logo
Czwartek, 21 września 2017 r.
imieniny:
Darii, Mateusza, Wawrzyńca, Hipolita – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Poznański SJ
Wybór i przeszkody w jego realizacji
Posłaniec
 


Słuchałem kiedyś pewnej młodej kobiety. Opowiadała o swoich pragnieniach zrealizowania wspaniałej idei. Podczas rekolekcji potwierdziło się, że to jest jej życiowa misja. Właściwie zawsze tym żyła, choć nie zawsze zdawała sobie z tego sprawy. Jednak wtedy była też matką, miała trójkę małych dzieci. Kosztowały one mnóstwo czasu. A tu jeszcze chorują, pojawiają się trudności w szkole. Wszystko wydawało się sprzeciwiać wielkiemu i dobremu celowi, w podjęcie którego chce i pragnie się zaangażować.
 
Co zrobić, gdy wiemy, że dokonaliśmy dobrego wyboru, ale następnie okazuje się, że pojawiają się trudności, by go zrealizować? Jeżeli proces rozeznania był dobrze przeprowadzony, to znaczy, że wybór jest wolą Bożą. Ale jednocześnie spotykają człowieka takie przeszkody, które wydają się odsuwać, a wręcz uniemożliwiać zrealizowanie podjętej decyzji.
 
Wybór Piotra
 
Spróbujmy najpierw spojrzeć na znaną scenę z Ewangelii św. Marka (16, 13-26) z trochę innego niż to się zazwyczaj czyni, punktu widzenia. Jezus pyta uczniów: „Za kogo uważają ludzie Syna Człowieczego?” Pyta więc o to, do jakiego rozeznania doszli wszyscy ci ludzie, którzy widzieli Jego czyny, słyszeli Jego słowa. Jak te znaki zinterpretowali i jaką decyzję na bazie tych znaków podjęli co do tożsamości Jezusa. Padają różne odpowiedzi. Jedni zdecydowali się widzieć w Jezusie Jana Chrzciciela, inni rozeznali, że On chyba musi być Eliaszem, jeszcze inni, mając widocznie więcej wątpliwości, mówią ogólnie, że to prorok. Jezus nie neguje tych odpowiedzi, nie uważa ich za błędne. W istocie, jest bowiem w pewnym sensie i pierwszym i drugim i trzecim. Są to dobre rozeznania i na tym etapie właśnie takie wystarczą dla realizacji misji, jaką Jezus przyszedł wśród tych ludzi pełnić. Gdy chwilę później Piotr mówi do Jezusa, że jest Mesjaszem – co jest pełnym rozeznaniem tego, kim jest Jezus – On zabrania – i to surowo – rozgłaszać tego najlepszego wyboru spośród możliwości określenia Jego tożsamości. Czyżby nie było to dla Niego ważne, by ludzie dokonywali najlepszych możliwych wyborów? Nie zupełnie. Wydaje się, że to nie dokonywanie najlepszych wyborów jest najistotniejsze. Ważne by były dobre, niekoniecznie muszą być najlepsze.
 
Sposób realizacji wyboru
 
Wydaje mi się, że ważniejsze dla Jezusa jest coś innego. Mianowicie, to jak człowiek realizuje te wybory. I o tym mówi druga część ewangelicznej sceny. Piotr najlepiej rozeznał, kim jest Jezus, mianowicie Mesjaszem, ale źle rozpoznał drogę, na jakiej bycie Mesjaszem ma być zrealizowane. Dla Jezusa jest to bardzo istotne. Stąd ów gwałtowny sprzeciw: „Odejdź ode mnie szatanie!” Jezus uzasadnia ten sprzeciw tym, że Piotr nie myśli po Bożemu lecz po ludzku. Jezusowi bardziej zależy na tym, jak człowiek myśli o realizacji wyboru, który podjął. Wybrać coś to jedna sprawa. Zrealizować to druga, całkiem odmienna rzecz. Realizacja wyboru, który się rozpoznało jako wolę Bożą wymaga myślenia po Bożemu.
 
Co to znaczy myśleć po Bożemu, o tym Jezus mówi zaraz w następnych wersetach: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.” Z ludzkiego punktu widzenia są tu zawarte sprzeczne stwierdzenia. Brak w tym wszystkim „logiki”, sprzeciwia się to ludzkiemu zdrowemu rozsądkowi i rozumowi. W istocie, myślenie po Bożemu jest radykalnie odmienne od ludzkich standardów racjonalności i wartościowań. Realizacja Bożej woli – takiej, jaką nam się udało rozpoznać – według myślenia po Bożemu jest istotniejsza niż przesadna troska o najlepszy możliwy wybór. Nieraz można tak ugrzęznąć na etapie dokonywania wyboru, że latami człowiek żyje w zawieszeniu.
 
Sens przeszkód i trudności
 
Być może czasami wszystko przeszkadza nam w realizacji podjętego wyboru właśnie dlatego, że nie realizujemy go po Bożemu, ale według ludzkiego myślenia. Czasami też może być tak, że Bóg daje nam rozeznać Jego wolę, ale jednocześnie chce nas też przygotować do tego, byśmy nie tylko wybrali, ale także zrealizowali wybór według Jego woli. Potrzebujemy do tego przygotowania. I może właśnie wierne trwanie przy dobrym wyborze i jednocześnie zmaganie się z przeciwnościami w jego realizacji ma być naszą duchową drogą, pewnym procesem, który będzie nas wewnętrznie przekształcał, przemieniał, usposabiał nasze serca, przełamywał schematy umysłu i nasze przyzwyczajenia po to, byśmy mogli postrzegać rzeczy tak, jak widzi je Bóg. Być może czasem niemożność zrealizowania podjętego wyboru jest nam dana po to, by mogła się w nas wytworzyć jakaś istotna duchowa wartość, której inaczej nie moglibyśmy osiągnąć, a która jest niezbędna do tego, by jednak później zrealizować podjęty wybór ale już po myśli Bożej.
 
Wracając do historii matki. Jak się po latach okazało, to właśnie zaangażowanie w bycie matką przygotowało ją do wspaniałego realizowania rozpoznanej przez nią życiowej misji. Wykształciło w niej pewne cechy i przekształciło duchowo tak, że była zdolna każdego dnia pięknie osiągać wielki i dobry cel.
 
Jacek Poznański SJ
Posłaniec Serca Jezusowego - maj 2013
 
 
fot. Dimitrisvetsikas1969 Birds | Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
Daleki jestem od umieszczania grzechu w centrum chrześcijaństwa. Łaska jednak poprzedza nas we wszystkim, bo „umiłowani zostaliśmy przed założeniem świata”, jak pisze św. Paweł w Liście do Efezjan. Bóg nie objawił nam swego miłosierdzia i dobroci tylko dlatego, że zgrzeszyliśmy, jakbyśmy przed grzechem ich nie potrzebowali. Jednakże wydaje się, że bez zdrowego rozpoznania własnej grzeszności, które jest także Bożym darem, nie możemy w pełni otworzyć się na wyzwalającą i uzdrawiającą moc Chrystusa. 
 
Małgorzata Więczkowska
Choć żyjemy w coraz bardziej cywilizowanym świecie, wiara w zabobony i przesądy ma się dobrze. Bez trudu przecież spotkamy tych, co będą odpukiwać w niemalowane drewno, by czegoś nie zapeszyć, nie przywitają się przez próg, zawrócą widząc przebiegającego przez jezdnię kota, zawieszą czerwona kokardkę w wózku, żeby im ktoś dziecka nie zauroczył, czy też wierzą w feralne dni i moc amuletów. 
 
Michał Wojciechowski
„Ojcze nasz” to nie tylko krótka formuła modlitewna, której może się łatwo nauczyć dziecko. Treść tej modlitwy jest tak bogata i gęsta, że odmawiając ją z namysłem, możemy sporo dopowiedzieć i ją poszerzyć. Nie trzeba tu nawet niczego dodawać, swojego zrozumienia i skojarzeń. Wystarczy dostrzec, że krótkie wezwania prowadzą do wielu pokrewnych treści. Są listą tematów do modlitwy. 
 
 
___________________
 
 reklama