli.
W moich poszukiwaniach owej prawdy udałam się na rekolekcje do sióstr józefitek w Danii – bynajmniej nie z myślą, by zostać katoliczką, ale żeby zrozumieć katolicyzm. Będąc jeszcze pastorem, wzięłam udział w szkoleniu o sakramentach w Anglii, przy okazji zgłębiając życie średniowiecznej mistyczki i rekluzy Juliany z Norwich. Dopiero po przeczytaniu książki Mortensena – poprzedniego biskupa katolickiego w Danii – pewne rzeczy stały się dla mnie nadzwyczaj jasne, to było jak objawienie.
 
Ile czasu zajęły Ci te poszukiwania Prawdy, zanim sama chciałaś być przyjęta do Kościoła katolickiego?
 
Pierwsza myśl o tym, by konwertować na katolicyzm, pojawiła się dopiero po około 2-3 latach. W pierwszym odruchu byłam przerażona i powiedziałam sobie natychmiast, że tego wcale nie chcę. Wielu w tutejszym kościele luterańskim uważa, że bycie katolikiem jest przerażające, i że tego nie da się zrozumieć. Ja też byłam wychowana w takim luterańskim duchu. Jednak moja wewnętrzna walka trwała bardzo krótko. Ta myśl była bowiem bardzo intensywna. Dobrze znam siebie i wiem, że myśl o takim natężeniu nie da mi spokoju, póki nie powiem „tak”.
 
Czy decyzja o konwertowaniu na katolicyzm uspokoiła Cię?
 
I tak, i nie. Myślę, że teologowi jest trudniej konwertować, bo bierze pod uwagę nie tylko wiarę, ale i wszystkie teologiczne niuanse. Więc zaczęłam od pójścia do biblioteki i przestudiowania dokumentów Soboru Watykańskiego II. W kościele luterańskim wielu sądzi, a są wśród nich również pastorzy, że obecny Kościół katolicki jest taki sam jak za czasów Lutra. Miałam silne przeczucie, że ten kościół jest dynamiczny i szukałam potwierdzenia tego.
Czytając Katechizm Kościoła Katolickiego, utwierdzałam się w przekonaniu, że teologia katolicka rozwija się. Poprzez Internet otrzymałam też bardzo dużo teologicznych materiałów w katolickim, korespondencyjnym kursie, redagowanym przez s. Hildegardę Madsen OSB. Coraz bardziej przekonywałam się, że Luter wylał zbyt dużo dzieci z kąpielą.
 
Kiedy nastąpił ostateczny przełom?
 
Po sześciu miesiącach, od kiedy pogodziłam się z moją myślą o konwertowaniu, udałam się do proboszcza najbliższego kościoła katolickiego w Aalborg – śp. o. Franka Jakobsena OMI i powiedziałam Mu o swoim zamiarze, ale również o moich wątpliwościach. Przyjął mnie z dużym zrozumieniem i był moim bardzo dobrym i mądrym nauczycielem.
 
 
1 2  następna
Zobacz także
ks. prof. Mariusz Rosik
Obraz Rembrandta Powrót syna marnotrawnego zdobi ściany petersburskiego Ermitażu. Wszyscy dobrze znamy stojącą postać ojca i klęczącego przed nim syna (ojciec z narzuconym na ramiona czerwonym płaszczem, syn z pochyloną głową). Gra światła i cienia została przez artystę wykorzystana tak, aby niemal cała uwaga widza skupiła się na błogosławiących, spoczywających na ramionach syna dłoniach ojca.  Biografowie twierdzą, że Rembrandt, malując powrót marnotrawnego syna, w pewien sposób uwiecznił na nim własne doświadczenie. 
 
Elżbieta Gołąb
Pan Bóg nie jest matematykiem, ani też drobiazgowym i pełnym skrupułów moralistą. Jeżeli spowiadamy się szczerze i nie mamy zamiaru niczego ukrywać, to możemy sobie powiedzieć: z pewnością nie powiedziałem wszystkiego. Dlaczego? Wyznając grzechy, dotykamy jedynie czubka góry lodowej... 

Z o. Józefem Augustynem SJ rozmawia Elżbieta Gołąb
 
Fr. Justin
Byłem zaskoczony, gdy przyjaciel zwierzył mi się, że jest masonem. Zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy namawiał mnie, abym zapisał się do masonerii. Jego zdaniem masoneria ogranicza swoją działalność do dzieł miłosierdzia. Czy katolik może należeć do takiej organizacji?
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama