logo
Wtorek, 17 października 2017 r.
imieniny:
Antonii, Ignacego, Wiktora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Tyle zaznałem zła...
Zeszyty Formacji Duchowej
 


Wprowadzenie do medytacji (Lm 3, 1-33)
 
W rozważaniu, opartym na Lm 3, 1-33, chcemy wyraźniej zobaczyć, że także w czasie bardzo wielkiej udręki obecny jest Bóg i śpieszy z pomocą. Każdy rodzaj bólu – fizyczny, psychiczny i duchowy – przynagla nas do wzmożonego wysiłku poznawczego, który naprowadza na właściwe zachowanie w cierpieniu. Wcale nie jest tak, że cierpienie bezapelacyjne skazuje nas na pogrążenie się w poczuciu beznadziejności i rozpaczy. Pośród największych cierpień Bóg objawia się jako źródło nadziei na ocalenie. Raz dawszy życie, nie zostawia człowieka samego, lecz zawsze ogarnia go swą miłością i niesie, zaś w cierpieniu – umacnia.
 
Człowiek  TAK bardzo doświadczany przez Pana! (Lm 3, 1-33)
 
Wiele jest miejsc w Starym i Nowym Testamencie, które rozświetlają mrok ludzkiego cierpienia [1]. Obecnie odnieśmy się do jednej z najbardziej przejmujących stron Pisma świętego, mianowicie do Lamentacji Jeremiasza. W rozważaniu podzielę się pewną intuicją, która od dłuższego czasu wydaje mi się olśniewająca i stanowi natchnienie do pewnego rodzaju modlitwy w cierpieniu.
 
Podejmując tak trudny problem jak cierpienie, prośmy Ducha Świętego, by nas oświecił darem mądrości. Oby cierpienie nie było dla nas kamieniem obrazy, lecz sposobnością do otwarcia się na miłość Boga. Obyśmy, cierpiąc, nie zamykali się w lamentowaniu nad swoim losem, lecz podejmowali poważną rozmowę z Bogiem. 
 
Naszą wyobraźnię niech wypełnia widok (obraz) człowieka z Lamentacji. Niech to nas zaciekawia, że można – dla jakich powodów? – przejść od wypowiadania straszliwej udręki do słów pełnych nadziei. 
 
Podstawowe doświadczenie człowieka: udręka i strapienie
 
Wczytując się w obszerny fragment z trzeciego rozdziału Lamentacji Jeremiasza, zwróćmy uwagę na to, jak wielkie jest cierpienie natchnionego Autora i do jakże gorzkich uczuć i wniosków ono go doprowadza. 
 
Wczytując się w poniższy fragment, zdajmy sobie sprawę z tego, jak wiele musiał wycierpieć człowiek wypowiadający te słowa (Lm 3, 1-17): 
 
Jam człowiek, co zaznał boleści pod rózgą Jego gniewu;
On mnie prowadził, iść kazał w ciemnościach, a nie w świetle,
przeciwko mnie jednemu cały dzień zwracał swą rękę.
Zniszczył me ciało i skórę, połamał moje kości,
osaczył mnie i nagromadził wokół jadu i goryczy;
ciemność mi dał na mieszkanie, tak jak umarłym na wieki.
Opasał mnie murem, nie wyjdę, obciążył moje kajdany. 
Nawet gdy krzyczę i wołam, On tłumi moje błaganie;
głazami zagrodził mi drogi, a ścieżki moje poplątał.
On dla mnie niedźwiedziem na czatach i lwem w kryjówce; 
sprowadził mnie z drogi i zmiażdżył, porzucił mnie w nędzy;
łuk swój napiął i uczynił ze mnie cel dla swej strzały. 
Sprawił, że tkwią w moich nerkach strzały Jego kołczanu;
drwią ze mnie wszystkie narody: jam stale treścią ich pieśni, 
On mnie nasycił goryczą, piołunem napoił.
Starł mi zęby na żwirze, pogrążył mnie w popiół.
Pozbawiłeś mą duszę spokoju, zapomniałem o szczęściu.
 
Przez pewien czas wczuwajmy się w to, z jaką skalą cierpienia mamy tu do czynienia! 
 
Nie gorszmy się tym, co słyszymy. Autor natchniony dobrze wie, że to nie Bóg jest pierwotnym sprawcą cierpienia i śmierci (por. Mdr 1, 13; 2, 24). Gdzieś w głębi serca wie on, że Bóg, będąc zarazem wszechmocny i dobry, niesie go wiernie i czule ogarnia ze wszystkich stron (por. ps 139). Taki Bóg nie może być sprawcą cierpienia, które byłoby jednocześnie krzywdą i czynem niesprawiedliwym. Mając taką świadomość, wypowiada on jednak słowa skargi. Skarżący się Jeremiasz nie obawia się, że skrzywdzi Boga przypisując Mu współodpowiedzialność za cały szereg działań, sprawiających ból: On mnie nasycił goryczą, piołunem napoił, itd. Po wypowiedzeniu całej swej skargi w trzeciej osobie, zwraca się wprost do Boga w drugiej osobie: Pozbawiłeś mą duszę spokoju. "Skarżenie się miewa często moc wyzwalającą. Skarga to nie to samo, co lament. Gdy lamentuję, moje myśli krążą wyłącznie wokół mojej własnej osoby, bez reszty pogrążam się w żalu nad sobą. Skarżąc się, zwracam się z moją niedolą do Boga. (...) Taki dialog może dokonać we mnie zmiany" [2]
 
Niech przykład Proroka z Lamentacji ośmieli mnie i zachęci; przypomnę sobie zadane mi w życiu razy i rany, które nie stały się jeszcze perłami (por. św. Jan Chryzostom). Przyzwólmy, by w polu świadomości pojawiło się uczucie bólu i inne przykre uczucia... Mając w pamięci modlitwę samego Jezusa na krzyżu – Boże mój, czemuś mnie opuścił – my też pytajmy Boga o powód, dla którego przyzwalał On nieraz na nasze cierpienie i zdawał się nie śpieszyć z ratunkiem. Zapewne musiały być jakieś ważne powody, że tyle się w życiu nacierpiałem, choć przed wiekami wybrał mnie i umiłował Ojciec Wszechmogący (por. Ef 1). 
 
Zestawiając obok siebie prawdę o Bogu, miłującym mnie od zawsze, i rzeczywistość mojego cierpienia – czuję się stawiony wobec sprzeczności. Jak dziecko zagrożone w swym bezwarunkowym zaufaniu – pytam z niepokojem: Jak mam ocalić moje dobre zdanie o Bogu, skoro ja "ginę", skoro cierpię różnorako? Czyż nie narzuca się wniosek, logiczny i jednoznaczny, że skoro ja cierpię, to musi ucierpieć także moja ufność w Bogu złożona. Wydaje się, że całkiem zasadnie chwieje się w nas zaufanie do nieskończonej dobroci i wszechmocy Boga, skoro dopuszcza On różnorakie cierpienia. 
 
Mówiąc to wszystko uprzedzamy wniosek, który wyciąga autor Lamentacji.
 
Dwa smutne wnioski 
 
Oto gorzkie stwierdzenia Jeremiasza:
 
 
I rzekłem: Przepadła moc moja i ufność moja do Pana (3, 18).
Wspomnienie udręki i nędzy  to piołun i trucizna;
stale je wspomina, rozważa we mnie dusza (Lm 3,19-20). 
 
Oto zdania pełne goryczy. Trzeba przeczytać je parę razy i poczuć ich gorzki smak..., a następnie odnieść je do swojego życia. 
 
Pewno bywało tak już niejeden raz, że i ja czułem się pozbawiony zarówno sił do życia jak też ufności do Pana. Tyle razy wspominałem swe udręki i nędze, mając odczucie, że za każdym razem kosztuję gorzkiego piołunu i zabójczej trucizny. Czy mogę powiedzieć, że nie wiem, o czym tu mowa? Ośmielony wyznaniem z Lamentacji – przyznam się, spokojnie i odważnie, zarówno do mojej radykalnej słabości jak też do pewnej łatwości w traceniu zaufania do Boga... 
 
Natchniona wypowiedź Jeremiasza – na szczęście dla nas i dla niego – nie kończy się na lamencie i skardze. Nagle pojawia się coś, czego nie da się po ludzku wytłumaczyć. Dokonuje się przełom. Przełom ku nadziei (Lm 3, 21 nn). 
 
Biorę to sobie do serca, dlatego też ufam:
Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła. Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność.
Działem mym Pan  mówi moja dusza, 
dlatego czekam na Niego. 
Dobry jest Pan dla ufnych, dla duszy, która Go szuka.
Dobrze jest czekać w milczeniu ratunku od Pana. 
 
Dobrze dla męża, gdy dźwiga jarzmo w swojej młodości.
Niech siedzi samotny w milczeniu, gdy On na niego je włożył.
Niech usta pogrąży w prochu! A może jest jeszcze nadzieja?
Bijącemu niech nadstawi policzek, niechaj nasyci się hańbą! 
Bo nie jest zamiarem Pana odtrącić na wieki.
Gdyż jeśli uniży, ma litość w dobroci swej niezmiernej;
niechętnie przecież poniża i uciska synów ludzkich.
 
Można zaglądnąć do Pisma św. i do końca [3] doczytać trzeci rozdział Lamentacji. My zaś zatrzymajmy się w tym punkcie, w którym wielki kryzys, wywołany wielkim cierpieniem, zamienia się w akt ufności Bogu
 
Po tajemniczym przełomie  powrót do ufności (Lm 3, 21 nn)
 
Przygnębiający jest ten moment, w którym Prorok rozstaje się z nadzieją: I rzekłem: Przepadła moc moja i ufność moja do Pana! Jest to wyznanie pełne nie tylko goryczy, ale i realizmu... Czy jednak na pewno Autor widzi swoją sytuację zgodnie z tą Rzeczywistością, którą stanowi Bóg? 
 
Oto nagle, jakby nie wiadomo skąd i na jakiej podstawie, dokonuje się zmiana o 180 stopni. Jeremiasz nagle uświadamia sobie, że to, co dotąd wypowiedział, nie jest ostatnim zdaniem na temat jego straszliwej udręki... Oświecony łaską – dostrzega wyraźnie zarysowującą się ALTERNATYWĘ! Zaczyna jasno widzieć, że są dwa sposoby zachowywania się w jego niewymownym cierpieniu! Udręczony Jeremiasz widzi, że – dzięki BOGU – nie jest  zdeterminowany, by stereotypowo reagować na doznawany ucisk. Rzec można, iż między wierszami słychać radosny okrzyk Jeremiasza: oto MAM DO WYBORU:  
 
A) albo nadal zadręczać się  swoją sytuacją, sądząc, że nic i nikt nie może mi pomóc...
B) albo mogę WOŁAĆ DO BOGA..., CZEKAĆ NA NIEGO... i w swoim czasie  DOZNAĆ ZBAWIENIA!  
 
Rzeczywiście, Jeremiasz stawia sobie przed oczy całą Prawdę Pańską, a ta budzi w nim UFNOŚĆ NIEWZRUSZONĄ: 
 
Nie wyczerpała się  litość Pana, miłość nie zgasła.   
Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność.
Działem mym Pan  mówi moja dusza, 
dlatego czekam na Niego. 
Biorę to sobie do serca, dlatego też ufam!

Oto cudze doświadczenie radzenia sobie w bardzo wielkiej udręce i nędzy!  
Warto mocno wpisać sobie w pamięć tę lekcję!  
 
Chyba warto wypisać, dosłownie, powyższe słowa i powiesić [4] je na widocznym miejscu – tak, żeby w chwili udręki wiedzieć, co czynić. Istotnie, trzeba sobie mocno wbić w pamięć tę Jeremiaszową lekcję,  aby móc się do niej odwołać, gdy przyjdzie na nas jakiekolwiek, zwłaszcza większe, bolesne doświadczenie. Pacierza uczymy się na pamięć! Podobnie należy sobie utrwalić w pamięci serca prawdę o możliwości dwojakiego zachowaniu w chwilach wielkiego cierpienia.  
 
To bardzo ważne, by jasno wiedzieć, że pośrodku największego cierpienia przełom ku ożywczej nadziei – z Boga czerpanej – jest w zasięgu ręki i od nas zależy, czy tkwić będziemy w cieśninie udręki, czy też wypłyniemy w dal Boskiej Dobroci i Wszechmocy;  I ciebie chce On wybawić z nieszczęść, przed tobą jest dal, nie cieśnina, i stół opływający tłuszczem( Hi 36,16). 
 
Każdy człowiek, dzięki biblijnemu wtajemniczeniu, może sobie powiedzieć: <Wiem to już na pewno, że nie jestem zdeterminowany! Nie muszę sycić się piołunem i trucizną..., lecz mogę – w trudnej sytuacji cierpienia – czekać na przyjście Pana>. Jednak czekanie na przyjście Pana nie może być jakiekolwiek, ale winno być wypełniane uważnym powtarzaniem tych oto słów: 
 
Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła.  
Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność.
Działem mym Pan  mówi moja dusza, dlatego czekam na Niego.
Biorę to sobie do serca, dlatego też ufam!
 
Oto co należy brać sobie do serca!  Oto słowa, którymi wybijamy sobie rytm do marszu, choćby się miało poczucie, że pozostaje nam resztka sił... 
 
Z Jeremiaszowej lekcji jasno wynika, że winniśmy najpierw rzetelnie widzieć swoje sytuacje pełne bólu, by następnie wypowiadać je wobec Bogu. Może temu towarzyszyć cała gama gwałtownych uczuć. Najważniejsze jest jednak to, by w pewnym momencie zaprzestać przeżuwania swych udręk i zacząć skandować jedno czy parę zdań, które przypominają nam: JAKI NAPRAWDĘ JEST  PAN I CZEGO MAM SIĘ PO NIM SPODZIEWĆ! 
 
Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła;  
Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność.
Działem mym Pan – mówi moja dusza, dlatego czekam na Niego.
Biorę to sobie do serca, dlatego też ufam! 
 
Gdy "skandujemy" powyższe słowa, gdy – pełni ufnej wiary – powtarzamy je za Jeremiaszem, wtedy w krótkim czasie doświadczamy, jak Bóg odpowiada
 
Podjęcie modlitewnej praktyki, zainspirowanej  przykładem Jeremiasza, to w końcu rzecz najważniejsza. Nikt nas w tym, to oczywiste, nie wyręczy. Można by jednak pytać, co jeszcze warto dopowiedzieć, by Jeremiaszowy trop nie został szybko zapomniany, lecz by stał się naszą ścieżką wydeptywaną w cierpieniu. 
 
Nasuwa mi się to jedno: odeślę do niedawnej lektury, która upewniła mnie w moim odczytaniu Lamentacji.  
 
Przykład Ojców pustyni
 
Bardzo pożyteczne i inspirujące jest to, co ojciec Anselm Grün OSB opisuje jako antyretyczną metodę modlitwy [5]. Mnisi i Ojcowie pustyni wynajdywali w Piśmie św. różne zdania, które były zalecane jako rodzaj lekarstwa w różnych chorobach i potrzebach duchowych. Takie odpowiednio dobrane słowo Boże należało przetrawiać i przyswoić sobie poprzez wielokrotne powtarzanie (ruminatio). Najlepiej zobaczmy to bliskiej nam sytuacji życiowej. 
 
"Dzisiaj wielu ludzi odczuwa rezygnację. Czują się zrezygnowani w obliczu trudności gospodarczych i społecznych w świecie, który staje się coraz bardziej nieprzejrzysty. Widzą cierpienie świata na ekranie telewizyjnym, lecz nic nie mogą na to poradzić. Czują się bezradni w obliczu osobistych problemów, trudności w stosunkach partnerskich. Są bezsilni wobec swoich dzieci, które idą własną drogą. Czują rozpacz, gdyż nie mogą sobie poradzić z depresją lub nałogiem. Zamykają oczy na przyszłość, gdyż nie spodziewają się po niej niczego dobrego. Uważają, że może być tylko gorzej. Kiedy dręczą nas takie pesymistyczne i beznadziejne myśli czy uczucia, trzeba przywoływać któreś z licznych słów nadziei Pisma Świętego. Mogę na przykład powtarzać werset: "Ty bowiem, mój Boże, jesteś moją nadzieją. Panie, ufności moja od moich lat młodych!" (Ps 71,5). Nie chodzi o to, by za pomocą tego zdania rozproszyć wszelkie negatywne myśli. Muszę najpierw przyznać sam przed sobą, że są we mnie także myśli pozbawione nadziei. Nie wypieram ich, lecz się im przyglądam. Nie poprzestaję jednak na tym. Mimo tych uczuć powtarzam nieustannie słowa psalmisty – bez pośpiechu, bez niecierpliwości, ufny, że słowo Boże jest pełne mocy i potrafi przemienić moją duszę. Wówczas będzie we mnie wzrastała nadzieja. Zobaczę moją sytuację innymi oczami. Stopniowo będzie się we mnie umacniała nadzieja, że moje życie będzie udane, że Bóg rozpostarł nade mną swoją dobrą dłoń i że nie mogę ponieść klęski na mojej drodze" [6].  
 
Trudne przebudzenie 
 
Jeszcze jeden przykład. Poranne przebudzenia to nasza prozaiczna codzienność; niestety, towarzyszy im – z różną częstotliwością i intensywnością, zależnie od sytuacji osoby – zły nastrój i niechęć do życia... Pewno wszyscy znamy to uczucie, że budzimy się bez radości i chęci do życia. Bywa tak, że miniony dzień był pełen ładu i doświadczania miłości Bożej, a mimo nazajutrz to budzimy się w zamęcie i smutku... – Co wtedy należy czynić? – Wiele by o tym rozprawiać, sięgając do wiedzy psychologicznej. Istotnie, przydatne mogą tu być różne rady. Czy jednak nie jest najtrafniejsza ta – Jeremiaszowa i ojców pustyni – metoda antyretyczna? Św. Ignacy radzi, żeby "po przebudzeniu, nie dając miejsca rozmaitym myślom, zaraz zwrócić umysł ku temu, co ma być przedmiotem" porannej modlitwy (Ćwiczenia duchowne, nr 74). Trzymanie się tej rady pomaga co prędzej wejść w Boży świat i w Bogu się rozradować. Jeśli zwykliśmy w przeddzień wieczorem przygotowywać poranną modlitwę, to łatwo uchwycimy się Słowa Bożego zaraz po przebudzeniu. Jeśli jednak z braku przygotowania modlitwy czy z innego powodu brak nam takiego konkretnego słowa (zdania), to zawsze możemy powtarzać sobie to wspaniałe słowo z Lamentacji: 
 
Nie wyczerpała się litość Pana, miłość nie zgasła;  
Odnawia się ona co rano: ogromna Twa wierność.
Działem mym Pan – mówi moja dusza, dlatego czekam na Niego.
Biorę to sobie do serca, dlatego też ufam!
 
Powtarzając te wersety (wszystkie czy tylko jeden drugi), wbijamy sobie w pamięć serca te proste i wspaniałe prawdy: 
 
<Mój Ojciec – od samego rana – trwa w tym samym usposobieniu względem mnie, co wczoraj! On niczego nie odwołuje ze wszystkich dotychczasowych wyznań miłości... Ani o jeden "cal" nie umniejszyła się Jego życzliwość względem mnie... Wciąż aktualna jest  Jego Ewangelia, Dobra Nowina dla mnie...>  
 
Powinno być dla nas jasne, że wręcz konieczne jest – także na nasz osobisty użytek – wyrażanie ewangelii w słowach! To bowiem, co nie jest  wypowiedziane, w pewnym sensie, nie istnieje. Nie istnieje dla mnie! Dlatego trzeba sobie Bożą Ewangelię uobecnić w słowie, w zdaniu,  w paru zadaniach, aby mogła ona na nas dobroczynnie oddziaływać. Więcej jeszcze, warto (trzeba) to Słowo powtarzać i brać je sobie do serca, aby żyć, radując się – jak Maryja – w Bogu Zbawicielu naszym. 
 
Krzysztof Osuch SJ
Zeszyty Formacji Duchowej
 
fot. Nik Shuliahin | Unsplash (cc) 

_________________________________________
Przypisy:

[1]  Jest  kilkanaście psalmów, w których natchniony Autor wypowiada przed Bogiem swoje wielkie cierpienie i zmaganie; są to np. psalmy: 22, 55, 69 a także:  6, 31, 38, 39, 56, 57, 77, 88, 102, 143.  Każdy z tych psalmów wyraża sytuację nie tylko jednego człowieka, ale przede wszystkim udrękę samego Jezusa Chrystusa, który wziął na Siebie wszystkie NASZE rany, grzechy, krzywdy i słabości!    
[2]  Tak – w nawiązaniu do losu Hioba – pisze Anselm Grün OSB w:  Nie zadawaj bólu samemu sobie, Wrocław 1998, s. 69 
[3]  Prorok odsłania tam ważne prawdy. Jedna z nich mówi o tym, że przyczyną udręki są własne grzechy człowieka... Brzmi to podobnie jak w psalmie 39, w którym czytamy: Chłoszczesz człowieka za winy i wniwecz obracasz to, czego pożąda. 
[4]  Sprawdźmy w Pwp 6, 4-9 jak pomysłowi byli Izraelici w pamiętaniu i rozpamiętywaniu tego, co jest Najważniejsze! 
[5]  Szerzej opisana jest ta metoda w:  Anselm Grün OSB, Jak sobie radzić ze złem?, Wydawnictwo Salwator, Kraków 1999 
[6]  Anselm Grün OSB, Medytacja słowa Bożego drogą  do nadziei, w: Pastores 9(4) 2000, s. 15-22
 
Zobacz także
Danuta Piekarz
Gdy współczesny czytelnik, zwłaszcza młody, czyta Jezusowe błogosławieństwa, może odnieść wrażenie, że ich słowa zostały wydobyte z jakiegoś językowego muzeum, spod sporej warstwy naftaliny: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem [...] królestwo...". Cóż to za obietnica królestwa, dzisiaj, w dobie demokracji, gdy obywatele ostatnich monarchii zastanawiają się, czy utrzymywanie dworu ma jeszcze sens! 
 
Zbigniew Łuczyński
Oczywiście, człowiekowi cierpiącemu na depresję nie można zadać pytania, dlaczego w nią wpadł, ale trzeba je zadać (czy też cierpiący na depresję powinien je sam sobie zadać), gdy czuje się lepiej. To naprawdę nie jest przypadek, że jedni wpadają w depresję, a drudzy nie. 

Rozmowa poświęcona depresji. Z Anną Potoczek - psychiatrą, Ryszardem Stachem - psychoterapeutą, Bogdanem Białkiem - redaktorem naczelnym "Charakterów" oraz Józefem Augustynem SJ rozmawia Zbigniew Łuczyński
 
dr Błażej Szostek
Można powiedzieć, że wierność nie jest nakazem, ale zawieraną w wolności umową pomiędzy małżonkami, że świadomi wielu niebezpieczeństw i zagrożeń swej miłości chcą być razem na dobre i na złe. Wierność to także pełne zaangażowanie w rozwój tylko tej jednej miłości. Będąc świadom wierności, chcę zrezygnować z innych relacji, szczególnie relacji uczuciowych...
 
 
___________________
 
 reklama