logo
Niedziela, 22 kwietnia 2018 r.
imieniny:
Łukasza, Kai, Nastazji, Epipodiusza, Leonida – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jarek Kumor
Do nieba tylko po znajomości
Profeto
 
fot. Nghia Le | Unsplash (cc)


Rynek pracy jaki jest, każdy wie, a już my mężczyźni szczególnie. Najlepiej mieć znajomości. Inaczej klepiesz biedę. Taka to opinia w Polsce pokutuje. Wydźwięk ma raczej pejoratywny, bo jak po znajomości, to nieuczciwie. A w takiej Turcji na przykład nikły odsetek pracuje bez znajomości. Po prostu - o rodzinę trzeba dbać również w życiu zawodowym.
 
Nie piszę tego, by gloryfikować zwyczaje, panujące na styku kultur arabskiej i europejskiej tym bardziej, że Turcja to kraj bądź co bądź muzułmański i na kanwie ostatnich wydarzeń byłoby to raczej niepopularne. Niemniej nie ukrywam, że ta specyfika tureckiego rynku pracy bardzo mi odpowiada.

Bez „Swojaka” ani rusz
 
My mężczyźni mieć znajomości bardzo lubimy. Samoocena rośnie gdy możemy coś komuś załatwić, bo a to tu, a to tam mamy znajomego. Pracę też często znajdujemy po znajomości. I myślę, że nie ma w tym nic niezwykłego czy nieuczciwego o ile odbywa się na następujących zasadach: znam kogoś, wiem, że solidny, uczciwy, coś potrafi. To najkrótsza droga szukania często najlepszych pracowników.
 
A teraz spróbujmy to odnieść do wieczności. Bo pracować będziemy raczej tylko tu na ziemi. Po śmierci chyba nikt nas nie będzie budził na ósmą do firmy. Niemniej po tej drugiej stronie też wypadałoby mieć jakiegoś „Swojaka”. O ile więc jesteśmy mistrzami w załatwianiu sobie różnych przyziemnych spraw, o tyle kuleje u nas załatwianie sobie spraw nieprzyziemnych. Bo mając na tym świecie nawet najlepsze układy, a nie mając żadnych znajomości i układów po tej drugiej stronie, nasze ziemskie życie może mieć bardzo smutny finał. Będzie ono pełne, jeśli będziemy dążyli do zakumplowania się z Szefem tej drugiej strony. Bo tak samo jak nie wiemy, kiedy nam coś strzeli w samochodzie, tak nie wiemy, kiedy nam coś strzeli w życiu. To może być nawet jutro i bez żadnych znajomości w niebie, tamtejszy Mechanik na naprawę nas nie przyjmie. A tam Mechanik jest tylko jeden. OK -  jest jeszcze złomiarz, ale u niego wiadomo - tylko kasacja wchodzi w grę.
 
Generalnie złomiarz ma to do siebie, że mocno się naprasza - ma inteligentny marketing. Nawet jeśli wydaje ci się, że twoje życiowe wybory nie doprowadzą do żadnej kasacji, on tymi wyborami potrafi pokierować w tak inteligentny sposób, że nim się zorientujesz, twoje życie będzie już dawno „na częściach”. Dostaniesz jakieś ochłapy - jak to na złomie. To wystarczy, by jako tako funkcjonować na tym świecie, ale po drugiej stronie, przy wejściu do nieba, nie będziesz miał żadnych szans. Dlaczego? Bo nikt cię tam nie pozna. Gdybyś się nie dał zezłomować - to co innego.
 
Do nieba, jak na tureckim rynku pracy, wejście dają tylko znajomości. Jeśli uda ci się je w porę zyskać, nie pozwolisz, by twoje życie stało się ruiną. A jeśli już się nią stało, to przy odpowiednich układach, ten złom da się jeszcze postawić do takiego stanu, by przy bramie nieba jakoś cię rozpoznali.
 
Szef całego zamieszania
 
No dobra - powiesz. Z kim konkretnie w takim razie trzeba by się zakumplować? Nie ma co się bawić w półśrodki. Trzeba wejść w układ z samym Szefem tego projektu zwanego: życie wieczne. Od czego najlepiej zacząć? Od rozpoznania całej specyfiki Osoby, za którą się zabieramy, bo jest Nią sam Bóg Ojciec. I już tu układ wygląda zupełnie inaczej niż nasze przyziemne znajomości. Bo to nie my tak naprawdę się za Niego zabieramy, ale mamy pozwolić, by to On zabrał się za nas.
 
Oczywiście wizja wytykania palcami przez znajomych czy podśmiewania się z twojej wzmożonej aktywności na polu wiary nie jest zachęcająca. Cóż, na szczyt można dojść tylko pod górkę. A dodatkowo Bóg mówi ci, że  będziesz błogosławiony, jeśli ludzie będą ci urągać i prześladować cię z Jego powodu. Pytanie czy chcesz przyjąć to wyzwanie i autentycznie zakumplować się z Panem Bogiem. Pamiętaj, że Kościół, zarówno jako zbiorowość ludzi, jak i budynek, najczęściej dopiero od środka pokazuje swoje prawdziwe piękno. A tam naprawdę czeka Bóg!
 
Myślisz, że akurat z Tobą nie będzie tak łatwo? Że Bóg się nieco przerazi jak Cię zobaczy? Nic bardziej mylnego! To jest mechanik-cudotwórca – naprawi każdy model i każdą usterkę. I to za darmo! I zawsze jest do tego chętny. Ma otwarte 24/7. I warsztat i Serce! W końcu jak po znajomości to po znajomości! I jest jeszcze bonus. Bóg pokaże Ci, jakimi powinieneś jeździć drogami, by usterek było jak najmniej. To są drogi, którymi dojedziesz do Niego samego na wieczność. On w tym celu opublikował pewien bardzo znany Przewodnik – Pismo Święte. Ono stanowi dla Ciebie przestrzeń do spotkania z Nim.
 
Bóg nie jest takim kumplem, do którego się wpada raz na jakiś czas w razie potrzeby. Jeśli zdecydujesz się, by mieć u Niego znajomości, będziesz zaproszony do żywej i  ciągłej relacji. Wyobraź sobie, że masz darmowego mechanika, blacharza i lakiernika cały czas pod ręką. To jest mniej więcej podobny układ. Nie ma wtedy szans, że trafisz na złom. Jeśli dasz się odpowiednio poprowadzić, nigdy cię to nie spotka. Bóg chce żyć z tobą w prawdziwej przyjaźni, bo chce cię mieć całego i zdrowego po twojej śmierci.
 
Nie krępuj się!

Sieć Jego warsztatów jest bardzo gęsta. Na pewno masz jakiś w promieniu 10 km. Charakteryzują się wysokimi wieżami z krzyżem na szczycie. W środku jest On sam i wielu Jego przedstawicieli. Idź nawiązywać wieczne znajomości. Bez nich po śmierci możesz dojechać pod bardzo niebezpieczny adres!
 
Jarek Kumor
profeto.pl 
 
Zobacz także
Aneta Pisarczyk
Nieustannie wysyłamy naszemu otoczeniu różne komunikaty. Czynimy to świadomie lub nieświadomie. To, co mówimy, jest jedynie małą częścią tego, co przekazujemy drugiej osobie. Kiedy rozmawiamy, znaczenia nabiera nie tylko treść wypowiadanych słów, ale także ton głosu, mimika, gestykulacja czy też odległość, w jakiej stajemy od rozmówcy. To wszystko składa się na spójność i czytelność naszego komunikatu, a co za tym idzie – na sposób, w jaki odbierze nas druga osoba.  
 
Jacek Poznański SJ
W naszej zabieganej, poszarpanej i powierzchownej codzienności trudno nam dojść do wyciszenia i skupienia. Nie potrafimy nieraz znaleźć czasu na odpoczynek, a co dopiero na dłuższą (np. pięciominutową) modlitwę. Jednak biografie wielu świętych pokazują, że kontemplatywny stan, a nawet mistyczne doświadczenia często były ich udziałem właśnie w tym okresie życia, gdy byli zajęci mnóstwem spraw. Przykładem może być Ignacy Loyola, a w naszych czasach Matka Teresa z Kalkuty czy Jan Paweł II. 
 
Paweł Kozacki OP
Kiedy stajesz wobec nieszczęścia, jakim jest utrata ukochanej osoby, kogoś, z kim dzieliłeś życie, z kim zjadłeś beczkę soli, kto był zawsze w zasięgu telefonu – możesz tylko zamilknąć. Czasami taki ból przekracza ludzką wytrzymałość. Sprawia, że człowiek niemalże popada w szaleństwo, szukając wszędzie śladów tego, kto odszedł. Zrozpaczony, chce zobaczyć postać zmarłego, usłyszeć jego głos, przebywać w miejscach, w których go widywał. Niepogodzony z odejściem wyrusza na poszukiwanie umarłego.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama