logo
Sobota, 23 lutego 2019 r.
imieniny:
Damiana, Romana, Romany, Polikarpa, Izabeli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
skrzynka intencji
 
___________________
 
 reklama

Refleksja katolika

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką.
 
Ile razy jestem w górach, tyle razy mam wrażenie, że mają one w sobie jakąś cząstkę Bożego majestatu. Tylko cząstkę, rzecz jasna, bo żadne z Bożych dzieł nie może dorównać Stwórcy. Jednak jest to cząstka na tyle wyraźna, by móc powtarzać za Janem Pawłem II – Wobec piękna gór, czuję, że On jest. I wtedy zaczynam się modlić.
 
Czasami mam wrażenie, że w górach łatwiej dostrzec Boga. 
 
Góry to w ogóle specyficzne miejsce. Kiedy się po nich chodzi – człowiek nabiera pokory. Wobec przyrody – bo nagła zmiana pogody może pokrzyżować wszystkie plany, wobec własnych sił – bo może się okazać, ze mimo najszczerszych chęci nie damy rady przejść zaplanowanej trasy. Wybierając się w góry trzeba zabierać ze sobą mnóstwo rzeczy „na wszelki wypadek”. Z górami nie ma żartów.
 
Człowiek w górach pokornieje, a jednocześnie nabiera sił. Wchodzenie na górę to często ciężka walka z samym sobą. Bo trudno, bo męcząco, bo nie chce się, bo po co się tak wspinać skoro i tak trzeba będzie zejść, bo… Kiedy się jednak wejdzie na szczyt, kiedy się zobaczy to, co z niego widać – wtedy częściowo zapomina się o tym, co było po drodze. Człowiek myśli – było ciężko, ale… było warto! I wchodzi na kolejną górę.
 
Wędrówka po górach to także test dla przyjaźni. To właśnie podczas męczącej wyprawy okazuje się, czy potrafimy sobie nawzajem pomagać, nieść bagaż, dzielić się ostatnią kanapką, czy nie pokłócić się, gdy zmęczenie weźmie górę… W górach słowa „możesz na mnie liczyć” zaczynają być konkretne. 
 
Powtarzam nieraz, że aby kogoś dobrze poznać, trzeba go zabrać w góry.
 
Pan Bóg też czasem zabiera nas w góry. Czasami dosłownie – jedziemy w góry i okazuje się, że On tam jest. Czeka na nas. To oczywiście pewna przenośnia – bo Ten, Który Jest – jest wszędzie. I zawsze. Ale czasem zdarza się, że nagle poczujemy Jego obecność w sposób szczególny. I czasem zdarza się to właśnie w górach. 
 
Ale bywa też i tak, ze Pan Bóg zabiera nas w góry w sposób niedosłowny. Stawia nas w sytuacji trudnej, wymagającej wysiłku – nieco przypominającej chodzenie po górach.
 
I można się zastanawiać – po co to robi? Przecież nie po to, by nas poznać. Jako nasz Stwórca zna nas doskonale. Nawet lepiej niż my sami siebie.
 
Z dzisiejszej Ewangelii: Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła.
 
Pan Bóg zabiera nas w góry po to, byśmy to my poznali Jego. Byśmy uświadomili sobie, kim jest, byśmy z większą pewnością Mu ufali, byśmy zobaczyli to, czego do tej pory nie dostrzegaliśmy, byśmy się Nim zachwycili, przelękli Bożą bojaźnią, by przed nami uchylić rąbek Tajemnicy.
 
Byśmy nabrali sił.
 
Bo przecież Jezus nie zabrał uczniów na górę Tabor ot tak. Nie była to wycieczka w celu podziwiania widoków. 
 
Jezus wiedział, że będzie jeszcze jedna Góra, na którą trzeba będzie wejść. I że to będzie najtrudniejsza wspinaczka ze wszystkich.
 
Bo będzie to Góra, na której stanie Krzyż.
 
Agnieszka Ruzikowska
at6626.34@gmail.com 

***

Biblia pyta:

Mądrość ukryta i skarb niewidoczny, jakiż pożytek z obojga?
Syr 21,30

***

KSIĘGA IV, GORĄCA ZACHĘTA DO KOMUNII ŚWIĘTEJ
Rozdział X, O TYM, ŻE NIE NALEŻY OPUSZCZAĆ KOMUNII ŚWIĘTEJ Z BŁAHEGO POWODU

1. Często wracaj do źródła łaski i Bożego miłosierdzia, do źródła dobroci i czystości, abyś mógł się uleczyć ze swoich wad i pożądań i stał się dzięki temu mocniejszy i czujniejszy w walce z pokusami i podstępami szatana.

Nieprzyjaciel nasz wie dobrze, jaki owoc i lek cudowny ukryty jest w Komunii świętej, używa więc wszelkich sposobów i okazji, aby przeszkadzać i odciągać od niej wedle sił wiernych i pobożnych.

2. Dlatego niektórych bardziej dręczą szatańskie podszepty i wyobrażenia Ps 78(77),49 właśnie wtedy, kiedy przygotowują się do Komunii.

Ten duch nieprawości, jak mówi Księga Hioba, schodzi pomiędzy synów Bożych Hi 1,6; 2,1, aby siać wśród nich zło i niepokój 1 Sm 16,14, czynić ich tchórzliwymi i ociężałymi, chcąc zmniejszyć ich zapał, a nawet wydrzeć im wiarę, bo a nuż przypadkiem wyrzekną się zupełnie Komunii świętej albo będą przyjmować ja obojętnie.

Nie należy więc zważać na te chytrości i pokusy, jakkolwiek byłyby ohydne i straszne, ale wszystkie te ułudy wyobraźni obrócić przeciwko niemu.

Nędznik to godny wzgardy i szyderstwa i nie należy opuszczać Komunii świętej z powodu jego napaści i niepokoju, jaki w nas wzbudza.

3. Często tez przeszkadza nam nadmiar skrupułów, a także rodzaj leku przed spowiedzią, którą trzeba uczynić. Postępuj według rad mądrych, odłóż lęk i skrupuły, bo one są tylko zawadą do łaski i zamącają pobożny stan ducha.

Nie opuszczaj Komunii świętej z powodu jakiejś drobnej rozterki czy trudności, ale idź tym bardziej wyspowiadać się i chętnie wybacz innym wszystkie urazy. Jeśli zaś ty sam kogo obraziłeś, proś z pokorą o przebaczenie, a wtedy i Bóg chętnie ci przebaczy.

4. Na cóż zda się odkładać na później i wyrzekać się Komunii świętej? Oczyść się jak najprędzej, wypluj natychmiast truciznę, przyjmij prędko lekarstwo, a poczujesz się lepiej, niż gdybyś zwlekał jeszcze dłużej.

Jeżeli dziś z błahego powodu opuszczasz Komunię, jutro może się znaleźć powód ważniejszy, i w ten sposób na długo pozbawisz się Komunii i coraz trudniej będzie ci wrócić. 

Jak najprędzej otrząśnij się z tej ociężałości i bierności, bo nic ci nie przyjdzie z tego, że będziesz dłużej wlec z sobą lęk i niepokój i z błahych powodów odcinać się od spraw Bożych. O tak, to bardzo niebezpieczne odkładać ciągle Komunię świętą, bo zwykle pociąga to za sobą ciężkie zobojętnienie.

Niestety, są ludzie tak oziębli i lekkomyślni, ze chętnie widzą odwlekanie się spowiedzi, a także ciągle pragną odkładać Komunię świętą, aby nie być zmuszonymi do większej czujności wobec siebie.

Tomasz a Kempis, O naśladowaniu Chrystusa

***

CZAS

Czas jako powróz wiąże ducha do natury;
Póty męczyć się musim, aż zużyjem sznury.

Adam Mickiewicz

***

Żyj poniżej swych możliwości.
 

H. Jackson Brown, Jr. Mały poradnik życia
 

Patron Dnia



bł. ks. Wincenty Frelichowski
Patron Harcerzy Polskich

Dnia 7 czerwca 1999 roku, w czasie swojej pielgrzymki do Polski, papież Jan Paweł II beatyfikował w Toruniu ks. Wincentego Frelichowskiego (1913-1945). W 2000 roku biskupi polscy, zebrani na 303 Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski, ogłosili bł. ks. Wincentego Frelichowskiego Patronem Harcerzy Polskich.

Bł. ks. Wincenty Frelichowski urodził się 22.01.1913 roku w Chełmży. W rodzinnej miejscowości upłynęły jego lata szkolne i gimnazjalne. W wieku 9 lat został ministrantem i praktycznie codziennie służył do Mszy świętej. Należał również do Sodalicji Mariańskiej. Już w latach szkolnych związał się bardzo mocno z harcerstwem, któremu do końca życia pozostał wierny. Nigdy nie palił papierosów i nie pił alkoholu. W roku 1931 wstąpił w do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. W 1937 roku został wyświęcony na kapłana. Następnie był sekretarzem ks. bp. Stanisława Wojciecha Okoniewskiego, a od 1938 roku wikariuszem parafii w Toruniu. Ludzie wręcz lgnęli do bł. ks. Frelichowskiego, bo do każdego umiał odpowiednio się zwrócić. Doświadczenie harcerskie wykorzystywał w pracy z młodzieżą: organizował biwaki, podchody, zbiórki i wycieczki. Był księdzem bliskim, nie tylko stojącym przy ołtarzu. Świadczył o Bogu całym swoim życiem. W czasie II wojny światowej ks. Wincenty przebywał najpierw w Forcie VII w Toruniu, następnie w obozach: Gdańsku-Nowym Porcie, Sztutowie-Stutthof, Wsi Granicznej-Grenzdorf, Oranienburgu-Sachsenhausen i Dachau. W każdym z tych miejsc potrafił pomagać uwięzionym, upadającym na duchu: spowiadał, odprawiał Mszę święte. Był dla wszystkich ojcem duchownym, opiekował się młodzieżą obozową i organizował pomoc dla wycieńczonych z głodu. Zmarł na tyfus podczas epidemii w obozie. Po jego smierci więźniowie poprosili o możliwość oddania publicznej czci jego zwłokom. Władze obozowe wyraziły na to zgodę. Była to wielka manifestacja wiary i hołd złożony ks. Frelichowskiemu. Współwięźniowie byli przekonani od samego początku o świętości ks. Wincentego.

***

również 23 lutego:

św. Polikarp
biskup i męczennik

Św. Polikarp, uczeń świętego Jana Apostoła i biskupa Smyrny, jest jedną z najczcigodniejszych postaci chrześcijańskiej starożytności. Był w Rzymie u papieża Aniceta dla rozstrzygnięcia spornej sprawy obchodzenia Wielkanocy. Długie życie zakończył chwalebnym męczeństwem, opisanym przez chrześcijan ze Smyrny. Prokonsulowi, domagającemu się od niego zaparcia się Chrystusa, św. Polikarp odpowiedział: "Osiemdziesiąt sześć lat służę Chrystusowi, nigdy nie wyrządził mi krzywdy, jakże bym mógł bluźnić memu Królowi i Zbawcy?" Został spalony na stadionie w Smyrnie 23 lutego 155roku.

jutro: św. Etelberta

wczoraj
dziś
jutro