logo
Poniedziałek, 24 kwietnia 2017 r.
imieniny:
Bony, Horacji, Jerzego, Fidelisa, Grzegorza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Piórkowski SJ
Żonglerka mądrością
Mateusz.pl
 


Osiągnąć pełnię życia
 
„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni”(Mt 5, 17-18).
 
Tym stanowczym zapewnieniem Chrystus potwierdza, że Prawo i Prorocy są przekazicielami odwiecznej mądrości. W niej wyraża się Boży plan, „tajemnica ukryta od wieków” (Rz 16,25), odsłaniając się człowiekowi przez objawienie. Posłuszeństwo woli Ojca gwarantuje zwieńczenie wspaniałego dzieła, którego wykonawcą jest Jezus. Dlatego niczego nie można zmienić w Prawie, ponieważ dzieło nie jest jeszcze kompletne. Wszystko jest w trakcie realizacji. Podobnie zadaniem każdego chrześcijanina jest właściwie odczytanie objawiającej się mądrości, zarówno w Biblii jak i w otaczającym nas świecie, by idąc za jej głosem, osiągnąć pełnię życia.
 
Niektórzy czują się przerażeni myślą, że Bóg z góry przygotował projekt i oczekuje od nas jego wdrożenia. Od razu pojawia się krzyk: A gdzie wolność? Co z naszą autonomią? Ale nie bójmy się, istnienie planu nie implikuje, że Bóg chce z nas uczynić marionetki lub zaprogramowane androidy. Dzieje ludzkiego grzechu to właśnie wmawianie sobie, że mądrość zmusza nas do powielania gotowych schematów i koliduje z ludzką wolnością. Pokusa węża w ogrodzie rajskim zmierzała ku temu, aby przekonać człowieka, że Bóg wszelkimi środkami dąży do ograniczenia naszego pola manewru. „Jesteście tylko pionkami na szachownicy, które Bóg przesuwa to tu, to tam. Wymyśla jakieś dziwne zasady: tu drzewo życia, tam drzewo poznania. Tego nie jedz, tamtego nie dotykaj. A wszystko po to, żeby skrępować wasze ruchy”.
 
Pokusa obiecuje wiele

W istocie wszystko sprowadza się do rozpaczliwej próby zniekształcenia odwiecznej mądrości i zaprzeczania, że istnieje cokolwiek stałego. Człowiek, duch niespokojny, ciągle waha się pomiędzy przyjęciem tego, co jest a przetwarzaniem rzeczywistości na własną modłę.
 
To zmaganie widać chociażby wśród filozofów, którzy od wieków główkują nad tym, w jaki sposób poznajemy otaczający nas świat. Czy nie pozostaje nam nic innego jak odczytanie tego, co od dawna zostało określone? Czy rację ma Hugo od św.Wiktora pisząc, że „cały świat, postrzegamy zmysłami, jest księgą zapisaną ręką Boga”? Jeśli chcemy prowadzić dobre życie, musimy nauczyć się sztuki czytania stworzonego świata. A może mądrość to Boża muzyka, gdyż „najwyższy Rzemieślnik uczynił cały wszechświat na kształt cytry, umieszczając na niej struny, z których wydobywa różnorodne dźwięki” (Honoriusz z Autun). Aby je usłyszeć, musimy jedynie nachylić uszu. Dzięki tej muzyce, odnajdziemy właściwą drogę.
 
Inni twierdzą jednak, że to my nadajemy rzeczom znaczenie. Istnieje tylko to, co wymyślimy. Ludzkim słowem możemy niemal powoływać do istnienia. Wydaje się, że nasze słowo ma moc stwórczą równą boskiej. Sami możemy ustalać nowe prawa, modyfikować to, co nam się nie podoba. Mądrości się nie odczytuje. Mądrość się stwarza. Język nie opisuje, lecz tworzy sens. Dlaczego człowiek ma wprowadzać w życie jedynie czyjś plan, skoro sam może go kreować według własnej woli? Władza człowieka przejawia się dzisiaj nie tylko w poskramianiu natury, ale w próbie ustanawiania rzeczywistości. Taką siłę w jakimś stopniu posiadają dzisiaj media, które nie tylko chcą informować, lecz kształtować opinie, wpływać na bieg dziejów, wytyczać nieznane dotąd drogi, inicjować nowe standardy. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia, łącznie z religią i moralnością. Jak to wygląda w praktyce?
 
W codziennym użytku pojawiają się słowa dziwolągi, które rozmydlają i rozwadniają pojęcia, negują fakty lub przesadnie je wyolbrzymiają. W języku angielskim używa się obecnie wielu takich słów. Na przykład, wojskowy termin „collateral damage” dosłownie oznacza „drugorzędne, niezamierzone zniszczenia”. Ale nawet najbardziej piękne i sprytne słowa nie ukryją faktu, że w rzeczywistości chodzi o ofiary śmiertelne wśród ludności cywilnej, powstałe na skutek działań zbrojnych. Znacznie łagodniejsze „political correctness” zastępuje świerzbiący „konformizm”. Nie można wypowiadać niektórych zdań i opinii, choćby były słuszne, aby nie nikogo nie urazić, co nazywa się polityczną poprawnością. Przez wieki małżeństwem nazywało się relację między mężczyzną i kobietą, dzisiaj pisze się o „same-sex marriage” – o małżeństwie osób tej samej płci. Dziecko nienarodzone to embrion. Ojciec i matka to partnerzy. A szympanse, jak razu pewnego przegłosował hiszpański parlament, mają takie same prawa jak ludzie. Dzięki nowym nazwom możemy oswoić to, czego tak naprawdę nie da się ugłaskać. W ten sposób nie odczytujemy tego, co dotąd nieznane, gdyż wówczas ukuwa się nowe terminy, lecz zastępujemy stare nazwy nowymi, próbując na siłę zmienić ich wymowę.
 
Skąd ta tendencja?

Hanna Arendt miała rację, iż współczesne myślenie nie wierzy, aby prawda była nam objawiona. To nasz umysł „produkuje” prawdę. W scenie kuszenia Chrystusa diabeł mówi: „Powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem” (Mt 4,3). Jezus odrzuca tę propozycję, nie tylko dlatego, że nie chce być czarodziejem. Jako człowiek widzi wyraźnie: kamień nigdy nie może stać się chlebem. Kamień to kamień. A chleb to chleb.
 
Wolność nie jest nieograniczona. Faktem jest, że rozum ludzki może sobie wykoncypować coś, co w żaden sposób nie odzwierciedla stworzonego porządku. Jeśli coś pojawia się w naszym umyśle, to znaczy, że istnieje. Ale to jest karykatura boskiego rozumu. Prawdziwą mądrość można tylko przyjąć albo odrzucić. Jeśli wybierzemy tę drugą opcję, nie dziwmy się, że znajdziemy sobie ekwiwalent mądrości. Jednak dokąd wówczas dotrzemy?
 
Dariusz Piórkowski SJ
mateusz.pl
 
fot. Moise Theodor, Juggler
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
ks. Edward Staniek
Nikogo z ludzi Chrystus tak nie pochwalił jak Jana syna Elżbiety i Zachariasza. Nawet o swojej mamie nie wypowiedział publicznie tak pięknych i ciepłych słów jak o nim. Łączyło ich nie tylko pokrewieństwo, lecz i przyjaźń. Znał jej tajniki ich wspólny uczeń Jan, syn Zebedeusza, autor czwartej Ewangelii. Jan obserwując wzrost popularności Jezusa cieszy się i – jak przystało na dobrego przyjaciela – dobrowolnie ustępuje Mu miejsca. 
 
ks. Leszek

Odsłonięty Krzyż. Grób. Dzień bez liturgii. Dzień nieobecności Boga. Bóg umarł. Niebo milczy. Bóg nie odpowiada. Cisza. Jakby po śmierci Jezusa, Kościół przeżywał własną śmierć i szukał drogi wyjścia z niej.
 
Aneta Pisarczyk
Nieraz mówi się o nas Polakach, że narzekanie mamy we krwi. I rzeczywiście coś w tym jest. Bardzo często siedzi ono w nas samych. Wiele codziennych rozmów zaczyna się bądź jeszcze częściej kończy narzekaniem. Są osoby, dla których stało się ono swoistym stylem życia. Nie jest to bynajmniej dobre dla naszej kondycji psychicznej. I co istotne, nie ma też nic wspólnego z chrześcijańską ufnością i zawierzeniem. Narzekanie jest na wskroś niechrześcijańskie. 
 
 
___________________
 
 reklama