logo
Niedziela, 17 grudnia 2017 r.
imieniny:
Jolanty, Łukasza, Olimpii, Floriana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Cezary Sękalski
Jak nie mówić i jak mówić... o małżeństwie?
Kwartalnik Homo Dei
 


Jak nie mówić o małżeństwie?

Jako niespełna dwudziestolatek zostałem kiedyś zapytany przez księdza, czy nie chciałbym wstąpić do seminarium duchownego. Odpowiedziałem, że nie, bo myślę o małżeństwie. Usłyszałem wtedy: No wiesz, jest jeszcze inny, wyższy rodzaj miłości niż miłość eros – agape… Nie przekonały mnie te słowa. Odebrałem je jako próbę agitacji. Nie wydawało mi się także, aby w życiu mojego rozmówcy ten specjalny rodzaj miłości jakoś szczególnie promieniował…

Inny przykład: przed laty na wykładzie inauguracyjnym wygłaszanym przez pewnego księdza w Studium nad Małżeństwem i Rodziną usłyszałem: Małżeństwom nie są potrzebne żadne poradniki erotyczne, ponieważ człowiek to zwierzę inteligentne i na pewno sobie poradzi. To, czy i w jakim stopniu poradniki erotyczne są potrzebne czy nie, może być dyskusyjne, ale skojarzenie aktu małżeńskiego z czymś zwierzęcym wydaje się nie do przyjęcia.

Trzeci przykład jest najmniej drastyczny: podczas mszy chrzcielnej młody kapłan rozpoczął homilię od słów: Pierwszym i najważniejszym celem małżeństwa jest rodzicielstwo. Właśnie przygotowywałem wykład z duchowości małżeństwa, i przy całej mojej dobrej woli z takim sformułowaniem nie mogłem się zgodzić.

To tylko kilka przejawów stereotypów, które ciągle jeszcze pokutują w niektórych środowiskach. Pierwszy bazuje na przeciwstawieniu eros i agape, co na początku chrześcijaństwa w ogóle nie miało miejsca. Drugi ukazuje podświadomy dystans wykładowcy-celibatariusza do seksualności. Trzeci to niemal dosłownie zacytowana wypowiedź św. Augustyna, która jednak dzisiaj powinna zostać przeformułowana. Zasadniczo wszystkie stereotypy dotyczące małżeństwa można sprowadzić do dwóch podstawowych grup: te, które deprecjonują seksualność (przykład drugi), oraz te, które stawiają małżeństwo w opozycji do celibatu (przykład pierwszy).

Deprecjonowanie seksualności

Stereotypy z pierwszej grupy zadomowiły się w Kościele od czasu, kiedy chrześcijanie spotkali się z filozofią hellenistyczną. Zaowocowało to m.in. przejęciem antropologii platońskiej, silnie przeciwstawiającej ciało duchowi. Przeciwstawienie to nie było obecne we wcześniejszych kulturach. Judaizm np. traktował człowieka jako nierozdzielną jedność cielesno-duchową, gdyż taka była antropologia Starego Testamentu. Niestety, sformułowanie Platona, że ciało jest więzieniem duszy, spodobało się wielu chrześcijanom. Odtąd wszystko, co było związane z ciałem i zmysłami, zaczynało być postrzegane jako coś podejrzanego i sprzecznego z dążeniami ducha. Niektórzy kopiści Pisma Świętego dokonywali nawet pewnych korekt w pierwotnym tekście, by bardziej pasował do ich duchowych wyobrażeń. Do dziś istnieją rękopisy z tamtego okresu, w których np. fragment z Ewangelii wg św. Łukasza (2,36) o długości pożycia prorokini Anny z mężem został zmieniony z siedmiu lat na siedem dni [1]. Widocznie kopiście trudno było przyjąć, że tak święta kobieta żyła z mężem aż tak długo… Z kolei wezwanie św. Pawła, by mąż oddawał powinność swojej żonie, niektóre rękopisy przekształcają na pouczenie, żeby mężczyzna okazywał życzliwość swojej żonie (1 Kor 7,3) [2]. Innym przejawem tych tendencji było wspomniane już przeciwstawienie znaczenia słów eros i agape. Nie było ono przyjęte u Greków, a i w początkach chrześcijaństwa jeszcze Orygenes stosował te terminy zamiennie. Było zatem wtedy jasne, że łaska powołania mogła przyjść do człowieka tak w postaci miłości eros, jak i agape, a skoro i jedna, i druga jest łaską ofiarowaną przez Pana, wartościowanie ich nie ma sensu.

„Mezalians” chrześcijan z hellenizmem sprawił, że większość ojców Kościoła odnosiła się z dystansem do współżycia seksualnego nawet w prawowitym małżeństwie. W sytuacji gdy wiele małżeństw zawieranych było nie tyle z miłości, ile z powodu różnych rodzinnych kalkulacji, współżycie seksualne jawiło się istotnie często jako obowiązek prokreacyjny, a nie sposób wyrażania miłości i uczuć. Z kolei korzystanie z przyjemności seksualnej bez miłości mogło wydawać się co najmniej dwuznaczne moralnie.

Orygenes, komentując Księgę Liczb, pisał np.: Legalne małżeństwa wolne są od grzechu, jednakże w chwili wypełniania powinności małżeńskich nie będzie im dana obecność Ducha Świętego, choćby nawet prorokiem był ten, kto dopełnia obowiązku prokreacji [3]. Konsekwencją takich poglądów były zalecenia innych ojców Kościoła: św. Hieronim zabraniał małżonkom współżyć przed Eucharystią, św. Cezary z Arles – na kilka dni przez komunią świętą, z kolei w późniejszym okresie św. Augustyn zachęcał do zaniechania współżycia w okresie wielkiego postu [4].

Chyba apogeum negatywnych poglądów na temat seksualności osiągnął św. Grzegorz z Nyssy. Uważał, że jest ona skutkiem grzechu pierworodnego i że przed upadkiem pierwsi rodzice w ogóle nie współżyli. W jednym ze swoich pism autor ten napisał nawet, że małżeństwo to pierwsza rzecz, jaką należy odrzucić; można powiedzieć, że jest to pierwszy krok na naszej drodze do Chrystusa [5]. Podobne poglądy dotyczące seksualności przyjmowali za nim także inni Ojcowie, np. św. Hieronim (zm. 399) i św. Jan Chryzostom (zm. 407). Mimo wszystko jednak trzeba docenić, że ten ostatni stworzył też pozytywny obraz małżeństwa, wskazując na jego duchowe cele, choć także i on ukazuje małżonkom docelowo ideał całkowitego wyrzeczenia się współżycia. Według niego małżeństwo jest udoskonalane przez całkowitą wstrzemięźliwość seksualną, która uduchawia jego istotę. Można powiedzieć, że przywraca relacje mężczyzny i kobiety do ich oryginalnej czystości w raju [6].

 
1 2 3 4 5  następna
Zobacz także
o. Arkadiusz Mirosław Czaja OFM
Na powyższe pytanie tytułowe jest tylko jedna odpowiedź, że w Kościele katolickim nigdy nie było, nie ma i nie będzie "rozwodów", czy też "unieważnień" małżeństw ważnie zawartych i dopełnionych przez akt fizyczny. Małżeństwo zasadza się na prawie naturalnym ustanowionym przez Boga. Dowody na takie pochodzenie mamy w Piśmie Świętym...
 
S. Agnieszka Mikołajczyk USJK, S. Małgorzata Ślęzak USJK
Tak często narzekamy na parafie, w których „nic się nie dzieje”, życie zamarło, ludzie przyzwyczajeni są do bierności. Ożywienie życia parafialnego przez wspólnoty jest dziś wyraźnym znakiem czasu, którego trudno nie dostrzec. Jeśli parafia nie staje się wspólnotą wspólnot, praktycznie zamiera...
 
o. Stanisław Wysocki OC
Pamiętałem go, bo codziennie przyjmował Komunię św., a to na Zachodzie ewenement. Przyszedłem trochę zdenerwowany, bo była druga w nocy, czas najlepszego snu. Powiedział wprost: "Ojcze, pomóż mi umrzeć". Poczułem się tak, jakby ktoś przyłożył mi pałą. Jak mam mu pomóc? Co powiedzieć? Co robić? Usiadłem i zacząłem: "Przyjmujesz Komunię, jesteś w stanie łaski uświęcającej...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama