logo
Poniedziałek, 23 lipca 2018 r.
imieniny:
Brygidy, Apolinarego, Sławy, Sławosza, Żelisławy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Cezary Sękalski
Jak nie mówić i jak mówić... o małżeństwie?
Kwartalnik Homo Dei
 


Jak nie mówić o małżeństwie?

Jako niespełna dwudziestolatek zostałem kiedyś zapytany przez księdza, czy nie chciałbym wstąpić do seminarium duchownego. Odpowiedziałem, że nie, bo myślę o małżeństwie. Usłyszałem wtedy: No wiesz, jest jeszcze inny, wyższy rodzaj miłości niż miłość eros – agape… Nie przekonały mnie te słowa. Odebrałem je jako próbę agitacji. Nie wydawało mi się także, aby w życiu mojego rozmówcy ten specjalny rodzaj miłości jakoś szczególnie promieniował…

Inny przykład: przed laty na wykładzie inauguracyjnym wygłaszanym przez pewnego księdza w Studium nad Małżeństwem i Rodziną usłyszałem: Małżeństwom nie są potrzebne żadne poradniki erotyczne, ponieważ człowiek to zwierzę inteligentne i na pewno sobie poradzi. To, czy i w jakim stopniu poradniki erotyczne są potrzebne czy nie, może być dyskusyjne, ale skojarzenie aktu małżeńskiego z czymś zwierzęcym wydaje się nie do przyjęcia.

Trzeci przykład jest najmniej drastyczny: podczas mszy chrzcielnej młody kapłan rozpoczął homilię od słów: Pierwszym i najważniejszym celem małżeństwa jest rodzicielstwo. Właśnie przygotowywałem wykład z duchowości małżeństwa, i przy całej mojej dobrej woli z takim sformułowaniem nie mogłem się zgodzić.

To tylko kilka przejawów stereotypów, które ciągle jeszcze pokutują w niektórych środowiskach. Pierwszy bazuje na przeciwstawieniu eros i agape, co na początku chrześcijaństwa w ogóle nie miało miejsca. Drugi ukazuje podświadomy dystans wykładowcy-celibatariusza do seksualności. Trzeci to niemal dosłownie zacytowana wypowiedź św. Augustyna, która jednak dzisiaj powinna zostać przeformułowana. Zasadniczo wszystkie stereotypy dotyczące małżeństwa można sprowadzić do dwóch podstawowych grup: te, które deprecjonują seksualność (przykład drugi), oraz te, które stawiają małżeństwo w opozycji do celibatu (przykład pierwszy).

Deprecjonowanie seksualności

Stereotypy z pierwszej grupy zadomowiły się w Kościele od czasu, kiedy chrześcijanie spotkali się z filozofią hellenistyczną. Zaowocowało to m.in. przejęciem antropologii platońskiej, silnie przeciwstawiającej ciało duchowi. Przeciwstawienie to nie było obecne we wcześniejszych kulturach. Judaizm np. traktował człowieka jako nierozdzielną jedność cielesno-duchową, gdyż taka była antropologia Starego Testamentu. Niestety, sformułowanie Platona, że ciało jest więzieniem duszy, spodobało się wielu chrześcijanom. Odtąd wszystko, co było związane z ciałem i zmysłami, zaczynało być postrzegane jako coś podejrzanego i sprzecznego z dążeniami ducha. Niektórzy kopiści Pisma Świętego dokonywali nawet pewnych korekt w pierwotnym tekście, by bardziej pasował do ich duchowych wyobrażeń. Do dziś istnieją rękopisy z tamtego okresu, w których np. fragment z Ewangelii wg św. Łukasza (2,36) o długości pożycia prorokini Anny z mężem został zmieniony z siedmiu lat na siedem dni [1]. Widocznie kopiście trudno było przyjąć, że tak święta kobieta żyła z mężem aż tak długo… Z kolei wezwanie św. Pawła, by mąż oddawał powinność swojej żonie, niektóre rękopisy przekształcają na pouczenie, żeby mężczyzna okazywał życzliwość swojej żonie (1 Kor 7,3) [2]. Innym przejawem tych tendencji było wspomniane już przeciwstawienie znaczenia słów eros i agape. Nie było ono przyjęte u Greków, a i w początkach chrześcijaństwa jeszcze Orygenes stosował te terminy zamiennie. Było zatem wtedy jasne, że łaska powołania mogła przyjść do człowieka tak w postaci miłości eros, jak i agape, a skoro i jedna, i druga jest łaską ofiarowaną przez Pana, wartościowanie ich nie ma sensu.

„Mezalians” chrześcijan z hellenizmem sprawił, że większość ojców Kościoła odnosiła się z dystansem do współżycia seksualnego nawet w prawowitym małżeństwie. W sytuacji gdy wiele małżeństw zawieranych było nie tyle z miłości, ile z powodu różnych rodzinnych kalkulacji, współżycie seksualne jawiło się istotnie często jako obowiązek prokreacyjny, a nie sposób wyrażania miłości i uczuć. Z kolei korzystanie z przyjemności seksualnej bez miłości mogło wydawać się co najmniej dwuznaczne moralnie.

Orygenes, komentując Księgę Liczb, pisał np.: Legalne małżeństwa wolne są od grzechu, jednakże w chwili wypełniania powinności małżeńskich nie będzie im dana obecność Ducha Świętego, choćby nawet prorokiem był ten, kto dopełnia obowiązku prokreacji [3]. Konsekwencją takich poglądów były zalecenia innych ojców Kościoła: św. Hieronim zabraniał małżonkom współżyć przed Eucharystią, św. Cezary z Arles – na kilka dni przez komunią świętą, z kolei w późniejszym okresie św. Augustyn zachęcał do zaniechania współżycia w okresie wielkiego postu [4].

Chyba apogeum negatywnych poglądów na temat seksualności osiągnął św. Grzegorz z Nyssy. Uważał, że jest ona skutkiem grzechu pierworodnego i że przed upadkiem pierwsi rodzice w ogóle nie współżyli. W jednym ze swoich pism autor ten napisał nawet, że małżeństwo to pierwsza rzecz, jaką należy odrzucić; można powiedzieć, że jest to pierwszy krok na naszej drodze do Chrystusa [5]. Podobne poglądy dotyczące seksualności przyjmowali za nim także inni Ojcowie, np. św. Hieronim (zm. 399) i św. Jan Chryzostom (zm. 407). Mimo wszystko jednak trzeba docenić, że ten ostatni stworzył też pozytywny obraz małżeństwa, wskazując na jego duchowe cele, choć także i on ukazuje małżonkom docelowo ideał całkowitego wyrzeczenia się współżycia. Według niego małżeństwo jest udoskonalane przez całkowitą wstrzemięźliwość seksualną, która uduchawia jego istotę. Można powiedzieć, że przywraca relacje mężczyzny i kobiety do ich oryginalnej czystości w raju [6].

 
1 2 3 4 5  następna
Zobacz także
Fr. Justin
Św. Paweł w Liście do Efezjan pisze: "Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głowa Kościoła" (Ef 5, 21-23). Czy Apostoł narodów nie jest w tym oświadczeniu nastawiony tendencyjnie do kobiet?
 
ks. bp Antoni Długosz
Przygotowanie bezpośrednie do spowiedzi to nie ten krótki moment, kiedy stoimy w kolejce do konfesjonału. Wtedy praktycznie jest już za późno, by dobrze się przygotować do spowiedzi. Bezpośrednie przygotowanie do sakramentu pojednania powinno obejmować jakiś konkretny czas naszego trwania przed Bogiem w prawdzie o sobie. Może to być wieczór przed dniem spowiedzi albo jakiś bardzo konkretny czas poświęcony wyłącznie na to przygotowanie.
 
ks. Jan Glapiak
Aby zrozumieć tę naukę i praktykę Kościoła, trzeba uświadomić sobie, że grzech ma podwójny skutek. Grzech ciężki pozbawia nas komunii z Bogiem, a przez to zamyka nam dostęp do życia wiecznego, którego pozbawienie nazywa się „karą wieczną” za grzech...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama