logo
Piątek, 31 października 2014 r.
imieniny:
Urbana, Krzysztofa, Wolfganga – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
O. Jacek Waligóra OFMCap.
Patrzeć w sumienie
Głos Ojca Pio
 


Patrzeć w sumienie

W książce Anna i Czarny Rycerz Fynna czytamy:
"Jeśli nie zatrzymałeś się na chwilę w ciągu dnia, to nie zrobiłeś niczego, co byłoby warte zachodu, ponieważ czymże jest życie, jeśli zatroskani, nie mamy czasu stanąć i popatrzeć na nie. A wielki starożytny filozof Sokrates powiedział, że życie pozbawione refleksji nad samym sobą nie zasługuje na to, aby je przeżyć".

Podejmując refleksję nad życiem duchowym oraz nad tym, co na nie wpływa, nie sposób pominąć zagadnienia tak ważnego, jakim jest codzienny rachunek sumienia. Czymże byłoby nasze życie, jeśli zabrakłoby w nim codziennie podejmowanej refleksji. Bez tej bardzo oczywistej, a zarazem prozaicznej praktyki duchowej, nie można mówić o jakimkolwiek wzroście duchowym i rozwoju. :Nie jest przesadą stwierdzenie św. Ignacego, że zaniedbanie rachunku sumienia jest pierwszym stopniem prowadzącym do upadku całego życia duchowego. Często jest też tak, że wiele kłopotów, trudności i kryzysów przeżywanych w życiu wewnętrznym wynika z tego prostego faktu, że rachunek sumienia odprawiany jest niedbale bądź niewłaściwie, czy nawet notorycznie zaniedbywany. Rachunek sumienia jest często pierwszą praktyką, która znika z życia modlitwy człowieka wierzącego. Wielu myśli bowiem, że rachunek sumienia nie posiada praktycznej wartości w naszym życiu, tak bardzo przeciążonym różnymi obowiązkami i zajęciami. Często też, nie widząc natychmiastowych efektów, ulega zniechęceniu w praktykowaniu tej formy pracy nad sobą.

Warto pamiętać o tym, że rachunek sumienia jest przede wszystkim modlitwą. Przystępując do codziennego rachunku sumienia nie mogę zapominać, że jest to chwila, w której staję przed Bogiem w prawdzie mojego istnienia. Rachunek sumienia nigdy nie jest jedynie psychologiczną interpretacją, ani też grzeczną czy mozolnie wyprasowywaną, autoanalizą perfekcjonisty o nieokreślonym kolorycie, z przygnębiającym niekiedy wynikiem (A. Cencini, Żyć w pojednaniu, s. 44).

W rzeczywistości jest on wzniesieniem swojego serca do Boga, z uczuciem pewności, że trwam pod pełnym miłości spojrzeniem kochającego Ojca, który pragnie wlać w moje serce poczucie głębokiego sensu oraz pokoju. Odprawiając rachunek sumienia staję przed Bogiem i razem z Nim chcę popatrzeć na minione godziny. Chcę w moim codziennym życiu poszukać przede wszystkim Bożej obecności i działania. Rachunek sumienia jest poszukiwaniem Boga w codzienności. Taki jest najgłębszy sens rachunku sumienia.

Trwając przed Bogiem, spoglądam w wierze na najzwyklejsze wydarzenia, sytuacje, spotkania i próbuję odkryć w tym wszystkim Bożą obecność. Nie chodzi tylko o proste rozliczenie się z popełnionych grzechów, ale o odkrycie Boga w życiu, odkrycie tego, że On mnie pośród tej zwykłej szarej codzienności kocha i wcale nie zapomina o mnie, ale okazuje mi nieustannie swoją ojcowską troskę. Dzięki rachunkowi sumienia mogę odkryć, że w moim życiu istnieje Boża Opatrzność, która nieustannie troszczy się o moje potrzeby - począwszy od tych najbardziej prozaicznych, a skończywszy na tych największych i najważniejszych. Rachunek sumienia prowadzi mnie do odkrycia Bożej Opatrzności w moim życiu.

Przystępując do rachunku sumienia chcę najpierw odkrywać w jaki sposób Bóg przychodził do mnie w ciągu minionego dnia, w jaki sposób okazywał mi swoją troskę, w jaki sposób kochał mnie. Wielu chrześcijan skarży się na to, że ich życie stało się szare, bezbarwne, że nie dostrzegają w nim Boga i Jego pełnego miłości działania, nie czują, że On jest obok nich i troszczy się o nich. Myślę, że osoby te zatraciły praktykę codziennego rachunku sumienia. W moim codziennym rachunku sumienia chodzi przecież najpierw nie o moje grzechy, ale o Pana Boga, który działa w moim życiu, działa z mocą, mądrością i z nieskończoną miłością. To muszę odkryć podczas rachunku sumienia. W przeciwnym razie ogarnie mnie smutek, brak poczucia sensu i samotność. Bo uświadomię sobie tylko, że istnieję ja i mój grzech.

Najpierw muszę odkryć więc Boga i Jego działanie. Powinienem postawić sobie pewne bardzo konkretne pytania: w jaki sposób Bóg przychodził dzisiaj do mnie, w jaki sposób troszczył się o moje potrzeby, o moje życie i o moje zbawienie, w jaki sposób pochylał się nade mną, w jaki sposób przemawiał do mnie, jakie natchnienia wzbudzał w moim sercu, czego Bóg ode mnie oczekiwał, jaką pracę wykonał we mnie i przeze mnie? Szczera odpowiedź na te pytania pozwala dostrzec prawdę oczywistą, ale dla nas często bardzo odległą, że Bóg jest obecny w moim życiu. Ja przyjmuję tę prawdę nie tylko dlatego, bo tak trzeba wierzyć, ale dlatego, że ja mam na to konkretne dowody, których dostarczyło mi to moje dotychczasowe życie. Odkryłem w nim Boga i to jest istotne, to jest najważniejsze. W moim źyciu odkryłem Boga, który mnie kocha i o mnie się troszczy!

Takie odkrycie musi mnie doprowadzić do świadomego dziękczynienia. Wzrastając w wierze coraz wyraźniej dostrzegamy, jak bardzo jesteśmy obdarowani, że wszystko, co nas otacza, jest odbiciem blasku i chwały niewidzialnego Boga. Dostrzegamy też ` swoje duchowe ubóstwo i swoją błogosławioną zależność od Mądrości Bożej. Dziękując Bogu jeszcze bardziej otwieramy oczy i serca na dary, które z woli Boga stały się naszym udziałem. Dziękczynienie uświadamia nam, jak bardzo jesteśmy słabi i ubodzy, bezsilni i bezradni, a jednocześnie - jak wielkie jest obdarowanie nas przez Boga. W tym znajduje potwierdzenie prawda, że Bóg jest dobrym Ojcem, a my Jego dziećmi. W tej pierwszej części rachunku sumienia serca nasze powinny trwać w głębokim dziękczynieniu za dary, którymi Bóg obdarzył nas w ciągu minionego dnia. Być może w konkretnej chwili nie uświadamialiśmy sobie daru, który otrzymujemy, ale teraz - podczas modlitwy, gdy trwamy przed Bogiem - widzimy w całkiem innym świetle to, co się zdarzyło, odkrywamy różne małe zwiastowania, których doświadczamy w zwykłej, szarej codzienności.

Czasem takim zwiastowaniem może być np. natchnienie do modlitwy, czasem myśl, że komuś należałoby pomóc, chwila, gdy ktoś nas wysłucha i zrozumie, czasem otrzymana od kogoś pomoc, czasem dobre słowo, z którym ktoś do nas przychodzi, kiedy indziej może to być nawet cierpienie, którego doświadczyliśmy. Niejednokrotnie jest przecież tak, że Bóg mówi do nas w chwilach cierpienia i przez cierpienie, ale dopiero po jakimś czasie odkrywamy, ile w tym było Bożej miłości i jak głęboki sens miało to trudne doświadczenie. W rachunku sumienia mogę to zobaczyć i powiedzieć za to wszystko proste i szczere: "dziękuję". Te zwykle, codzienne sytuacje ukazują nam ocean miłości Bożej. Trzeba go odkryć i zobaczyć!

Odkrycie Boga w naszym życiu, każe spojrzeć także na samych siebie. W tym momencie należałoby w rachunku sumienia zastanowić się też nad tym, jak my odpowiadaliśmy na pełne miłości przychodzenie Boga do nas, na ile potrafiliśmy w tych małych "zwiastowaniach" mówić Bogu tak? Można postawić sobie pytania: co się w nas wydarzyło, jakie uczucia zrodziły się w naszych sercach, czy nie pozostaliśmy głusi na Boże Słowo i obojętni na Jego natchnienia? Powinniśmy też z wielką uwagą spojrzeć na nasze uczucia, postawy, reakcje, które w nas się zrodziły. Nie powinniśmy się przerażać, ale traktować je poważnie, trwając w świadomości, że właśnie w centrum naszej uczuciowości - czasem bardzo mrocznej, może bardzo spontanicznej - Bóg przebywa razem z nami w sposób najbardziej osobisty i intymny. Dobrze jest zwrócić szczególną uwagę na te wydarzenia, które nas poruszyły i w taki czy inny sposób zaowocowały. Miejmy odwagę stanąć przed Bogiem ze wszystkim, co w nas się dokonało. Nawet jeżeli były to sytuacje trudne, konfliktowe, pełne negatywnych uczuć, starajmy się teraz - w chwili rachunku sumienia - dostrzec tam Boga, który stale nam towarzyszy i który ogarnia nas swoją miłością.

To On i tylko On ma moc, aby zmienić w naszym życiu i w nas samych pewne postawy i zachowania. On jest tu decydujący! To nie moje wysiłki by zmienić życie, ale cierpliwe stawanie przed Bogiem z moją słabością, przychodzenie do Boga z moim grzechem, może mnie zmienić. Bo człowiek nie dlatego jest święty, że nie grzeszy, nie popełnia błędów, ale dlatego, że potrafi z tą swoją słabością i grzesznością stawać przed Bogiem. Rachunek sumienia jest takim czasem, w którym przychodzę do Boga z moim grzechem, przychodzę do Niego pamiętając o tym, że roztrwoniłem wiele darów, którymi On mnie obdarzył. Na tle tego wielkiego obdarowania widzę jasno, jak bardzo nie dorastam do miłości Boga. Jednak dopiero głębokie i spokojne przyjęcie mojej słabości i grzeszności przed Bogiem, prowadzi mnie do uzdrowienia i do zbawienia.

Skrucha, żal, smutek, strapienie nie płyną ze wstydu czy braku zdecydowania wobec naszych słabości, które codziennie dają znać o sobie, lecz są doświadczeniem płynącym z wiary w miarę tego, jak stopniowo odkrywamy coraz większe pragnienie Boga, pragnienie kochania Go coraz bardziej. Pamiętając o cierpliwym oczekiwaniu ojca na powrót marnotrawnego syna i o radości spotkania, możemy lepiej pojąć jak ważny jest czas codziennego rachunku sumienia, przeżywany ze skruchą i w prawdziwym żalu za niewierności.

Spoglądając ze skruchą na moją przeszłość chcę poznać, ku czemu mam zwrócić swoje serce w dniu następnym. Na tę przyszłość chcę popatrzeć z wielką nadzieją i ufnością. Źródłem tej nadziei wcale nie są moje zdolności, możliwości, własne siły; ale głęboka wiara w działanie we mnie Bożego Ducha. Ufam, że moje życie ulegnie przemianie, bo przy mnie jest obecny Bóg, który mnie kocha, troszczy się o mnie i jak dobry i wierny Ojciec będzie mnie prowadził.

Dlatego mam ufność i bać się nie będę. Im bardziej zawierzymy Bogu i pozwolimy na to, by On kierował naszym życiem, tym bardziej doświadczymy pokładanej w Nim nadziei. Ta nadzieja będzie w nas trwała pomimo naszych błędów i słabości. Doświadczenia życia będą nas niekiedy przerastały, będą nas coraz bardziej ogołacały z nieprawidłowych wyobrażeń, w końcu jednak: okażą się radosne i błogosławione. Modląc się o lepsze poznanie delikatnego działania Boga, starajmy się usłyszeć i przyjąć zaproszenie Pana do przemiany tego miejsca w naszym wnętrzu, które On nam wyznacza.

Podejmowane postanowienia powinny dotyczyć właśnie tego miejsca. Każde postanowienie należy przedstawić ufnie Bogu, prosząc, abyśmy zawsze trwali w Jego świętej woli. Często jest tak, że kryterium wyboru stanowi stopień trudności postanowienia. Myślimy; że to, czego chce od nas Bóg, musi być bardzo trudne, musi nas przerastać i przerażać. Takie patrzenie jest często wynikiem fałszywego obrazu Boga, jaki nosimy w sercu, jak również naszej pychy i nie oczyszczonego jeszcze pragnienia własnej wielkości. Należy strzec się postanowień podejmowanych na wyrost, zbyt ambitnie kształtowanych przez wyobrażenia, że Bóg może w nas zdziałać wszystko, co tylko zechcemy. Zaufanie do Boga często okazuje się w pewnej cierpliwości. Nie wszystko musi dokonać się w naszym życiu od razu, natychmiast, bardzo szybko.

Bóg oczekuje od nas wierności w drobiazgach, w rzeczach pozornie bardzo małych i niewiele znaczących. Takim drobiazgiem może być wierność codziennej praktyce rachunku sumienia. Dobrą jest rzeczą podejmowanie postanowień bardzo małych, ale bardzo konkretnych, z których będziemy mogli bez większego trudu rozliczać się przed Panem Bogiem i oczywiście przed samymi sobą.

Nie mogą to być postanowienia piękne. ale bardzo ogólnikowe, jak np.: będę lepiej się modlił, będę gorliwiej spełniał moje obowiązki...
To jest słuszne i piękne, ale co to w rzeczywistości dla mnie znaczy? Podjęte postanowienia nie mogą też ciągle zmieniać się. Niekiedy trzeba trwać przy jakimś postanowieniu kilka miesięcy czy nawet lat. Te ostatnie momenty rachunku sumienia moglibyśmy streścić w słowach, z którymi św. Paweł zwrócił się do Filipian: zapominając o tym, co za mną, wvtężam siły ku temu co przede mną (Flp 3, 13).

Codzienny rachunek sumienia, podejmowany jako rozeznawanie obecności Boga działającego w nas, jest czymś znacznie więcej niż krótkim, powtarzanym raz czy dwa razy dziennie ćwiczeniem o znaczeniu drugorzędnym w stosunku do innych form modlitwy i przeżywania obecności Boga w naszym żvciu. Św. Ignacy czasem dopuszczał możliwość skrócenia codziennej medytacji, jednak nigdy nie pozwalał na opuszczanie rachunku sumienia. Dla niego rachunek sumienia byl świętym ezasem szczególnego spotkania z Bogiem, bowiem pozwala szukać i znajdować Boga we wszystkich rzeczach. Zdaje się on być głównym doświadczeniem modlitwy. Powinniśmy zatem żałować opuszczenia rachunku sumienia bardziej, niż np. codziennej modlitwy kontemplacyjnej w ścisłym tego słowa znaczeniu. Może budzi pewne zdziwienie takie wyeksponowanie rachunku sumienia w naszym życiu. Jednak głębsze spojrzenie na tę formę kontaktu z Bogiem pozwala odkryć, jak ważną i niezastąpioną jest ta właśnie forma modlitwy.

Jeśli zatrzymałeś się na chwilę w ciągu dnia, to nie zrobiłeś niczego, co byłoby warte zachodu, ponieważ czymże jest życie, jeśli zatroskani, nie marny czasu stanąć i popatrzeć na nie.

Jacek Waligóra OFMCap.

O. Jacek Waligóra - był duszpasterzem chorych w Austrii, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Kapucynów (1996-99), obecnie (2002 r.) jest i przełożonym Krakowskiej Prowincji Kapucynów.

 
Zobacz także
ks. Stanisław Łucarz SJ
Istotą krzyża jest to, że doświadcza się w nim skrajnej słabości człowieka i jednocześnie nieobecności Boga. Jest to sama esencja cierpienia. Przed Jezusem najlepiej wyraża to Psalm 22, który jest niejako scenariuszem krzyża. Oczywiście jest w Starym Testamencie wiele innych miejsc i fragmentów, w których znajdujemy mniej czy bardziej wyraźny opis tego egzystencjalnego doświadczenia, cechującego się skrajnym rozdarciem i wymagającego zarazem niezwykłego napięcia wiary.
 
Danuta Piekarz
A wierność jest wtedy, gdy ma się nadzieję i trwa się przy niej, choć inni zwątpili. Wierność to wiara, że wstanie nowy dzień - jutro, pojutrze, zawsze. To ciągła radość, że dziecko, że słońce, że kwiatek, że góry, że... A kto wierny jest w najmniejszej i w wielkiej sprawie wierny będzie (Łk 16,10). Zatem to także trwanie w Bogu, żeby On trwał w nas (J 15,4). Wierność... to nasze życie. Wspomnienia, tu i teraz, a także to, co będzie potem.
 
Joanna Jonderko-Bęczkowska
ilfrid Stinissen OCD porównuje życie takiego człowieka do kogoś, kto zamierza pływać na otwartej wodzie. Przyjemność z takiego pływania w dużej mierze zależy od pogody. Natomiast nurek wcale nie musi się przejmować tym, że pada deszcz albo wieje wiatr. Na głębinie wszędzie jest tak samo spokojnie.
 


reklama