logo
Sobota, 06 marca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: :( (40 l.) (---.dyn.telefonica.de)
Data:   2021-02-09 16:34

Skończyłam studia za które moi rodzice płacili dużo pieniędzy, by żyło mi się w przyszłości lepiej. Po studiach skończyłam studia podyplomowe, które wydawało mi się, że otworzą mi nowe możliwości, ale tak się nie stało. 7 lat studiów, wcześniej wyróżnienia w nauce całą edukację, a zarobki nie starczają na godne życie, są niższe niż przysłowiowych kasjerów sklepie. Czuję, że rodzice są zawiedzeni moimi zarobkami, a i ja się czuję jak nikt. Chciałabym mieć mieszkanie, wyjechać na wakacje, mieć zwyczajne życie, a nie starczy mi nawet pieniędzy, żeby zamieszkać samodzielnie. Mam prawie 40 lat i mieszkam w pokoju z obcymi ludźmi. Jestem zrozpaczona i zawiedziona. Często płaczę z tego powodu, nie mam pomysłu co zrobić, żeby zarabiać więcej. Moi znajomi zarabiają 2-3 razy więcej ode mnie, bez problemu zmieniają pracę, a ja? Czuję się jak nieudacznik :( W czym ja jestem gorsza od nich? Szukam od lat pracy za lepsze wynagrodzenie, ale dostaję pracę tyko za takie, z którego nie jestem zadowolona :(

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: B (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2021-02-18 06:54

"Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem" (Lb 6, 24-26).

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Magdalena (---.wdm.pl)
Data:   2021-02-18 16:44

Mogę tylko solidaryzować się z Tobą w tym smutnym położeniu, sama bowiem czuję, że "przegrałam życie", kilka lat studiów i pieniądze rodziców... Mam 24 lata, wiem, że dużo mniej, ale i tak porównując się do rówieśników, wypadam słabo. Też czuję się podobnie i chyba nie tylko jesteśmy same na świecie, na pewno jest wiele podobnych ludzi... Czasami staram się zrozumieć, jaki to ma wszystko sens i po co tak źle się w życiu dzieje i nie potrafię sobie odpowiedzieć, jedyne co mi daje pociechę jest myśl, że może nie dzieje się to po nic, że może Bóg w ten sposób wybiera nam inną ścieżkę, prowadzącą w inne miejsce... Nie trać nadziei, że Twoje lata studiów się przydadzą i może dopiero za jakiś czas znajdziesz odpowiednią pracę :)

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2021-02-18 19:41

Autorko, czasem problem leży nie w kwalifikacjach, a w charakterze. Może nie umiesz walczyć o swoje, nie umiesz się "sprzedać". Czasem o tym, czy ktoś dostanie lepszą pracę czy nie, decydują drobiazgi: odpowiednia postawa, strój, CV. Może warto, żebyś zwróciła się do specjalisty: psychologa, coacha, doradcy zawodowego. Możesz porozmawiać z koleżankami o tym, jak wygląda ich CV, jak się prezentują na rozmowie o pracę. Płacz nie pomoże na pewno, praca nad sobą, czasem zmiana kwalifikacji - tak.
BTW: bycie kasjerem w sklepie to nie hańba. Skoro oni zarabiają więcej niż Ty, może warto zastanowić się nad pójściem w takie miejsce. Nie wyklucza to oczywiście szukania innej pracy.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2021-02-18 20:07

"ja się czuję jak nikt"

Czy ludzie skrajnie ubodzy też są dla Ciebie nikim? Zawsze byli? Czy tylko o sobie tak myślisz?

Warto popracować nad zmianą hierarchii wartości. Przestać uzależniać wartość człowieka od zasobności jego portfela. Świetna okazja. Wskazówka: jesteś Bożym dzieckiem.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Ona (---.146.128.104.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl)
Data:   2021-02-18 20:13

Może zmień perspektywę: skończyłaś studia i studia podyplomowe, więc masz "papierki", masz pracę, co w dzisiejszych czasach jest dużą wartością, stać Cię na to, żeby wynająć pokój, a nie mieszkać z rodzicami. To bardzo, bardzo dużo, warto za to dziękować. Jeśli zazdrościsz zarobku przysłowiowemu kasjerowi, to przecież możesz zatrudnić się w sklepie. Markety praktycznie ciągle kogoś szukają

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: aga (---.static.ip.netia.com.pl)
Data:   2021-02-18 20:28

Módl się i nie trać nadziei. Ja dopiero po 40 zaczęłam dobrze zarabiać i rozwinęłam własny biznes. Ale dużo się modliłam o pomoc od Boga (kilka lat) i Pan pomógł.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Marta (---.16-1.cable.virginm.ne)
Data:   2021-02-19 00:44

Czy rodzice Ci mówią, że są zawiedzeni? Przypuszczam, że sama sobie tak wymyśliłaś i się dołujesz nadmiarowo. Możliwe, że rodzice są dumni, że skończyłaś takie studia i miałaś tak dobre osiągnięcia w edukacji. A że za tym nie idą dobre zarobki? No cóż, takie realia i rodzice na pewno sobie z tego zdają sprawę. Edukacja, zwłaszcza uniwersytecka, jest teraz przereklamowana i papierki ze studiów niewiele pomagają, jeśli w ogóle. Ale jest pęd do "wykształcenia" w nadziei, że potem będzie się "kimś". A to nie od tego zależy. Czytałam kiedyś w jednym opracowaniu naukowym, że ludzie wychowani w klasie pracującej praktycznie zawsze też lądują w klasie pracującej, niezależnie od ich wyników szkolnych. Nawet jak w szkole wygrywali wszystkie konkursy i wydawało się, że przed nimi świetlana przyszłość, to po skończeniu edukacji rzadko kiedy odnosili sukcesy zawodowe i finansowe. Wedle owej publikacji było to wynikiem wielu innych nawyków wyniesionych z domu - np braku umiejętności oszczędzania (tak, rozumiem, że jak się mało zarabia, to nie ma jak oszczędzać), ogólnego braku zaradności życiowej, też braku odpowiedniego startu finansowego. Często też rodzice pchają dzieci na tzw dochodowe studia, np na informatykę, mimo że dziecko wolałoby zostać pielęgniarką albo kucharzem. Niby informatycy dobrze zarabiają, ale nikt nie zatrudni absolwenta informatyki, którego programowanie osobiście nie interesuje, tylko klepie te kody, bo musi - to nie będą dobre kody na dłuższą metę. Natomiast dzieci z klasy średniej zwykle sobie nieźle radzą w życiu finansowo, nawet jeśli w szkole szło im przeciętnie, między innymi dlatego, że w domu się nauczyli innych praktycznych umiejętności, np utrzymywania siatki kontaktów. Ja chodziłam do najbardziej prestiżowego ogólniaka w mieście wojewódzkim - większość z nas harowała jak dzikie osły, żeby mieć jak najlepsze oceny i dostać się na prestiżową uczelnię w stolicy. Ale byli też tacy, co się dali zwariować, np jedna koleżanka jechała raptem na trójach, ale była bardzo miłą, kontaktową osobą i miała smykałkę do interesów - sprzedawała nam kosmetyki z Avonu, teraz ma swój gabinet kosmetyczny w drogiej części Warszawy.
Ale się rozpisałam :) Wracając do Ciebie, czyżbyś już wyjechała za granicę (wygląda jakbyś pisała z niemieckiego internetu)? Jeśli nie, to warto rozważyć wyjazd. Jeśli tak, to ucz się pilnie języka, jak wrócisz do Polski i do pracy w swoim zawodzie, to będziesz mogła udzielać korepetycji z niemieckiego, matematyki czy z czego tam byłaś dobra w szkole. Chyba czas byłoby też znaleźć męża, przynajmniej mogłabyś wynająć pokój z mężem, a nie z obcymi ludźmi.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2021-02-19 14:33

Chciałabym bardzo uprzejmie, ale i z naciskiem poprosić o rezygnację z rad typu: czas znaleźć męża, z nieukrywanym podtekstem: by wynajem pokoju lepiej się kalkulował.
Z dalszego komentarza rezygnuję, bo każde dotąd znalezione przeze słowo jest nieadekwatne do forum.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Marta (---.16-1.cable.virginm.ne)
Data:   2021-02-19 21:04

Hanno, bardzo przepraszam Ciebie i wszystkich których uraziłam sugestią poszukania męża. Ale muszę przyznać, że nie bardzo rozumiem, co takiego złego napisałam? Owszem, zdaję sobie sprawę, że jest wielu singli, którzy chcieliby znaleźć drugą połówkę, z różnych względów im się to nie udaje, i jest dla nich źródłem cierpienia. Ale autorka nic o tym nie wspomina, więc pomyślałam, że możliwe, że jest tak skupiona na kwestii kariery zawodowej, że przegapia inne aspekty życia (tak się zdarza wśród moich znajomych) - dlatego jednym zdaniem napomknęłam na ten temat. Życie we dwójkę ma też swoje zalety praktyczne, nie tylko wsparcie emocjonalne (np w szukaniu lepszej pracy), też większy komfort psychiczny z mieszkania nawet w bardzo małej klitce, ale z kimś, z kim się dobrze czujesz. Czy to jest nieprawda? Czy aż tak niepoprawne politycznie, że na katolickim forum już nie można zasugerować założenia rodziny? Bynajmniej nie miałam na myśli żadnych podtekstów typu: "znajdź sobie bogatego faceta, to mieszkanie i wakacje będą w gratisie".

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: :( (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2021-02-20 01:12

Dziękuję za rady.

Marto, ciekawe opracowanie znalazłaś. Pamiętasz gdzie można je znaleźć? Chciałabym poczytać. Moi dziadkowie z jednej strony byli z klasy robotniczej (uczciwi, ciężko pracujący, niezaradni), a z drugiej mieli ukończoną edukację wyższą uniwersytecką (babcia niezaradna, dziadek zaradny, potrafili wszystko załatwić dzięki znajomościom). Moi rodzice ukończyli dobre kierunki studiów, co w czasach ich młodości dawało im super możliwości i kierownicze stanowiska niedługo po ukończeniu studiów. Zostałam wychowana w przekonaniu, że edukacja jest bardzo ważna. Zarówno moja mama, jak i tata (wychowany w klasie pracujących) byli dyrektorami w dużych firmach. Mi osobiście rodzice wydają się być osobami trochę niezaradnymi życiowo, zupełnie nieprzedsiębiorczymi, bez smykałki do interesów. Wszystko, co osiągneli, osiągneli tylko i wyłącznie dzięki nauce i swojej ciężkiej pracy. Rodzice nie mają znajomych, bo mocno skupiali się na pracy (na wychowywaniu dzieci oczywiście też) i w międzyczasie pozbawili się całkowicie kontaktów towarzyskich. Tata stracił pracę w związku z upadkiem branży, którą się zajmował. Nie odnalazł się w nowej rzeczywistości. Był nieaktywny zawodowo i na utrzymaniu mamy przez 30 lat, bo nie poszedłby do pracy poniżej kwalifikacji. Próbował kilka razy własnego biznesu, bez powodzenia. Zawsze zostawał oszukany i tracił pieniądze. Do tego tato lekką ręką wydawał pieniądze, których de facto nie zarabiał. W okresie moich studiów był gorszy okres, ale generalnie u mnie w domu było wystarczająco pieniędzy, żeby nie oszczędzać.

Rodzice oczywiście nie dają mi odczuć, że są zawiedzeni, ale obserwuję wyraźnie ich wyrazy twarzy. Moja mama kiedyś powiedziała, że moje zarobki to grosze i nie potrafią zrozumieć jak można takie grosze płacić ludziom. Wiedzą jak jest na rynku pracy, ale uważają, że powinnam zarabiać więcej, bo tyle zarabiają niewykwalifikowani pracownicy, a ja jednak jestem "kimś". Moi rodzice nie rozumieją obecnego rynku pracy, myślą, że mogę znaleźć pracę, w której będę kierownikiem, bo mam skończone prestiżowe studia, bo jestem kimś.

Mieszkałam w UK, ale stwierdziłam, że chcę mieszkać w Polsce. Angielski znam, ale nie biegle. Nie jestem w Niemczech :)

Z mężem słuszna sugestia. Życie we dwoje jest tańsze. Gdybym miała męża, moglibyśmy wynajmować mieszkanko małe, a nie mieszkać w pokoju. Chciałabym oczywiście, rozglądam się i nic z tego nie wychodzi, choć urody mi nie brakuje. Też wielokrotnie zastanawiałam się dlaczego są dziewczyny, które były kilka razy zaręczone i myślą o nich poważnie mężczyźni. A mną aż tak poważnie nie był zainteresowany nikt :) Perspektywą związków było zainteresowanych tylko dwóch mężczyzn, spotkałam za to całą masę mężczyzn chcących jedynie bardzo powierzchownych znajomości. Jakie cechy mają te dziewczyny, których nie mam ja?

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Asia (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2021-02-20 14:09

"bo jestem kimś"

Każdy jest kimś. Bez względu na to ile zarabia, jakie ma wykształcenie, z jakiej rodziny pochodzi. Każdy. Bez wyjątku. Każdy jest ważny, wartościowy i potrzebny. Pieniądze nie są w życiu najważniejsze. A to "godne życie", o którym piszesz też można różnie rozumieć.

"ja się czuję jak nikt"

A jakbyś się czuła jakbyś w ogóle nie zarabiała? Jakbyś nie miała pracy i żyła np. z zasiłku dla bezrobotnych? I miała jeszcze na utrzymaniu dzieci? Są takie osoby. Bez pracy, czasem też bez dachu nad głową. Zdane na łaskę innych. Żyjące tylko dzięki pomocy innych. Czy to znaczy, że są nikim? Tak ich postrzegasz? Tak na nich patrzysz? Czy ten "ktoś" według Ciebie to tylko taka osobą, która ma pieniądze? W dodatku dużo? To decyduje o tym, że jest, staje się kimś? A już brak pieniędzy ją tego pozbawia? Wiesz, można zarabiać dużo, mieć wszystko, a mimo to nie być szczęśliwym. A z drugiej strony ktoś zarabiający niewiele, nie mogący sobie pozwolić na to wszystko, co ma ktoś od niego dużo bogatszy, mimo to może być dużo szczęśliwszy niż on. I potrafi cieszyć się z tego co ma. Ty masz pracę, masz gdzie mieszkać, co jeść. Doceń to. Jeśli tak bardzo Ci zależy na pieniądzach i lepszej pracy, to szukaj jej. Próbuj. Kierownikiem czy dyrektorem chyba nie staje się tak od razu. Tylko dlatego, że ma się studia. Doświadczenie chyba też się liczy. Od teorii ważniejsza jest praktyka. A ją trzeba nabyć. Oprócz tego liczą się też inne cechy, predyspozycje, charakter. Nie każdy nadaje się na kierownika. Nawet mając skończone prestiżowe studia.

"choć urody mi nie brakuje".

Nie należysz raczej do osób nieśmiałych i niepewnych siebie sądząc po tych słowach. Ale uroda czy jej brak też nie jest tutaj najważniejsza. Dużo ważniejsze jest wnętrze, charakter, to, co ma się w środku, w sobie. Nie mówię, że Tobie tego brakuje. Po prostu chciałam powiedzieć, że uroda nie jest najważniejsza. Podobnie jak pieniądze i wykształcenie. Można żyć skromnie i być bardzo szczęśliwym. A można być bogatym i ciągle mieć mało, ciągle gonić za czymś więcej. Nie czuć się szczęśliwym, spełnionym. Nie mieć jakby czasu, żeby dostrzec to szczęście i ucieszyć się nim.

I jeszcze może do B - dziękuję Ci za ten cytat z Księgi Liczb. Znam go na pamięć. To jeden z moich ulubionych fragmentów. Ale tak miło było go przeczytać. Zawsze jest miło. Przeczytać czy usłyszeć. Dla mnie jest taki szczególny. Zawsze wywołuje we mnie uśmiech. Wiem, że tutaj nie był skierowany do mnie, ale jeśli go przeczytałam i jeśli mnie ucieszył, to może w jakimś stopniu był też dla mnie. Dla każdego, kto tego potrzebował. Tego jakby dotyku Boga. Dotyku Jego obecności, miłości.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: B (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2021-02-20 16:03

do Asi
Jezeli komukolwiek ten cytat przyniosl radosc to Chwała Panu.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Marta (---.16-1.cable.virginm.ne)
Data:   2021-02-20 22:16

Witaj :(
Artykuł, który wtedy czytałam to ten:
Five Propositions that Explain Why Schools Struggle to Improve Social Mobility, autorstwa Barker, Bernard; Hoskins, Kate
FORUM: for promoting 3-19 comprehensive education, v58 n1 p73-85 2016
dostępny m. in. tutaj:
https://warwick.ac.uk/fac/soc/ces/postgrads/teachfirst/1/teachingmaterials/pre-reading_paper_1_hoskins__barker_2014_five_propositions.pdf
Ten konkretny artykuł Ci się niespecjalnie przyda, bo traktuje o tym, czemu (zdaniem autorów) nie warto topić kolejnych pieniędzy w brytyjski system edukacji, ponieważ i tak to nie sprawi, że dzięki nakładom na edukację podniesie się poziom życia całego społeczeństwa. Punkt 4 z artykułu wspomina o statystykach dotyczących potomstwa ludzi z klas robotniczych i średnich. Ale to w Anglii, tutaj system klasowy ma się trochę inaczej niż w Polsce, bo w Polsce z racji przemian ustrojowych tzw klasa średnia dopiero się kształtuje i jest trochę inaczej. Jak po polsku to pogogluj sobie "awans społeczny a edukacja" lub "mobilność społeczna", jest masa artukyłów na ten temat, np taki https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/822300,od-wysypu-uczelni-do-inflacji-wyksztalcenia-dyplom-magistra-nigdy-nie-byl-w-polsce-tak-malo-wart.html (czytałam tylko tą zajawkę, bo nie mam dostępu). Jak chcesz opracowań naukowych, to wejdź na Google Scholar i tam szukaj tych samych słów.
Wracając do Ciebie: myślę, że lepiej byłoby stanąć na własnych nogach i nie oglądać się tak bardzo na wyobrażenia i pragnienia rodziców, bo jak do tej pory nie przyniosło Ci to za wiele pożytku. Wiadomo, rodzice chcą dobrze, ale to nie znaczy, że wiedzą najlepiej, co będzie dla Ciebie dobre. Jeśli uważasz, że kasjer zarabia lepiej, to naprawdę nie widzę przeszkód, żeby się zatrudnić w markecie - z czasem możesz awansować na kierownika sklepu. Jeśli jest coś, co zawsze chciałaś robić, może jakieś hobby, to może spróbuj w tym kierunku? Nie wiem co konkretnie, jak jesteś dobra w trendy modowe, to po godzinach normalnej pracy może mogłabyś być jakąś personal shopperką, czy fryzjerką, jak sobie wyrobisz markę, to rzucisz tą źle płatną pracę. Jak choć trochę umiesz malować, to możesz siąść na jakiejś turystycznej ulicy w weekend i smarować ludziom karykatury :) Elastyczność w życiu jest ważna, a u Ciebie tego nie widzę - uczepiłaś się koncepcji, że dobre wykształcenie powinno Cię ustawić na resztę życia i stąd jesteś zawiedziona.
Niedaleko pada jabłko od jabłoni – przypuszczam, że powielasz wiele zachowań rodziców, w większości nieświadomie. Domyślam się, że nie masz za wielu znajomych, takich do pogadania i wyjścia na spacer? Od znajomych się można bardzo wielu rzeczy nauczyć, dowiedzieć się, jak oni żyją, jak reagują na różne rzeczy. Też praktycznych drobiazgów – np niby mnie też uczyli na studiach jak robić prezentację w PowerPoincie, ale moje prezentacje w pracy były dość przeciętne (sama to widziałam). Aż kiedyś siadłam z kolegą i on mi pokazał jak robi swoje prezentacje i dzięki temu jakość moich też znacznie podskoczyła.
Inny drobiazg – napisałaś: „generalnie u mnie w domu było wystarczająco pieniędzy, żeby nie oszczędzać”. Ja miałam coś całkiem innego na myśli, mianowicie to, że ludzie z rodzin lepiej ogarniętych życiowo generalnie mają nawyk odkładania pieniędzy – i nie dlatego, że zarabiają tak dużo, że im „po prostu zostaje”. Natomiast ci biedniejsi i mniej zaradni życiowo mają nawyk wydawania wszystkich pieniędzy jak tylko one się pojawią, bez jakiegoś elementu planowania na przyszłość, a to się mści wcześniej czy później. Jakbyś miała nawyk oszczędzania każdego grosza, to przypuszczam, że miałabyś już trochę odłożone na wkład własny i może dostałabyś kredyt na malutką kawalerkę (na początek mogłabyś tam mieszkać z koleżanką, żeby się dokładała do rat i rachunków), a tak co miesiąc napychasz kieszenie właścicielowi pokoju w którym mieszkasz. Tak tylko zgaduję.
A propos męża – dwóch panów zainteresowanych to i tak już dobry początek. Zastanów się co poszło nie tak. Czyżby nie byli wystarczająco „kimś”? Albo może po prostu za bardzo czujesz się jak nieudacznik i to wyłazi. Jeśli siebie nie kochasz, to raczej trudne/niemożliwe (?) jest pokochanie drugiego człowieka, oraz też utrudnia innym pokochanie Ciebie.
Reasumując: nie oglądaj się już na rodziców i ich oczekiwania, tylko zacznij żyć po swojemu, próbuj coś zmienić, rusz głową i patrz do przodu, a nie do tyłu na świetlane lata studiów i kariery rodziców.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: :( (---.dynamic.mm.pl)
Data:   2021-02-21 18:49

Nie uważam, że ci, co mało zarabiają są nikim. Ja się tak czuję, subiektywne, dotyczy tylko mnie. Kocham siebie, ale jest mi przykro, że nie daję rady w życiu.

Zgadza się, nie mam wielu znajomych. Dobrze czuję się sama ze sobą.

Jeśli chodzi o potencjalnego męża nie musi być kimś, nie jest to moje kryterium. Musi mieć fajny charakter i mi się podobać fizycznie. Nie myślę przez to, że ma być przystojny. Na nic innego nie patrzę. Jeden nie miał ukończonych studiów, nie wyszło, bo nie chciałam się zgodzić na współżycie. Był bardzo we mnie zakochany na początku, ale po jakimś czasie zdradził mnie, a później zostawił. Drugi był bardzo dobry, mądry i dobrze wykształcony, ale dużo starszy. Spotykaliśmy się parę miesięcy, ale ja bałam się reakcji mojej rodziny na starszego partnera. W dodatku z dorosłymi dziećmi (nie miał ślubu kościelnego). Moja rodzina jest bardzo konserwatywna. Poza tym wiedziałam o jego problemach z erekcją. Wystraszyłam się tego też, później żałowałam, że nie dałam mu szansy, bo to dobry człowiek. Tęskniłam za nim, ale on już wtedy nie był zainteresowany związkiem.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Ј (---.austin.res.rr.com)
Data:   2021-02-23 22:32

"Tata stracił pracę w związku z upadkiem branży, którą się zajmował. Nie odnalazł się w nowej rzeczywistości. Był nieaktywny zawodowo i na utrzymaniu mamy przez 30 lat, bo nie poszedłby do pracy poniżej kwalifikacji".

No cóż, zdaje się, że Ty myślisz podobnie. Parę osób podsunęło Ci pomysł podjęcia lepiej płatnej pracy, jako ten przysłowiowy kasjer, do którego sama nawiązałaś, ale tematu w ogóle nie podjęłaś.

"Nie uważam, że ci, co mało zarabiają są nikim. Ja się tak czuję, subiektywne, dotyczy tylko mnie"

Inni mogą mało zarabiać, ale Tobie nie wypada? Czybyś uważała, że zostałaś stworzona do życia na wyższym poziomie? Czy wiesz, czym to trąci...

"generalnie u mnie w domu było wystarczająco pieniędzy, żeby nie oszczędzać"

A Ty umiesz? Może po prostu żyjesz ponad stan i dlatego nawet Cię nie stać na wakacyjny wyjazd. Wakacje wcale nie muszą drogo kosztować. No chyba że tanie wakacje to dla Ciebie żadne wakacje.

 Re: Czuję, że przegrałam życie i zawiodłam rodziców.
Autor: Gabi (94.134.89.---)
Data:   2021-02-26 16:18

Królewno (Tak, tak, jesteś Córką Króla :-)

Wybrałaś taki smutny nick. Czy to oznacza, że Twoje obecne życie jest przesiąknięte wyłącznie smutkiem? I nie ma w nim nic, z czego mogłabyś się cieszyć, za co mogłabyś dziękować Panu?

Rozumiem, że możesz być rozgoryczona swoją zawodową ścieżką, niespełnionymi marzeniami, swoimi i rodziców o Tobie. Ale Twoje życie nie jest przegrane! Dochodzisz do takich wniosków, ponieważ spoglądasz na nie wyłącznie z ludzkiej perspektywy. Jesteś chyba trochę rozdarta pomiędzy oczekiwaniami swoich rodziców oraz własnymi, gdy porównujesz się ze znajomymi. A gdzie w tym wszystkim jest ON, Dawca życia, miłości, wszelkiego dobra i piękna? Dla Niego Twoje życie nigdy nie jest przegrane, ponieważ ON spogląda na Ciebie z perspektywy wieczności, nieskończonej Miłości, dla której Cię stworzył i tylko to się naprawdę liczy. Dla Niego nie jest istotne, jakie masz wykształcenie i kim jesteś. ON Cię po prostu kocha, ponieważ jesteś Jego umiłowaną Córką, Córką Króla Wszechświata! A Kim jest ON dla Ciebie i jakie miejsce zajmuje w Twoim życiu? Ty sama wiesz to najlepiej, ale ON chce być dla Ciebie najważniejszy, Kimś najbliższym, jedynym i wyjątkowym Przyjacielem. ON pragnie Ciebie całej, z Twoim bagażem doświadczeń, tych pozytywnych i też tych negatywnych, z Twoimi niespełnionymi marzeniami i pragnieniami, smutkiem i łzami, które gotów jest nieustannie osuszać. Interesuje Go wszystko, co Ciebie dotyczy: Twoje studia, ścieżka zawodowa, życie prywatne itd. Czy Mu ufasz? Oddajesz Mu siebie i całe swoje życie? Gdy się ufa, że jest obok Ktoś najbliższy, Kto kocha nieskończenie i wiernie, troszczy się o każdy szczegół naszej codzienności, idzie z nami krok w krok, a gdy jesteśmy słabi, bierze nas na ramiona i niesie, wtedy inaczej przeżywamy wszelkiego rodzaju doświadczenia, inaczej spoglądamy na nasze życie, bardziej z Jego perspektywy. Czy rozmawiasz z Nim o swoich rozterkach czy płaczesz samotnie w poduszkę? Otwierasz się na Jego hojną łaskę czy próbujesz sama walczyć? Przecież nikomu bardziej niż Jemu nie zależy na Twoim szczęściu już tutaj na Ziemi. Tylko ON wie, co jest dla Ciebie naprawdę dobre, gdzie odnajdziesz spełnienie i pokój serca. Zwróć się do Niego, On czeka na Twoje zaproszenie, ponieważ nie chce być intruzem i wdzierać się na siłę do Twojego życia. Jeśli Mu pozwolisz, uzdrowi Twoje skołatane serce i uczyni cuda w Twoim życiu. :-) Gdyż dla Niego nie ma nic niemożliwego.

"Raduj się w Panu,
a On spełni pragnienia twego serca.
Powierz Panu swoją drogę
i zaufaj Mu: On sam będzie działał" (Ps 37, 4-5).

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: