logo
Piątek, 30 września 2016 r.
imieniny:
Geraldy, Honoriusza, Wery, Hieronima, Felicji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Józef Augustyn SJ
O wypaleniu
Życie Duchowe
 


Każdy kryzys można potraktować jednak jako punkt wyjścia do budowania życia „od nowa”. Utrata pracy, zmiana miejsca zamieszkania, doznana krzywda, zdrada współmałżonka to oczywiście bardzo kryzysowe sytuacje, ale także one mogą stać się nowym początkiem. Warto na każdy kryzys patrzeć od strony pozytywnej, traktować go jako daną od Boga szansę. W życiu wszystko może być pożyteczne.
 
Czy głęboko wierzący człowiek może uniknąć kryzysu w życiu duchowym?
 
Nikt nie może uniknąć ludzkiego i duchowego kryzysu, jeśli chce wzrastać, ponieważ wzrasta się poprzez krzyż, walkę i zmaganie. Tylko przez wysiłek i pracę nad sobą można tworzyć jakąś nową rzeczywistość. Małe dziecko buduje sobie świat, ale kiedy dorasta i staje się nastolatkiem, nie przystaje on do nowej sytuacji, musi więc go zburzyć i zbudować nowy. Z kolei świat nastolatka nie przystaje do świata młodego człowieka, który zaczyna budować więzi narzeczeńskie, małżeńskie, rodzinne i zawodowe. Ponownie potrzebny jest wysiłek tworzenia nowej rzeczywistości.
 
Ludzkie życie to nieustanne budowanie i burzenie. Możemy powiedzieć za Koheletem: jest czas burzenia i czas budowania (Koh 3, 3). Tyle że burzymy nie po to, by niszczyć. Nasze burzenie winno być raczej swoistą rezygnacją z tego, co mniej doskonałe i na niższym poziomie, na rzecz tego, co bardziej doskonałe i na wyższym poziomie. Tę niemal potrzebę kryzysu w życiu ludzkim doskonale oddaje teoria dezintegracji pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego. Integrujemy pewien świat, pewną rzeczywistość, ale w określonym momencie musimy go opuścić i z elementów podobnych do wcześniejszych stworzyć coś nowego. Proces ten przypomina obumieranie ziarna, o którym mówi Jezus: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity (J 12, 24).
 
Oczywiście kryzys kryzysowi nierówny. Niektóre wynikają z naturalnego rozwoju człowieka, inne to skutek moralnego nieładu, wewnętrznego chaosu i nieuczciwości. Bywają też kryzysy spowodowane wyrządzoną krzywdą, załamaniem nerwowym czy chorobą psychiczną. Kryzys duchowy jest więc pojęciem bardzo rozległym i w konkretnej sytuacji trzeba rozeznać, jakie są jego przyczyny.
 
Każdy kryzys można potraktować jednak jako punkt wyjścia do budowania życia „od nowa”. Utrata pracy, zmiana miejsca zamieszkania, doznana krzywda, zdrada współmałżonka to oczywiście bardzo kryzysowe sytuacje, ale także one mogą stać się nowym początkiem. Warto na każdy kryzys patrzeć od strony pozytywnej, traktować go jako daną od Boga szansę. W życiu wszystko może być pożyteczne.
 
Czy niechęć do samego siebie i postrzeganie siebie jako kogoś najgorszego ze wszystkich to także przejaw pychy, koncentracji na sobie prowadzącej do zniechęcenia sobą i wypalenia?
 
To bardzo ważne pytanie. Jeśli odpowiemy na nie twierdząco i do wszystkich naszych ujemnych stron dołożymy jeszcze pychę, możemy w ten sposób wpaść w zupełny dołek. Dlatego w patrzeniu na siebie nie powinno się zaczynać od oskarżania się.
 
Niska samoocena, poczucie pogardy do siebie pojawiają się najczęściej u osób niekochanych, surowo osądzanych, odrzuconych i skrzywdzonych. Ludzie, których nikt nigdy bezinteresownie nie kochał, nie potrafią kochać, także siebie. W osobach surowo osądzanych, na przykład w dzieciach, którym ojciec i matka nieustannie powtarzają, że nic nie potrafią, rodzi się niechęć do siebie. Ludzie odrzuceni są przekonani, że na miłość i akceptację, również siebie samych, muszą sobie zasłużyć, spełniając określone warunki.
 
Dla postawy odrzucenia siebie charakterystyczna jest nieustanna autoobserwacja z domieszką podejrzliwości i porównywanie się z innymi. Sprzyja temu postawa rodziców, którzy bardzo często porównują swoje młodsze dzieci ze starszymi lub odwrotnie albo z dziećmi sąsiadów czy znajomych. Przeważnie wynikają z tego niesprawiedliwe, wręcz brutalne oceny, które powodują u dziecka negację samego siebie. Ważne, by zrezygnować ze śledzenia swoich wad i niedoskonałości, z badania, jak wypada się w porównaniu z innymi.
 
Niechęć do samego siebie może być przejawem pychy, jeśli wynika z próby zadowolenia swojego nienasyconego „ja”. W tej pogoni za nasyceniem swojego „ja” człowiek zapomina jednak, że nie pomoże mu w tym żaden sukces. Kariera, osiągnięcia, stopnie naukowe, bogactwa, konsumpcja nie doprowadzą do miłości siebie. Mądrej miłości siebie może przysłużyć się mądra przyjaźń z drugim człowiekiem oraz poczucie, że jest się przez kogoś szanowanym i kochanym. Jeśli człowiek czuje się kochany, łatwiej mu pokochać samego siebie. Stąd warto budować i szukać takich relacji, w których możemy być kochani i kochać bezinteresownie.
 
Trzeba jednak pamiętać, że doświadczenie ludzkiej miłości jest zawsze w jakiś sposób ograniczone. Dlatego ostatecznym źródłem doświadczenia miłości siebie samego jest miłość Boga: absolutna i bezwarunkowa. Warto zagłębić się w prawdę, że Bóg kocha mnie nie dlatego, że jestem dobry czy doskonały, ale dlatego że zostałem przez Niego stworzony, że jestem Jego dzieckiem. A jeśli Bóg mnie kocha, to ja nie mam prawa nie kochać siebie samego. Jeśli Bóg mnie przyjmuje, ja nie mogę siebie odrzucać. Jeśli Bóg mnie szanuje, ja także muszę się szanować. To doświadczenie wiary staje się ostatecznym i najpełniejszym źródłem autentycznej miłości siebie, która broni nas zarówno przed niechęcią do siebie, jak i przed odrzuceniem i wypaleniem.
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Magdalena Duchnowska
Dlaczego młodym ludziom zdarza się zmieniać partnerów jak rękawiczki? Otóż większość z nich myli miłość, czyli postawę z uczuciem. Myślą, że kochać to znaczy nieustannie unosić się nad ziemią. A jeśli na widok obiektu zainteresowań przestają się pocić ręce, a serca bić jak oszalałe, to pewnie trzeba szukać dalej...
 
Weronika Stachura
Nie sposób oprzeć się pokusie poznania przyszłości. Choćby miało to być przysłowiowe uchylenie zaledwie rąbka tajemnicy nieznanego jutra. Tym bardziej że nadarza się ku temu nie lada okazja – andrzejki. Czy jednak warto zaprzątać sobie głowę ludowymi przesądami? Czy odpowiedzi warto poszukać gdzie indziej?
 
Andrzej Gołąb
Ufam, iż dożyję chwili, kiedy my - katolicy uświadomimy sobie, iż naszym największym świętem, najważniejszym czasem w Kościele i szczególnym wyrazem miłości Boga do człowieka, są trzy dni Triduum Paschalnego: Wielki Piątek (poprzedzony wigilią Wielkoczwartkowej Wieczerzy Paschalnej), Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego. Może przyjdzie chwila, kiedy w miejsce pogańskich obyczajów malowania jajek i chuligańskich kąpieli ulicznych, zwanych tradycyjnie śmigusem-dyngusem, nadamy tym właśnie dniom wymiar głównego święta chrześcijańskiego, z wszystkimi tego - ustawowymi także - konsekwencjami...
 


___________________



___________________
 
 

 

reklama