logo
Środa, 12 sierpnia 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Żyję w bólu 24 h na dobę.
Autor: Humanx (---.centertel.pl)
Data:   2019-07-04 19:07

Hej,
Piszę do Was, ponieważ dzisiaj umarła ważna część mnie. Nie potrafię zebrać myśli. Łapię się na tym, że nie mam ochoty składać tych zdań. Chciałabym żeby ktoś po prostu znał całą sytuację bez jakiegokolwiek tłumaczenia a jednocześnie wiem, że to niemożliwe. Wyrzucam to z siebie, ponieważ nie mam innego pomysłu. Dwa lata temu byłam osobą, która żyła normalnie. O ile można tak powiedzieć ;) wiecie o co chodzi: praca, rodzina, znajomi. Samorealizacja, życie pełną piersią. Z natury jestem optymistką i starałam się zarażać tym innych. Chciałam aby relacje, które nawiązuję, zawsze były głębokie. Taki typ w stylu wiara w każdego człowieka, pomoc w potrzebie, przyjaźń na dobre i złe. Traktowałam to naprawdę serio. Idąc tak przez życie, widziałam, że ludzie nie wierzą w taką ideę. Widziałam ich strach przed bliskością do drugiego człowieka, brak wiary w to, że takie kontakty są w ogóle możliwe. Nigdy nie rezygnowałam z takiego podejścia, ponieważ widziałam, że takie zachowanie procentuje i moje starania nie idą na marne. Zdaję sobie sprawę, że nikt nie jest doskonały. Posiadałam własne autorytety, które motywowały mnie do takiego działania, dzięki czemu wprowadzałam w życie to co mnie samej imponowało. Uważam to za ważne. Tak jak u większości z Was, pojawiło się obok mnie grono tych najwierniejszych. Tzw. team co to niezależnie od sytuacji zawsze będzie wspierał, podtrzymywał na duchu. Można powiedzieć, że było dobrze. To znaczy do dzisiaj, ponieważ zrozumiałam, że żyłam w iluzji. Boję się tych myśli, jednocześnie wiem, że muszę stawić w prawdzie z tą sytuacją, ponieważ nie mam innego wyjścia. Owszem mogłabym udawać, że tego nie ma, ale niestety nie mogę. To mnie boli. Moje życie potoczyło się w taki sposób, że zachorowałam przewlekle. To choroba nieuleczalna, na którą nie ma obecnie leku. Schorzenie jest trudne, ponieważ powoduje, że żyję w bólu 24 h na dobę i nic nie można z tym zrobić. Poszukiwanie leku to metoda prób i błędów. Na razie niestety nie udało mi się trafić na plus w tej loterii ;) W efekcie doszło do tego, że pozostaje mi łóżko, cztery ściany i telefon. Nie wdając się w szczegóły, stan jest na tyle poważny, że od pewnego czasu widywałam się z paczką dość rzadko. Nie ma reguły, ale nawet raz na 2 miesiące. Kiedy się spotykamy, słucham co mówią, interesuję się ich sprawami oraz jestem zaangażowana w rozmowę na sto procent. Po prostu znamy się tak długo, że traktuję ich jak rodzinę. Przez wiele lat naszej znajomości z ich strony również padały takie deklaracje. Kiedy zachorowałam to przez półtora roku walczyłam z tym sama. Wiecie to ten stan, kiedy jeszcze trzyma się ten fason, szuka rozwiązań, trwa i uważa, że to chwilowe. Wtedy właśnie moje spotkania zaczęły mieć mniejszą częstotliwość, jednak zawsze, kiedy sytuacja tego wymagała, zapierałam się w sobie i wspierałam jak mogę, kiedy u któregoś było niestabilnie. W końcu po kilku oddziałach w szpitalu i wielu konsultacjach medycznych zrozumiałam, że przypadłość z która się zmagam nie jest standardowa. Wysiadłam psychicznie. Nadszedł ten czas kiedy potrzebowałam wsparcia. Nie chodziło o prowadzenie nie wiadomo jakich wywodów a o 5 minut rozmowy o tym z czym sobie nie radzę. Natrafiłam na ścianę nie do przebicia. Zaczęłam być uciszana na początku rozmowy i krytykowana za to, że w ogóle podejmuję ten temat. Moja rodzina, z która przeżyłam wiele ważnych chwil (pomimo że nie łączyły nas więzy krwi to razem dorastaliśmy) pokazała mi coś czego nigdy bym się po nich nie spodziewała. Zrozumiałam, że chcą rozmawiać tylko o przyjemnych rzeczach a kiedy u mnie pojawiły się poważne problemy, to mam to zachować dla siebie. Na dodatek zostało to przekazane z takim nietaktem, że nie mogę przejść nad tym obojętnie. Jednocześnie przez wiele lat ich problemy zawsze były dla mnie priorytetem. Nie chodzi o to, że chcę to w jakiś sposób wyeksponować a jedynie nakreślić sytuację.
Zdałam sobie sprawę, że to nie jest prawdziwe. Jeżeli mogę być z nimi blisko tylko kiedy jest lekko i dobrze, rodzi to we mnie konflikt. Od pewnego czasu widziałam sposób w jaki jestem traktowana, ale ze względu na to co nas łączyło, starałam się to tłumaczyć, w pewien sposób nawet bagatelizować. Dzisiaj już nie miałam wyjścia i nie mogłam w żaden sposób sobie tego wytłumaczyć. Nie wdając się w szczegóły, poczułam wbity nóż w plecy i jest to jak najgłebiej oddana metafora. Ten wpis nic nie zmieni. To bezcelowe przedstawienie tego co miało miejsce. Wiem, że kiedy się z tym prześpie to będzie gorzej, dlatego tym wpisem po prostu zajmuję myśli. Zdaję sobie sprawę, że ta sytuacja mnie wzmocni, jednak wiem, że przez pewien czas będzie ciężko. To co tworzyliśmy to spora część mojego życia a obecna nie jest zbyt lekka ;)
Jednocześnie zmagam się z myślami, że nie mogę zrazić się do ludzi. To co się stało nie świadczy o tym, że inni postąpiliby w ten sam sposób a jednak widzę, że jest pokusa, żeby wyłączyć się emocjonalnie. Stać się zimną i obojętną dla wszystkich. Nie chcę taka być. Dzisiaj padło wiele słów, które wbiły mnie w glebę. To trudne. Zamiast walczyć o lepsze samopoczucie w gronie najbliższych, muszę zmagać się z tym, że tak naprawdę ich nie ma. Słowo "przepraszam" znaczy dla mnie wiele, jednak tutaj na 99% tego nie usłyszę. Wiem, że nie ma sensu utrzymywać czegoś co nie istnieje. Powtarzam sobie to zdanie i zaraz stawiam pytanie, że na serio to jest o moich przyjaciołach? Życie jest pełne niespodzianek ;)

 Tematy Autor  Data
 Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Humanx 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Kalina 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Humanx 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Kalina 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Humanx 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Margaret 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Kalina 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Hanna 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Margaret 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Humanx 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Julia 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Ј 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Humanx 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Ј 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Julia 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Humanx 
  Re: Żyję w bólu 24 h na dobę. nowy Kuba 
 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: