logo
Piątek, 19 grudnia 2014 r.
imieniny:
Beniaminy, Dariusza, Gabrieli, Urbana, Eleonory – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
O. Jan Andrzej Kłoczowski OP
Prorocy i kapłani
List
 


Prorocy i kapłani
(Z Janem Andrzejem Kłoczowskim OP, filozofem religii, rozmawia Iwona Budziak)

 

W Starym Testamencie kapłani stanowili uprzywilejowaną grupę. Kim byli?

Sięgnę po słowa, którymi władze komunistyczne określały księży w Polsce Ludowej: kapłani Starego Testamentu to typowi "funkcjonariusze kultu". Nie sprawowali bowiem funkcji nauczycielskiej, tylko wyłącznie kultową. Do ich zadań należało składanie ofiar. Było ono wyrazem służby Bożej całego Narodu, bo, w imię dobra tegoż Narodu, składali ofiary w nadziei, że Pan będzie mu przychylny. .Na dodatek kapłani mogli wywodzić się jedynie z pokolenia Lewiego.

Kapłanom przypisana była świętość rytualna.

Świętość nie oznaczała doskonałości etycznej a przede wszystkim stan wyłączenia i przekazania siebie Bogu na własność. Kapłani byli więc "wyjęci spoza". Musieli wykonywać pewne określone czynności, które czyniły ich godnymi stanięcia przed ołtarzem Pana. Przepisy świętości kapłanów dotyczyły więc bardziej kwestii rytualnych.

Czy przepisy nie prowadziły zatem do życia "formą"?

Niekoniecznie chodziło tylko o formę. By złożyć ofiarę, kapłani Starego Przymierza nie musieli być doskonali, ale musieli zachować czystość rytualną, przestrzegać zasad dotyczących pożywienia, życia itd. Oczywiście, w stosunku do Nowego Testamentu, różnica jest fundamentalna. Pan Jezus nie mógł być kapłanem w sensie starotestamentalnym, nie pochodził bowiem z pokolenia Lewiego. Gdy autor Listu do Hebrajczyków chciał nazwać kapłaństwo Chrystusa użył ciekawego sformułowania: Chrystus jest kapłanem wedle obrządku Melchizedeka. A kim był Melchizedek? Przecież to ktoś "znikąd", ktoś spoza Izraela.

Co to dla nas oznacza?

Oznacza to, że kapłaństwo Chrystusowe nie jest związane z pochodzeniem w sensie etnicznym. Jezus zrywa tę nić. Od tej pory istnieje tylko jeden kapłan - Jezus Chrystus. Usuwa ofiary Starego Testamentu i ustanawia jedyne Nowe Przymierze.

 

PROROCY

Jezus w oczach współczesnych Mu ludzi uznawany był za proroka. Co znaczyło "być prorokiem"?

Pierwsze skojarzenie, jakie nasuwa się przy słowie "prorok", to myśl, że to ktoś, kto przepowiada przyszłość. Nieprawda. Podstawowym zadaniem proroka jest oznajmianie ludziom tego, czego Bóg oczekuje od nich w dniu dzisiejszym. To ktoś, przez kogo mówi do ludzi Bóg.
W Ewangelii opisana jest bardzo poruszająca scena, gdy Jezus płakał nad Jerozolimą, bo nie poznała czasu swego nawiedzenia. Prorok jest tym, który oznajmia narodowi czas nawiedzenia i wolę, którą na ten czas, ma dla niego Bóg. Dopiero wtórnie, niejako dla umocnienia w tym, czego Bóg obecnie oczekuje, prorok daje nadzieję na przyszłość. Zapowiada perspektywę zbawienia i coraz wyraźniejszą perspektywę pojawienia się Mesjasza. Ale zawsze to zwiastowanie działania Bożego w przyszłości zakorzenione jest w zwiastowaniu danym na teraz.

Czy prorocy swoją działalnością wpływali na kształt historii Izraela?

Walczyli o czystość wiary w Boga Jahwe. Zawsze, co podkreśla też Jezus w Nowym Testamencie, prawdziwi prorocy byli prześladowani, fałszywym zaś schlebiano.
Doskonałym przykładem jest tu osoba Eliasza. W pewnym momencie pozostał jedynym prorokiem Jahwe. Wezwał czcicieli Baala na Górę Karmel na sąd Boży, a ponieważ zwyciężył - musiał uciekać.

O przeciwnikach Eliasza też mówiono, że to prorocy, tyle, że Baala czy Asztarte. Co w takim razie konstytuowało proroka?

To, że przez niego przemawiał do narodu Bóg. Eliasz sprowadził ogień na ofiarę, którą składał. Mógł to uczynić tylko dlatego, że działała w nim moc Pana. Kolejnym kryterium była prawdziwość wygłaszanego orędzia. Jeśli ktoś mówił tylko to, czego chcieli słuchać ludzie, na pewno nie był prorokiem Jahwe. Prorok Jahwe to ten, który najczęściej mówi przeciwko ludziom, żądając od nich przemiany i nawrócenia. To ten, który nie schlebia, a wymaga. Głoszenie ludziom trudnej prawdy może w pierwszej chwili zaowocować odrzuceniem, ale ziarno słowa zostaje, niepokoi i w końcu wydaje owoc. Na pewno prorok nie jest człowiekiem happy endu. Żadna wielka praca duchowa nie jest pracą, w której można liczyć na poklask. Na wyborach prawdziwi prorocy przegraliby, bo ludzie oczekują tego, co chciałyby usłyszeć ich, mówiąc językiem proroków, świerzbiące uszy. A prorok nie jest od tego, by mówić ludziom słowa miłe, tylko słowa budzące ich do prawdy i życia.

Bóg, o Którym mówili prorocy, to Bóg o Którym i dziś niełatwo czytać - groźny, odległy...

To jeden z wciąż żywych mitów, który wmówili nam gnostycy. Owszem, w jakimś stopniu jest prawdą, że Pan Bóg Starego Testamentu to Ktoś groźny. Ale czy Pan Jezus nie był groźny i stanowczy? Nie róbmy z Pana Jezusa hippisa! To był Prorok pełen mocy i grozy. U Izajasza czytamy: Czyż może niewiasta zapomnieć o swoim niemowlęciu, ta która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Bóg jest jak matka, która przytula niemowlę do policzka. Pełen łaski i miłosierdzia. Te słowa nieustannie powracają w tekstach starotestamentalnych. Oczywiście jest też Bogiem, który stawia człowiekowi wymagania.

Jakie są to wymagania?

Wymagania wierności Przymierzu, zawartemu z Izraelem, które zostało potwierdzone krwią wołów i owiec. Ponieważ wiara w Jahwe była trudniejsza niż wiara w okoliczne bóstwa, Izraelici nieustannie ją zdradzali. Gdy zmieszali się z ludnością kananejską w naturalny sposób przejęli elementy jej religii. Była to religia agrarna, uznająca, że niebo jest bogiem (Baalem) zapładniającym łono Matki-ziemi (Asztarte). Każdy rolnik wiedział, co to oznacza: "trzeba dogadać się z Baalem, by spadł deszcz, a wtedy Asztarte zrodzi zboże i będzie co jeść". Jahwe natomiast wymagał od ludzi posłuszeństwa, stosowania się do przykazań, szacunku dla wdowy, sieroty i cudzoziemca...Wciąż stawiał jakieś niesłychanie trudne, etyczne wymagania.
Prorocy o tym przypominali i w ten sposób przygotowywali Naród na przyjęcie Mesjasza. Czynili to nie tylko zapowiadając Jego nadejście, ale także ucząc Izraela trwania w wierności Przymierzu. Chcieli, by Naród był duchowo gotów na to, co zaplanował dla niego i przez niego Bóg.

Który spośród starotestamentalnych proroków jest Ojcu najbliższy?

Bardzo bliski jest mi Jeremiasz, bo opowiada o swoich wewnętrznych przeżyciach, wątpliwościach, dylematach związanych ze swoim powołaniem. Wyrzuca Bogu: Dlaczego mnie wybrałeś? Ma powody do buntu, jego życie było bardzo trudne. Gdy myślę o nim zawsze przypominają mi się słowa duńskiego filozofa Sorena Kierkegaarda, który mówił, że Bóg wybierając kogoś w boskiej perspektywie, "przeklina" go w ludzkiej.

Niemiłe to dla ucha.

To prawda, ale tak jest. Bóg nie wybiera sobie sług, by było im dobrze. Tak stało się z Ozeaszem. Swoją osobistą tragedię - utratę żony, która odeszła od niego dla nierządu, uczynił obrazem niewierności Izraela wobec Boga.
Przyznam, że lektura proroków jest trudna. Często, gdy czytamy te teksty bez wprowadzenia - komentarza historycznego, ich słowa zawieszone są w próżni. Ważny jest też kontekst tych słów, bo wtedy rozumiemy, jaka jest treść tego doświadczenia duchowego, które staje się udziałem wybranego człowieka.

Dramatyczne były zmagania proroków z Bogiem. Zawsze musiało nastąpić w człowieku dopiero jakieś pęknięcie, by poszedł za Bożą wolą. Bolesna była ta służba Panu, oddanie Mu swego głosu.

Tak, to straszna rzecz wpaść w ręce Boga samego.

 

ZNAĆ BOGA

Prorocy często wzywali do "poznania Boga". Co znaczyło "znać Boga"?

To bardzo ważne przesłanie. "Poznanie" to biblijne słowo niesłychanie bogate w znaczenia. Poznać kogoś, to "wejść z nim w relację" Poznać Boga, to znaczy pozostać w głębokim związku z prawdziwym Jahwe, Takim, który przekracza drogi człowieka i ludzkie myślenie, a nie jest na miarę cielca, którego człowiek chciałby sobie zrobić. Tak jak Izraelici, nieustannie budujemy sobie złotego cielca, którego utożsamiamy z Bogiem. Zadaniem proroków , jest , tak jak Mojżesz, niszczyć tego cielca. Prorok odziera Boga z naszych wyobrażeń. Mówi: poznajcie Jahwe.

Ale stopień poznania Boga zmienił się od czasów Mojżesza.

Oczywiście, przede wszystkim dlatego, że poznaliśmy Jezusa Chrystusa. Mamy niesłychany, tajemniczy wgląd w samo wewnętrzne życie Boga, troistość Osób. Najważniejsze jednak pozostało: tak jak Izraelici, mamy chodzić Jego drogami.

Prorocy mieli bardzo dramatyczne doświadczenie spotkania z Panem Bogiem, kapłani - nie. Czy to nie dziwne?

W każdej religii jest takie niebezpieczeństwo, które nie ominęło także religii objawionej, że w pewnym momencie człowiek próbuje znaleźć sposób na Pana Boga. Jednym z takich "sposobów" jest poprawne sakralne zachowanie. Odwołajmy się do naszych czasów. Ktoś uważa się za dobrego katolika, dlatego, że chodzi w niedzielę do kościoła, podczas gdy jego życie niczym nie różni się od życia innych ludzi.

Statystycznie na pewno można by go uznać za dobrego katolika.

No tak, ale czy Pan Jezus chciał statystycznych wiernych, czy tych, którzy należą do Niego całym sercem? Nie znaczy to, że prorok ma być tym, który mówi: "Nie chodź do kościoła w niedzielę", ale tym, który mówi: "Bracie, Bóg wymaga od ciebie czegoś więcej". Doprawdy, Pan Jezus będzie nas sądził przede wszystkim z tego, jacy byliśmy wobec naszych bliźnich. Nie chcę przez to nikogo gorszyć i namawiać do tego, by nie chodził do kościoła. Wręcz przeciwnie. Należy chodzić po to, by spotykając Chrystusa zaczerpnąć od Niego siły do kochania ludzi.

 

IN PERSONA CHRISTI

W Starym Testamencie byli kapłani, prorocy, mędrcy, sędziowie, królowie...

To były różne funkcje, które wzajemnie się uzupełniały. W Chrystusie one wszystkie się zostały połączone. Jezus jest Kapłanem, Prorokiem i Królem. Każdy chrześcijanin przez chrzest ma udział w tej kapłańskiej, prorockiej i królewskiej funkcji Chrystusa. To jest właśnie kapłaństwo w obrządku Melchizedeka.

Jednak chrześcijanin często tego nie doświadcza.

Cóż, można urodzić się człowiekiem i nigdy nim nie być, to znaczy nigdy nie żyć odpowiedzialnie. Dzięki łasce przemieniającej, którą otrzymaliśmy na Chrzcie św. zostaliśmy wszczepieni w Chrystusa, niezależnie od tego, czy o tym wiemy, czy nie. Każdy z nas ma udział w kapłaństwie, proroctwie i królestwie. Oczywiście, prócz kapłaństwa powszechnego istnieje sakrament kapłaństwa. To kapłaństwo posługi wedle obrządku Melchizedeka, które wypływa z powołania indywidualnego, jakie zostało rozeznane, przyjęte i udzielone przez Kościół. W tym sensie kapłaństwo Nowego Testamentu jest bliższe powołaniu prorockiemu. Także w doświadczeniu przepalającego ognia Bożego, którego doświadczali prorocy.

Na czym zatem polega nowotestamentalne kapłaństwo?

Oczywiście każdy z nas, uczestnicząc we Mszy św. na zasadzie kapłaństwa wiernych, składa siebie w ofierze. Natomiast zadaniem kapłana służebnego jest dopełnienie uobecniającej się bezkrwawej ofiary Chrystusa. Kościół prowadzony Duchem Bożym, w imię Chrystusa, sprawuje tajemnicę Słowa i ofiarę Ciała i Krwi. To jest funkcja kapłana. Należy pamiętać, że nie robi on tego na mocy własnego kapłaństwa, tylko "in Persona Christi" ( w osobie Chrystusa). Proszę zwrócić uwagę, że kapłan wypowiadający słowa konsekracji mówi: "To jest bowiem Ciało moje..." Nie moje - Jana Andrzeja, tylko Ciało Chrystusa.

Jest to wstrząsające.

Doświadczam tego za każdym razem, gdy odprawiam Mszę św. Wierzę Kościołowi, który każe mi to mówić i wiem, że tak ma być, ale stale jest to dla mnie tajemnica, która mnie przerasta. Wierzę, że jest we mnie Chrystus, ale dlaczego ja mówię nad hostią: "To jest Ciało moje"? Chrystus powiedział: Jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata i te słowa mają swój wymiar mistyczny, ale też wymiar nieustannego Wcielenia. Bo czymże jest Kościół jak nie trwaniem Wcielenia Chrystusa? Czasami błędnie mówimy w modlitwie "Anioł Pański": "Słowo stało się Ciałem i mieszkało między nami". Nie - "mieszkało", a "zamieszkało. To Wcielenie trwa również w sakramentalnych znakach, które sprawują powołani . Mają oni szczególny udział w kapłaństwie Chrystusa. Kapłaństwo to, przez składanie ofiar, oczywiście jest kontynuacją kapłaństwa Pierwszego Przymierza, ale jest już ono zupełnie inne - jest sprawowane w bardziej prorocki sposób.

Czy to znaczy, że dziś te dwie funkcje - kapłańska i prorocka splatają się ze sobą?

Niekoniecznie. Prorokiem może być człowiek świecki, jak np. Franciszek z Asyżu. Dla mnie takimi prorokami są Karol de Foucolde, siostra Faustyna, św. Teresa z Lisiuex, także Martin Luther King, który poniósł śmierć za to, co głosił w imię Chrystusa i Ewangelii, gdy upomniał się o równość wszystkich ludzi. Wydaje mi się, że objawienia maryjne też mają charakter profetyczny.

Co w dzisiejszej lekturze proroków jest najistotniejsze. Jak ich czytać?

Uważam, że główny problem współczesnego człowieka to problem nadziei. Ludzie żyją powierzchownie, żyją, jak to ktoś powiedział, masową kulturą analgetyków. Boja się tego, co przyniesie przyszłość. Znieczulacze współczesnej kultury, pozwalają im przeżyć z dnia na dzień, gdy gdzieś głęboko tkwi w nich przerażenie. Wydarzenia takie, jak te z 11 września w Nowym Jorku, tylko potęgują ten lęk.

Te ataki terrorystyczne miały zachwiać poczuciem bezpieczeństwa.

Też, ale miały przede wszystkim spowodować w ludziach odruchy nienawiści. Bo nienawiść budzi nienawiść. Trzeba jej przeciwstawić nadzieję. Prorok współczesny to prorok nie sukcesu, ale nadziei. Nadziei na to, że historia i wszystkie jej wydarzenia znajdują się w rękach Boga, Który naprawdę istnieje. Nie prowadzi On świata do cudownego happy endu, ale do ocalenia i zbawienia.

Ojcze, ale wobec zła, które ujawnia się w takich sytuacjach jak nowojorska katastrofa, sama nadzieja to trochę za mało.

Słyszę w tych słowach niedocenienie nadziei. Mylimy ją ze spodziewaniem się, że wszystko będzie dobrze. A nadzieja jest czymś zupełnie innym. Jeżeli ma pani rodzinę, to znaczy, że ma pani nadzieję. Trzeba mieć nadzieję, żeby założyć rodzinę. Trzeba zaufać przyszłości, temu, że jest jakieś dobro, które zostanie ocalone.
Nadzieja nigdy nie jest samotna, zawsze wypływa ze związku z drugim człowiekiem.. Gdy nas ktoś zawiedzie, owocuje to w nas najczęściej rozpaczą, która jest odwrotnością nadziei. Natomiast jeżeli jest ktoś, na kim mogę w pełni złożyć swój ciężar, ta nadzieja rośnie a wraz z nią rośnie też nasza odwaga do życia. Dlatego prorokami XXI wieku staną ci, którzy będą w ludziach umacniali nadzieję. Bowiem porażenie złem, które nas dotyka i które owocuje rozpaczą, jest największym duchowym wyzwaniem naszych czasów.

Z Janem Andrzejem Kłoczowskim OP rozmawiała Iwona Budziak

 
Zobacz także
ks. prof. Edward Staniek
Pan Jezus zapowiada władzę, jaką pragnie przekazać w ręce św. Piotra. Mistrz w formie testu stawia Dwunastu Apostołom pytanie, za kogo ludzie Go uważają. Chodzi o zbadanie ich inteligencji oraz krytycyzmu, o sprawdzenie, w jakiej mierze umieją obserwować otoczenie oraz o ile kontrolują opinię publiczną określającą ich Mistrza. Pada kilka odpowiedzi. Chrystus w formie testu stawia drugie pytanie: A wy za kogo Mnie uważacie?
 
ks. Tomasz Jelonek
Abraham pojawia się jako człowiek, któremu Bóg stawia zadanie, a dopiero potem złoży mu obietnicę. To zadanie wymaga zawierzenia Bożemu słowu i jest wymagające. W dalszej historii zbawienia bardzo często powołanie będzie łączyło się z nakazem opuszczenia tego wszystkiego, co stanowi dotychczasową treść życia...
 
Marcin Jakimowicz
Chrześcijaństwo nie jest suszeniem zębów, a do jego przykazań nie należy „keep smiling”. To radość na o wiele głębszym poziomie, radość obejmująca również bóle życia. To radość z tego, że śmierć została pokonana. Warto więc kochać, cierpieć, żyć – bo jeśli Chrystus prawdziwie zmartwychwstał, to dobro i smak istnienia są niezniszczalne w ostatecznym rozrachunku... To właśnie cieszy: życie jest godne życia.
 

reklama