logo
Wtorek, 21 listopada 2017 r.
imieniny:
Janusza, Marii, Reginy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Janusz Serafin CSsR
Powierzmy się Maryi
Kwartalnik Homo Dei
 


Z Grzegorzem Bartosikiem OFM Conv, przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Mariologicznego i kierownikiem Centrum Studiów Mariologicznych UKSW "Kolbianum" w Niepokalanowie, rozmawia Janusz Serafin CSsR

Jaka jest kondycja współczesnej mariologii? W czym jest mocna, a w czym tkwią nie rozwiązane do dziś problemy?
 
Najpierw tytułem wstępu: mariologia to nauka teologiczna o Matce Bożej. Przy tym jest ona bardzo silnie powiązana ze sferą praktyczną, tzn. w tym wypadku z kultem maryjnym. Wprawdzie to powiązanie istnieje we wszystkich naukach teologicznych, ale w mariologii jest ono wyjątkowo wyraźne. Tutaj często "zmysł wiary" wiernych uprzedzał orzeczenia dogmatyczne. Ma to określone i ważne konsekwencje.
 
A teraz już przechodząc wprost do pytania: odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo w różnych krajach i środowiskach jest różnie. Na pewno po Soborze Watykańskim II nastąpił pewien kryzys mariologii i kultu maryjnego. Nie był to owoc soboru, ale jego niewłaściwego odczytania, mianowicie źle rozumianego chrystocentryzmu, tak jakby postawienie Chrystusa w centrum teologii wymagało całkowitego odsunięcia na bok Jego Matki. To spowodowało np. wyrugowanie mariologii z ratio studiorum; często mariologia była omawiana jako dodatkowa (czytaj: drugorzędna) kwestia w ramach chrystologii i eklezjologii. Musiało to przynieść wiele negatywnych skutków, np. nieprzygotowanie wielu księży do mówienia o Matce Bożej. Pewne znaczenie miało też otwarcie się na protestantyzm, a także źle rozumiany ekumenizm.
 
Natomiast w Polsce nie jest najgorzej; mamy kilka prężnych środowisk, które dbają o rozwój mariologii, i kilka dobrych podręczników mariologii: ks. Piotrowskiego, Królikowskiego, Bartnika, Budzika, tłumaczenia Melottiego, Scheffczyka, Laurentina. Jeśli chodzi o wspomniane środowiska, to przede wszystkim jest to Polskie Towarzystwo Mariologiczne (PTM), powstałe w 1999 roku; jego celem statutowym jest troska o rozwój mariologii i kultu maryjnego. Współpracuje ono z kustoszami polskich sanktuariów (a mamy przecież liczne i bardzo uczęszczane przez pielgrzymów sanktuaria maryjne), organizuje coroczne sympozja, wydaje publikacje, np. w ramach "Biblioteki Mariologicznej PTM" (wkrótce wyjdzie już 19 tom). Innym środowiskiem jest Centrum Formacji Maryjnej w Licheniu, które przedsięwzięło szereg cennych inicjatyw; wydaje ono kwartalnik "Salvatoris Mater", pismo na bardzo wysokim poziomie. Kolejne środowisko to Centrum Studiów Mariologicznych "Kolbianum" w Niepokalanowie (jest ono jednostką Wydziału Teologicznego UKSW) - prowadzi studia doktoranckie i podyplomowe z mariologii. Możemy się pochwalić, że mamy nawet studentów z zagranicy. Istnieją ponadto katedry mariologii na UPJPII i UKSW oraz na KUL-u (najstarsza, dziś działająca jako katedra pneumatologii, eklezjologii i mariologii).
 
Moim zdaniem szkoda, że została zlikwidowana (pod koniec lat 90. XX wieku) Komisja Maryjna Episkopatu Polski, bo umożliwiała ona przełożenie z mariologii jako nauki na duszpasterstwo, jako że biskupi są przecież głównymi duszpasterzami w swoich diecezjach. Wprawdzie przedstawiciel PTM (tzn. konkretnie ja) był w Komisji Duszpasterstwa KEP, za co jestem bardzo wdzięczny ks. abpowi Stanisławowi Gądeckiemu, który mnie zaprosił, ale przywrócenie komisji maryjnej na pewno by ożywiło kult maryjny w Polsce.
 
Na poziomie światowym jest, niestety, niezbyt wiele ośrodków. Jako pierwszy należałoby wymienić Papieski Wydział Teologiczny Marianum w Rzymie oraz jego filię w Dayton w USA. Studiami mariologicznym zajmuje się też Katedra bł. Jana Dunsa Szkota na Uniwersytecie Papieskim Antonianum. W skali światowej prace mariologów koordynuje Międzynarodowa Papieska Akademia Maryjna (PAMI) z siedzibą w Rzymie, skupiająca różne narodowe towarzystwa mariologiczne, a powstaje ich coraz więcej, zwłaszcza w Azji (w sumie na całym świecie jest ich kilkanaście). Co cztery lata PAMI organizuje (w różnych miejscach) międzynarodowe kongresy mariologiczne, a także pomaga w organizacji konferencji i sympozjów krajowych.
 
Jakie zadania i problemy stoją dziś przed mariologią?
 
Chciałbym tu nawiązać do wypowiedzi papieża Benedykta XVI, cztery lata temu, podczas kongresu mariologicznego w Rzymie. Wskazał trzy drogi poznania Maryi: via veritatis, via pulchritudinis i via amoris. Ta pierwsza to teologia, druga to sztuka, a trzecia to pobożność ludowa. Przed czcicielami Matki Bożej stoją zadania na wszystkich tych drogach.
 
W roku 2000 PAMI opublikowała dokument pt. Matka Pana - pamięć, obecność, nadzieja (polskie tłumaczenie w "Salvatoris Mater" z 2003 roku). Jest tam mowa m.in. o drodze doświadczenia osób i wspólnot chrześcijańskich. To właśnie dodałbym do powyższych trzech dróg Benedykta XVI: doświadczenie chrześcijan, a zwłaszcza świętych; to, jak obecność Maryi zaowocowała w ich życiu. To jest ważny locus theologicus. 
 
W powyższym dokumencie wymieniono też zadania stojące przed mariologią. Przede wszystkim chodzi o to, aby odpowiadała ona na potrzeby i pytania współczesnego człowieka, aby nie była oderwana od rzeczywistości. A więc powinna się kształtować w aktualnym kontekście historyczno-kulturowym oraz w kontekście teologii współczesnej. Postulowano "regionalizację" mariologii w pryzmacie różnych kultur, czyli jej inkulturację. Od strony dogmatycznej tematami wymagającymi szczególnego pogłębienia są:
 
- relacja Maryja – Trójca Święta;
- kwestia pośrednictwa i udziału Maryi w tajemnicy Odkupienia;
- maryjny wymiar chrześcijańskiej duchowości;
- Maryja a kobieta w dobie ideologii genderowej.
 
 
Mogłoby się wydawać, że o Maryi - uwzględniając przy tym bardzo szczupłe o Niej dane biblijne - przeszłe pokolenia powiedziały już wszystko, co można było powiedzieć. Czy to prawda? A jeśli nie, to co istotnego my dorzuciliśmy do tego olbrzymiego skarbca?

 
Każde pokolenie odkrywa dla swojego życia z postaci Maryi coś nowego, bo patrzy na Nią z perspektywy swojej epoki i jej problemów. Na przykład w I tysiącleciu chrześcijaństwa, kiedy to zmagano się teologicznie z kwestią wyjaśnienia tajemnicy Boga-Człowieka i Trójcy Świętej, podkreślano rolę Maryi we Wcieleniu, Jej Boże rodzicielstwo i dziewictwo, widziano w Niej "nową Ewę". W średniowieczu patrzono na Nią przez pryzmat ówczesnych (feudalnych) stosunków społecznych, stąd tytuły "nasza Pani", "Opiekunka", "Królowa" - jako Matka Chrystusa Króla, podkreślano Jej wstawiennictwo.
 
Jakie tematy możemy dziś uwypuklić? Kluczowa wydaje się antropologiczna zasada odnowy kultu maryjnego (pisał o niej Paweł VI w adhortacji Marialis cultus): chodzi o to, aby nie ukazywać Maryi jako bardzo odległej, siedzącej gdzieś hen w niebie na wysokim tronie, ale jako Tą, która jest nam bliska poprzez swoją miłość i przykład swojego codziennego życia. Maryja, owszem, jako Matka i Królowa (np. Polski; to jest wciąż ważne i aktualne), ale także jako nasza Siostra w wierze, Przewodniczka, przykład życia, wzór przyjęcia słowa Bożego, posłuszeństwa Bogu, a tym samym spełnionego człowieczeństwa.

Jakie znaczenie ma mariologia dla teologii dogmatycznej? Co do niej wnosi?
 
Teologiczna nauka o Matce Bożej jest miejscem, gdzie spotykają się praktycznie wszystkie traktaty dogmatyczne. Jest więc wspaniałą syntezą całości teologii dogmatycznej. Weźmy dla przykładu kilka traktatów:
* kreatologia (Niepokalane Poczęcie: Maryja wzorem człowieka takiego, jakiego Bóg zamierzył, obrazem idealnej ludzkości);
* chrystologia (rola Maryi w tajemnicy Wcielenia, Jej Boże macierzyństwo);
* soteriologia (dogmat o Niepokalanym Poczęciu, który pokazuje, że Odkupienie dokonane przez Chrystusa nie ma ograniczeń czasowych; dogmat o Wniebowzięciu jako ukoronowaniu życia Maryi i osiągnięciu przez Nią ostatecznego celu ludzkiego życia);
* pneumatologia (zjednoczenie Maryi z Duchem Świętym, w którym jest Ona dla nas wzorem; Maryja jako "pierwsza charyzmatyczka" - temat, niestety, często zapoznawany w różnych ruchach charyzmatycznych);
* eklezjologia (relacja Maryja-Kościół, mająca potrójny wymiar: Maryja jest członkiem, typem [prawzorem] i matką Kościoła);
* eschatologia (tu zwłaszcza Wniebowzięcie: Maryja znakiem nadziei dla pielgrzymującego ludu Bożego, jak uczy Vaticanum II).
 
Dlatego w wykładach z tych różnych dziedzin teologicznych powinno się znaleźć miejsce dla tematów mariologicznych. 
 
Większość nadprzyrodzonych objawień w ostatnich dwóch stuleciach to objawienia Matki Bożej. Co stąd wynika dla teologii i praktyki życia chrześcijańskiego? Co Pan Bóg chce nam przez to powiedzieć?
 
Najpierw zauważę, że te objawienia nazywało się dotychczas prywatnymi; poniekąd słusznie, bo bezpośrednio dotyczyły konkretnych osób. Ale ich orędzie, za pośrednictwem tych osób, było skierowane do całej ludzkości! - dlatego dziś odchodzi się już od tego pojęcia "objawień prywatnych".
 
Te objawienia to znaki czasu, jakie Pan Bóg daje ludzkości. Zasadniczo zawsze są one wezwaniem do nawrócenia, pokuty (w tym m.in. pokutowania sprawiedliwych za grzeszników), poważnego traktowania Boskich przykazań, uczynienia z Boga centrum życia tak jednostek, jak i społeczeństw. Poza tym podkreśliłbym prorocki charakter tych objawień: są one upomnieniem, ostrzeżeniem, zapowiedzią nagrody lub kary w zależności od postępowania ludzi, którzy są wolni i sami mogą (i powinni) dokonać wyboru - albo życia, albo śmierci. Tu można jak najbardziej zasadnie porównać misję Matki Bożej do misji proroków Starego Testamentu. A że te ostrzeżenia Maryi nie są żartem, o tym najbardziej wymownie świadczą objawienia fatimskie. Ponieważ ludzkość się nie nawróciła, do czego Maryja wzywała, w znacznej części świata rozprzestrzenił się komunizm, ustrój niewątpliwie szatański, i nastąpiła II wojna światowa. Natomiast kiedy papieże oddali świat Niepokalanemu Sercu Maryi (akty zawierzenia Piusa XII i św. Jana Pawła II), przyniosło to błogosławione skutki: po akcie Piusa XII nastąpił zwrot w II wojnie światowej, a główne klęski Niemiec hitlerowskich miały miejsce właśnie w święta maryjne, np. kapitulacja pod Stalingradem 2 lutego (1943); a koniec tej strasznej wojny nastąpił 15 sierpnia (1945). Po akcie Jana Pawła II w Rosji zaczyna się pierestrojka. Pakt Reagana z Gorbaczowem o ograniczeniu zbrojeń nuklearnych dokonał się 8 grudnia (1987); rozwiązanie ZSRR (nawiasem mówiąc, w okolicznościach zgoła groteskowych) także 8 grudnia (1991). 
Postulat stąd dla teologii: traktowanie objawień maryjnych jako miejsc teologicznych, czyli źródeł teologii, jako bardzo ważnych znaków czasu; uwzględnianie doświadczenia wspólnot chrześcijańskich, które traktują te objawienia poważnie i żyją nimi.
 
I postulat dla praktyki życia codziennego: wypełnianie żądań Matki Bożej celem nawrócenia grzeszników i uratowania świata; uczciwe i pobożne życie, modlitwa i ofiara, kult Niepokalanego Serca Maryi, zwłaszcza pierwszych sobót miesiąca.  
 
Czy dzisiejszy kult maryjny różni się od kultu naszych przodków? A jeśli tak, to czym?
 
Jeśli chodzi o Polskę, to przez wieki religijność była u nas nierozerwalnie związana z życiem społecznym i narodowym (zwłaszcza od czasów ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza). Kult Matki Bożej - zwłaszcza jako Królowej Polski - scalał cały nasz naród, zwłaszcza w trudnych chwilach. Wtedy też doświadczaliśmy często cudownej pomocy Maryi. Szczególnie było to widoczne w czasie potopu szwedzkiego (obrona Jasnej Góry), zagrożenia ze strony muzułmańskiej Turcji (odsiecz wiedeńska), w czasach zaborów; dalej był "cud nad Wisłą", działalność św. Maksymiliana Kolbego, ogromne znaczenie Jasnej Góry, a za czasów PRL-u akty oddania kard. Hlonda i Wyszyńskiego. Chyba wolno wierzyć, że to w dużym stopniu właśnie dzięki nim Kościół w Polsce nie został tak stłamszony jak w innych krajach komunistycznych, że zachował swoją siłę i niezależność.
 
Inny ważny element naszej religijności to duże znaczenie tzw. pobożności ludowej, wyrażającej się m.in. w pielgrzymkach, zwłaszcza na Jasną Górę czy do innych sanktuariów maryjnych. Tego typu formy pobożności bardzo jednoczą lokalną społeczność. Dziś ten element jest również bardzo ważny; w jego ramach pojawiają się także nowe formy, np. - powstała oddolnie - Różańcowa Krucjata Modlitw za Ojczyznę.
 
Aktualna pozostaje ta forma pobożności maryjnej, jaką jest akt zawierzenia Matce Bożej, powierzenie się w Jej ręce jako Jej narzędzie ("niewolnictwo maryjne") - akt zarówno w postaci indywidualnej, jak i narodowej.
 
Ale religijność Polaków jest też dziś bardziej zróżnicowana. Oprócz tradycyjnych form duszpasterstwa parafialnego i pobożności powstało wiele nowych ruchów kościelnych. Niektóre zostały sprowadzone z krajów protestanckich.
 
Sposób czci oddawanej Matce Bożej jest często związany z formacją w danym ruchu. Trzeba tu zwłaszcza czuwać, aby ruchy o proweniencji protestanckiej nie pozbawiły nas kultu maryjnego - nie jest to, niestety, groźba urojona. Jest to przede wszystkim wyzwanie dla duszpasterzy. Ważne jest, aby przyjmując pewne dobre formy z tych ruchów, umieli zapewnić im katolickość - także poprzez obecność i kult NMP (dwa inne ważne elementy to Eucharystia i posłuszeństwo Magisterium). Trzeba zatem zachować tu pewien zdrowy krytycyzm, a nie kopiować mechanicznie wszystkiego.
 
Inna różnica: kult maryjny jest dziś mniej niż dawniej społeczny, a bardziej osobisty. Często zwłaszcza młodzi ludzie szukają własnych dróg do odnalezienia miejsca Maryi w swoim życiu, nie opierając się już w takim stopniu na tradycji. 

Daje się zauważyć uwiąd kaznodziejstwa maryjnego - kaznodzieje coraz rzadziej i chyba coraz bardziej bezbarwnie mówią o Matce Bożej. Jakie są tego przyczyny i jak można by temu zaradzać?
 
Rzeczywiście, ze smutkiem trzeba to stwierdzić, że pewna grupa księży nie potrafi mówić o Matce Bożej i unika tematyki maryjnej w kazaniach. Głównym powodem jest często, jak już o tym wspomniałem, brak należytej formacji mariologicznej w seminariach, czego skutkiem jest u wielu duszpasterzy ograniczona wiedza teologiczna dotycząca Maryi. A i sama formacja kaznodziejska kładzie często zbyt duży nacisk na formę, a zbyt mały na treść. Efekt jest taki, że kaznodzieje nieraz potrafią mówić bardzo efektownie, ale niestety problem dotyczy treści…
 
Do tej pory nie wszedł w życie (przynajmniej w Polsce, a może też i w świecie) list Kongregacji Wychowania Katolickiego z 25 marca 1988 roku, zatytułowany Maryja Dziewica w formacji intelektualnej i duchowej. Kongregacja podkreśliła w nim wagę odpowiedniego przygotowania studentów teologii i kandydatów do kapłaństwa w dziedzinie mariologii. List ten został skierowany do wydziałów teologicznych, seminariów i ośrodków studiów kościelnych. Kongregacja zaznacza, że wykład mariologii powinien stanowić integralną część wykładu teologii, a wykładowcy mariologii powinni zdobyć odpowiednie przygotowanie, czyli licencjat lub doktorat z teologii ze specjalizacją z mariologii. O tym samym, tylko że z jeszcze większym naciskiem i już jako o wymaganiu prawnym, mówi nota Międzynarodowej Papieskiej Akademii Maryjnej z 8 grudnia 2001 roku. Przepraszam, że ośmielę się tu na autopromocję, ale zapraszam do podjęcia studiów w Centrum Studiów Mariologicznych UKSW "Kolbianum" w Niepokalanowie, gdzie można zdobyć wymagane kwalifikacje poprzez niestacjonarne studia podyplomowe i doktoranckie z teologii w zakresie mariologii. Absolwenci uzyskują tu całościową wiedzę teologiczną na temat NMP i będą mogli się nią dzielić - także jako wykładowcy mariologii w seminariach - z kandydatami do kapłaństwa. W ramach studiów odbywa się także wykład nt. "Maryja w przepowiadaniu homilijnym".
 
Feminizm kieruje pod adresem kultu maryjnego (i zresztą też samej Maryi) ciężkie zarzuty - przede wszystkim (choć nie wyłącznie) ten, że utrwala on wizję kobiety jako biernej i podporządkowanej mężczyźnie. Jak moglibyśmy na ten zarzut odpowiedzieć? 
 
Są dwa aspekty tego zagadnienia.
 
Przede wszystkim feminizm, wysuwając tezę o bierności Maryi, mija się z prawdą objawioną w Piśmie Świętym. Maryja bowiem jest osobą wyjątkowo odważną, wytrwałą, mężną i aktywną. W chwili Wcielenia reprezentuje cały naród wybrany i całą ludzkość w dialogu z Boskim posłańcem w Nazarecie. To jest najważniejszy dialog w historii świata! To Ona podejmuje w nim decyzję owocującą zbawieniem wszystkich ludzi. "Po ludzku" moglibyśmy powiedzieć, że podejmuje ryzyko zaufania Panu Bogu wbrew ludzkiej logice i ludzkim kalkulacjom. Nie jest to wprawdzie pierwsza w dziejach zbawienia decyzja tego rodzaju, ale najbardziej radykalna i brzemienna w konsekwencje.
 
Dalej, jest wierna i konsekwentna w realizacji powierzonego Jej zadania. Nie ucieka i nie rezygnuje w chwilach doświadczeń, ale najpierw towarzyszy (choć dyskretnie) swemu Synowi w Jego publicznej działalności, a potem trwa przy Nim mężnie do końca pod krzyżem.
 
I dalej, jest osobą zaangażowaną w relacje z innymi ludźmi (a więc społecznie), co wyraża przez swoją posługę u św. Elżbiety czy w Kanie Galilejskiej. Umie łączyć kobiecą wrażliwość i czułość z męstwem i wytrwałością.
 
Natomiast pokora i posłuszeństwo Panu Bogu, których symbolem stała się Maryja, nie są cechami negatywnymi, ale ukazują Jej wielkość. I obowiązują one wszystkich chrześcijan, nie tylko kobiety. Sam Pan Jezus mówi: Uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i pokornego serca. A poza tym nie można zrównywać pokory z biernością - to są dwie zupełnie różne rzeczywistości; pierwsza pozytywna, druga negatywna.
 
Tak więc Maryja jest przykładem do naśladowania dla wszystkich chrześcijan, choć oczywiście szczególnie dla kobiet, jako że przecież jest kobietą. Zatem ten zarzut jest nietrafny.
 
Drugi aspekt dotyczy statusu kobiet w Kościele. Istotnie, często powierza się im zbyt mało zadań i odpowiedzialności, choć z drugiej strony, czy małym zadaniem i odpowiedzialnością jest macierzyństwo, wychowanie nowego pokolenia, przekazanie mu wiary? Według mnie to jest najważniejsze zadanie i największa odpowiedzialność! Poza tym pewne niedowartościowanie kobiet w Kościele nie ma nic wspólnego z kultem maryjnym. Wręcz przeciwnie, tam gdzie mężczyźni czczą Maryję, tam także z największym szacunkiem traktują kobiety. W "maryjnej" Polsce chociażby pozostał zwyczaj całowania kobiet w rękę na znak szacunku, a także wiele innych zwyczajów wyrażających ten szacunek. W naszym kraju, choć nie ma żadnych parytetów, żadnych prawnych wymuszeń tzw. równouprawnienia, udział kobiet w życiu społecznym jest nawet większy niż w wielu krajach, gdzie te parytety obowiązują. Przypomnę choćby, że zarówno obecny, jak i poprzedni premier Polski to kobiety.
Ostatnio media podawały informację o eksperymencie społecznym w szwedzkim metro. Otóż pewien mężczyzna zaatakował tam kobietę, a reakcja pasażerów była potajemnie nagrywana. W obronie napastowanej stanął jedynie Polak - emigrant z katolickiej, "maryjnej" Polski. 
 
Czy aktualny jest dziś zarzut - często dawniej podnoszony - że pobożność maryjna dzieli katolików i protestantów, że zniechęca ona protestantów do Kościoła?
 
Musimy pamiętać, że Luter i inni reformatorzy odrzucili kult świętych i Maryi, ale nie odrzucili dogmatów maryjnych, jakie do tego czasu były ogłoszone, czyli Bożego macierzyństwa i wieczystego dziewictwa. Ten drugi dogmat został zakwestionowany dopiero przez kolejne pokolenia protestantów.
 
Podkreślę tu nawiasem właśnie to, że protestanci odrzucili kult maryjny w ramach odrzucenia kultu świętych, czyli nie chodziło o jakąś szczególną niechęć wobec Matki Bożej, ale o określoną ideę eklezjologiczną. Najbardziej bowiem różni nas od protestantów właśnie eklezjologia, a dopiero wtórna jest kwestia oddawania czci Matce Bożej. Głównie chodzi tu o wstawiennictwo i pośrednictwo Maryi, którego protestanci nie uznają w imię zasady solus Christus. I to jest - dla mnie przynajmniej - niezrozumiałe, bo z jednej strony, we wspólnotach protestanckich istnieje coś takiego jak modlitwa wstawiennicza pojedynczych ludzi i całej wspólnoty (i wierzy się bardzo w jej moc), a z drugiej strony nie uznaje się mocy wstawiennictwa osoby najbliższej Chrystusowi, czyli Jego Matki. To jakaś sprzeczność.
 
Warto jeszcze pamiętać o podstawowej zasadzie dialogu ekumenicznego, jaką jest wymóg przedstawiania poglądów strony przeciwnej w sposób prawdziwy. Otóż często zastrzeżenia protestanckie wobec Kościoła w aspekcie pośrednictwa Maryi wynikają z nieznajomości oficjalnej nauki Kościoła na ten temat, wyrażonej chociażby w VIII rozdziale konstytucji Lumen gentium. A jest to koncepcja uczestnictwa Maryi w jedynym pośrednictwie Chrystusa. Co ciekawe, jej autorem był w latach 50. XX wieku luterański pastor Hans Asmussen, będący obserwatorem zewnętrznym na Soborze Watykańskim II. Dla niego była to koncepcja jak najbardziej do przyjęcia przez protestantów.
 
Tym, co może nas łączyć, jest biblijny obraz Maryi, choć i tu są pewne różnice w interpretacji, np. tzw. tekstów antymaryjnych (np. Mt 12,46-50 - w rzeczywistości to wcale nie jest tekst antymaryjny) czy J 19,25-27. Ale takie różnice zdarzają się także między egzegetami katolickimi, więc nie jest to przeszkoda pierwszorzędna.
 
Tym natomiast, co z pewnością nas łączy, jest dostrzeganie i ukazywanie Maryi jako wzoru wiary i posłuszeństwa Panu Bogu oraz wzoru uwielbiania Go za wielkie rzeczy, które nam czyni - przykładem jest komentarz Lutra do Magnificat. Czasem czytam moim studentom fragment tego tekstu i pytam, kto go napisał. Na ogół odpowiadają, że św. Maksymilian Kolbe lub św. Jan Paweł II.
 
Co Ojciec sądzi na temat idei wszechpośrednictwa łask Maryi?
 
Zanim wyrażę mój osobisty pogląd, zauważę, że jesteśmy w Niepokalanowie, gdzie kościół jest pod wezwaniem Najświętszej Maryi Niepokalanej Wszechpośredniczki Łask. Gdy Jan Paweł II podnosił go w roku 1980 do rangi bazyliki mniejszej, potwierdził tytuł nadany tej świątyni w latach 50.
 
Najpierw krótki rys historyczny. Przekonanie o wszechpośrednictwie Maryi było w Kościele żywe zwłaszcza w I połowie XX wieku. Pośród hierarchii szczególnym zwolennikiem ogłoszenia tego dogmatu był prymas Belgii kard. Mercier. Do Stolicy Świętej napływało wówczas wiele próśb o to ogłoszenie. Panowało przekonanie, że już wkrótce któryś z papieży ogłosi dogmat o wszechpośrednictwie łask Maryi; podzielał je m.in. św. Maksymilian Kolbe, który też zresztą sam próbował sprecyzować ten dogmat - bardzo oryginalnie, mianowicie w kluczu pneumatologicznym. Naukę o wszechpośrednictwie popierali m.in. papieże: Leon XIII, Pius X, Benedykt XV, Pius XI, Pius XII. W 1921 roku powołano trzy komisje, które miały się wypowiedzieć na ten temat. Nie dały one jednak jednoznacznej odpowiedzi pozytywnej; zwłaszcza podniesiono trudność dotyczącą łask sakramentalnych. Dlatego Pius XII na kilka tygodni przed swoją śmiercią stwierdził, że sprawa nie jest jeszcze dojrzała teologicznie. Podobnie nie podjął tej decyzji, mimo licznych próśb, Sobór Watykański II. Niektórzy interpretują to jako odrzucenie idei wszechpośrednictwa (co pociągałoby za sobą zakaz posługiwania się tym tytułem), jednak niesłusznie, przypomnijmy bowiem słowa Vaticanum II z Lumen gentium nr 54: Sobór święty, wykładając naukę o Kościele, w którym Boski Odkupiciel dokonuje zbawienia, pragnie wyjaśnić starannie zarówno rolę Błogosławionej Dziewicy w tajemnicy Słowa Wcielonego i Ciała Mistycznego, jak i obowiązki ludzi odkupionych względem Bogarodzicy, Matki Chrystusa i Matki ludzi, zwłaszcza wiernych, nie zamierza jednak przedstawiać pełnej nauki o Maryi ani rozstrzygać kwestii jeszcze nie całkowicie wyjaśnionych pracą teologów. Zachowują tedy nadal swoje prawo poglądy, jakie w szkołach katolickich swobodnie podaje się o Tej, która w Kościele świętym zajmuje miejsce najwyższe po Chrystusie, a zarazem nam najbliższe (podkreślenie moje). Zatem ani przeciwnicy tego tytułu nie mogą potępiać jego zwolenników, ani odwrotnie.
 
Ponieważ prośby o ogłoszenie dogmatu nadal napływały (aktywny był tu zwłaszcza amerykański teolog świecki Mark Miravalle), w roku 1996, w czasie trwania Międzynarodowego Kongresu Mariologicznego  w Częstochowie, powołana przez PAMI Komisja Teologiczna wyraziła opinię, aby w mówieniu o pośrednictwie Matki Bożej kierować się językiem i nauką Soboru Watykańskiego. Jednocześnie komisja ta uznała, że kwestia ogłoszenia tej prawdy jako dogmatu wiary jest jeszcze niedojrzała. 
 
A teraz co ja o tym sądzę. Może jest tu sytuacja podobna do kwestii Niepokalanego Poczęcia. Przez stulecia wierzyły w nie miliony prostych chrześcijan, ale teolodzy (a w konsekwencji Nauczycielski Urząd Kościoła) mogli je zaakceptować dopiero po wyjaśnieniu, jakie zaproponował bł.  Jan Duns Szkot. Osobiście jestem przekonany, że zagadnienie to czeka na jakiegoś "nowego Dunsa Szkota", który znajdzie sposób wyjaśnienia tych trudności, które dziś uniemożliwiają ogłoszenie tego dogmatu (główną trudnością jest kwestia wyjaśnienia roli Maryi w udzielaniu łask sakramentalnych, które przecież działają ex opere operato). Ja sam skłaniam się ku idei wszechpośrednictwa łask Maryi. I dzielę ten pogląd z naprawdę wieloma wiernymi, którzy w swym życiu doświadczają błogosławieństwa pośrednictwa Matki Bożej. Niewątpliwie Maryja może nam wyprosić wszelkie łaski, ale nie jest to tym samym co wszechpośrednictwo łask.
 
Polscy biskupi zawierzyli naszą ojczyznę Matce Bożej. Jakie znaczenie teoretyczne i praktyczne miał ten akt? I czy w ogóle był on potrzebny? Jest bowiem wielu przeciwników tego rodzaju aktów, według nich tylko czysto formalnych…
 
Ten akt dokona się w 50. rocznicę Milenijnego Aktu Zawierzenia, który potwierdził, dokonany przez Jana Kazimierza, wybór Maryi na królową Polski. Ale w rzeczywistości to sama Maryja chciała być wybrana na naszą królową, co powiedziała wprost do włoskiego mistyka Juliusza Mancinellego już w 1608 roku - na 48 lat przed ślubami Jana Kazimierza. A w Fatimie Maryja prosiła o zawierzenie Jej całego świata. Przypomnę też akt zawierzenia Polski Niepokalanemu Sercu Maryi w 1946 roku dokonany przez kard. Hlonda u progu mrocznych czasów komunizmu, kiedy to mogliśmy się spodziewać wszystkiego najgorszego. 
 
Milenijny Akt Zawierzenia składał się z trzech części. Pierwsza była dziękczynieniem za dar chrztu Polski, druga prośbą o ustrzeżenie wiary Polaków, zwłaszcza młodego pokolenia, wobec czyhających zagrożeń, trzecia zobowiązaniem do oddania się na służbę Kościołowi. Czy w świetle tego wszystkiego, co stało się później - liczne powołania, polski papież, upadek komunizmu - nie wolno nam twierdzić, że ten akt miał błogosławione skutki, że nasze prośby zostały wysłuchane? Czy zatem ponowienie go nie wydaje się słuszne? - tym bardziej że dziś zagrożenia tylko pozornie wydają się mniejsze, w rzeczywistości zaś są tylko bardziej ukryte, podstępne, wyrafinowane. Diabeł zmienił tylko sposób działania, ale nie wycofał się. Gdy przeczytamy uważnie obecny akt, zobaczymy, jak trafnie ujmuje on naszą współczesną rzeczywistość społeczną, nasze nadzieje i obawy, nasze zadania na dziś i jutro - i świadomość, że o własnych tylko siłach naprawdę nie jesteśmy w stanie rozwiązać tych wszystkich problemów! Naprawdę musimy się uciekać do pomocy z Nieba.
 
Jaki ideał czciciela Maryi w XXI wieku moglibyśmy nakreślić?
 
Czciciel Matki Bożej musi być taki sam jak czciciel Pana Boga w Trójcy Świętej Jedynego, bo przecież cześć Matki Bożej nie jest czcią autonomiczną: Panu Bogu oddajemy kult uwielbienia, Matce Bożej kult czci i szacunku ze względu na Pana Boga. A co obowiązuje czciciela Pana Boga? Pan Jezus powiedział swoim uczniom, że do królestwa Bożego wejdą nie ci, którzy tylko mówią "Panie, Panie", ale ci, którzy pełnią wolę Ojca Niebieskiego. Ta sama zasada obowiązuje oczywiście czcicieli Maryi, bo przecież na pierwszym miejscu są oni czcicielami Boga. A więc prawdziwy kult maryjny ma polegać przede wszystkim na pełnieniu woli Bożej i naśladowaniu w ten sposób Maryi, która w sposób najdoskonalszy ze wszystkich ludzi wypełniła wolę Bożą, co tak często podkreślał św. Maksymilian Kolbe. Chodzi o to, abyśmy byli tak otwarci na słowo Boże i natchnienia Ducha Świętego jak Maryja, abyśmy potrafili wierzyć i ufać Panu Bogu jak Ona, abyśmy potrafili kochać i służyć jak Ona. 
 
Bł. Paweł VI w adhortacji Marialis cultus z roku 1974 wskazał podstawowe zasady odnowy kultu maryjnego: zasadę biblijną, trynitarną, chrystologiczną, pneumatologiczną, antropologiczną, eklezjologiczną, ekumeniczną. Współczesny czciciel Maryi powinien realizować te zasady.
 
Niewątpliwie nadal aktualna pozostaje forma czci Matki Bożej, którą św. Ludwik Maria Grignon de Montfort nazwał doskonałym nabożeństwem do Matki Bożej (jak wiemy, taki tytuł nadał swej najbardziej znanej książce). Terminologia tu się zmieniała w zależności od epoki, ale zawsze chodziło o to samo: o całkowite zawierzenie i powierzenie się Matce Bożej, aby posługiwała się nami w dziele budowania królestwa Bożego na ziemi. To nabożeństwo doprowadziło do świętości bardzo wielu ludzi (np. na naszym podwórku św. Maksymiliana, kard. Stefana Wyszyńskiego, św. Jana Pawła II). Św. Ludwik zapowiedział proroczo, że w "czasach ostatecznych" będzie wielu czcicieli Maryi, którzy będą praktykować to nabożeństwo.
W imieniu redakcji i czytelników "Homo Dei" bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.
 
Rozmawiał Janusz Serafin CSsR
kwartalnik Homo Dei nr 3(320)2016

 
fot. Mzmatuszewski Mary | Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Cezary Sękalski
Dopóki nie pokochamy siebie, nie uznamy, że mamy prawo do upadku i popełnienia błędu, będziemy żyli w obawie o każdy nasz krok. W rezultacie starań o uniknięcie 30 procent pomyłek, z czasem zmarnujemy 70 procent talentów. W tym momencie z pomocą przychodzi święty Paweł, który do pierwszych chrześcijan pisał: Do wolności wyswobodził was Chrystus!

Z ojcem Mateuszem Hincem OFMCap, wykładowcą psychologii i psychoterapeutą, rozmawia Cezary Sękalski
 
Natalia Budzyńska
„W sierpniu każdy kwiat woła, zanieś mnie do kościoła” – mówi przysłowie. Na wsiach tradycja przynoszenia ziół i kwiatów w święto Wniebowzięcia NMP wciąż jest żywa, a nawet można obserwować odrodzenie kultywowania dawnych bardzo bogatych maryjnych tradycji ludowych. W miastach jest znacznie gorzej.
 
 
Lilla Danilecka
Rozmowa z Philippe Madre, francuskim psychiatrą i członkiem Wsplnoty Błogosławieństw.

Zranienie życia dotknąć może zarówno ludzi wierzących w Boga, jak i niewierzących. Ci ostatni nie mają poczucia, że są osieroceni przez Boga, lecz cierpią z powodu zwątpienia w samego siebie. Zranienie życia jest zjawiskiem szczególnym, którego sama psychologia nie jest w stanie poprawnie zdiagnozować.
 
 

NASZ SKLEP

___________________
 
 reklama